|
Żyjemy w czasach, w których nieustannie rośnie skala konsumpcji różnorodnych
dóbr przez człowieka, a wraz z tym rośnie znaczenie konsumpcji dla życia
ludzkiego w ogóle. W naszych czasach przestała ona pełnić rolę fundamentu i
środka biologicznego trwania człowieka, a stała się jego zasadniczym celem i
zasadą formującą relacje międzyludzkie. O ile więc kultura konsumpcjonizmu nie
jest w dziejach ludzkości niczym nowym, o tyle niepokój budzi skala tego
zjawiska, które pomimo ogromnych obszarów nędzy we współczesnym świecie, jest
udziałem znacznej części ludzkości. Nadmierna konsumpcja niesie ze sobą wiele
negatywnych skutków dla życia społeczeństw, jakimi są m.in.: masowe migracje,
wojny czy zniszczenie środowiska naturalnego. Jednakże największe wyzwanie
niesie ona dla samego człowieka, który wśród różnych towarów oferowanych do
konsumpcji coraz częściej umieszcza siebie, gwałcąc tym samym swoją godność
osobową. Ten stan jest wyzwaniem dla myśli klasycznej i klasycznej koncepcji
wychowania, która podkreśla transcendencję osoby ludzkiej nad światem
biologiczno-społecznym i wskazuje mu jako jedyny adekwatny cel istnienia i
działania dobro przekraczające to wszystko, co napotyka on w przygodnym świecie.
Epoka konsumpcji
Istnienie człowieka, podobnie jak innych organizmów żywych, związane jest z
konsumpcją rozumianą jako nieustanne przyswajanie i dezorganizacja materii. To,
co dzieje się w wyniku tego procesu dobrze oddaje etymologia łacińskiego słowa
consumptio, oznaczającego spożywanie, ale i niszczenie. Sam
zaś termin consumo oznacza używanie i zużywanie, jak
również strawienie, przehulanie, przetrwonienie i
niszczenie. Już pobieżna analiza terminologiczna wskazuje, że naturalnym
skutkiem konsumpcji jest nieodwracalna destrukcja tego, co jest spożywane, oraz
że konsumpcja może być nie tylko używaniem, ale i nadużywaniem, prowadzącym do
nieuzasadnionego trwonienia różnego rodzaju dóbr. Jest przy tym oczywiste, że
używanie i zużywanie przez człowieka różnego rodzaju dóbr nie sprowadza się
wyłącznie do tego, co służy bezpośredniemu zaspokojeniu potrzeb, lecz ogrania
wszystko, co człowiek przetwarza z zamiarem wykorzystania do zapewnienia sobie
najlepszych warunków do życia. W tym znaczeniu konsumpcja obejmuje znacznie
szerszy zakres niż to, co bezpośrednio służy spożywaniu.
Człowiek jest więc ze swojej natury bytem, w którego istnienie wpisana jest
konsumpcja. Jeśli zatem nasze czasy nazywane są „epoką konsumpcji”, to nie
dlatego, że reprezentujemy sobą jakiś inny typ człowieka, lecz dlatego, że
konsumpcja zdominowała w nich inne sfery życia ludzkiego, kształtując odmienny
niż w przeszłości wzorzec postaw i zachowań. Konsumpcja w coraz bardziej
widoczny sposób dominuje dziś nad innymi sferami życia człowieka – nauką,
moralnością, twórczością a nawet religią. W rezultacie nie tylko wytwory
materialne, ale i duchowe – w postaci prawdy, dobra, piękna czy
świętości – traktowane są coraz częściej na sposób konsumpcyjny. W podobny
sposób traktowane jest również samo życie człowieka[1]. A ponieważ żyjemy w świecie globalnym, to tendencje te
dominują w całym świecie, co widać na przykładzie kultury masowej. Ta ostatnia,
funkcjonująca ponad lokalnymi kulturami tworzonymi przez wieki przez
poszczególne nacje, forsowana jest przez masowe media, nakierowana na
niewyrobionego (masowego) odbiorcę, zogniskowana na informacji i rozrywce oraz
podporządkowana prawom komercji. Jednak najistotniejszą cechą tej kultury jest
idea nieograniczonej konsumpcji, która – jak się niekiedy wskazuje –
opiera się na stanie permanentnego niezaspokojenia odbiorcy.
Syndrom człowieka konsumpcji
Postmodernistyczny socjolog Z. Bauman wskazuje, że dla epoki konsumpcji
charakterystyczne są m.in.: odrzucenie idei pracy i wyrzeczenia, nastawienie na
szybkie zdobywanie dóbr oraz zanik doskonalenia przedmiotów (także siebie) na
rzecz doskonałości rozumianej jako pomnażanie i konsumowanie dóbr. Jednakże
istotą tego, co nazywa „syndromem konsumpcyjnym” są: prędkość, brak umiaru i
marnotrawstwo[2]. W rezultacie cała
społeczność, której jednostka jest częścią, uformowana jest na sposób
konsumpcyjny. Oznacza to nie tylko nastawienie społeczności na zdobywanie coraz
większej ilości dóbr i ich konsumowanie, lecz również uformowanie przez tę
społeczność opartych na konsumpcji zasad stanowiących podstawę oceny i
gradacji człowieka[3]. W rezultacie
system konsumpcji określa relacje i więzi międzyludzkie oraz kreuje style życia.
Prowadzi to do tego, że wszystkie trwałe instytucje i zasady życia człowieka
(jak również on sam) traktowane są jako towar przeznaczony do sprzedaży i
konsumpcji. Tak podchodzi się np. do małżeństwa czy dzieci. Mentalność takiej
społeczności dobrze oddają słowa popularnej piosenki K. Klich Lepszy
model:
„Nie mam do Ciebie cierpliwości/ To pewne że już nie będę mieć/ Minął termin
twojej przydatności/ Gwarancja nie obejmuje Cię/ Nie pozostawiasz mi wyboru/ Na
lepszy model zmienię Cię/ Nie potrzebuję w domu złomu/ Dłużej nie/ Nie mam do
Ciebie zaufania/ To pewne że już nie będę mieć/ Dosyć mam tego naprawiania/ Gdy
co chwilę się psuje inna część/ Jesteś zupełnie do niczego/ A na dodatek powiem
że/ Pożytku z Ciebie tu żadnego/ Nie ma nie/
Ref. Znów się zepsułeś/ I wiem co zrobię/ Zamienię Ciebie/ Na lepszy
model”.
Rynek jako promotor konsumpcjonizmu
Szerzeniem konsumpcyjnej mentalności zajmuje się nie tylko kultura masowa.
Jej źródłem jest też rynek, który na skutek rewolucji technicznej i masowej
produkcji, charakteryzuje się nadpodażą dóbr. Przy czym są to dobra szczególnego
rodzaju, bo zuniformizowane (co proponował już H. Ford oferując klientom każdy
kolor samochodu swojej produkcji pod warunkiem, że wybiorą oni kolor czarny),
zwiększające potrzeby zamiast zaspokajania pragnień i szybko przeterminowujące
się oraz w większości nadające się wyłącznie do jednorazowego użycia.
Idealnym odbiorcą tych jednorazowych towarów jest człowiek młody, w którym
nadzwyczaj łatwo rozbudzać różnego rodzaju potrzeby, który łatwo poddaje się
presji otoczenia, gdy idzie o posiadanie różnych dóbr, dąży do szybkiego ich
zdobycia, a z racji wieku raz „odpowiednio” uformowany może oddawać się
konsumpcji przez całe życie. Jako taki jest więc idealnym celem dla specjalistów
od marketingu i łatwo staje się wieloletnim klientem. A jaki jest ten marketing
w epoce konsumpcji dobrze oddają słowa jednego ze specjalistów: „Miliony
konsumentów stały się osaczoną zewsząd zwierzyną. Las atrakcji, w którym
znajdowaliśmy rozmaitość okazów cieszących nasz wzrok, przemienił się w
gęstwinę. Droga, którą szliśmy, gdzieś się zatarła. Śpiew ptaków zastąpiły
sygnały trąbek myśliwskich, a naganiacze już ruszyli ławą, by wystawić nas –
zwierzynę – na łatwy cel”[4].
Jeśli dla specjalistów od marketingu przeciętny konsument jest tylko łowną
zwierzyną, którą wcześniej czy później w taki czy inny sposób można upolować, to
dzieci i młodzież trzeba uznawać za klientów szczególnie bezbronnych i naiwnych.
Ale to naiwność, za którą trzeba zwykle płacić wysoką cenę. Rynek bowiem nie
tylko kreuje potrzeby, ale i style życia, wyznaczając tym samym należące do
światopoglądu człowieka zasady. Tak więc to, co jest wyrazem i formą
światopoglądu w sferze rynkowej również staje się towarem: „Alternatywne style
życia, produkty non logo, podarte, «używane» ubrania albo ubrania stylizowane na
mundury (…), poradniki i treningi wzmocnienia asertywności i nabywania
odporności na wyrafinowane techniki uwodzenia pojawiają się jako wzbogacona
oferta rynku, który usiłuje zaspokoić kolejne pragnienie, a mianowicie
uniknięcia przypisywanej mu opresji”[5].
Wizja człowieka wpisana w postawę konsumpcyjną
Kultura masowa, konsumpcyjna nie jest neutralna. Forsuje bowiem określoną
wizję człowieka, której konsument najczęściej bezrefleksyjnie się poddaje.
Dlaczego? Bo jak słusznie stwierdza B.R. Barber: „Konsumpcja nie wymaga od nas
pracy nad sobą, bierze nas takimi, jacy jesteśmy, im bardziej chciwi i
zachłanni, tym lepiej”[6].
W kulturze masowej życie człowieka jest ograniczone do zakresu doczesności.
Nie ma w nim nic wzniosłego, jest banalne i puste. Jako towar ma ono sens tak
długo, aż się nie przeterminuje. Terminem przydatności do spożycia nie jest już
nawet nie śmierć, lecz przyjemność. Jeśli więc życie człowieka nie dostarcza
przyjemności, niezależnie od wieku, nie ma sensu. Stąd już krok w kierunku
aborcji czy eutanazji. W kulturze tej prawda, dobro, piękno czy świętość nie
mają znaczenia. Życie człowieka nakierowane jest na komfort i przyjemność, a nie
na trud i wyrzeczenie (dlatego idea konsumpcjonizmu jest tak intratna dla ludzi
młodych, którzy chcą zbierać od razu, zanim cokolwiek zasiali). Człowieka
konsumpcji charakteryzuje więc wyrzeczenie się etyki zamiast klasycznej etyki
„wyrzeczenia”. Wolność, jaką kreuje rynek, jest wąska i jednowymiarowa.
Sprowadza się w zasadzie do bezrozumnego wyboru produktu określonej marki.
Rządzi nią przekonanie, że „człowiek jest tym, co konsumuje”, które jest odmianą
marksistowskiej zasady stwierdzającej, że „byt określa (czytaj: determinuje)
świadomość”. W rezultacie forsowanej przez rynek postawy konsumpcji dokonuje się
animalizacji człowieka, prymitywizując jego potrzeby i banalizując jego życie,
które miałoby się sprowadzać wyłącznie do przejadania świata i spalania w tym
procesie całego swojego człowieczeństwa. Celnie ten aspekt życia ludzkiego
ujmuje Jan Paweł II: „Jedynym celem, który się bierze pod uwagę, jest własny
dobrobyt materialny. Tak zwana «jakość życia» jest interpretowana najczęściej
lub wyłącznie w kategoriach wydajności ekonomicznej, nieuporządkowanego
konsumpcjonizmu, atrakcji i przyjemności czerpanych z życia fizycznego,
natomiast zapomina się o głębszych – relacyjnych, duchowych i
religijnych – wymiarach egzystencji”[7].
Oddziaływanie tak uformowanej kultury jest niezwykle groźne bo prowadzi do
dehumanizacji życia ludzkiego poprzez redukcję osoby do sfery rzeczy, co jest
jednym z istotnych znamion „cywilizacji śmierci”.
Konsumpcjonizm jako wyzwanie dla klasycznej wizji człowieka
Wskazane wyżej niektóre rysy nasączonej konsumpcjonizmem kultury masowej
stanowią istotne wyzwanie zarówno dla indywidualnego, jak i społecznego życia
człowieka, który ulegając ich presji może zagubić właściwy sens istnienia.
Dotyczy to zwłaszcza dzieci i młodzieży, a więc osób, które z racji wieku
poszukują tego sensu i dla niego weryfikują różne style życia. Sytuacja ta
stanowi istotne wyzwanie dla etyki klasycznej, która skupia się na wychowaniu
człowieka, wychodząc z założenia, że jest on bytem osobowym –
niepowtarzalnym indywiduum, obdarzonym rozumem i wolą, dzięki którym może sam
kierować swoim życiem. W życie to wpisany jest cel przekraczający to wszystko,
co zastaje on w przygodnym świecie, a do którego zdąża aktualizując swoje
potencjalności w relacjach społecznych, zachodzących między nim samym, a innymi
osobami. Konsumpcja zaś stanowi jeden z ważnych elementów jego bytowania, gdyż
człowiek – jak go definiuje myśl klasyczna – jest zwierzęciem
rozumnym, więc jako zwierzę musi konsumować, aby żyć. Jednakże zredukowanie
całego życia człowieka do konsumpcji, w wymiarze teoretycznym jest wyraźnym
przejawem niezrozumienia natury bytu ludzkiego, a w praktyce jest przejawem
nieładu moralnego.
Myśl klasyczna nie zna innego sposobu sprostania takim wyzwaniom jak
konsumpcjonizm, niż przez wykazywanie błędu redukcjonizmu w takim rozumieniu
człowieka oraz propozycji realistycznej interpretacji faktu ludzkiego.
Konsumpcjonizm jako wyzwanie dla klasycznej etyki
W kulturę masową wpisana jest etyka przyjemności – hedonizm. Realizacji
hedonistycznego ideału podporządkowane zostają wszystkie sfery życia, także akty
poznawcze i decyzyjne, które stanowią o człowieczeństwie człowieka. Tymczasem z
faktu, że nie jest możliwe nieograniczone doznawanie przyjemności zdawano sobie
sprawę już w starożytności. Epikur, jeden z ojców hedonizmu, wyraźnie rozróżniał
dwa ich rodzaje. Za przyjemności najwyższego rzędu uznawał te, które płyną z
samego braku bólu i nie wymagają żadnych bodźców zewnętrznych[8]. Za zdecydowanie niższe i bardziej krótkotrwałe uznawał
zaś te, które opierają się na zewnętrznych podnietach, a których w nadmiarze
dostarcza dziś rynek. Podejście hedonistyczne można by ignorować, gdyby nie
zgubny wpływ kultury konsumpcji na człowieka, godzącej w jego życie osobowe.
Trzeba pamiętać, że wyzwanie, z jakim musi się zmierzyć konsekwentny hedonizm,
dostrzegał już Epikur. Jest nim zakwestionowanie możliwości istnienia człowieka
po śmierci, istnienia lub interwencji bogów (Boga) w jego życie i poddanie w
wątpliwość oddziaływania cierpienia, którego rzekomo łatwo można uniknąć.
Ogólnie można wskazać trzy postawy wobec przyjemności. Pierwszą jest wskazany
tu hedonizm, który opowiada się za dążeniem do przyjemności jako jedynego i
ostatecznego szczęścia możliwego do osiągnięcia przez człowieka niezależnie od
tego, co jest jego źródłem. Model ten zawęża znaczenie osobowego wymiaru życia
człowieka, choćby z tej racji, że – jak uczą psychologowie – im niższe
potrzeby, tym są silniejsze. Odpowiedzią na braki w doktrynie hedonizmu mógłby
być stoicyzm, który nakazywał nie tyle poddawanie się uczuciom, co ich wyzbycie
się zwane apatią[9]. Niedostatki tej
koncepcji dobrze ukazuje J. Kochanowski w swoich Trenach, obnażając
nierealność postawy wyzbytego uczuć mędrca w obliczu śmierci osoby bliskiej. Są
uczucia, których po prostu nie da się wziąć w nawias, stanąć obok nich. Dlatego
za najbardziej wyważoną od strony teoretycznej i istotną dla wychowania wydaje
się koncepcja klasyczna, wywodząca się od Arystotelesa a rozwinięta przez
myślicieli chrześcijańskich. Wskazuje ona na potrzebę nie tyle poddania się
uczuciom czy ich wyrzeczenia się, co raczej na potrzebę ich „sublimacji”
(wydoskonalenia) będącą pochodną ich odpowiedniego wychowania[10]. W życiu ludzkim bowiem przyjemność wcale nie musi być
tożsama z dobrem, a przykrość ze złem.
Odpowiedź pedagogiki klasycznej na konsumpcjonizm
Posługiwanie się marketingiem w zbywaniu dóbr, w które rynek obfituje, wydaje
się konieczne. Natomiast człowiek jako byt osobowy, niezależnie od okoliczności,
sam powinien być zdolny do opanowania uczuć rządzących jego naturalnymi
potrzebami. Ponieważ uczucia te nie podlegają instynktowi, jak ma to miejsce w
przypadku zwierząt, człowiek powinien je opanować poprzez przyporządkowanie ich
do rozumu i woli. Mowa jest o „przyporządkowaniu”, a nie „podporządkowaniu”, bo
uczucia jako wywodzące się z organizmu człowieka rządzą się swoim prawami.
Trzeba więc ich odpowiedniego ukierunkowania w działaniu, które można osiągnąć
poprzez wychowanie. Wychowanie to polega na wyrobieniu trwałej dyspozycji woli
do kierowania uczuciami w postaci umiarkowania.
Sfera życia uczuciowego człowieka jest rozległa. Składa się na nią
pożądliwość rozumiana jako ruch ku przedmiotowi oraz gniewliwość, która budzi
się pod wpływem zła stojącego na drodze do osiągnięcia dobra. Uczucia
pożądliwości mogą być różne: miłość lub nienawiść (zawsze wtórna
do miłości), pragnienie lub wstręt oraz radość lub
smutek związane z dobrami, które są łatwe do uzyskania lub jako
złe – łatwe do uniknięcia. Uczucia te rodzą się w człowieku pod wpływem
upodobania (miłości) do właściwych im dóbr na tle tzw. skłonności
naturalnych (inklinacji). W człowieku zaś są trzy zasadnicze inklinacje:
do zachowania życia, do przekazywania życia i do rozwoju osobowego. Dwie
pierwsze inklinacje są źródłem najsilniejszych uczuć człowieka. Pierwsza objawia
się w postaci pragnienia i głodu, które zaspokajają odpowiednio picie i
odżywianie. Umiarkowanie jako cnota służy tu opanowaniu nieograniczonego
zaspokajania tych potrzeb poprzez poddanie ich panowaniu woli stosownie do miary
wyznaczonej przez rozum rozpoznający okoliczności, dyspozycje i zdrowie
człowieka[11]. Umiarkowanie, jak sama nazwa
wskazuje, pozwala więc znaleźć właściwą miarę w zaspokajaniu pragnienia i głodu
dla konkretnego człowieka, jemu tylko właściwy środek pomiędzy niedomiarem (w
przypadku odżywiania – głodzeniem się) a nadmiarem (obżarstwem). Warto tu
zauważyć, że w kulturze konsumpcji nadmiar sąsiaduje z niedomiarem, co widoczne
jest w jednoczesnym zachęcaniu do diety i odchudzania oraz konsumpcji żywności.
Apeluje się więc do wszystkiego za wyjątkiem złotego środka – umiarkowania.
Efektem jest dziś albo anoreksja, albo otyłość.
Inklinacja do przekazywania życia przejawia się z kolei w postaci popędu
seksualnego. Jest on tak silny, że nieopanowany sam może zapanować nad rozumem i
wolą. A człowiek osiąga dojrzałość płciową w czasie, gdy jest dopiero na drodze
do osiągania dojrzałości osobowej. Stąd inklinacji tej w okresie dojrzewania
towarzyszą ogromne napięcia. „Późniejsze napięcia nigdy nie będą tak głębokie i
nigdy takiego potencjału nie będą zawierały. Siła popędu seksualnego, który zbyt
wcześnie zostanie uwolniony, wszystko może zburzyć – stępić wrażliwość i zmienić
ją na ordynarność, chłonny intelekt zawęzić do funkcji czysto użytkowych, wielką
przyjemność zamienić na smutek i apatię (…)”[12]. Jak w tym kontekście rozumieć propozycję przedszkolnej
edukacji seksualnej, wszechobecną w kulturze masowej reklamę posługującą się
podtekstem seksualnym i pornografię wyniszczającą osobowość młodego
człowieka?
W rezultat działania popędu seksualnego wpisane jest zaistnienie drugiej
osoby. Stąd tak ważne jest poddanie go kierownictwu ze strony rozumu i woli. Tu
etyka klasyczna wskazuje na małżeństwo jako przestrzeń właściwego dla małżonków
i odpowiedzialnego względem możliwości poczęcia dziecka ukierunkowaniu tego
popędu.
Zakończenie
Podjęte tu rozważania nie miały na celu prezentacji całej klasycznej
koncepcji wychowania w odniesieniu do opanowania uczuć. Chodziło raczej o
zarysowanie trudności, jakie rodzą się w człowieku pod wpływem kultury masowej
zorientowanej na konsumpcjonizm i na aktualność odpowiedzi na nie ze strony
klasycznej koncepcji wychowania. Ta ostatnia opiera się na dwóch zasadniczych
filarach. Jednym jest uznanie osobowego sposobu bytowania człowieka wynoszącego
go ponad inne byty, a drugim – dostrzeżenie jego spotencjalizowania, które
domaga się aktualizacji przez urobienie odpowiednich dyspozycji podmiotowych
(cnót) pozwalających działać mu stosowanie do jego wyjątkowego statusu bytowego,
czyli po ludzku. Sam proces aktualizacji potencjalności osobowych człowieka, a
więc wychowanie, dokonuje się w konkretnych warunkach kulturowo-cywilizacyjnych
i dlatego nie jest od nich niezależny. Tymczasem sytuacja wyjściowa jest bardzo
trudna, bo młody człowiek zanim zrozumie konsumpcyjny mechanizm rządzący kulturą
masową już jest jego częścią. Stąd prawdziwym zadaniem klasycznej koncepcji
wychowania jest pomoc człowiekowi w wybiciu się na duchową niepodległość, która
polega na autonomii osoby wobec tego wszystkiego, co sprzeciwia się jego
rzeczywistemu dobru osobowemu. W tym aspekcie umiarkowanie w konsumpcji winno
więc łączyć się z dążeniem do urabiania innych cnót intelektualnych i moralnych
i stałym dążeniem człowieka do osiągnięcia prawdy w poznaniu, dobra w działaniu,
piękna w sztuce i świętości w religii.
Artykuł ukazał się drukiem w „Zeszytach Społecznych KIK” 2008.
[1] „Purytanie uważali, że bezczynnie
spędzony dzień nie tylko nie przynosi zysków, ale jest «wyrzucaniem pieniędzy
przez okno». Dzisiaj, w etosie «nowej klasy średniej» afirmacja tego życia
wymaga, aby było ono najlepszej «jakości». Odkładanie życia na potem jest już
marnowaniem życia niedającym się w żaden sposób uzasadnić i (…) usprawiedliwić”.
M. Jacyno, Kultura indywidualizmu, Warszawa 2007, s. 56.
[2] Zob. Z. Bauman, Płynne życie,
tłum. T. Kunz, Kraków 2007, s. 132.
[3] „To społeczeństwo, które (by posłużyć
się starym pojęciem spopularyzowanym przez Althaussera) «interpoluje» swoich
członków przede wszystkim, a może nawet wyłącznie jako konsumentów;
społeczeństwo, które ocenia i osądza swoich członków głównie na podstawie ich
kompetencji i zachowań konsumpcyjnych [podkreślenie dodane – P.S.M]”. Z.
Bauman, dz. cyt., s. 130.
[4] A. Kondej, Polowanie na
klienta, Białystok 2003, s. 10.
[5] M. Jacyno, dz. cyt., s. 69.
[6] B. R. Barber. Dżihad kontra
McŚwiat, tłum. H. Jankowska, Warszawa 2005, s. 180.
[7] Jan Paweł II, Evangelium vitae,
nr 23.
[8] Zob. G. Reale, Historia filozofii
starożytnej, t. 3, tłum. E. I. Zieliński, Lublin 1999, s. 249-255.
[9] Tamże, s. 432.
[10] „Gdy chodzi o uczucia człowieka, to
ich sublimowanie w sensie najogólniejszym będzie polegało nie na przeniesieniu
ich na jakiś bytowo wyższy poziom w ich strukturze; uczucia bowiem zawsze będą
sobą, to znaczy elementem pożądawczym związanym z przemianami organicznymi.
Sublimacja może dotyczyć najwyżej ich funkcji (a nie struktur bytowych), o ile
mianowicie działanie uczuć będzie konnaturalne dla natury wyższej, to znaczy
rozumnej”. M.A. Krąpiec, Psychologia racjonalna, Lublin 1996, s. 125.
[11] Zob. P. Jaroszyński, Etyka.
Dramat życia moralnego, Warszawa 1999, s. 65.
[12] Tamże, s.
66.
|