|
Dokumenty regulujące pracę szkoły w aspekcie wychowania – od ustawy o
oświacie począwszy a na szczegółowych regulaminach szkolnych skończywszy – mówią
o kształtowaniu postaw, o wspieraniu obowiązków wychowawczych rodziców, o
tworzeniu środowiska wszechstronnego rozwoju uczniów w wymiarze intelektualnym,
psychicznym, społecznym, zdrowotnym, estetycznym, moralnym, duchowym, etc. Jeden
z najważniejszych celów wychowawczych zapisanych w podstawie programowej zakłada
m.in. przygotowanie dzieci i młodzieży do rozpoznawania wartości moralnych,
dokonywania wyborów i hierarchizacji wartości oraz do doskonalenia się.
Program wychowawczy szkoły, jak podkreślają autorzy reformy, powinien być spójny
z przyjętym zestawem programów nauczania, a za jego realizację odpowiedzialni są
wszyscy nauczyciele. Ostatecznym efektem pracy wychowawczej w szkole ma być
młody człowiek uznający normy i wartości etyczne, wyróżniający się kulturą
osobistą, komunikatywny i asertywny, mający świadomość zintegrowanego systemu
wiedzy, umiejętności i postaw.
Bardzo trudno jednak byłoby dopatrzeć się w tych zapisach, jak i w
konkretnych zadaniach wychowawczych podejmowanych przez nauczycieli, takiego
kierunku działań, który wdrażałby uczniów do pracy nad charakterem, czyli do
formowania w sobie stosownych dyspozycji, dzięki którym możliwe jest dokonywanie
wyborów moralnych w duchu obiektywnej prawdy. Uczniowie deklaratywnie akceptują
wartości, o których słyszą od swoich nauczycieli, które dostrzegają w sylwetkach
bohaterów narodowych i postaci literackich i nawet chcieliby je urzeczywistniać
w swoim życiu. Nie znajdują jednak siły, by podjąć trud doskonalenia własnej
osobowości. Brak tej siły to właśnie brak charakteru. Wydaje się więc, że
mówienie w szkole o wychowaniu do wartości tak długo nie będzie przynosiło
oczekiwanych rezultatów, jak długo nie znajdzie zrozumienia w środowisku
szkolnym idea systematycznej pracy nad charakterem, będąca elementem klasycznej
koncepcji wychowania i nauczania.
Ceremoniał uroczystości szkolnych
Tradycje, obyczaje, ceremoniały charakterystyczne dla kultury polskiej
wpisują się w codzienne życie szkoły i stanowią istotny element w formacji
duchowej i intelektualnej zarówno uczniów, jak i nauczycieli. Bogactwo treści,
jakie niosą ze sobą, niewątpliwie sprzyja kształtowaniu pożądanych cech
charakteru. Pomaga też w motywowaniu do ustawicznego podejmowania trudu zmagania
się z przywarami. Nie dzieje się to jednak automatycznie. Nie wystarczą
zwyczajowe apele i akademie rocznicowe, których organizacja jest zaplanowana w
kalendarzu roku szkolnego z przypisaniem jej określonym nauczycielom stosownie
do posiadanych kompetencji (np. apel z okazji Narodowego Święta Niepodległości
przygotowuje zwykle nauczyciel historii, a Dzień Papieski zazwyczaj katecheta).
Konieczne jest autentyczne zaangażowanie w działania przygotowawcze,
umożliwiające głębokie wejście w konkretne treści. Celem jest nie tylko
artystyczny efekt, lecz przede wszystkim przeżycie danej uroczystości ze względu
na ważność przesłania, jakie ze sobą niesie.
Tymczasem w wielu szkołach zaobserwować można dość sztuczny, koturnowy, jakby
wymuszony sposób obchodzenia świąt narodowych i religijnych. Nauczyciele sięgają
po gotowe scenariusze, uczniowie odtwarzają powierzone role. Jedni i drudzy
rozumieją, że mają do wykonania zlecone zadanie, z którego należy wywiązać się
dobrze, by potem z uczuciem ulgi wrócić do normalnej codzienności. Dodatkowo
uczniowie bezpośrednio zaangażowani w przygotowanie uroczystości otrzymują
„gratyfikację” w postaci oceny – bardzo dobrej lub celującej – wpisanej do
dziennika z języka polskiego czy historii, a reszta uczniów ochoczo korzysta z
godzinnej „przerwy” w czasie zajęć, czyli jakiejś lekcji (np. matematyki,
biologii, języka angielskiego), w czasie której odbywa się szkolna uroczystość.
Bardzo rzadko wychowawcy podejmują z uczniami rozmowę na temat zaprezentowanych
treści, rzadko też mówią o własnych doświadczeniach, przeżyciach, refleksjach
związanych z danym świętem narodowym czy religijnym.
Spróbujmy przykładowo prześledzić przebieg akademii szkolnej z okazji
Narodowego Święta Niepodległości (11 listopada):
- uczniowie zbierają się w sali gimnastycznej (w holu, w
auli) z nauczycielami;
- jest przygotowana stosowna scenografia;
- uroczystość rozpoczyna się wprowadzeniem sztandaru szkoły
i odśpiewaniem hymnu narodowego (czytaj: odtworzeniem nagrania z taśmy lub
płyty);
- uczniowie są w pozycji stojącej, która jednak nie wyraża
szacunku, powagi i skupienia; często w tym czasie żują gumę, rozmawiają, mają
słuchawki w uszach, odbierają lub wysyłają SMS-y; w żadnym razie nie śpiewają
hymnu;
- wszyscy oglądają przygotowany montaż poetycko-muzyczny,
historyczny lub jakąś inscenizację, która najczęściej jest syntezą wydarzeń
1914-1918;
- uczniowie sprawiają wrażenie, że słuchają ze zrozumieniem,
nauczyciele koncentrują się na wyciszaniu pojedynczych głośno rozmawiających
osób i pilnowaniu porządku;
- uczniowie występujący na scenie są mocno stremowani i zbyt
sztywni, by rozumieć to, co mówią, ponieważ cały ich wysiłek skupia się na
poprawności technicznej przedsięwzięcia, w którym uczestniczą – chodzi głównie
o to, by wypowiedzieć swoją kwestię zgodnie ze scenariuszem, pamiętać komu
przekazać mikrofon, równo się ukłonić;
- przedstawienie kończy się po około 30 minutach; dyrektor
dziękuje za piękne przygotowanie uroczystości, podkreśla wkład pracy
bezpośrednio zaangażowanych uczniów i odpowiedzialnego nauczyciela, akcentuje
wagę tego święta w kształtowaniu w sobie samym uczuć patriotycznych;
- wszyscy wracają do normalnego toku zajęć zgodnie z planem
danego dnia.
Są powody, by oczekiwać, że adresaci treści patriotycznych tej akademii będą
mieli głęboką świadomość swojej przynależności narodowej i będą się
identyfikowali z polskością. Jednakże kolejna tego typu uroczystość szkolna, np.
z okazji Święta Konstytucji Trzeciego Maja, zwykle nie potwierdza tych
oczekiwań. Przebiega według podobnego schematu, co oznacza między innymi, że
uczniowie nadal nie śpiewają hymnu narodowego na rozpoczęcie, nadal żują gumę,
nie oddając należytej czci sztandarowi szkoły. Nic się więc nie zmieniło na
poziomie świadomości narodowej uczniów od 11 listopada do 3 maja danego roku
szkolnego. W trzyletnim cyklu kształcenia danego etapu edukacyjnego sytuacja
powtórzy się jeszcze dwa razy z takim samym skutkiem, czyli – bez oczekiwanego
skutku. Obecne natomiast w programie wychowawczym szkoły zapisy mówiące o
kształtowaniu postaw patriotycznych i rozbudzaniu przywiązania do tradycji
narodowych stają się deklaracjami bez pokrycia, pobożnymi życzeniami, które
niekiedy nauczyciele wkładają w usta uczniów, ucząc bezwiednie bycia Polakiem w
sposób podwójny: normalni jesteśmy na co dzień, od święta zaś mówimy więcej o
odległej historii, która nie ma żadnego związku z naszą zwyczajną
współczesnością, ale ma tę zaletę, że jej świętowanie oznacza dzień wolny od
pracy i zajęć szkolnych (stąd ubolewanie co kilka lat, gdy dane święto wypada w
niedzielę).
Taki jest efekt – niezamierzony wprawdzie, ale faktyczny – zorientowania
pracy wychowawczej w szkole na kształtowanie pożądanych postaw, np. miłości do
ojczyzny, zamiast ukierunkowania na wyrabianie dobrych cech charakteru, np.
sprawiedliwości. Bowiem miłość do ojczyzny, a przynajmniej zewnętrznie okazany
szacunek dla symboli narodowych, jest w prostej linii skutkiem wyrobionej
sprawności bycia sprawiedliwym – każdy człowiek będący z urodzenia Polakiem
winien jest Polsce szacunek i troskę o jej dobro w takim samym stopniu, w jakim
winien jest szacunek i troskę swoim rodzicom.
Warto zatem zmienić sposób myślenia o uroczystościach szkolnych, jeśli
rzeczywiście, nie tylko deklaratywnie, chcemy podjąć pracę nad kształtowaniem
charakteru – wyrabianiem i doskonaleniem zalet oraz minimalizowaniem i
wykorzenianiem wad. Podtrzymywanie ceremoniału szkolnego, zarówno
ogólnopolskiego jak i specyficznego dla konkretnych szkół, nie powinno być celem
samym w sobie. Nie powinno być sztywnym gorsetem nakładanym kilka razy w roku i
z ulgą odstawianym. Należy raczej starać się, aby było naturalnym przejawem
świadomości i uczuć kształtowanych w uczniach ze względu na najwyższe dobro,
jakim jest pełnia osobowego życia ludzkiego. Jednym z aspektów tej pełni jest
miłość, do której trzeba młodego człowieka powoli doprowadzić poprzez
usprawnianie w nim tych dyspozycji, które najlepiej służą dojrzewaniu do miłości
rozumianej jako bycie dla drugiego człowieka ze względu na jego dobro.
Trudno byłoby na starcie oczekiwać od gimnazjalisty lub nawet licealisty
zaangażowania w przygotowanie uroczystości szkolnej i jej aktywny odbiór
wynikającego z autentycznej, spontanicznej miłości do ojczyzny, zwłaszcza że w
wychowaniu domowym można zaobserwować systematyczne zanikanie odniesień do
historii i wiązania jej ze współczesnością. Młody człowiek jednak nosi w sobie
silne pragnienie sprawiedliwości – chce być sprawiedliwie oceniany na wszystkich
zajęciach, żąda dla siebie sprawiedliwego traktowania w sytuacjach trudnych.
Nauczyciel postępując zawsze sprawiedliwie wobec ucznia, zawsze konsekwentnie i
wiarygodnie, stwarza przestrzeń, w której nie tylko ma prawo i obowiązek domagać
się od ucznia sprawiedliwego postępowania wobec ludzi i zachowania w codziennych
zdarzeniach, ale też może w naturalny, niewymuszony sposób przekonać, że
właściwe obchodzenie świąt narodowych jest równoznaczne z respektowaniem zasady
sprawiedliwości, w tym wypadku wobec ojczyzny, czyli minionych pokoleń Polaków,
którym zawdzięczamy to, kim obecnie jesteśmy i co posiadamy.
Podobnie należy traktować te uroczystości szkolne, które wynikają wprost ze
świąt religijnych. Co do nich nie powinno być wątpliwości, że wyrażają
wdzięczność Bogu za dzieło odkupienia i zbawienia każdego człowieka w osobie
Jezusa Chrystusa. Wdzięczność ta jest jedynie skromnym wyrazem tego, co się Panu
Bogu od nas należy, a nie tego, czym sami z siebie chcemy Boga uszczęśliwić.
Jest więc zaledwie namiastką sprawiedliwego postępowania stworzenia wobec swego
Stwórcy. W tę przestrzeń wpisują się:
- różne formy świętowania Bożego Narodzenia (m.in. szkolne
spotkania opłatkowe, koncerty kolęd, jasełka, stosowny świąteczny wystrój
szkoły);
- Święto Szkoły związane z jej patronem, gdy jest nim np.
ks. Jan Twardowski czy Jan Paweł II – trudno wówczas nie odnosić sposobu
świętowania do treści religijnych i nie akcentować wdzięczności Bogu za dar
życia i służby tych ludzi;
- Dzień Papieski przygotowywany w wielu szkołach zwykle z
inicjatywy nauczycieli katechetów jest szczególnym dziękczynieniem Bogu za
osobę i dzieło posługi apostolskiej Jana Pawła II, największego z rodu
Polaków;
- Dni Kultury Chrześcijańskiej organizowane w niektórych
szkołach w ramach corocznych rekolekcji wielkopostnych, wypełnione najczęściej
spotkaniami z ludźmi będącymi świadkami wiary, konkursami i inscenizacjami
teatralnymi o tematyce religijnej, koncertami ewangelizacyjnymi; jest to
ciekawa propozycja zagospodarowania uczniom nadmiaru wolnego czasu w sytuacji,
gdy w dniach rekolekcji nie odbywają się zajęcia z poszczególnych przedmiotów;
jest to jednocześnie dogodny czas, aby wychowawca spotkał się ze swoją klasą i
na przykład porozmawiał o wspólnej wierze w tego samego Boga, opowiedział o
własnym doświadczeniu wiary albo przeczytał uczniom coś wartościowego z
literatury polskiej (choćby z aktualnego kanonu lektur) lub publicystyki na
temat miejsca Boga w życiu człowieka; należy jednak zapytać w kontekście
takiej propozycji o niewierzących uczniów i nieidentyfikujących się z
Kościołem Katolickim wychowawców – uczniowie tacy raczej nie korzystają z
rekolekcji i towarzyszącym im zajęciom w szkole (zostają w domu za wiedzą i
przyzwoleniem rodziców), natomiast wychowawcy, nie kryjąc swojej postawy, mają
znakomitą okazję, by pokazać uczniom, że szacunek dla tradycji
chrześcijańskiej jest przejawem sprawiedliwości i prawości charakteru
człowieka niezależnie od jego orientacji religijnej, bo tradycja ta
ukształtowała tożsamość narodu polskiego i Europy.
Wobec docierających z różnych państw europejskich doniesień o eliminowaniu z
obyczajowości szkolnej świąt religijnych pod pretekstem respektowania świeckości
i neutralności szkoły, budzących uzasadniony niepokój w środowiskach wielu
polskich nauczycieli, warto w tym miejscu zastanowić się nad definitywnym
rozstrzygnięciem tej kwestii w społeczności danej szkoły. Jest to ważne ze
względu na realną możliwość postawienia przez ucznia lub jego rodziców zarzutu,
że dyrektor czy nauczyciel matematyki ignoruje świecki charakter placówki
oświatowej i nakłania w szkole do wiary w Boga, bo ten pierwszy na przykład
składa uczniom życzenia z okazji Bożego Narodzenia, a drugi rozmawia ze swoimi
uczniami na godzinie wychowawczej o tym, co usłyszeli w kościele w czasie nauki
rekolekcyjnej. Wydaje się, że niejeden nauczyciel – zadeklarowany katolik –
miałby kłopot z odparciem podobnego zarzutu, pomimo głębokiego przekonania o
jego bezzasadności.
Dlatego dyrektor szkoły powinien zadbać o to, aby wszyscy nauczyciele (a
nawet pracownicy administracyjni), uczniowie i rodzice związani z kierowaną
przez niego placówką mieli świadomość kilku podstawowych zasad w tej
sprawie.
- Szkoła jest krótkim etapem w życiu każdego człowieka, na
którym powinien pod kierunkiem nauczycieli uczciwie dążyć do odkrycia prawdy o
celowości istnienia świata i samego siebie. Ostatecznym celem jest oczywiście
Bóg, ale na tym etapie młody człowiek nie musi wierzyć swojemu nauczycielowi,
który tak twierdzi na podstawie doświadczenia swego życia. Tenże nauczyciel
natomiast ma prawo do świadectwa wobec uczniów, że odkryta obiektywna prawda
jest jednocześnie prawdą jego życia.
- W polskiej szkole publicznej przedmiotem kształcenia i
oceniania jest m.in. wiedza religijna dotycząca głównie chrześcijaństwa (ale
nie wiara), jaką każdy uczeń zdobywa na lekcjach historii, języka polskiego
czy historii sztuki, bo jest ona tak samo ważna dla funkcjonowania w kulturze
polskiej jak wiedza filozoficzna, historyczna, estetyczna, językowa wykładana
na tych samych przedmiotach. Natomiast w katechezie katolickiej na terenie
szkoły uczestniczą uczniowie będący katolikami, na wyraźną prośbę swoich
rodziców lub opiekunów. Tam są systematycznie zachęcani i przekonywani do
postępowania zgodnie z przykazaniami Bożymi i nauczaniem Kościoła
katolickiego, ale nawet tam oceniani są za poziom opanowania określonej
programem wiedzy, a nie wiary.
- Szkoła publiczna jest miejscem, gdzie zarówno katolicy jak
i niekatolicy mają prawo do poszanowania swojej odrębności, gdzie zwykle
więcej jest katolików i dlatego obchodzone są święta katolickie, gdzie
równocześnie niekatolicy nigdy nie są dyskryminowani i zmuszani do
respektowania obyczajów katolików, co najwyżej są zapraszani do wspólnego
świętowania.
- Szkoła ma obowiązek stymulować wszechstronny rozwój ucznia
w wymiarze intelektualnym, emocjonalnym i duchowym. Nie trzeba być katolikiem,
by wiedzieć, że wymiar duchowy jest najważniejszy, choćby dlatego, że odróżnia
nas od zwierząt i czyni osobami. Natomiast doświadczenie uczy, że w sferze
życia duchowego postulat neutralności jest fikcją, wprowadzaniem siebie i
innych w błąd, bowiem człowiek zawsze odnosi zasady, którymi się kieruje do
jakiegoś źródła, jakiejś instancji, do tego czy innego boga, nawet jeśli się
okazuje, że tą instancją lub bogiem jest on sam. Społeczność szkolna musi
funkcjonować według jasno określonych zasad, pomimo że uczniowie (czasem też
rodzice) próbują je kwestionować. Każde uczniowskie pytanie o sens tego czy
innego przepisu szkolnego prawa jest pytaniem (niekoniecznie uświadomionym) o
jego źródło, o prawodawcę. Uczciwa odpowiedź, którą nauczyciel winien jest
uczniowi z natury rzeczy nigdy nie będzie „neutralna”.
Inne uroczystości szkolne można zaliczyć do wewnętrznego ceremoniału danej
szkoły i określić mianem „świeckich” w tym sensie, że nie ewokują wprost
polskich tradycji niepodległościowych i treści religijnych. Należą do nich
m.in.:
- rozpoczęcie i zakończenie roku szkolnego,
- dzień otwartych drzwi szkoły,
- podsumowanie wyników pracy i prezentacja osiągnięć uczniów
w I i w II semestrze danego roku szkolnego,
- bal umownie zwany „studniówką” (w gimnazjum i w liceum),
- dzień sportu (zwykle w szkole podstawowej i w
gimnazjum).
One również mogą dobrze służyć kształtowaniu charakteru poprzez
przyzwyczajanie uczniów do podejmowania działań motywowanych poczuciem
sprawiedliwości. Na przykład podsumowując wyniki pracy w danym semestrze,
podkreślamy szczególne osiągnięcia konkretnych uczniów, podajemy ich nazwiska,
przedstawiamy całej społeczności szkolnej, ponieważ „zmysł sprawiedliwości” mówi
nam, że te osoby godne są takiego wyróżnienia i że to wyróżnienie słusznie im
się należy.
Organizowanie i udział w uroczystościach szkolnych przyczynia się do
budowania zorganizowanego życia społecznego, zintegrowanego wokół treści ważnych
dla wszystkich Polaków i specyficznych dla danego środowiska szkolnego. Dzieje
się to przez współdziałanie i przez współbycie.[1] Musi być ono jednak uzasadnione czymś więcej niż tylko
koniecznością wywiązania się z przydzielonego zadania.
Ceremoniał szkolny zatem powinien być świadomie praktykowany przez
nauczycieli w kontekście cnoty sprawiedliwości. Wydaje się, że w dużej mierze
może przyczynić się do efektywnego formowania charakteru młodego człowieka,
jeśli będzie postrzegany jako swoisty trening sprawnościowy wyrabiający nawyk
przechodzący stopniowo w stałą dyspozycję bycia sprawiedliwym, czyli
przyznawania każdemu tego, co mu się należy, oddawania hołdu i czci osobom i
instytucjom, które na to zasługują.
„Ada, to nie wypada” czyli szkolna etykieta
Wielu uczniom w naszych szkołach brakuje nie tylko dobrych manier, ogłady,
kindersztuby, ale nawet elementarnej wiedzy na ten temat, nie mówiąc już o chęci
jej posiadania. W domu rodzinnym zwykle nikt nie ma na to czasu, wszyscy jednak
mają wysokie wymagania i aspiracje co do poziomu kultury osobistej młodego
człowieka. Wszyscy też mający bezpośredni kontakt z dorastającą młodzieżą
chcieliby mieć do czynienia raczej z młodymi damami i dżentelmenami, czyli z
osobami „dobrze wychowanymi”.
Rodzice jednak nie zwracają uwagi na estetyczną jakość butów, ubrań czy
ozdób, jakie nosi ich dziecko, usprawiedliwiając ekscesy i dziwactwa w tym
względzie panującą modą. Są przekonani, że jest to wyraz poszukiwania i
uzewnętrzniania własnego stylu. Sądzą też, że dziecko wyrośnie z hołdowania
modnym trendom równie szybko, jak z tych ekscentrycznych ubrań. Przyjmują więc
strategię wychowawczą polegającą na cierpliwym przeczekaniu tego trudnego okresu
w rozwoju dziecka, wierząc przy tym, że mają nad wszystkim kontrolę. Taką
postawę prezentują również niektórzy nauczyciele w przekonaniu, że nie reagując
na niewłaściwe elementy w wyglądzie ucznia na terenie szkoły, respektują jego
podmiotowość i prawo do kreatywnej ekspresji bogactwa posiadanej osobowości.
Nie ma wątpliwości, że chłopiec wyrośnie na przykład z adidasów wkładanych do
garnituru z krawatem, a dziewczyna z jeansów, noszonych razem z długimi
błyszczącymi kolczykami. Nie wyrosną jednak z prymitywizmu i nigdy nie dowiedzą
się, czy mają własny styl, czy raczej ubierają się pod dyktando mediów i grupy
rówieśniczej. Bez pomocy dorosłych, posiadających wyrobioną wrażliwość
estetyczną, nie nauczą się odróżniać piękna od brzydoty, tandety, kiczu i
wybierać to, co piękne, wytworne, gustowne, stosowne do okoliczności.
Wprawdzie stara rzymska maksyma głosi, że o gustach się nie dyskutuje, ale
dopiero wtedy, gdy są one ukształtowane, gdy wynikają ze świadomie dokonywanych
wyborów w sferze wyglądu zewnętrznego według kryteriów wyznaczonych przez
wewnętrzny zmysł tzw. dobrego smaku. Ten zmysł musi być najpierw poprawnie
uformowany, zgodnie ze sprawdzonymi wzorcami i tradycją cywilizacji łacińskiej,
nawet jeśli młody człowiek ostatecznie dokona wyboru preferującego obyczaje
jakiejś subkultury, czy zgoła innej cywilizacji.
Z punktu widzenia wychowania ukierunkowanego na kształcenie charakteru
uczenie dobrych manier we wszystkich aspektach życia codziennego można
zakotwiczyć w cnocie umiarkowania (powściągliwości). Przyzwyczaja ona do
trzymania na wodzy różnych zachcianek dotyczących wyglądu zewnętrznego czy
sposobu bycia, rodzących się pod wpływem konkretnych bodźców zewnętrznych.
Ćwiczy w umiejętności rezygnowania z jakiejś rzeczy, którą lubimy i która sama w
sobie nikomu nie szkodzi, ale w określonych okolicznościach jest niestosowna.
Oto kilka – z życia wziętych – przykładów.
- Młoda dziewczyna bardzo lubi kolor błękitny. W jej
codziennej i odświętnej garderobie dominują różne odcienie tego koloru. W
dodatku jest blondynką o niebieskich oczach. Przygotowując się do balu
maturalnego, kupuje suknię błękitną, zgodnie ze swoimi upodobaniami i
stosownie do naturalnej urody. Niestety, niestosownie do okazji, jaką jest bal
maturalny, zorganizowany w porze wieczorowo-nocnej, w odpowiedniej scenerii, z
udziałem nauczycieli, rodziców i ewentualnie innych zaproszonych gości.
Tradycja polska nakazuje tutaj raczej kolory ciemne dla damskich kreacji.
Maturzystka powinna tym razem odstąpić od ulubionego koloru. Błękitna suknia
jest natomiast dla blondynki o niebieskich oczach idealnym strojem na
uroczystość weselną, ale pod warunkiem, że nie przyćmi swoim blaskiem urody
panny młodej.
- Student filologii polskiej zgłasza się do gimnazjum, by
odbyć praktykę nauczycielską. Ma popielate włosy a na sobie czarne spodnie,
czarną koszulę i szary pulower. Po dwóch dniach przychodzi i prowadzi lekcje w
stroju, w którym dominuje brąz znakomicie skomponowany z kasztanowym kolorem
włosów. Po jakimś czasie uczniowie widzą na jego głowie pomarańczowe refleksy
wśród burzy jasnych włosów w artystycznym nieładzie, dostosowanych do żółtego
golfu i wiśniowych sztruksowych spodni. Pomimo że student ma dobry kontakt z
uczniami i proponuje ciekawe rozwiązania metodyczne, dyrektor i nauczyciel
opiekun zgodnie stwierdzają, że swoim wyglądem – starannie zaplanowanym i
oryginalnym – zaprzecza nauczanym treściom, wprowadzających uczniów w
najlepsze tradycje kultury polskiej. W tejże kulturze mężczyzna raczej nie
farbuje włosów. Nie ma też żadnego uzasadnienia zmieniania koloru włosów wraz
ze zmianą koloru ubrania. Choć student praktykant jest osobą dorosłą
odpowiadającą za siebie i może dowolnie, zgodnie z upodobaniami, kreować swój
wizerunek, to jednak wobec osób niedorosłych, podlegających kulturowej
formacji (uczniów) powinien zrezygnować z ekscentrycznych elementów w swoim
wyglądzie. Natomiast pomarańczowe kosmyki włosów na pewno wzbudzą aplauz na
balu przebierańców.
- Nauczycielka historii pojawia się rano w pokoju
nauczycielskim w adidasach, jeansach i polarowej bluzie. W tym dniu nie
prowadzi lekcji, gdyż wybiera się ze swoimi uczniami na zaplanowaną wycieczkę
krajoznawczą na Roztocze. Koleżanki zwracają uwagę na jej odmienny wygląd, w
tym brak klipsów, łańcuszka i bransoletki tworzących ozdobną całość. Ktoś
mówi, że znakomicie wygląda w jeansach i dziwi się, że prawie wcale w nich nie
chodzi. Nauczycielka odpowiada, że bardzo lubi jeansy i dość często się w nie
ubiera: w sobotę do sklepu na zakupy, wieczorem na spacer z psem, na
przejażdżkę rowerową, do lasu na grzyby, w domu przy sprzątaniu, gotowaniu,
drobnych remontach, w długą podróż, czy wreszcie – na wycieczkę z uczniami o
charakterze krajoznawczym. W tych i wielu innych sytuacjach nie wyobraża sobie
innego stroju niż polar i jeansy. Jednak w szkole ogólnokształcącej na
wszystkich zajęciach z uczniami – z wyjątkiem wychowania fizycznego – taki
strój jest niestosowny. Jest w nim bowiem coś roboczego z jednej strony, a z
drugiej coś, co przyzwala na układ partnerski między uczniem i nauczycielem
(bo jeansy są stosownym elementem codziennego stroju ucznia). Nauczyciel
natomiast powinien zawsze być w swoim wyglądzie skromny i dyskretnie
elegancki, bardziej w stylu klasycznym niż młodzieżowym, sportowym, country
czy jakimś innym, nawet jeśli trudno mu rozstać się z ulubionym
polarem.
Wygląd zewnętrzny uczniów w naszych szkołach często świadczy o niewiedzy co
do tego, co wypada, a co nie wypada w danej sytuacji, jak również o braku chęci
dostosowania się do ogólnie przyjętych norm. Mimo to nauczyciel powinien zawsze
reagować na brak ogłady, wskazywać właściwy sposób bycia i motywować do
pożądanych zachowań. Nie należy oczekiwać natychmiastowych pozytywnych skutków,
warto natomiast być cierpliwym i spokojnie tłumaczyć uczniom zasadność
praktykowania dobrych manier. Efekty dadzą się zauważyć wcześniej czy później,
jeżeli nauczyciel świadomie ukierunkuje pracę wychowawczą na kształcenie
sprawności umiarkowania i uwzględni w swoich działaniach przynajmniej trzy
czynniki zależne wyłącznie od jego dobrej woli:
1) spostrzegawczość zorientowaną na widzenie z pozoru nieistotnych
szczegółów, nieważnych drobiazgów, małych rzeczy i spraw; 2)
konsekwencję w upominaniu każdego ucznia łamiącego konwenanse i w
przyzwyczajaniu do odpowiednich manier, ale też w stosowaniu właściwej kary, gdy
niegrzeczne zachowanie ucznia rażąco narusza dyscyplinę i porządek w
klasie; 3) własny przykład, czyli nienaganny wzór kultury osobistej, w
szczególności dyskretnie wytwornej elegancji w wyglądzie zewnętrznym, w sposobie
mówienia, siedzenia, chodzenia oraz odnoszenia się do uczniów i wszystkich
pracowników szkoły, zwłaszcza w obecności uczniów.
Przyjrzyjmy się bliżej konkretnym codziennym sytuacjom w szkole, które
stwarzają nauczycielom wiele okazji do formowania „młodzieży z charakterem” i
wdrażania jej do stopniowego coraz bardziej świadomego przejmowania
odpowiedzialności za dalszą, już samodzielną, pracę nad własnym charakterem.
Warto zobaczyć, jak często nauczyciel ma sposobność, by powiedzieć i pokazać
swoim uczniom, co wypada, a co nie wypada każdemu dobrze wychowanemu
człowiekowi, wzrastającemu w kulturze polskiej będącej integralną częścią
cywilizacji łacińskiej.
► Istotnym warunkiem ładu wewnętrznego na zajęciach edukacyjnych –
skupienia, koncentracji, aktywnego słuchania, notowania, wykonywania zadań w
odpowiednim tempie – jest zachowanie ładu zewnętrznego.
Zaczynamy od ustawienia uczniów przed salą lekcyjną w taki sposób, aby
pierwsze zawsze wchodziły dziewczęta. Nakazujemy uczniowi, który ma np.
bezładnie zwisające sznurowadła u butów porządnie je zawiązać, a innemu, który
np. jeszcze je zapiekankę sugerujemy, że czas przerwać konsumpcję. W tym miejscu
zwykle pojawia się dylemat, bo uczeń stwierdza, że ani nie schowa do plecaka
gorącej zapiekanki z sosem pomidorowym, ani jej nie wyrzuci. Pozwalamy mu wtedy
zostać na korytarzu i spokojnie zjeść zapiekankę, ale jednocześnie informujemy,
że w dzienniku wpisujemy mu nieobecność, a jeśli wróci na lekcję, odnotujemy
spóźnienie. Skutek jest natychmiastowy – uczeń jest na swoim miejscu w klasie,
zanim nauczyciel sprawdzi do końca listę obecności.
Lekcję rozpoczynamy od porządkujących poleceń, których wykonanie trwa
najwyżej 3 minuty:
– wyrównać stoliki w rzędach, – pozbierać papierki, –
poprawić zasłony, – położyć plecaki we właściwym miejscu (nie na
stoliku, nie na parapecie, nie na przejściu między rzędami), – wytrzeć
tablicę, – usiąść prosto (czyli nie garbić się, nie opierać stóp o
krzesło osoby siedzącej z przodu, nie układać się na stoliku w pozycji do
spania, nie huśtać się na tylnych nogach krzesła itp.), – wyjąć z ust
gumę do żucia.
Poza listą obecności sprawdzamy również, czy uczniowie siedzą na swoich
miejscach i raczej nie pozwalamy na przesiadanie się.
Nie dopuszczamy też, aby przy stoliku nauczycielskim gromadziło się
jednocześnie kilku uczniów. Odpowiadamy na ich prośby i pytania, które
sygnalizują ze swego miejsca przez podniesienie ręki. Moment udzielania tych
odpowiedzi, czy też informowania uczniów o sprawach niezwiązanych bezpośrednio z
tematem lekcji powinien być przez nauczyciela jasno określony, np. po
sprawdzeniu listy obecności a przed sprawdzeniem pracy domowej.
Ponadto w utrzymaniu ładu zewnętrznego pomaga konsekwentne pilnowanie w
czasie zajęć, aby uczniowie:
– nie opuszczali swoich miejsc bez pozwolenia nauczyciela; –
nie zabierali głosu bez pozwolenia; – nie przerywali wypowiedzi innego
ucznia ani nauczyciela; – kończyli zadania lekcyjne na znak dany przez
nauczyciela, który zazwyczaj jest tożsamy z dzwonkiem na przerwę, ale zdarza
się, że nauczyciel potrzebuje jeszcze np. 20 sekund, by dokończyć ostatnie
zdanie; – podsuwali wszystkie krzesła i sprawdzali, czy nie zostawiają
za sobą śmieci, wychodząc z sali lekcyjnej.
► Uchybienia w zachowaniu zdarzają się wszystkim, dzieciom i młodzieży
w szczególności. Nie w tym rzecz, by je zupełnie wyeliminować poprzez
wprowadzanie kolejnych usztywniających procedur w funkcjonowaniu uczniów w
szkole, ale przyzwyczajać ich do właściwego reagowania w sytuacji zawinionego
lub niezawinionego naruszenia jakiegoś konwenansu szkolnej etykiety.
Jeśli na przykład uczeń spóźnił się na zajęcia, to powinien:
– zapukać i wejść, nie trzaskając drzwiami; – powiedzieć
„dzień dobry” oraz „przepraszam za spóźnienie” nie za głośno i nie za
cicho; – szybko zająć swoje miejsce (bez powitań z kolegami) i
bezszelestnie włączyć się w tok lekcji; – poprosić nauczyciela – zaraz
po lekcji a nie następnego dnia! – o odnotowanie w dzienniku spóźnienia zamiast
zaznaczonej nieobecności.
Gdy w trakcie lekcji wchodzi do sali uczeń wysłany przez dyrektora lub innego
nauczyciela, by przekazać jakąś informację danej klasie i nie zamknąwszy za sobą
drzwi, zwraca się od razu do uczniów, należy natychmiast mu przerwać i przywołać
go do porządku w obecności uczniów, do których przyszedł z informacją.
Niestosowność zachowania polega na tym, że uczeń nie przeprosił grzecznościowo
za wejście w toku zajęć, nie poinformował najpierw nauczyciela, z czym
przychodzi i nie zapytał – również nauczyciela! – czy w danej chwili może tej
klasie przekazać określony komunikat. Komentarz nauczyciela, korygujący
zachowanie ucznia, powinien być krótki, rzeczowy i raczej przyjazny, bo
najczęściej uczeń ten po raz pierwszy dowiaduje się o obowiązujących
konwenansach w podobnych sytuacjach.
► Na porządku dziennym są w szkole przypadki, kiedy do klasy wchodzi w
trakcie zajęć osoba dorosła i ma zwykle krótką, ale pilną sprawę do uczniów lub
do nauczyciela prowadzącego zajęcia. Często jest to inny nauczyciel, dyrektor,
pedagog, sekretarka, kierownik administracyjny, ochroniarz, rodzic, ktoś z
zewnątrz za zgodą dyrektora. Uczniowie powinni bez ociągania wstać i usiąść
dopiero wtedy, gdy nauczyciel lub osoba, która weszła przyzwoli na to gestem lub
słowem. Podobnie – gdy wychodzi z klasy. Powstanie z miejsca na wejście osoby
dorosłej dotyczy również nauczyciela prowadzącego zajęcia, o ile w tym momencie
siedzi za swoim biurkiem.
Warto przy tej okazji zasygnalizować uczniom, że zwyczaj ten jest w tradycji
polskiej wyrazem szacunku dla każdej osoby dorosłej i starszej od nas wiekowo, w
szczególności dla kobiety. Do dobrego tonu należy przestrzeganie go również w
innych sytuacjach, na przykład w domu rodzinnym, gdy mama wraca z pracy i
pukając, wchodzi do pokoju syna, który siedzi przy biurku i uczy się.
► Równie często zdarza się, że podczas przerwy uczniowie nie reagują na
leżący na środku korytarza ogryzek, jakiś zmięty papier, kawałek niedojedzonej
bułki. Przechodzą obok albo bezwiednie przesuwają „przeszkodę” nieco dalej
krawędzią buta. Nauczyciel pełniący dyżur na korytarzu może zachować się
dwojako:
1) podnieść ogryzek lub papier i wyrzucić do kosza, czy też podnieść
kawałek bułki i położyć na parapecie okna, co oznacza, że przeznaczeniem
niezużytego chleba nie jest śmietnik, ale na przykład pokarm dla
ptaków; 2) poprosić o to najbliżej stojącego ucznia albo tego, który
przeszedł i nie zauważył, że niemal potknął się o leżący w linii prostej
ogryzek, papier czy kawałek bułki.
Jeden i drugi sposób wywołuje te same pożądane skutki wychowawcze: ani
konkretny nauczyciel, ani konkretny uczeń nie przyczynił się do tego, że na
korytarzu leżą konkretne śmieci; jednak ten nauczyciel wie, że jeśli raz sam
podejmie i wyrzuci nie swój ogryzek, to później łatwiej nakłoni do tego każdego
ucznia w imię wrażliwości estetycznej, która nikomu – ani uczniowi, ani
nauczycielowi – nie pozwala na bierne stanie wśród śmieci.
► Niejednokrotnie zmęczeni lub czymś rozdrażnieni uczniowie głośno
skarżą się na pewne niedogodności, których na danej lekcji dotkliwie
doświadczają. Jest to na przykład rażące w oczy słońce, upał, uczucie głodu,
itp. Nauczyciel w ich przekonaniu powinien te niedogodności usunąć i zapewnić im
domniemany komfort miłego spędzenia czasu na zajęciach. Czasem rzeczywiście da
się to zrobić, jeśli chodzi na przykład o rażące w oczy słońce – wystarczy
rozsunąć zasłony, opuścić rolety czy żaluzje.
W większości przypadków jednak należy wdrażać narzekających uczniów do
skoncentrowania się na wykonaniu zadania a nie na jakiejś niewygodzie, która
wprawdzie je utrudnia (z czym trzeba się zgodzić, potwierdzić realność tego
doświadczenia, a nawet odnieść do siebie: mnie też jest gorąco, mnie także chce
się jeść), ale nie uniemożliwia. Człowiek bowiem, w odróżnieniu od zwierząt,
może – jeśli chce – przezwyciężyć przykre odczucia wynikające ze zmęczenia
upałem, odsunąć na jakiś czas zaspokojenie głodu czy pragnienia, pomimo że są to
potrzeby uwarunkowane biologicznie. Trzeba wówczas stanowczo powiedzieć –
wytrzymaj, albo lepiej – wytrzymajmy jeszcze trochę. Można, oczywiście,
dodatkowo podać jakiś spektakularny przykład kogoś, kto nie dogadzając sobie w
podobnych okolicznościach, nauczył się cierpliwości i wytrwałości.
To jednocześnie kolejna znakomita okazja, by przyzwyczajać uczniów do
myślenia o sobie jako o istocie wyposażonej przez Stwórcę w narzędzia, dzięki
którym może sprawować nad sobą władzę m.in. poprzez kontrolowanie i opanowywanie
czysto zwierzęcych odruchów.
Podobnych sytuacji i zdarzeń można bez wątpienia przywołać o wiele więcej, bo
rzeczywistość życia szkolnego jest bogata i wieloaspektowa.
Każdy z podanych przykładów opisuje konkretne doświadczenie poddane
autorefleksji i konfrontacji z doświadczeniami nauczycieli w różnych szkołach.
Jest ilustracją zasygnalizowanej wcześniej tezy, że uczenie młodych ludzi
dobrych manier wymaga ćwiczenia ich w powściągliwości w zaspakajaniu wszystkich
chwilowych zachcianek, bądź też w dogadzaniu sobie poprzez rozleniwienie i
lekceważenie konwenansów wymagających subordynacji i określonej dyspozycyjności.
Jest zatem dowodem w sprawie, kiedy i jak nauczyciel powinien włączyć się w
proces kształtowania charakteru uczniów, przejawiającego się m.in. w szkolnej
etykiecie.
Działania nauczyciela na tej płaszczyźnie służą realizowaniu jednej z
głównych zasad wychowania moralno-społecznego w szkole, która mówi o
konieczności preferowania dobrego postępowania, a nie usprawiedliwiania
słabości. W przeciwnym wypadku wychowanie staje się jedynie doraźnym zwalczaniem
skutków braku ukształtowanych dyspozycji do czynienia dobra.[2]
Pracę wychowawczą w szkole, pomyślaną i zaplanowaną jako formowanie
charakteru, można porównać do budowania katedry gotyckiej, gdzie każda cegiełka
jest ważna i potrzebna, pomimo że w stosunku do wielkości całej budowli wydaje
się tak mała i bez znaczenia, że niegodna, by poświęcić jej odrobinę uwagi. A
jednak właśnie tysiące takich cegiełek, ułożonych według zamysłu
architekta-mistrza, tworzą podziwianą – niezmienną mimo upływu stuleci –
wspaniałość katedry gotyckiej.
Parenetyczna funkcja literatury
Literatura polska to nieprzebrane bogactwo treści, form i gatunków. Imponuje
różnorodnością środków wyrazu, wirtuozerią słowa, zaangażowaniem w najważniejsze
sprawy pojedynczego człowieka i narodu, wrażliwością na rzeczywiste dobro i
prawdziwe piękno. W jej historii określona jest tożsamość narodu polskiego,
która powinna być uświadamiana kolejnym pokoleniom w procesie wychowania w
rodzinie i w szkole.
Naturalnym kontekstem naszej literatury jest literatura powszechna, w
szczególności europejska. Tam także można znaleźć pozytywne odniesienia i
wartościowe elementy budujące fundament osobowego życia człowieka, określające
jego relację do Boga i miejsce wśród innych stworzeń.
Można zatem wskazać w literaturze polskiej i powszechnej treści wspólne i
konieczne, służące celom wychowawczym. Wie o tym każdy nauczyciel polonista i
prezentując dany utwór literacki, akcentuje postawy i wybory moralne, jakich
dokonują bohaterowie, analizuje z uczniami motywy, jakimi kierują się przy
podejmowaniu ważnych decyzji. Czasami jednak można odnieść wrażenie, że
nauczyciel wstrzymuje się przed jednoznaczną oceną postępowania bohatera.
Powodem nie jest brak wystarczających przesłanek w tekście literackim, ale
raczej brak zdecydowania co do punktu odniesienia, co do konkretnej miary, którą
można by zmierzyć czyny bohatera i na podstawie otrzymanego wyniku wystawić
ocenę. Tych miar i punktów widzenia jest bardzo dużo w komentarzach,
opracowaniach, podręcznikach szkolnych, rozprawach naukowych dotyczących postaw
bohaterów literackich. Nauczyciel w tej sytuacji zwykle obawia się nietrafności
własnego wyboru i własnej oceny.
Jeśli jednak proces dydaktyczno-wychowawczy w szkole ukierunkowany jest na
formowanie osobowości ucznia poprzez usprawnianie cnót, to właściwym kryterium
oceny bohatera literackiego jest pełnia osobowego życia człowieka.
W kanonie lektur szkolnych nauczyciel ma do dyspozycji wiele dzieł, które
może wykorzystać w świadomym oddziaływaniu na rozum, uczucia i wolę uczniów, w
kształtowaniu w nich dyspozycji do podjęcia wysiłku doskonalenia w sobie życia
osobowego.
Z tego punktu widzenia każda postać literacka stanowi jakąś konkretyzację
człowieczeństwa, prezentuje jakiś styl bycia człowiekiem. Zwykle ma coś do
powiedzenia danemu współczesnemu pokoleniu. Często jest wzorcem, podziwianym
przykładem dobrego postępowania albo – ze względu na brak dyspozycji do
rozpoznania rzeczywistego dobra – nie może być wzorem do naśladowania.
Takie postrzeganie każdego bohatera jest możliwe i zasadne niezależnie od
uwarunkowań czasowo-przestrzennych wykreowanego świata, w którym funkcjonuje,
ponieważ każdy jest osobą, a osobowa natura ludzka nie zmieniła się od
tysiącleci. Jurand ze Spychowa, Marcin Borowicz czy Santiago, choć usytuowani
przez autorów kolejno w XV, XIX i XX wieku, w takim samym stopniu są osobami.
Ich życie przebiega w odmiennych okolicznościach, ale w takich samych trzech
wymiarach:
- biologicznym,
- psychicznym (uczuciowo-emocjonalnym),
- duchowym.
Ponadto każda postać literacka, mniej lub bardziej realna, ewokuje te same,
niezmienne, odkryte na gruncie cywilizacji łacińskiej aspekty życia osobowego.
Są nimi:
- poznawanie siebie i świata, reflektowanie nad
rzeczywistością;
- zdolność do miłości rozumianej jako bycie dla drugiego
człowieka, pragnienie jego rzeczywistego dobra;
- wolność dysponująca do odkrywania prawdy i wybierania
dobra;
- suwerenność określająca jednostkę jako byt sam w sobie,
jedyny, niepowtarzalny;
- podmiotowość prawna, w myśl której jakiekolwiek stanowione
prawo powinno respektować i zabezpieczać dobro człowieka;
- godność religijna wskazująca ostateczny cel ludzkich
działań.
Warto zatem na zajęciach języka polskiego, w toku omawiania utworu
literackiego, rozważyć m.in.:
- ile jest w wykreowanej postaci życia prawdziwie osobowego;
- który wymiar życia determinuje wybory i decyzje danej
postaci;
- w jakim stopniu bohater wykorzystał zewnętrzne
okoliczności, aby czynić dobro;
- jakie stawiał sobie cele i jakie wybierał środki
(wartości), aby je osiągnąć.
Można też posłużyć się kerygmatyczną metodą analizy dzieła literackiego, o
której szeroko pisze w swoich pracach naukowych współczesny znawca literatury
polskiej prof. Marian Maciejewski. Jego zdaniem każdy utwór literacki poddaje
się odniesieniu do kerygmatu, choć nie każdy wprost ten kerygmat zakłada.[3] Praktyka zawodowa nauczycieli polonistów,
którzy zetknęli się z tą metodą, potwierdza jej zasadność i użyteczność w
szkolnej analizie dzieła literackiego na wszystkich etapach edukacyjnych.
Jeden bohater literacki może więc zachęcać do heroicznego dążenia do
doskonałości, życie innego natomiast może być ważną przestrogą przed skutkami
błędnych decyzji. Uczeń o tyle skorzysta z doświadczeń literackich postaci, o
ile przekona się, że podobną dynamikę może mieć również jego życie.
Doprowadzenie ucznia do takiej refleksji jest głównym zadaniem nauczyciela
polonisty.
Dodatkowym narzędziem, które może w tym pomóc jest swoiste „posortowanie”
postaci literackich, takie ich poukładanie we własnej świadomości, aby wiadomo
było, jak wykorzystać kreację danej postaci w procesie formowania osobowości
ucznia. Spróbujmy przyjrzeć się przykładowo takiej klasyfikacji w odniesieniu do
niektórych (nie wszystkich!) bohaterów, wybranych z dzieł literackich tych
pisarzy, których nazwiska znajdują się w kanonie lektur szkolnych.
Niezłomni i zawsze wierni:
- Hiob,
- Odyseusz,
- Hektor,
- Antenor,
- Ligia,
- Pomponia Grecyna,
- Roland,
- św. Aleksy,
- Grażyna,
- Tomasz More,
- Jan Skrzetuski,
- Longinus Podbipięta,
- Michał Wołodyjowski,
- Konrad Wallenrod,
- Staś Tarkowski,
- Andrzej Radek,
- doktor Judym,
- Benedykt Korczyński,
- Jan Bohatyrowicz,
- Józef Skawiński,
- Karol Marcinkowski,
- Rudy,
- Zośka,
- Alek,
- Santiago,
- Pan Cogito.
Zagubieni, lecz nawróceni:
- Jonasz,
- Syzyf,
- Herakles,
- Marek Winicjusz,
- Chilon Chilonides,
- Jurand ze Spychowa,
- księżna Katarzyna Sydonia,
- Mikołaj Doświadczyński,
- Andrzej Kmicic,
- Robinson Crusoe,
- Ebenezer Scrooge,
- pan Tomasz,
- Jacek Soplica/ks. Robak,
- Gerwazy,
- Marcin Borowicz,
- Mały Książę.
Zagubieni i zniewoleni przez fatum:
Zagubieni, lecz nienawróceni:
- Petroniusz,
- Ikar,
- Tristan i Izolda,
- Romeo i Julia,
- Makbet,
- hrabia Henryk,
- pan Łukasz,
- Cezary Baryka.
Kryterium takiego podziału jest jakość życia każdego z bohaterów, będąca
konsekwencją osobistej podjętej w sposób wolny decyzji, rozpatrywana w
kontekście obiektywnej prawdy i rzeczywistego dobra. Oczywiście, wyjątkiem jest
np. Edyp, który nie ma żadnej szansy decydowania o swoim losie. Jest to jednak
bardzo ważna postać ze względu na możliwość pokazania sposobu myślenia o
człowieku w czasach starożytnych przed pojawieniem się chrześcijaństwa.
Analiza dzieła literackiego w szkole musi być profesjonalna, co oznacza
m.in., że nie można nie dostrzegać nadmiernych uproszczeń, schematyzmu czy wręcz
naiwności w kreacji niektórych bohaterów.
Wydaje się jednak, że nie należy również bać się wewnętrznego przeświadczenia
i zgodnego z nim przekonywania uczniów, że ci niezłomni i zawsze wierni
są godni podziwu i szacunku, że warto próbować uczyć się od nich męstwa,
roztropności, sprawiedliwości, umiarkowania, nawet jeśli wydają się
niedościgłymi wzorami. Warto też pokazać, że w naszej realnej – nie literackiej
– rzeczywistości żyje niejeden Hiob, Staś Tarkowski, Pan Cogito, czy niejedna
Ligia.
Autorytet nauczyciela – świadka prawdy
Niezwykle istotnym czynnikiem wpływającym na kształtowanie charakteru uczniów
w środowisku szkolnym jest wyrazista osobowość nauczyciela. Każdy nauczyciel
wychowuje uczniów, z którymi ma kontakt niezależnie od tego, czy formalnie pełni
funkcję wychowawcy klasowego.
Zawodowy profesjonalizm, wysokie morale, nienaganne maniery to kluczowe
elementy budujące autorytet nauczyciela. Są to zarazem obszary permanentnej
pracy nad sobą.[4] Im większą troskę wykazuje
nauczyciel o własną formację osobowościową, tym bardziej owocne jest jego
oddziaływanie na uczniów mocą posiadanego autorytetu.
Obserwacja pracy wielu nauczycieli pokazuje, że rzeczywistym autorytetem jest
ten, który staje się nim jakby mimo woli, nie deklarując wprost chęci bycia
autorytetem. Żyje bowiem tak, jak mówi, że żyje. Jest autentyczny i przejrzysty
w podejmowaniu wszystkich decyzji. Jest niemalże chodzącym wzorem cnót:
sprawiedliwości, roztropności, umiarkowania, męstwa. Wychowuje słowem,
uśmiechem, gestem, spojrzeniem, wyglądem, sposobem poruszania się. Nigdy nie
mówi „nie wiem”, bo wiedząc, że czegoś nie rozumie, dąży do wyjaśnienia i
poznania prawdy w danej kwestii. Wie przede wszystkim, że nie jest nieomylny,
potrafi więc przyznać się do błędu, wycofać się z niego i przeprosić.
Trudno byłoby zaprzeczać, że są to bardzo wysokie wymagania wobec
nauczyciela, zwłaszcza nauczyciela wychowawcy, który mając do dyspozycji
dodatkową godzinę zajęć ze swoją klasą (godzinę wychowawczą) oraz inne formy
bezpośredniego kontaktu (np. wycieczki, wyjścia do kina i teatru), wpływa na
uczniów całą swoją osobowością przez cały czas bycia z nimi. Wymagania istotnie
są wysokie, ale nie są wygórowane i odpowiadają ludzkim możliwościom i siłom
nauczyciela, który jest – mimo wszystko – człowiekiem nie zaś aniołem. Jeśli
bowiem stawiamy uczniowi ocenę wzorową z zachowania po spełnieniu określonych
wymagań, to tym bardziej sami powinniśmy być wzorem postępowania uwzględniającym
oczywiste różnice między uczniem a nauczycielem i adekwatnym do realizowanych
zadań.
Wprawdzie nie można zadekretować bycia wzorem w żadnej profesji, ale można
próbować zbliżyć się do ideału, mierząc siły na zamiary. Ważny jest nie tyle
efekt, co podjęty trud i zaangażowanie ze względu na najwyższe dobro. Niejeden
wychowawca wie z własnego doświadczenia, że ten pozornie bezsensowny wysiłek
często nabiera znaczenia dopiero w dorosłym życiu ucznia.
Wychowawca ma do zagospodarowania ok. 36 jednostek lekcyjnych w ciągu roku
szkolnego, nazywanych potocznie godzinami wychowawczymi. Jest to najdogodniejszy
czas na „administrowanie” sprawami klasy, których zwykle jest bardzo dużo. Styl
zarządzania tymi sprawami, jaki prezentuje wychowawca, również wpływa na
formację uczniów. Często drobne spięcia, chwilowe konflikty, tymczasowe
zadrażnienia, nieprzewidziane kłopoty, nagłe przeszkody w załatwianiu jakiejś
sprawy mogą być dogodnym momentem, aby kierować uwagę uczniów na hartowanie
ducha poprzez zmaganie się z przeciwnościami i nieuleganie słabościom. W
rzeczywistości szkoły każdy dzień niesie ze sobą wiele takich sytuacji. Ważne
jest, aby żadnej – nawet najmniejszej – nie przeoczyć.
Jednak godzina wychowawcza jest także po to, by wychowawca mógł rozmawiać ze
swoimi uczniami na tematy ogólne, które nie wynikają wprost z bieżących
szkolnych spraw. Zazwyczaj wychowawca sporządza rejestr takich tematów i
przedstawia uczniom, rodzicom i dyrektorowi jako plan pracy wychowawczej w
swojej klasie w danym roku szkolnym. Powinien on być spójny – lub przynajmniej
niesprzeczny – z programem pracy wychowawczej realizowanym w całej szkole.
Dobrze byłoby, gdyby wszyscy wychowawcy w danej szkole pracowali według jednej
koncepcji wychowawczej respektującej osobową naturę człowieka. Siła skutecznego
oddziaływania na uczniów jest wtedy zwielokrotniona i daje taki sam efekt jak
kropla drążąca skałę.
Plany pracy wychowawczej są jednak różne w poszczególnych klasach, ponieważ
wychowawcy mają różne pomysły na tematyczne wypełnienie godzin wychowawczych w
swojej klasie. Mają one głównie walor poznawczy. Dodanie lub zastąpienie ich
tematami ukierunkowanymi na kształcenie charakteru raczej nie spowoduje
pożądanych zmian w postawie uczniów. Pedagogizacja rodziców w tym kierunku także
nie wywoła oczekiwanych zachowań, pomimo że wszyscy chcieliby, aby ich dzieci –
te małe i te duże – były dobrze wychowane.
Oto przykłady tematów godzin wychowawczych formułowanych czasem przez
nauczycieli, którzy wprawdzie dostrzegają potrzebę kształtowania charakteru
uczniów, ale ograniczają się jedynie do nazywania i opisywania co należy, a
czego nie należy czynić, co wypada, a co nie wypada.
- Jaki jest mój temperament?
- Moje mocne i słabe strony.
- Jakie posiadam zalety, a jakie wady?
- Szanujemy siebie nawzajem.
- Kultura osobista na co dzień.
- Jesteśmy za siebie odpowiedzialni.
- Pomagamy sobie.
- Oceniamy swoje zachowanie.
- Co to jest agresja?
- Jak zdobyć przyjaciół?
- Jesteśmy wobec siebie sprawiedliwi.
Poprzestając na podaniu swoistej instrukcji postępowania, wychowawca
bezwiednie wchodzi w rolę strażaka, który gasi pożar tam, gdzie się on pojawia i
dodatkowo tłumaczy, dlaczego dzieci nie powinny bawić się zapałkami. Tymczasem
zadaniem wychowawcy jest nauczyć wychowanków dostrzegania zagrożeń i pokazać, w
jaki sposób mogą stawić im czoła lub jak mogą je ominąć – jeśli zechcą. Uczeń
bowiem, podobnie jak niejeden dorosły człowiek, nie zawsze wybiera to, co dobre,
choć trudne i nie zawsze odrzuca to, co złe, choć łatwe. Wychowawca nie ma więc
decydującego wpływu na wybory i decyzje ucznia, ponieważ nie jest jedynym
czynnikiem kształtującym jego osobowość. Poza rodziną, Kościołem i grupą
rówieśniczą potężną siłą oddziaływującą na umysł, uczucia i wolę ucznia są media
elektroniczne. Jest to siła niszcząca, siejąca niebywałe spustoszenie, zwłaszcza
w obliczu kryzysu, jaki przeżywa wiele współczesnych rodzin objawiającego się
m.in. w osłabieniu więzi religijnych z Kościołem, pomimo zadeklarowanej
formalnie przynależności wyznaniowej.
W tej sytuacji wychowawca w szkole może być dla ucznia jedynym constans –
jedyną osobą ukierunkowującą na prawdę, dobro i piękno. Pozornie taki wychowawca
stoi na z góry straconej pozycji, bo jest sam i wiadomo, że nie przekona
wszystkich swoich wychowanków. Jednak jego wierność prawdzie pomimo przeciwności
zawsze będzie intrygowała i niepokoiła tych opornych. Tym zaś, którzy chcą
pracować nad sobą, będzie pomagała trwać w szlachetnych postanowieniach.
Pamiętając zawsze i wszędzie, że wychowawca wychowuje przede wszystkim samym
sobą, zgodnością słów i czynów, wyrazistością postaw, warto jednocześnie
postarać się zagospodarować godziny wychowawcze (poza koniecznym
administrowaniem) czymś sensownym – rozmowami czy działaniami, które otworzą
uczniom oczy na realny (nie wirtualny!) świat i na samych siebie.
Wobec rosnącej dominacji mediów w życiu współczesnego człowieka byłoby
dobrze, gdyby uczniowie zobaczyli, że oni sami są pierwszymi ofiarami medialnej
manipulacji i zniewolenia. Trzeba znaleźć sposób, aby tego doświadczyli, nawet
jeśli część z nich zignoruje oczywiste dowody. Pomysłów może być wiele, ale nie
powinny one sprowadzać się tylko do realizacji zadań wynikających z
obowiązującej edukacji medialnej – zależy to głównie od inicjatywy nauczyciela
wychowawcy i od określonych warunków zewnętrznych właściwych danej szkole.
Można na przykład zaplanować cykl godzin wychowawczych poświęconych analizie
konkretnych przekazów medialnych pod kątem stopnia ich wiarygodności,
odnoszących się do spraw bliskich uczniom lub bieżących wydarzeń kulturowych,
politycznych i społecznych. Nie chodzi o budzenie sympatii i antypatii w
polityce czy innej dziedzinie, ale o to, aby młody człowiek dostrzegał
mechanizmy manipulacji i kłamstwa w określonych mediach i nabierał dystansu do
proponowanych przez nie pomysłów na życie. Można mieć nadzieję, że zapyta
wówczas, gdzie zatem powinien szukać prawdy i czym się kierować w życiu. Być
może postawi o wiele więcej trudnych pytań. Im więcej, tym lepiej, bo wychowawca
ma wtedy realną szansę skierowania ucznia na właściwą drogę i pokazania mu
ostatecznego celu jego życia.
Takie uczniowskie pytania, rodzące się również w innych sytuacjach (na
zajęciach przedmiotowych, na wycieczce, w czasie zabawy), czasem prowokacyjne,
mogą zainspirować do przygotowania kolejnego cyklu godzin wychowawczych, na
których nauczyciel nie tylko odpowie na nie w sposób jednoznaczny, ale przede
wszystkim zaświadczy o prawdziwości swoich słów. Trudno byłoby przecenić
znaczenie tego momentu w pracy wychowawczej nauczyciela. Współczesny człowiek,
bowiem, zwłaszcza młody człowiek – jak mówi Jan Paweł II w adhortacji „Ecclesia
in Europa” – chętniej słucha świadków aniżeli nauczycieli; a jeżeli słucha
nauczycieli, to dlatego, że są świadkami.
Artykuł ukazał się drukiem w „Zeszytach Społecznych KIK” 2008.
[1] A. Lendzion, Realizowanie programu
wychowania w szkole w aspekcie kształcenia charakteru ucznia, „Cywilizacja”
2007, nr 22, s. 60.
[2] Tamże, s. 60-61.
[3] Zob. M. Maciejewski, „ażeby ciało
powróciło w słowo”. Próba kerygmatycznej interpretacji literatury, Lublin
1991.
[4] R. Krupa, Jak przywrócić autorytet
i dyscyplinę w szkole, „Cywilizacja” 2007, nr 22, s.
118-120.
|