|
1. Żyjemy w świecie, który zgodnie z tezą M. McLuhana coraz bardziej
przypomina globalną wioskę. Świat ten charakteryzuje m.in. zacieśnianie
więzi politycznych, gospodarczych i kulturalnych, szybki przepływ informacji i
kapitału, przechodzenie – jak się niekiedy wskazuje – ze wspólnot
pamięci do wspólnot z wyboru. Istotnym znamieniem globalizacji i
zacieśniania więzi jest istnienie złożonego systemu relacji między różnymi
częściami świata i różnymi sferami życia człowieka, przez co destabilizacja
jednego elementu powoduje destabilizacje innych, a w następstwie tego zachwianie
całym systemem. Wielki kryzys z końca lat 20. XX wieku był tylko zapowiedzią
tego, co mogłoby się zdarzyć, gdyby jakiś poważniejszy element obecnej układanki
uległ szybkiemu tąpnięciu. Doskonale pokazują to obejmujące cały świat
konsekwencje ostatniego kryzysu ekonomicznego w Stanach Zjednoczonych, które
szybko dały się odczuć w całym świecie i jeszcze nie wiadomo, jakie ostatecznie
pociągnie to za sobą skutki. A przecież obok ekonomii są też polityka czy
bezpieczeństwo. Rodzi się więc pytanie: jak globalizacja i tendencje do
tworzenia ponadnarodowych centrów władzy przy już istniejących ponadnarodowych
powiązaniach gospodarczo-finansowych może wpłynąć na istnienie i sposób
działania tradycyjnych państw narodowych?
Na tle globalizacji jako konsekwencji rewolucji przemysłowo-technologicznej
istnieje tendencja do szerzenia ideologii globalizmu, która proces zacieśniania
więzi międzynarodowych w określonych sferach życia, podporządkowuje zamysłowi
ścisłej integracji w sferach pozostałych w celu zbudowania jednej struktury
politycznej z trudnymi do przewidzenia skutkami dla dotychczasowych, państw,
kultur i narodów[1]. Wyprowadzenie z
integracji rynkowo-ekonomicznej pomysłu powołania struktury o charakterze
politycznym, wyposażonej w środki do sprawowania władzy politycznej na całym
globie, ale również mającej wpływ na kulturę, moralność czy religię jest bez
wątpienia rezultatem ideologii. A znamieniem każdej ideologii jest jej
praktyczne ukierunkowanie, a więc nastawienie na ukształtowanie świata stosownie
do zawartej w niej doktryny niezależnie od jej zborności z rzeczywistością.
Zaczątki działań idących w kierunku powołania władzy o charakterze globalnym
możemy zaobserwować już dziś. Przejawia się to w liczebnym rozroście organizacji
o charakterze międzynarodowym, coraz większej ilości międzynarodowych
uregulowań, którym stopniowo muszą się podporządkować dotychczasowe państwa
narodowe czy powoływanie ponadnarodowych władz, którym w miarę upływu czasu
przyznaje się coraz więcej kompetencji, jak to ma miejsce w przypadku Komisji
Europejskiej na Starym Kontynencie.
2. Jednym z widocznych przejawów postępującego procesu globalizacji i
szerzącej się ideologii globalizacji jest proklamacja śmierci dotychczasowych
państw narodowych. Dlatego niektórzy jak Z. Bauman wprost pytają co będzie po
państwie narodowym, które jego zdaniem przynależy bardziej do kategorii z
politycznego lamusa niż do rzeczywistości. Inni jak J.M. Guéhenno, stwierdzają,
że „(…) Państwo w coraz mniejszym stopniu jest wyrazem suwerenności, nie jest
już czymś stojącym ponad społeczeństwem, a tylko jedną z instytucji
organizujących społeczeństwo. W konkurencji z innymi aktorami sceny politycznej
nie znika, ale musi nieustannie adaptować się, na nowo określać swoje
kompetencje i dzięki oddawanym przez siebie usługom powściągliwie uzasadniać
swoje istnienie”[2]. Jak więc wygląda sprawa
suwerenności i przyszłości państwa narodowego?
W Europie na naszych oczach poprzez Traktat Lizboński, który jest kontynuacją
Konstytucji UE dokonuje się dalsza unifikacja państw narodowych i tym samym
ograniczenie ich suwerenności. Obecne tendencje wskazują, że Europę ojczyzn,
zastąpić ma ojczyzna Europa. Niemniej pogrzeb państwa narodowego wydaje się
przedwczesny zważywszy na kondycję i działanie największych państw, które jak
były w przeszłości, tak nadal pozostają głównymi podmiotami gry w relacjach
międzynarodowych. Wystarczy spojrzeć na Niemcy, Francję czy Wielką Brytanię, dla
których UE jest instrumentem realizacji interesu narodowego. Niestety w Polsce
świadomość faktu, że realia rządzenia UE różnią się od wzniosłych deklaracji z
wielkim trudem przebija się do świadomości rządzących. Tak czy owak struktury
międzynarodowe w postaci organizacji czy zalążków nowych państw jak w przypadku
UE powodują ograniczenie suwerenności wszystkich państw narodowych, ale zarazem
są instrumentem narzucania przez silne państwa swojej woli i wizji politycznej
mniejszym i słabszym podmiotom. Przy czym w odniesieniu do państw Europy
środkowo-wschodniej nie jest to tylko dążenie, lecz konsekwentnie realizowana
koncepcja ich podporządkowania silniejszym państwom zachodu.
Wykorzystywanie ponadnarodowych struktur władzy do realizacji narodowych
interesów nie jest czymś szczególnym. Przypomina o tym książka „Globalizacja”
noblisty z dziedziny ekonomii z 2001 roku Josepha Stiglitza, który był doradcą
prezydenta USA B. Clintona, a w latach 1997-2000 głównym ekonomistą Banku
Światowego. Jak podkreśla, założony po wojnie Międzynarodowy Fundusz Walutowy
został powołany do zapewnienia stabilności gospodarczej i zapobiegnięcia
kryzysowi ekonomicznemu, jaki ogarnął świat w latach 1929-1933. Jako instytucja
publiczna, utworzona z pieniędzy podatników z całego świata miał poprawić
funkcjonowanie rynku. „Utworzony zgodnie z przekonaniem, że istnieje potrzeba
wywierania międzynarodowej presji na poszczególne kraje, by prowadziły bardziej
ekspansywną politykę gospodarczą – taką jak zwiększanie wydatków, zmniejszanie
podatków czy obniżanie stóp procentowych w celu stymulowania gospodarki –
dzisiejszy MFW dostarcza środków finansowych na ogół tylko wtedy, gdy dany kraj
angażuje się w politykę polegającą na obcinaniu deficytu budżetowego,
podwyższaniu podatków czy podnoszeniu stóp procentowych, co prowadzi do
schładzania gospodarki”[3]. A ponieważ „(…)
prawie każda kwestia strukturalna może oddziaływać na ogólne wyniki gospodarki,
a tym samym na budżet państwa czy deficyt handlowy (MFW – przyp. PSM], uważał,
że prawie wszystko leży w jego domenie”[4].
Niestety także jego recepta na wszystkie niedomagania zawsze była taka sama –
schładzanie gospodarki. Wystarczy więc uświadomić sobie kim są klienci MFW, a
stanie się jasne, kto w świecie globalnym jest rzeczywistym beneficjentem tej
instytucji. Pieniądze z MFW pożyczają przecież kraje biedne, które w zamian
muszą nie tylko podporządkować się wymogom MFW, ale poprzez schładzanie
gospodarki ograniczają możliwość swojego rozwoju i tracą szansę na doścignięcie
krajów bogatych. Przy okazji widać, jaka może być suwerenność słabego państwa
narodowego w dziedzinie ekonomicznej, bez czego nie ma suwerenności w innych
sferach. Ostatnie wydarzenia związane z obliczonymi na szybki zysk
spekulacjami walutami państw narodowych ujawniają, że w złożonym systemie
finansowo-gospodarczym państwo narodowe może stać się celem bezpardonowego ataku
a jego wrogowie pozostają w zasadzie niedookreśleni.
3. Osłabienie państw narodowych przynajmniej w naszej części Europy rodzi
pytanie o przyszłość takiego państwa i o jego suwerenność. Można oczywiście
zastanawiać się, jaki może być przyszły model wolności dotychczasowego państwa
narodowego w sytuacji istnienia władzy ponadnarodowej. Czy będzie ono miało tyle
suwerenności co dawne państwa zachodnie, Finlandia po II wojnie światowej, czy
będzie to wolność taka jak w krajach tzw. demokracji ludowej, a może będzie jej
tylko tyle, ile miały republiki sowieckie. Wydaje się, że jest to pytanie o
charakterze politologicznym. W perspektywie filozofii pytanie o suwerenność
państwa narodowego w czasach, gdy jego funkcje przejmują struktury
międzynarodowe i ponadnarodowe, to pytanie o to czy państwo narodowe jest tylko
wytworem historycznym, a więc czy wyrasta tylko z uwarunkowań danej epoki i
dlatego wcześniej czy później przeminie, czy też jest uwarunkowane ontycznie, bo
wynika z kondycji ludzkiej i dlatego w pewien sposób jest niezniszczalne? O ile
państwa narodowe związane są z kondycją ludzką, to także w świecie całkowicie
zglobalizowanym będą istniały i wcześniej czy później upomną się o swoją
suwerenność, choć obecnie coraz bardziej jest ona ograniczana. Wystarczy wziąć
pod uwagę kwestię tzw. globalnego ocieplenia i stosowany na tej podstawie terror
ekologiczny wobec państw narodowych. Jedno jest pewne: od strony ontycznej nie
jest konieczne istnienie konkretnego państwa narodowego, np. Polski, ale nie
jest możliwe istnienie społeczności bez państwa i państwa pozbawionego wszelkich
właściwości. Zatem każda struktura państwowa ponadnarodowa będzie kontynuacją
jakiejś formy państwa narodowego. Ewentualne superpaństwo będzie więc bardziej
podobne albo do USA, albo do Niemiec, albo do Polski, itd.
Najczęściej odpowiedzi na pytanie o los państw narodowych zmierzają w
kierunku wykazania, że jako wytwór historyczny powstały w rezultacie odchodzenia
społeczności Europy od uniwersalizmu średniowiecznego symbolizowanego przez
władzę cesarską i papieską. Kolejnymi etapami wywalczania niepodległości przez
narody byłyby: reformacja, upadek monarchii absolutystycznych zapoczątkowany
przez rewolucję francuską, wojny niepodległościowe XIX stulecia, okres po I
wojnie światowej i po upadku komunizmu. Obecne procesy koncentracji władzy
wskazywałyby na odwrót w kierunku uniwersalizmu, ale w Europie jego podstawą nie
byłoby już jak w przeszłości chrześcijaństwo. Z drugiej strony wbrew tendencjom
unifikacyjnym, dotychczasowe państwa federacyjne ulegają rozbiciu i dopiero
wówczas wchodzą w struktury ponadnarodowe.
4. Przynajmniej od czasów Arystotelesa oczywiste jest, że człowiek jest
homo sociale – bytem żyjącym w społeczności. Potrzebuje on społeczności
nie tylko do swojego zaistnienia i biologicznego trwania, ale także do swojego
rozwoju osobowego, który dokonuje się w relacjach z osobami drugimi za
pośrednictwem kultury. W tym sensie konieczne jest i państwo i władza
zapewniające odpowiednią organizację społeczności na co wskazywał już św.
Tomasz: „Jeśli jest naturalne dla człowieka żyć w licznej gromadzie, wobec tego
wszyscy potrzebują jakiegoś kierowania całością. Każdy bowiem z licznych ludzi
zabiega o to, co jemu odpowiada; całość rozproszyłaby się na cząstki, gdyby
zabrakło tego, do kogo należy troska o dobro całości”[5]. Z tego samego względu władza wyposażona jest w
odpowiednie instrumenty do kierowania społecznością m.in. w postaci możliwości
stanowienia prawa czy stosowania środków przymusu.
Natura człowieka sama w sobie nie przesądza o tym, że człowiek potrzebuje
państwa narodowego. Może on żyć w państwie federacyjnym, a nawet w państwie
obcym i zrealizować swoją ludzką naturę. Czy w takim razie państwo narodowe nie
jest w ogóle konieczne?
Aby na to pytanie odpowiedzieć, trzeba zwrócić uwagę, nie tylko na to, że
człowiek potrzebuje społeczności, ale i na to, jakiego typu ma to być
społeczność. W naszych czasach doszło do odróżnienia społeczności politycznej,
jako podmiotu zbiorowego działań w danym państwie oraz społeczności narodowej. O
ile zadaniem państwa i społeczności politycznej jest dostarczenie człowiekowi
bezpośrednio czy pośrednio tego wszystkiego czego potrzebuje on w zakresie
swojego życia cielesno-materialnego: zachowanie niepodległości państwa i
integralności terytorium, zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom, dobrobyt,
ułożenie właściwych relacji międzyludzkich poprzez prawo itd., o tyle naród jest
konieczny dla człowieka ze względu na życie duchowe: kulturę, język,
dzieje, historię, religię, tradycje, obyczaje, mentalność narodową itd. „Naród –
jak słusznie stwierdza Jan Paweł II - jest wielką wspólnotą ludzi, których łączą
różne spoiwa, ale nade wszystko właśnie kultura. Naród istnieje «z kultury» i
«dla kultury». (…) Istnieje podstawowa suwerenność społeczeństwa, która wyraża
się w kulturze Narodu. Jest to zarazem suwerenność, przez którą najbardziej
suwerenny jest człowiek”. Jan Paweł II, W imię przyszłości kultury,
przemówienie w UNESCO, Paryż, 2.06.1980, 14.
Własna kultura jest podstawą suwerenności narodu, ale i suwerenności każdego
człowieka do tego narodu należącego. Każdy bowiem człowiek czyni swe życie
prawdziwie ludzkim tylko poprzez kulturę. Stąd z uwagi na kulturę dla bycia
człowiekiem istotna jest przynależność do jakiegoś narodu. Zarazem uznanie
zasadności istnienia wspólnoty narodowej dla dobra osobowego człowieka nie jest
tym samym co akceptacja dla państwa narodowego. Tym niemniej naczelne zadanie
narodu, jakim jest ochrona i tworzenie kultury, najpełniej może być realizowane
we własnym państwie. Z racji względnej homogeniczności społeczności, która takie
państwo tworzy zmniejsza się ilość możliwych konfliktów wewnętrznych. „Najlepsza
sytuacja jest wówczas, kiedy państwo okazuje się etnicznie homogeniczne, tzn.
gdy przeważająca większość jego obywateli stanowią członkowie jednego narodu. W
takim wypadku cele państwa i narodu, mimo różnic, są zbieżne. W państwie
wielonarodowym dochodzi często do konfliktów pomiędzy elitami politycznymi
instytucji państwa a przywódcami poszczególnych grup narodowych. Ci ostatni
często nie poprzestają na postulacie autonomii kulturowej i ekonomicznej swego
narodu, lecz w różny sposób – pokojowo lub nawet z użyciem przemocy – dążą do
posiadania własnego państwa”[6]. Można tu
dyskutować czy dążność narodu do posiadania własnego państwa wynika z
konieczności, czy jest sprawą drugorzędną, ale trzeba zgodzić się z tym, że
poszczególne narody w swojej historii taką dążność przejawiają.
W dziejach zdarzają się takie fenomeny, jak w Polsce XIX wieku, że naród
pozbawiony własnego państwa stworzył największe dzieła swojej kultury, co
przeczyłoby tezie jakoby społeczność ta dla swojego rozwoju wymagała własnego
państwa. Jednakże historia narodu polskiego tego okresu dowodzi jak trudno było
chronić i tworzyć kulturę w zaistniałych warunkach. Gdyby nie heroizm wielu
ludzi broniących polskości i geniusz artystów - wieszczów, kompozytorów czy
malarzy z narodu polskiego niewiele by do dziś zostało. Nie jest przypadkiem, że
hasłem walki z narodem polskim w tamtym czasie był Kulturkampf
przejawiający się z jednej strony w germanizacji, a z drugiej w rusyfikacji.
5. Suwerenność klasycznego państwa narodowego opierała się na trzech
filarach: niezależności militarnej, gospodarczej i kulturalnej. Zdaniem
niektórych wszystkie one legły w gruzach. O gospodarczej suwerenności trudno
dziś nawet mówić, bo nawet największe i najsilniejsze mocarstwa światowe nie są
autarkiczne. Podobnie wygląda suwerenność w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa
obywatelem, które wymaga nie tylko własnej siły militarnej, ale i rozwiniętej
sieci powiązań międzynarodowych – politycznych, wojskowych i gospodarczych. O
ile państwa narodowe mogą samodzielnie zapewnić bezpieczeństwo wewnętrzne, to
już dla bezpieczeństwa zewnętrznego potrzebne jest wchodzenie w międzynarodowe
sojusze. Najpełniej suwerenność państw narodowych może się więc dziś ujawniać w
kulturze, choć w świecie globalnym siłą rzeczy zwalczana jest ona przez kulturę
masową[7]. Masową – w dwojakim sensie.
Najpierw dlatego, że ma ogromny zasięg, gdyż lansowana jest poprzez środki
masowego przekazu, a następnie z tej racji, że jest to kultura rzeczy
jednorazowego użytku.
Państwo globalne może zapewnić bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne,
odpowiedni poziom dobrobytu dla znacznej grupy ludzi. Nie wydaje się jednak, by
było zainteresowane ochroną każdej kultury narodowej. Bo naród tworzy kulturę,
ale zwrotnie kultura jest też czynnikiem narodotwórczym. A ponieważ człowiek
zawsze przynależy do jakiejś kultury i narodu, to jest to gleba, na której wciąż
będą pojawiały się tendencje do wskrzeszenia państw narodowych. Człowiek
potrzebuje bowiem wspólnoty naturalnej jaką jest naród, naród zaś potrzebuje
własnego państwa. Realnie oznacza to na przyszłość, że nie da się raz na zawsze
unicestwić państw narodowych, bo nie da się wygasić tożsamości narodów i
odrębności ich kultur. Ewentualne unicestwienie państw narodowych z przyczyn
politycznych nie przekreśli ontycznej zależności między człowiekiem a państwem i
narodem. Zniknięcie granic nie oznacza, że znikają różnice narodowe. Tęsknota za
własnym państwem to pragnienie oddzielenia się od innych i odróżnienia, równie
silne jak pragnienie wspólnoty z innymi. Im silniejsze będą odgórne tendencje
unifikacyjne tym silniejsze będą resentymenty i konflikty nie tylko między
poszczególnymi narodami, ale też różnymi grupami społecznymi, które będą chciały
się wyodrębnić spośród innych. Dążność do posiadania własnego państwa mogą
przekreślać jedynie jakieś głębokie różnice ideologiczne dzielące społeczności
narodowe. Jednakże czynnikiem odradzającym pragnienie państwa narodowego zawsze
będą te decyzje zewnętrzne, które zapadają w dalekiej stolicy, a zarazem godzą w
dobro danej społeczności lokalnej. Jeśli bowiem nawet własne państwo nie
zadowala człowieka w pełni, to tym bardziej nie zadowoli go dalekie państwo
cudze, które godzić musi odmienne dążenia różnych społeczności etnicznych.
Władza nad nimi byłaby możliwa jedynie w sytuacji stałego ich antagonizowania i
używania przemocy. Nie wydaje się więc, abyśmy byli świadkami kresu państwa
narodowego. Być może widzimy kres pewnej formy tego państwa, natomiast pozostaje
kwestią otwartą czy i jaka mogłaby ewentualnie być jego nowa forma.
Artykuł ukazał się w „Zeszytach Społecznych KIK” 2009.
[1] „(…) Sektory procesu globalizacji –
informacyjny, techniczny, ekonomiczny i ekologiczny – są ewidentnym faktem.
Niektórzy globoentuzjaści na tej podstawie wnioskują o potrzebie globalizacji
również w zakresie ideologii, cywilizacji i aksjologii, co z kolei budzi
sprzeciw wielu środowisk”. Zob. S. Kowalczyk, Naród, państwo, Europa,
Radom 2003, s. 201. Dalej zaś autor stwierdza: „Podstawowym błędem ideologii
globalizmu jest sprowadzenie kultury do nauk empirycznych, techniki i ekonomii,
a niedocenianie podstawowej roli kultury duchowo-religijnej, moralnej,
narodowej. Narody świata należą do różnych kręgów cywilizacyjno-kulturowych,
dlatego unifikacja techniczna czy ekonomiczna nie jest równoznaczna z
globalizacją ideologiczną i aksjologiczną”. Tamże, s. 203.
[2] Przyszłość wolności, tłum. B.
Janicka, Kraków 2001, s. 34.
[3] J.E. Stiglitz, Globalizacja,
tłum. H. Simbierowicz, Warszawa 2007, s. 28-29
[4] Tamże, s. 30.
[5] Św. Tomasz, De regno, I,
1.
[6] S. Kowalczyk, dz. cyt., s. 114.
[7] Dobrze ten stan rzeczy ilustruje B. R.
Barber w książce Dżihad kontra McŚwiat, tłum. H. Jankowska, Warszawa
2005. W odniesieniu do ponadnarodowej korporacji telewizyjnej R. Murdocha
stwierdza m.in.: „Niewiele da się powiedzieć o intencjach, jakimi kieruje się
Murdoch, z wyjątkiem jednego: z całą pewnością nie zależy mu na zachowaniu
lokalnych kultur ani używaniu środków przekazu i sieci telekomunikacyjnych w
służbie demokracji i społeczeństwa obywatelskiego”. Także, s.
163.
|