|
Problem stosunku filozofii do dziejów, w szczególności do przemian życia
społecznego, był istotnym wątkiem w historii myśli ludzkiej, a w nowożytności
zrobił wręcz zawrotną karierę „zwieńczoną” teorią Hegla i marksistowską
praktyką. Współcześnie istotnym motywem podejmowania badań nad tym zagadnieniem
jest kryzys poznania humanistycznego, w tym historycznego. Zarówno krytyka
modernizmu, jak i brak satysfakcjonującej ludzką racjonalność alternatywy po
stronie dominującego postmodernizmu inspiruje do poszukiwań. Historycy i
filozofowie wciąż na nowo powracają do pytań: Jak rozumieć dzieje? Czy są one
poznawalne, czy też mogą być jedynie kanwą do konstruowania dowolnie rozumianych
„narracji”? Czy filozofia może dokonać metafizycznego opisu „dziejowości”? Czym
jest historia jako dyscyplina humanistyczna? W szczególności jak należy rozumieć
jej przedmiot, cel i metodę?
Jednym ze współczesnych myślicieli podejmujących te problemy był Eryk
Voegelin (1901-1985) uznawany za jednego z najwybitniejszych i najbardziej
oryginalnych dwudziestowiecznych historyków filozofii starożytnej, a także za
klasyka konserwatywnej filozofii politycznej. Urodzony w Niemczech w rodzinie
żydowskiej, działalność naukową prowadził w Austrii, a po jej anszlusie w
Stanach Zjednoczonych[1].
Voegelin był ideowo zbliżony do środowiska amerykańskich konserwatystów lat
pięćdziesiątych, pośród których znani byli Leo Strauss, Frank Meyer, John
Hollowel, Thomas Molnar, Peter Viereck. Łączył ich krytyczny stosunek do
pozytywizmu w filozofii i nauce oraz liberalizmu w teorii społecznej. Czerpali z
doświadczeń uniwersytetów niemieckich. Diagnozowali kryzys współczesnego życia
społecznego i kulturalnego rozpiętego ideowo między totalitaryzmami a
liberalizmem. Szukali w dziejach kultury genezy błędu, prowadzącego najpierw do
akceptacji idei postępu, potem rewolucyjnych metod działania, wreszcie
totalizmu. Poszukiwali rozwiązania kryzysu w powrocie do klasycznej myśli
politycznej z jej podstawami w starożytnej Grecji i tradycji
judeo-chrześcijańskiej.[2]
Wśród kwestii podejmowanych w analizach naukowych Voegelina ważne miejsce
zajmują problemy życia społecznego i przemiany w sposobie jego rozumienia.
Zagadnienia te filozof rozpatruje w rozciągłości czasowej, wcielając się w rolę
historyka życia społecznego, głównie zaś badacza dziejów teorii społecznej i
stanowiącej jej fundament filozofii. Samemu uprawiając historiografię oraz
korzystając z wyników pracy historyków Voegelin robi to w sposób zreflektowany.
Jest nie tyko historykiem filozofii, ale także filozofem dziejów i filozofem
historii.
Voegelin napisał osobny przyczynek poświęcony tym zagadnieniom, dlatego
konieczna jest nade wszystko jego uważna lektura. Artykuł What Is
History[3] został opublikowany po śmierci
autora. Ponieważ nie został wydany jego polski przekład treść w nim zawarta
zostanie w niniejszym opracowaniu zwięźle zreferowana. Umieszczenie licznych
dosłownych cytatów motywowane jest zamiarem wiernego przytoczenia
historiozoficznych poglądów Voegelina i szerokiego zapoznania z nimi polskiego
czytelnika. Na tym etapie sformułowano tylko najbardziej narzucające się uwagi.
Następnie podjęto próbę zinterpretowania i wyjaśnienia stanowiska Voegelina
zarówno w odniesieniu do dziejów i filozoficznego namysłu nad nimi, jak i w
stosunku do historii jako dyscypliny humanistycznej.
Ku poznaniu dziejów: transcendencja, jej doświadczenie i spotkanie z
historią[4]
Zdaniem Voegelina argumenty sceptyczne, formułowane we współczesnej
metodologii humanistyki, dotyczące historiografii i jej przedmiotu badania są
zbieżne z paradoksami sofistów i sprowadzają się do trzech tez: 1) historia nie
istnieje; jej zagadnienia można oddać w terminach socjologii i psychologii; 2)
istnieje dramat historii, ale jest on niedokończony i jego znaczenie jest
niepoznawalne; 3) istnieją fakty historyczne, ale ich selekcja i interpretacja
jest subiektywna i odzwierciedla jedynie sąd wartościujący historiografa.
Sofista Gorgiasz natomiast formułuje odnośnie bytu następującą triadę: 1) nic
nie istnieje; 2) jeśli cokolwiek istnieje, jest niezrozumiałe; 3) jeśli coś jest
zrozumiałe, jest niekomunikowalne.
Skoro tezy współczesnych sceptyków o historii są zbieżne z paradoksami
sofistów, rozstrzygnięcia ich omawiany autor poszukuje, przytaczając jako
kontekst starożytne spory filozofów. Zarysowuje jako skrajne wizje z jednej
strony Parmenidesa rozumienie bytu – jako wyraz skrajnego przeakcentowania
transcendencji, z drugiej immanentystyczne koncepcje starożytne i
współczesne.
Jego zdaniem, historii nie należy traktować jako przedmiotu: zarówno
transcendentnego – rozumianego na sposób parmenidejski, jak i wewnątrzświatowego
elementu dostępnego zmysłowej percepcji. Nie oznacza to jednak również zgody na
sofistyczne rozstrzygnięcie, że fakt historyczny sprowadza się do subiektywnego
sądu historiografa.
Rozwiązanie problemu przynosi zdaniem Voegelina właściwe rozumienie
immanencji i transcendencji. Nie są one dwoma różnymi przedmiotami
obserwacji, ani też nie da się sprowadzić jednej z tych kategorii przedmiotów do
drugiego „typu bytu”. Immanencja i transcendencja są „wskaźnikami”
przypadającymi do bytu, gdy ukonstytuowanie bytu jest interpretowane w świetle
doświadczenia transcendencji. „Doświadczenie transcendencji” jest zaś centralnym
punktem w filozofii dziejów Voegelina. Jest ono określane następująco: ruch
duszy, mający swoją kulminację w akcie transcendencji, w którym święte
Wewnątrz objawia się sobie jako święte Ponad[5]. Na takie doświadczenie autor wskazuje w historii Izraela.
Jednak tylko świat hellenistyczny zadał pytanie o to, czy jest ono generalną
strukturą bytu. Kwestia ta znajduje swój pełny wyraz w teorii Platona – rzeczy
partycypują w ideach. Autor broni się przed uprzemiotawiającym,
obiektywistycznym interpretowaniem tego aspektu teorii Platona. „Nawet
kiedy – w obecnym klimacie sekularystycznej epistemologii – przekonamy
samych siebie do bycia ostrożnymi z transcendencją i do tego, żeby mieć
immanentny obiekt w dłoni, ten skromny obiekt, wciąż nie jest [i nie stanie
się] nigdy zapomnianym przez boga i ludzi, ale promieniuje transcendencją w
swoim immanentnym actus essendi”[6].
Już w tym miejscu warto zauważyć, że polemizując ze starożytnymi i
współczesnymi sofistami przy pomocy oręża, jakim jest filozofia bytu Platona,
Voegelin umieszcza swoje wysiłki intelektualne w kontekście problemów filozofii
idealistycznej, m.in. napięcia pomiędzy eksponowaniem realności niedostępnych
empirii aspektów rzeczywistości a pozostawaniem w polu introspekcji.
Voegelin przytakuje stwierdzeniu, że historia jako przedmiot w rozumieniu
nauk szczegółowych nie istnieje. Pokazuje jednak, że chcąc udzielić pozytywnej
odpowiedzi na pytanie: czym jest historia? należy krytycznie odnieść się do
jednej z tez przyjętych za rzecz oczywistą we współczesnej epistemologii. Teza
ta brzmi: nauki o zewnętrznym świecie są „współokreślające” z przestrzenią
zdroworozsądkowej wiedzy, pokrywając całe pole badania za pomocą swoich metod.
Omawiany uczony zauważa, że w rzeczywistości zdroworozsądkowe poznanie człowieka
rozciąga się dużo dalej niż obszar, który swoim oglądem ogarnęły nauki
szczegółowe. Jako przykład podaje klasyczną refleksję o etyce i polityce, wraz z
ich rdzeniem w antropologii filozoficznej. Tę zdroworozsądkową wiedzę filozof
musi uczynić podstawą w próbie zrozumienia historii.
Niekwestionowanym faktem jest, iż olbrzymia liczba ludzi była i jest wciąż
zainteresowana czymś, co nazywają oni historią. Historia jest więc co najmniej
pewną często spotykaną treścią podmiotu. Jeśli jednak tak jest, to niezakończony
dramat historii, odbity w podmiotach poznających go w przeszłości i
współcześnie, jawi się jako niepoznawalny. Nie jest on dany jako całość żadnemu
człowiekowi w archimedesowym punkcie na zewnątrz historii. I dlatego nikt nie
może posiąść zasad interpretacji nawet dla tej jego części, która należy do
przeszłości. Ponadto fakty historyczne, tak rozumiane, będą ostatecznie
konwencjonalnymi przedmiotami, dogadzającymi subiektywizmowi poznającego.
Zgodnie ze swoim postulatem Voegelin zwraca się ku potocznemu rozumieniu
słowa „historia”. Odnajduje dwa znaczenia: historia rozumiana jest jako ciąg
wypadków albo jako opowieść mówiąca o nich. Historii nie tworzy każde zetknięcie
się z przeszłością, ale ma ona swój początek w czymś, co filozof określa mianem
„spotkania” czy „zderzenia” (wyjaśnianego następnie jako zakłócenie spokoju w
istnieniu). Za jego sprawą w podmiocie poznającym dokonują się doświadczenia,
które mogą przechodzić przez różne fazy myślowego wyjaśniania przed ich
zwieńczeniem w akcie historiografii. Nieprzypadkowo mają one strukturę paralelną
do opisanego wcześniej doświadczenia transcendencji. Na początku następuje
zakłócenie spokoju w istnieniu, następnie faza refleksji zmierzającej do
odkrycia znaczenia, które niesie to spotkanie, aż do aktu kulminacyjnego, w
którym człowiek napotyka wydarzenia jako historię, która mu się przydarzyła.
Zwięźle Vogelin ujmuje to w następujących słowach: „Proces zmierza do wizji,
rozwijanej ze „spotkania” („zderzenia”), przez doświadczenia z poszczególnych
warstw refleksji do stworzenia historiograficznego symbolizmu wyrażającego
doświadczenia”[7].
Zdarzenia i ich ślady dostępne zmysłowej percepcji mogą być rozpoznane jako
manifestacja historii jedynie przez odwołanie się do sfery „spotkania”
(„zderzenia”). Voegelin eksponuje dwa wymiary pracy historyka. Z jednej strony
rekonstruuje on niezapomniane zdarzenia lub łańcuchy wydarzeń przez ubogie
ślady, które pozostały w świecie dostępnym percepcji jako artefakty czy ślady
natury literackiej. W tym sensie jest on zakorzeniony w czasie, przestrzeni i
materii. Z drugiej strony zjawiskowy przedmiot może być rozpoznany jako
historyczny tylko przez wyśledzenie jego znaczenia w sferze „spotkania”
(„zderzenia”). Voegelin określa językiem kantowskim te dwa wymiary: historyk
opisuje fenomeny, ale powinien odnosić je do rzeczy samych w sobie. W historii
jednak „rzeczy same w sobie” poprzez „spotkanie” („zderzenie”) nie tylko są
poznawalne, ale wikłają człowieka poznającego w swoją naturę na każdym kroku. W
swym hermetycznym języku Voegelin precyzuje tę kwestię następująco: „Praca
historiografa jest esencjonalnie częścią ekspresywnego oblicza historii, podczas
gdy dychotomia przedmiotu-podmiotu jej zjawiskowego oblicza jest wtórną warstwą
w pierwotnym ekspresywnym obliczu”[8].
Opisana struktura historii nie była na ogół właściwie rozumiana.
Koncentrowano się na warstwie zjawiskowej poznania historycznego. Było to
przyczyną redukowania filozofii historii do metodologii odkrywania fenomenów
właściwych dla tej dyscypliny wiedzy.
Powstanie postkosmologicznego ładu społecznego oraz historiografii[9]
Wyeksponowawszy niebezpieczeństwa wynikające z hipostazowania przedmiotu
poznania historycznego i odrzuciwszy argumentację sceptyków, Voegelin przenosi
swoją uwagę na „sferę spotkania”. Chcąc scharakteryzować „spotkania”, zwraca
uwagę, że prowadzą one do powstania symbolizacji, które różnią się między sobą
wszechstronnością, intelektualną wnikliwością oraz symboliczną formą wyrazu
doświadczeń. Jedne z nich tworzą swoiste gatunki np. historiogeneza,
historiografia, apokalipsa; inne jednorazowe i niepowtarzalne są znane poprzez
osoby swoich autorów np. Platona czy Deutero-Izajasza.
Do dalszych wyjaśnień wybiera najbardziej masowo występującą formę
historiografii. Spośród dzieł historiograficznych koncentruje się na tych
najwcześniejszych, jako najmniej obciążonych tradycją, przyćmionych
naśladownictwem lub rutyną. Okazuje się, że najwcześniejsze dzieła
historiograficzne (i stojące u ich początku „spotkania”) pojawiają się w
podobnym czasie w kilku społecznościach: Grecji (Historia Herodota oraz
Historia wojen peloponeskich Tukidydesa), Izraelu (Deuteronomium,
a w nim życiorys Dawida, później Księga Ezdrasza i Nehemaisza,
następnie dwie Księgi Machabejskie) i Chinach (Shih-chi Ssu-ma
T’ana i jego syna Ssu-ma Chi’ena z tego dzieła bogatą prehistorią oraz
Historia dawnej dynastii Han Pan Piao i Pan Ku).
Voegelin prezentuje genezę tych utworów i chronologię ich powstania.
Pokazuje, że historia (historyczne pisarstwo) zostaje odkryta w kontekście
zakłócenia społecznego ładu spowodowanego przez ekspansję imperiów. Przyszły
historiograf usiłuje zareagować na uwikłanie człowieka w zdarzenia w imperium, w
szczególności na destrukcję starszego porządku przez imperialną ekspansję.
Prawidłowość nie działa jednak w przeciwnym kierunku. Imperialna interwencja w
życie ludzkie nie powoduje nieuchronnego skłonienia kogoś do pisania historii.
Muszą pojawić się ludzie, którzy potrafią rozpoznać zmienne koleje losu tego
typu jako historyczne i dlatego zasługujące na utrwalenie. Widocznie porządek
człowieka i społeczeństwa musi być uprzednio pojęty w pewien sposób, jeśli
zakłócenie tego porządku przez wybuch siły miałoby być fundamentem dla powstania
dziejopisarstwa – konstatuje filozof. Dalej zwraca uwagę na długą tradycję
świadomości historycznej poprzedzającej powstanie historiografii we wszystkich
trzech omawianych tradycjach. Jednakże odnajduje kontrprzykłady (Babilon i
Egipt) wskazujące, że długotrwała pamięć historyczna również nie jest warunkiem
wystarczającym dla powstania historiografii. „Jakość historii ani nie lgnie do
niechybnie spektakularnych zjawisk, ani nie jest odkrywana jako lgnąca do nich,
kiedy wystarczająco wiele z nich dzieje się przez długi czas”[10] – pisze Voegelin. Rozpoznawanie zjawisk jako
historycznych zależy od zaangażowania człowieka-historyka. „Człowiek taki musi
jednak uprzednio wiedzieć czym historia jest; musi mieć koncepcję ładu, która
umożliwia mu zrozumienie zmiennych kolei losu w tym ładzie jako historycznych”[11] – podkreśla fiozof.
Wcześniej omawiane doświadczenie transcendencji rozrywa pierwotne
doświadczenie kosmosu, będące tłem pracy pierwszych historiografów. W tzw.
ładzie kosmicznym cywilizacji orientalnych państwo nie posiada historii,
ponieważ cała jego struktura społeczna nie posiada historii. Życie zbiorowe
odtwarza firmament niebieski w jego wiecznym kształcie. Zostało stworzone przez
boga w doskonałym kształcie. Społeczeństwo w nim żyjące nie zna pojęcia
tradycji. Ten brak dziejowości przynosi konsekwencje w postaci absolutyzowania
osoby władcy, imperializmu, wojowniczności. Nie ma w nim miejsca na wolną wolę
człowieka i jego zdolności do działania bez naśladowania bogów. Jest to
ostatecznie monizm i panteizm, bogowie i ludzie tworzą jedną społeczność.
Realnym skutkiem mitycznych wyobrażeń jest stagnacja podniesiona do rangi
najwyższej wartości.[12] Doświadczenie
transcendencji rozrywa to pierwotne doświadczenie kosmosu. Symbole kosmologiczne
muszą być zatem zastąpione przez symbole uwzględniające nowoodkrytą strukturę
rzeczywistości[13].
W doświadczeniu transcendencji „Bóg i człowiek stanowią osoby stojące twarzą
w twarz względem siebie”[14]. Powoduje to
swoiste odbóstwienie kosmosu, staje się on immanentny. Jednak odseparowanie Boga
od świata i człowieka w nim nie oznacza Jego nieobecności. Boski byt jest obecny
w świecie jako stwórcza, podtrzymująca i kształtująca siła. Filozofowie starali
się wypowiedzieć to poprzez stworzenie stosownych symboli. Należą do nich
Platona metaxis oraz późniejsza średniowieczna participatio.
Partycypacja Absolutu w bycie dotyczy w szczególności bytu osobowego. Ma to
dalekosiężne konsekwencje dla życia społecznego i poznania historycznego.
Voegelin formułuje następującą zasadę: „Człowiek egzystencjalnie uporządkowany
przez doświadczenie transcendencji, staje się modelem porządku dla człowieka i
społeczeństwa”[15]. Ta antropologiczna
zasada musi być dopełniona przez koncepcję boskiego bytu, skoro dusza ludzka
jest „teomorficzna”. „Teomorfizm (...) duszy jest najwyższą zasadą koncepcji
porządku, która zapoczątkowana jest w doświadczeniu transcendencji i prowadzi do
odkrycia historii”[16] – stwierdza gorący
entuzjasta platońskiej metaksy.
Voegelin dochodzi do sedna swoich wyjaśnień dotyczących odkrycia dziejowości
i możliwość pisania historii: „Wszędzie, gdzie nastąpi doświadczenie
transcendencji z wystarczającą intensywnością i klarownością, żeby
zdezintegrować pierwotne doświadczenie kosmosu, zdarzenia mogą być odkrywane
jako posiadające związek z porządkiem w człowieku i społeczeństwie w jego
relacji do wieczystego bytu. Wskaźnik, który zdarzenia otrzymują [brane] w tym
aspekcie jest wskaźnikiem historycznym. Z natury rzeczy doświadczenie
transcendencji ma rozstrzygającą rolę wśród wydarzeń historycznych, skoro wynosi
urzeczywistnienie wieczystego bytu w czasie na poziom świadomości
historycznej.”[17] Historia i rozpoznanie
transcendencji tak się ze sobą splatają, że stosowny stan duszy i kontakt z
transcendencją nie tylko są niezbędnymi warunkami zaistnienia pracy historyka,
ale sama „dziejowość” (wskaźnik „historia”, jak się wyraża Voegelin) staje się
zarazem jednym z symboli transcendencji[18].
Dotychczasowa analiza nie uwzględniała społecznego kontekstu w jakim dokonuje
się doświadczenie transcendencji. W rzeczywistości kontekst ten posiada zawsze
sporą złożoność i odpowiada za: różnorodność historiotwórczych „spotkań” i
odpowiedzi na nie oraz różny stopień zrozumienia i wyrażenia problemu
społeczno-dziejowego ładu. Kształt życia zbiorowego, będącego tłem doświadczenia
transcendencji, decyduje także o pojawieniu się lub niepojawieniu się
historiografii.
Voegelin podaje przypadek Zoroastra jako przykład doświadczenia
transcendencji, które dokonało się w społeczeństwie niewystarczająco
przygotowanym do przyjęcia nowego rozumienia ładu społecznego. W przypadku
Mojżesza tło w sensie szerokim dotyczy Egiptu – potęgi kosmologicznej, w którym
Izraelici przebywali (Akh-en-Aton). Przed Bogiem podmiotem staje się lud jako
całość, ale upodmiotowienie indywidualnych osób następuje w dalszym etapie
dziejów narodu[19]. Kosmologiczny ład w
przypadku Chin i Grecji nie był w dużym stopniu zinstytucjonalizowany w formę
imepriów, dlatego impuls do doświadczeń wewnętrznych i historycznego pisarstwa
pochodził bardziej z konfrontacji tych społeczności z zewnętrznymi
przeciwnikami. Voegelin dokonuje obszernego przeglądu procesów zachodzących w
tych dwóch tradycjach. Opisuje antagonizmy między kosmologicznymi i
transcendentalnymi koncepcjami ładu, pomiędzy mitem i filozofią, pomiędzy
filozofami i sofistami. Zwraca uwagę, że zarówno w Chinach jak i w Grecji
antagonizmy mają trójstronny układ: przeciw filozofom w Grecji występuje zarówno
tradycja mitologiczna jak i sofiści; przeciw ideologom siły w Chinach zarówno
rytualne panowanie, jaki i konfucjanizm.
Od kiedy zostaje złamany ład kosmologiczny, człowiek odkrywa swoją autonomię
w budowaniu koncepcji nowego ładu. Może go budować w oparciu o prawdę bytu, ale
może także preferować jakiś aspekt rzeczywistości i w oparciu o niego tworzyć
wizję człowieka i społeczeństwa. Z nieskończonej liczby możliwości niektóre są
niewykonalne, inne są jedynie w stanie być podłożem powstania jakiejś sekty.
Jednak dążenie do utworzenia „ekumenicznego” imperium jest tą koncepcją, która
stawiając człowieka w miejsce transcendencji, potrafi skutecznie zmobilizować
ludzkie dążenia. I choć jest oparta na iluzji, jej dyskredytacja następuje
dopiero po pewnym czasie. Zaś napięcie pomiędzy porządkiem społecznym budowanym
przez człowieka liczącego się z ładem w bycie – swoją wielkością, ale i
zależnością od Absolutu, a porządkiem społecznym opartym na dążeniu do potęgi
społecznej o uniwersalnej wielkości, podejmującej swą ekspansję ku wszystkiemu
co w porządku doczesnym może zostać opanowane, jest stałym motywem w dziejach
powszechnych[20].
Najgłębszą przyczyną powracających sukcesów imperializmu jako
postkosmologicznej koncepcji ładu społeczno-dziejowego jest fakt, iż znajduje on
swoje podłoże w „krytycznym pęknięciu pomiędzy duchem i siłą”[21], jak się wyraża Voegelin. Wyraz tego dualizmu w duszy
ludzkiej jest obecny w dziejach i myśli starożytnej Grecji, ale najpełniej
odczytał go św. Augustyn w przeciwstawieniu amor Dei i amor sui.
Swoje pożądania „człowiek może przyporządkować sobie i społeczeństwu przez
orientowanie się blisko transcendencji lub przez wyemancypowanie się z siebie
samego jako wewnątrzświatowej egzystencji”[22].
Tło, na jakim wystąpiło doświadczenie transcendencji, oraz osoby dotknięte
takim doświadczeniem i ich dzieła, stają się zaczątkiem stanu fermentu. Wraz z
symbolicznym wyrazem duchowego przeżycia ów ferment inicjuje ruch, a raczej
wybuch w życiu pewnego społeczeństwa. Ruchy te z kolei występują paralelnie w
wielu społeczeństwach i ludzkość cała zmierza do stania się podmiotem duchowego
wybuchu tego rodzaju. Voegelin podkreśla, że dokonując powyższego opisu
pozostajemy na płaszczyźnie języka uprzedmiatawiającego dziejowość i
zamykającego opis w kategoriach immanencji i przyczynowości (w jej zawężonym
rozumieniu). Ten sposób referowania rzeczywistości nie stanowi teoretycznego
rozwiązania, którego poszukuje on jako filozof.
Struktura dziejów i historii[23]
Syntetyzując powyższe analizy, Voegelin wyprowadza terminy „historyczny
wskaźnik” i „zjawisko historyczne”. Wskaźnik ów zdarzenia otrzymują z tytułu
swojego odniesienia (poprzez doświadczenie transcendencji i jego rezultaty) do
wiecznego bytu i w ten sposób stają się „zjawiskami historycznymi”. Zjawiska
historyczne posiadają podwójną konstrukcję: są wydarzeniami w czasie i
przestrzeni, ale także wyrazistą odpowiedzią na „spotkanie” („zderzenie”) – ten
drugi wymiar tworzy „warstwę transcendentalną”. Wieczny byt realizuje się w
wielorakich zjawiskach rozpościerających się przez cały zakres ludzkości w
czasie i przestrzeni – to ten proces Voegelin nazywa historią. Historia ma
„transcendentalną strukturę” na mocy transcendentalnej warstwy zjawisk
historycznych.
Pośród zjawisk historycznych szczególne miejsce zajmują doświadczenia
transcendencji jako te, które ukazują partycypację Absolutu w bycie oraz są
fundamentem powstania świadomości historycznej. Dlatego nazwiska osób będących
podmiotami szczególnie nośnych społecznie doświadczeń transcendencji uosabiają
niejako poszczególne narody i etapy dziejów[24].
Transcendentalna struktura historii nie jest niezależnym bytem, ale
„szablonem” w konstelacji pojedynczych zjawisk, dzięki któremu na przykład
doświadczenia transcendencji układają się w zrozumiałą serię, chociażby tę od
Homera do Platona. Duchowe wybuchy i agnostycyzmy, moce energii i imperia
kształtują szablony rozszerzające się w czasie i w przestrzeni, także ponad
wieloma społeczeństwami. Voegelin te seryjne zjawiska określa mianem „stałych” w
historii. Ponieważ ich występowanie jest czasowo ograniczone, są to okresowe
stałe. Wyróżnienie takiej stałej bądź zespołu stałych jest podstawą wydzielenia
okresu historycznego. W zależności od doboru stałych możliwe są rozmaite
periodyzacje historii, wzajemnie się nie wykluczające. Szablony zjawisk
historycznych nie pozostają wyizolowane jedne od drugich. Okresy mogą
kształtować łańcuch okresów. Okresy kilku społeczeństw mogą się splatać.
Agregaty tych szablonów Voegelin nazywa „konfiguracją historii”. „Ta
konfiguracja, mimo że jest zrozumiałym procesem wiecznego bytu realizującego
samego siebie w czasie, nie jest gnostyckim rozumieniem historii skonstruowanej
przez spekulatywne systemy osiemnastego wieku i późniejsze. Zrozumiała
konfiguracja jest rygorystycznie podległą materią w stosunku do badań
empirycznych. Nasza wiedza o nich, w jakimkolwiek danym okresie, będzie zależna
od stanu nauki, która w swoich kolejach jest zdeterminowana przez a) naszą
wiedzę o sprawach materialnych i b) rozpoznanie kwestii teoretycznych”[25] – zastrzega się filozof.
Po takim zestawieniu wyników swego namysłu nad historią Voegelin zaznacza, że
konstrukcja ta podlegać powinna dalszym badaniom przez nauki empiryczne. Mimo to
stwierdza, że zasadniczy charakter konfiguracji na tle aktualnych wyników
historii daje się odczytać przez pryzmat doświadczeń transcendencji. „Ta
konstrukcja, wbrew faktorom i przypadkowi, nie jest wcale bezplanowym agregatem
okresów; raczej odsłania hierarchiczny ład długiego i krótkiego zakresu, ład
dominant i wtórnych stałych; i ten ład jest przynależny do tego faktu, że
doświadczenia nie są niepowiązanymi zjawiskami wewnątrz historii, ale przez ich
wzajemne powiązania w czasie i w przestrzeni, splatana jest istna sieć
konfiguracji”[26] – pisze Voegelin.
W dalszych wyjaśnieniach myśliciel odwołuje się do uformowanego przez Platona
pojęcia eikon – ikony. Czas jest ikoną wieczności. Ład w historii jest
ikoną wiecznego ładu, który leży poza zasięgiem nauki. Gnostyckie spekulacje na
temat historii znajdują swój fundament właśnie w pomieszaniu tych porządków. To,
co jest tylko „ikoniczne”, jest w nich traktowane jako wieczne.
Istotą konfiguracji jest zdeterminowanie przez doświadczenia transcendencji,
które są zjawiskami w czasie, ale prowadzą do powiązania czasu-ikony z wiecznym
ładem. Struktura konfiguracji, dominujące stałe również wynikają z doświadczeń
transcendencji, tych rozpoznanych bardzo wcześnie. Vogelin zauważa, że
uderzający paralelizm duchowych wybuchów pojawiających się około 500 roku przed
Chr. był kanwą do refleksji nad konfiguracją historii dla wielu myślicieli.
Abel-Remusat, zastanawiając się nad osobliwą zbieżnością greckich filozofów,
Buddy i Lao-tse, przypisał jej genezę zjawisku kulturowej dyfuzji. K. Jaspers
buduje pojęcie czasu osiowego pomiędzy 800 i 200 rokiem przed Chr., z
koncentracją wokół 500 roku przed Chr. A. Toynbee rozszerza ten czas na
przedział od X w. przed Chr. do XIII w. po Chr. Istnieje zatem konsensus
odnośnie związku pomiędzy doświadczeniami transcendencji a konfiguracją
historii. Wyjaśnienie tej relacji jest przedmiotem różnorodnych rozstrzygnięć.
Wraz z innymi autorami Voegelin odrzuca hipotezę dyfuzji kulturowej[27]. Podtrzymuje on także Toynbee’ego krytykę
czasu osiowego. Ponieważ angielski historyk rozciągnął go na ponad dwa
tysiąclecia przestaje on być wartościową konstrukcją teoretyczną.
Chcąc posunąć się naprzód, Voegelin zestawia podstawowe dane w ujęciu
podręcznikowym, aby zobaczyć dystrybucję duchowych wybuchów w czasie i w
przestrzeni. Tak skonstruowana tabela, jego zdaniem, sama się interpretuje.
„Informacje w tabeli poddają myśl o długotrwałym procesie rozszerzającym się
wszerz, przez który ludzkość odłącza się od pierwotnego doświadczenia kosmosu.
Rozpoczyna się on na obszarze Bliskiego Wschodu wcześnie, w drugim tysiącleciu;
rozpościera się w Grecji, Iranie, Indiach i Chinach około 800 przed Chrystusem;
i wraz z ekspansją chrześcijaństwa i islamu, buddyzmu, hinduizmu i konfucjanizmu
wciąga coraz szersze sektory ludzkości do swojego ruchu. Ten proces wciąż
postępuje naprzód, i jego koniec nie jest jeszcze w zasięgu wzroku.”[28] „Czas osiowy” Jaspersa to po prostu
moment, w którym opisany proces rozszerza się z wąskiego obszaru Bliskiego
Wschodu na terytorium od Grecji do Chin. Jaspers jest bliższy prawdy, zdaniem
Voegelina, niż Toynbee, który, krytykując u tego pierwszego akcent na jeden z
okresów, sam zaciemnia obraz historii własnymi periodyzacjami, zbyt wąsko
powiązanymi z jego wiodącą koncepcją cywilizowanych społeczeństw.
W zreferowanej dyskusji milczącym założeniem jest reprezentatywny dla
ludzkości charakter duchowych wybuchów, które są przedmiotem porządkowania.
Doświadczenie transcendencji przynosi przede wszystkim ostrą świadomość relacji
pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Doświadczenie to zawiera jednak także dodatkowy
faktor, który czyni je historycznie relewantnym: „prawdę ładu”. Faktor ten jest
obligatoryjną siłą ustanawiającą nowy związek między podmiotem doświadczenia i
zarazem odkrywcą „prawdy ładu” a podobnymi mu ludźmi. „Natura prawdy objawionej
zobowiązuje odkrywcę, żeby komunikować ją ludziom pośród których on żyje, dopóki
nie zobowiąże ona tamtych [będących] w zasięgu słuchania, żeby wysłuchali i
przyjęli tę prawdę, jako porządkującą siłę do ich własnej egzystencji. Na mocy
tej obligatoryjnej siły prawda doświadczenia staje się centrum, z którego
promieniuje nowy ład dla egzystencji człowieka w społeczeństwie. Ponieważ nowe
centrum jednakże pojawia się nie w próżni, ale wewnątrz społeczeństwa z
uprzednio ukonstytuowanym ładem, oraz ponieważ stary ład ma szeroki dziedziczny
autorytet, konsekwencją doświadczenia będą zaburzenia porządku różnych typów”[29] – wyjaśnia Voegelin. Nowe i stare walczy
o to, aby być uznawane za właściwą reprezentację ładu publicznego. W walce tej
powstają specjalne symbolizmy wyrażające te dążenia i będące ich narzędziami.
Voegelin określa je mianem „transferu autorytetu”. Podaje ich przykłady z
dziejów, zaliczając do nich także Chrystusowe „Słyszeliście, że powiedziano
przodkom... a Ja wam powiadam...” z Kazania na Górze.
Reprezentatywny charakter doświadczenia transcendencji Voegelin podkreśla,
odrzucając jego subiektywną interpretację. Gwarancji jego realizmu szuka w
obecności w nim czynnika pozapodmiotowego – samego Boga, w fakcie ukazywania w
nim, że istnienie w odniesieniu do Boga jest pierwszą zasadą ładu dla człowieka.
Filozof sięga po przykład w postaci starotestamentowego słowa Jahwe w relacji do
proroka.
Voegelin zdaje jednak sobie sprawę, że wkracza na obszar Objawienia,
niewłaściwy dla refleksji filozoficznej. Gwarancji metodologicznej poprawności
upatruje w posługiwaniu się językiem, który streszcza w zwrocie
„wieczny-byt-realizujący-samego-siebie-w-czasie”. Sposób jego pisowni ma
podkreślać specyficzne znaczenie wynikające z przytoczonych powyżej objaśnień,
niezależne od znaczeń gramatycznych części.
Chcąc bronić się przed błędami sofistów, a jeszcze bardziej gnostyków,
podkreśla pojawiający się wcześniej szereg tez: „Nie istnieją jednostki zwane
«bytem», które mogłoby egzystować za pośrednictwem wieczności i, po jej
spełnieniu, za pośrednictwem czasu; ani nie istnieje «wieczysty byt», który
nagle mógłby pojawić się jako przedmiot w czasie; ani «czasowy byt», który
mógłby być przeobrażony przez realizację i nabyć atrybut wieczności; ani nie ma
pośredników czasu i wieczności z przedmiotami w czasie przeprowadzającymi się
cichaczem z jednych [wymiarów] w drugie.”[30] Takie konstrukcje myślowe stanowią nie tylko przedmiot
spekulacji, ale tworzą podłoże manipulatorskich działań gnostyków, którzy w
starożytności wyzwalali byt cierpiący rzekomo z powodu egzystencji w czasie z
więzienia czasowości ku doskonałemu stanowi wieczności, a w czasach nowożytnych
usiłowali przenieść wieczną doskonałość do czasowego bytu wewnątrz świata. Przy
tej okazji warto przytoczyć celną uwagę Legutki, że przy tak istotnym w
pisarstwie Voegelina opisie gnostyków nie dowodzi on, że wszystkich ich łączą
związki przyczynowo-skutkowe, ale że istnieje w naturze ludzkiej stała
predylekcja do szukania pocieszenia w marzeniach o królestwie Boga na ziemi.
Jest to zatem podejście antropologiczno-teleologiczne, a nie historyczne,
kolejny wyraz jego zmagania z historycyzmem[31].
W artykule poświęconym rozumieniu dziejów i historii, w powyższym krótkim
sformułowaniu Voegelin odnosi się do błędów teoretycznych w rozumieniu tej
materii i ich praktycznych konsekwencji. W lepiej znanych dziełach ten moment
polemiczny jest jednak jednym z kluczowych motywów jego refleksji filozoficznej
i społecznej[32]. Jak słusznie odnotowuje
to Wielomski, gnostycka historiozofia, którą demaskuje Voegelin sprowadza się do
panteizmu, a co za tym idzie immanentyzmu obecnego w filozofii nowożytnej,
wyrażonego przy wyjaśnianiu historii i życia społecznego poprzez ideę postępu.
Sens historii tkwi w samozbawczych działaniach człowieka (Hegel, Comte) lub
materii (Marks). Dzieje nie są już w kręgu oddziaływania Opatrzności w
rozumieniu św. Augustyna czy Bossueta. Ich uwieńczeniem jest „apokalipsa
człowieka”, czyli jakaś forma samozbawienia.[33] Symbole religijne, przede wszystkim paruzja i Królestwo
Boże, zostają zlaicyzowane po to, aby opowiadać o przyszłości ziemskiej. Świat
doczesny osiągnie doskonałość i stanie się uwieńczeniem historii (Hegel, Comte,
Marks). Dlatego Hitler i Stalin mogli wejść w rolę zeświecczonych Chrystusów
Trzeciej Epoki, epoki Apokalipsy. To oni mieli przynieść powszechne szczęście
poprzez totalitarny porządek społeczny[34].
Sens, przyczyna sprawcza, bieg i cel dziejów
Jakie rozumienie dziejów proponuje zatem Voegelin jako filozof? Czy podnosi
kwestie charakterystyczne dla idealistycznych historiozofii i jak je rozstrzyga?
Czy dokonuje metafizycznego opisu „dziejowości”?
Odpowiadając na pytanie o sens dziejów, filozof stanowczo zaprzecza ich
hipostazowaniu. Jak słusznie wychwycił to K. Mędel za jedną z
najtragiczniejszych w dziejach ludzkości pomyłek uznaje on przenoszenie pytania
o sens z egzystencji jednostkowej na same dzieje. Błąd ten jest obecny w
filozofii i w poznaniu przedfilozoficznym. Odpowiada za powstanie historiozofii
w idealistycznym jej rozumieniu.
Voegelin trafnie łączy zagadnienie „dziejowości” z człowiekiem pozostającym w
relacji poznawczej do rzeczywistości, a w niej m.in. do wytworów kulturowych.
Ludzka racjonalność, ujmująca ład kulturowy w jego czasowej rozciągłości,
dociera w jego ocenie w pewnych wyróżnionych przypadkach do inteligibilności
porządku rzeczy i osób, a co za tym idzie do Absolutu jako źródła istnienia
bytów. Voegelina doświadczenie transcendencji wydaje się jednak być czymś
więcej. Jest nie tylko procesem poznawczym człowieka, ale także aktem religijnej
iluminacji, zapoczątkowującym – najpierw w wybitnej jednostce, a następnie w
społeczności objętej jej oddziaływaniem – nowe, bliższe prawdy rozumienie osoby
ludzkiej i jej życia społecznego. „Porządek historii wypływa z historii
porządku”. Innymi słowy, względny empiryczny porządek historii jest pochodną
porządku poznania, a historia w takim stopniu posiada sens, w jakim jest
wynikiem celowych działań człowieka[35].
Jednak ta celowość, biorąc swój początek z „aktu transcendencji”, odzwierciedla
nie tylko ludzką racjonalność, ale także
„wieczny-byt-realizujący-samego-siebie-w-czasie”. „Doświadczenia transcendencji”
wyróżnione przez Voegelina to nie tylko teorie rzeczywistości, ale także akty
założycielskie wielkich religii. W momencie ich wyakcentowania oraz przypisania
dużej roli poznaniu płynącemu z objawienia w swojej teorii filozof zaczyna
wchodzić w obszar teologii historii[36].
Wydaje się jednak, że nie jest to świadomy zamiar, ale raczej skutek uboczny
trudności w opisie faktów kulturowych (śladów historycznych) i problemów przy
charakterystyce poznania takich faktów (pracy historyka).
Trudności te wydają się być typowe dla języka filozofii platońskiej nie
znającej (bądź nie uznającej) arystotelesowsko-tomistycznej teorii złożeń
bytowych. „Doświadczenie transcendencji” można by przecież opisać po prostu jako
szczególnie doniosły akt poznania o charakterze filozoficznym i humanistycznym,
gdzie człowiek styka się z bytem ludzkim oraz faktami kulturowymi (przy
odpowiednim rozumieniu kultury), aktualizuje swoje władze poznawcze (nie
wykluczając „wzmocnienia” ich działania przez faktor o charakterze religijnym),
uzyskując w efekcie szerokie rozumienie ładu społeczno-historycznego[37]. Opis taki zakłada jednak nabudowane na
prawidłowo sformułowanej metafizyce i antropologii rozumienie natury i kultury,
głębokie rozumienie złożenia duchowo-cielesnego w bycie osobowymi, realistyczne
wyjaśnienie faktu kulturowego, aktualno-możnościowe rozumienie działania władz
duchowych[38].
Mimo tych trudności, a może właśnie uwzględniając ich siłę, wielką zasługą
Voegelina w pracy nad realistycznym odczytaniem dziejów jest jego bezwzględny
opór wobec nowożytnego historycyzmu, skutkującego powstawaniem utopijnych
projektów społecznych.
Sprawcą dziejów jest Bóg, który odsłania się w nich człowiekowi,
przemieniając go wewnętrznie, lecz nie determinując go w konkretnym działaniu.
Określone osoby dotknięte „doświadczeniem transcendencji”[39] i utworzone na tej podstawie symbolizmy stają u podstaw
okresów historycznych, a całe dzieje budują ludzkie decyzje pozostające pod
wpływem (lecz nigdy bezwzględnie nie zdeterminowane) zawartych w nich wizji
świata i człowieka[40]. Wśród czynników
wpływających na ludzką decyzję, dokonującą się w dziejach Voegelin wymienia:
sytuację socjalną, przemiany społeczne, ale także charakter człowieka, zasięg i
siłę jego namiętności, nadzór nad nimi sprawowany przez jego cnoty oraz – mogąca
zawsze wznieść się ponad wszystkie wymienione determinanty – duchową wolność[41]. Historia jest dramatem rozgrywającym się
zawsze za sprawą ludzkich decyzji w kontekście kultury, w świecie bytów nie
znajdujących ostatecznego wyjaśnienia bez odniesienia do Absolutu[42]. To odniesienie metaksę/partycypację
opisuje Voegelin na sposób platońsko-augustyński.
Dzieje nie układają się ani w cykle, ani na linii postępu[43]. Po każdym „doświadczeniu transcendencji”, które zostaje
podjęte jako podstawa tworzenia nowego ładu społecznego, wizje świata i
człowieka nowa i stara zmagają się ze sobą w śmiertelnym boju. Nie można bowiem
być cywilizowanym na dwa sposoby – jak ująłby to F. Konieczny[44]. Ten dramat historii rozgrywa się nie tylko w
rozciągłości czasowej, ale i w przestrzennej. Duchowe wybuchy i ich społeczna
kontynuacja ustanawiają w historii „stałe”, mogące stanowić podstawę
periodyzacji i rozumnego namysłu. Czy są nimi religie, cywilizacje czy inaczej
pojęte prądy kulturowe, tego Voegelin nie rozstrzyga. Wskazuje jednak, że
wszystkie one sprowadzają się do dwóch duchowych nurtów: 1) porządku społecznego
budowanego przez człowieka liczącego się z ładem w bycie, swoją wielkością, ale
i zależnością od Absolutu, oraz 2) porządku społecznego opartego na dążeniu do
potęgi społecznej o uniwersalnej wielkości, podejmującej swą ekspansję ku
wszystkiemu, co w porządku doczesnym może zostać opanowane. Ten ostatni nurt
Voegelin chętnie określa mianem bardzo szeroko rozumianego gnostycyzmu.
Możliwość periodyzacji oraz rozumienie dziejów nie oznacza jednak odkrywania
jakiejś ich logiki. Voegelin usiłuje po prostu opisać człowieka i jego relacje,
nadając duże znaczenie „dziejowości” bytu ludzkiego. Należy zatem zgodzić się z
Legutką, że filozof ten nie tylko demistyfikuje prawa historii, ale je
unieważnia, sprowadzając historię do pewnego uniwersalnego doświadczenia
człowieka[45].
Zdaniem Voegelina nie jest zatem tak, że każda epoka (jako swoista hipostaza
dziejów) prowadzi z transcendencją samookreślający dialog i tworzy
nieprzystające z symbolizmami innych epok system znaczeń. Natura ludzka nie
podlega zmianom historycznym, lecz jest zawsze wikłana w ten sam dramat
samookreślenia i kreacji ludzkiego porządku. Jego praktyczna realizacja wygląda
różnie w zależności od stopnia otwartości na transcendencję, zakresu
samoświadomości otwarcia, charakteru powstałego w wyniku doświadczenia
transcendencji symbolizmu[46].
Skoro sens historii jawi się w partycypacyjnym ujawnianiu się Absolutu, a
bohaterami-sprawcami dramatu historii są Bóg i pozostający w odniesieniu do
niego człowiek, to również celem dziejów w tej teologizującej wizji powinien być
Absolut. Takie stwierdzenie w pisarstwie Voegelina jednak się nie pojawia.
Absolut jawi się jako ukierunkowanie bytu ludzkiego, a wraz z nim całego ładu
istniejących konkretów. Jednak unikając urzeczowienia dziejów, unikając ściśle
teologicznej interpretacji doczesnych działań ludzkich badacz ucieka także od
częstego w historiozofiach pomieszania czasowej przemienności immanentnego
świata z transcendentną celowością realnego człowieka[47]. Co więcej, jednym z istotnych celów jego namysłu w tym
zakresie jest właśnie ucieczka od gnostyckiej pokusy wyśledzenia w dziejach
zbawczej drogi prowadzącej czy to do wyzwolenia bytu, cierpiącego rzekomo z
powodu egzystencji w czasie, z więzienia czasowości ku doskonałemu stanowi
wieczności (gnostycyzm starożytny), czy to do przeniesienia wiecznej
doskonałości do czasowego bytu wewnątrz świata (gnostycyzm nowożytny).
Historia: jej przedmiot, metoda i cel
Jak Voegelin odnosi się do historii jako dyscypliny humanistycznej? W
szczególności jak rozumie jej przedmiot, cel i metodę? Pracę historyka Voegelin
stara się z jednej strony uwolnić z więzów nakładanych na nią przez spuściznę
pozytywizmu w nauce, z drugiej strony obronić przed unieważnieniem przez
relatywizm starożytnych i współczesnych sofistów.
Voegelin krytykuje w nauce podejście pozytywistyczne, w szczególności kult
metodologii, a zwłaszcza absolutyzowanie metodologii nauk przyrodniczych.
Zauważa, że ta tendencja przenoszona jest do nauk humanistycznych i filozofii.
Tymczasem metoda winna pozostać jedynie środkiem w procesie poznawczym,
przyporządkowanym do celu jakim jest wypracowanie teorii. Przy czym teoria
pozytywistyczna jawi mu się jako oderwana od życia, projektująca utopia,
konstrukcja. Związana jest z kultem dla faktu i zredukowaniem tego, co go
przekracza. Voegelin proponuje powrót do klasycznego rozumienia teorii jako
rzetelnego namysłu nad rzeczywistością[48].
Potwierdza ważność warsztatu historyka badającego fakty kulturowe, lecz nie
zgadza się na pozbawienie ich znaczenia poprzez wyjaśnienia wyłącznie
strukturalno-semiotyczne czy kontekstualne. Fenomeny badane przez historię jako
ludzkie decyzje bądź ich skutki w postaci stanów rzeczy oraz wytworów
materialnych posiadają „warstwę transcendentalną”. Dzięki niej, zdaniem
Voegelina, stają się w sensie właściwym faktami historycznymi. „Warstwa
transcendentalna” jest efektem „spotkania” polegającego na kontemplacji mającej
za przedmiot działającego człowieka oraz jego wizję świata. Prawdziwe dzieło
historyczne powstaje w wyniku „odpowiedzi” na takie „spotkanie”. Ta odpowiedź
jest nie tylko uchwyceniem dokonującego się w dziejach przełomu społecznego, ale
angażuje twórcę w określoną wizję świata[49]. Posługując się językiem lubelskiej szkoły
filozoficznej, można by powiedzieć, że historiograf wyróżnia w dziejach pośród
faktów kulturowych, te które są prawdziwie kulturotwórcze – realnie bogacą
ludzką kulturę[50].
Obrona przed subiektywistycznym zinterpretowaniem historii jako „prywatnej
opinii historyka” dokonuje się, jak już było wspomniane w kontekście rozumienia
dziejów, poprzez odniesienie podmiotu poznającego dzieje do realnego porządku
rzeczy sankcjonowanego ostatecznie istnieniem Absolutu[51]. Słabością obrony prowadzonej przez Voegelina z pozycji
idealistycznych jest tkwiące głęboko w platońskiej tradycji przeświadczenie o
tożsamości między sposobem poznania i sposobem bytowania. Teza ta nie dająca się
obronić w świetle bogatej tradycji krytyki idealizmu filozoficznego stanowi
główną trudność filozofii historii Voegelina. Ze względu na przyjęcie takiej
metafizyki fakt historyczny nie może być po prostu doniosłą ludzką decyzją, ale
musi być „doświadczeniem transcendencji”. Obecność Boga w doświadczeniu
transcendencji, a więc także w idącym za nim „spotkaniu” historyka z dramatem
historii, jest gwarantem nie tylko realizmu przedmiotu poznania, ale także
reprezentatywności (kulturotwórczości i doniosłości) wybranych przez niego do
zbadania faktów.
Wskazując na podwójny wymiar faktu historycznego, Voegelin uznaje dualizm
metod jego badania. Jako fenomen w porządku dostępnym zmysłom fakt historyczny
podlega regułom właściwym dla badania śladów historycznych. W swojej „warstwie
transcendentalnej” musi być konfrontowany ze stanem wiedzy filozoficznej o
człowieku, kulturze i ich relacji do transcendencji. Taki podział, w
perspektywie realnej pracy historyka, wydaje się być zbyt mechaniczny.
Należałoby mówić raczej o zdroworozsądkowej i wypływającej z realistycznej
filozofii bazie zewnętrznej w pracy historiograficznej, która byłaby punktem
odniesienia we wszystkich etapach jego pracy: przy badaniu faktu, jego
interpretacji i ocenie. Voegelin właściwie jednak diagnozuje mylność alternatywy
metodologicznej: pozytywistyczny „obiektywizm” – postmodernistyczny
relatywizm.
Voegelin stanowczo podkreśla znaczenie badania materiału źródłowego w pracy
historyka. Być może jednak właśnie powyższy metodologiczny klucz i skutki jego
praktycznego stosowania są podstawą zarzutu jaki formułuje względem koncepcji
historii Voegelina Legutko. Uważa on, że tkwi w niej skłonność do umniejszania
znaczenia różnic między rozmaitymi teoriami czy doświadczeniami społecznymi, a
absolutyzowania stałych schematów. Narzędzia pojęciowe skonstruowane przez
filozofa uważa za nie dość precyzyjne do uchwycenia uniwersalnego dramatu
człowieka w historii[52].
Cel pracy historyka to swoiste zrozumienie przeszłości: ukazanie, iż istnieje
w dziejach ład, będący odbiciem (ikoną) wiecznego ładu Bożego. Zdaniem
Voegelina, odnosząc się do dramatu historii jako całości, należy poprzestać na
tak ogólnie sformułowanym stwierdzeniu. Pozostały wysiłek to rozumiejące
porządkowanie historii. Dokonuje się ono poprzez rekonstruowanie powyżej
opisanego dziejowego ładu, czyli poprzez okrywanie historii nadawania
teoretycznego kształtu rozmaitym zbiorowym wysiłkom samointerpretacji
społeczeństw. Wysiłki te odzwierciedlają się w instytucjach, religiach,
obyczajach, prawach czy literaturze, które historyk bada właściwymi dla siebie
narzędziami. Tą drogą historia odkrywa istnienie w dziejach wspomnianych wyżej
różnych poziomów ogarniania prawdy o człowieku zanurzonym w kulturze oraz
różnych sposobów wykorzystywania tego rozpoznania w kulturowej praktyce[53].
Warto podkreślić, że zdaniem Voegelina nie ma między tak wyróżnionymi
„stałymi” w historii równoprawności. Nie wszystkie te porządki zyskują taki sam
stopień prawdziwości. Historyk, nie chcąc cofnąć się przed realizacją swego celu
– rozumienia faktów historycznych – jest zmuszony dokonać oceny zakresu i
trafności kulturowych dokonań tej czy innej społeczno-historycznej „całości”.
Sam Voegelin dokonuje takiej oceny. Staje się ona podstawą jego bardzo szerokiej
krytyki wielu nurtów społeczno-ideowych starożytności i średniowiecza oraz
znaczącej większości nurtów nowożytnych, pośród których znalazły się nie tylko
totalitaryzmy XX wieku, ale także liberalizm[54]. Wiele z tych ocen, m.in. niedocenienie myśli
Arystotelesa czy roli ortodoksyjnego chrześcijaństwa, może budzić sprzeciw.
Wysnuwanie jednak z ich nietrafności wniosku, że Voegelin tworzy aprioryczny
model historii opisujący gigantyczny cykl dziejowy, wydaje się iść zbyt daleko[55].
Po wyróżnieniu w dziejach różnych poziomów ogarniania prawdy o człowieku w
kulturze dalszy wysiłek badacza ładu historycznego i społecznego powinien
zmierzać w kierunku obrony przed ideologiami mieszającymi porządek
transcendentny i immanentny. Tej pracy jako filozof i historyk Voegelin oddał
się bez reszty. Wyróżnienie w dziejach faktów kulturowych szkodliwych dla
rozumnej i nakierowanej na dobro i piękno kultury ludzkiej to leitmotiv sporej
części jego dorobku. Uporządkowanie i opis anatomii błędów życia społecznego
wokół zagadnienia szeroko rozumianego gnostycyzm, zapewniło mu miejsce w gronie
uznanych współczesnych filozofów polityki.
Voegelin, przyznający się do tradycji filozofii idealistycznej, okazuje się
być niezwykle ostrożny jako badacz dziejów. Nie uprzedmiotawia ich ani nie
wyznacza im autonomicznego celu. Właściwie rozpoznawszy współczesny kryzys
poznania humanistycznego, odrzuca zarówno modernizm z jego pozytywizmem, jak i
relatywistyczny postmodernizm. Przedmiotem poznania historycznego czyni ludzkie
decyzje i wytwory kulturowe człowieka, jego celem – zrozumienie przeszłości. Nie
absolutyzuje żadnej metody. Nawiązuje zerwaną nić tradycji filozofii klasycznej
i zmaga się z trudnościami właściwymi dla jej platońsko-augustyńskiego
nurtu.
Radosław Brzózka Artykuł ukazał się w „Zeszytach Społecznych KIK” 2008.
[1] A. Wielomski, Voegelin Eric, w:
Encyklopedia „Białych Plam”, t. 17, Radom 2006.
[2] P. Śpiewak, Eric Voegelin – filozof
i historyk duszy otwartej, w: E. Voegelin, Nowa nauka polityki,
Warszawa 1992, s. 5-11.
[3] Voegelin, What Is History, w:
What Is History? And Other Late Unpublished Writings, Baton Rouge –
London 1990, s. 1-51.
[4] Tamże, s. 1-13.
[5] Komentatorzy Voegelina, idąc za innymi
jego tekstami sprowadzają to metaforycznie wieloznaczne określenie
„doświadczenie transcendencji” do zagadnienia istnienia duszy ludzkiej. Historia
człowieka oznaczałaby wówczas ostatecznie dzieje zmagania się jego intelektu z
możliwością istnienia psyche. Historiozofia zaś byłaby związana
„fluktuacją idei” warunkowaną samouświadomieniem bądź nie, posiadania duszy.
Interpretację taką podaje m.in. Wielomski, Voegelin Eric.
[6] Voegelin, What Is History, s.
6.
[7] Tamże, s. 11.
[8] Tamże, s. 12-13.
[9] Tamże, s. 13-34.
[10] Tamże, s. 20.
[11] Tamże, s. 20-21.
[12] Wielomski, Filozofia polityczna
Erica Voegelina, „Arcana” 1999 nr 5, s. 139.
[13] Por. R. Skarzyński,
Intelektualiści a kryzys. Studium myśli politycznej emigracji
niemieckojęzycznej, Warszawa 1991, s. 98.
[14] Voegelin, What Is History,
s. 21.
[15] Tamże.
[16] Tamże, s. 22.
[17] Tamże.
[18] Por. Skarzyński, dz. cyt., s.
97.
[19] Por. Wielomski, Filozofia
polityczna Erica Voegelina, s. 143.
[20] Por. tamże, s. 141.
[21] Voegelin, What Is History,
s. 32.
[22] Tamże.
[23] Tamże, s. 34-51.
[24] K. Mądel, Reszta należy do
uczniów, „Fronda” 1995 nr 4-5 s. 249.
[25] Voegelin, What Is History,
s. 38.
[26] Tamże, s. 39.
[27] Por. Mądel, dz. cyt.,
s. 247-248.
[28] Voegelin, What Is History,
s. 46.
[29] Tamże, s. 48.
[30] Tamże, s. 50.
[31] R. Legutko, Eric Voegelin:
polityka i transcendencja, „Znak” 1985 nr 9-10, s. 133.
[32] Skarzyński stwierdza wręcz, że u
Voegelina proces dziejowy to gigantyczne starcie filozofów z gnostykami
tworzącymi immanentystyczne konstrukcje pobudzające do przekształceń
społecznych, a w konsekwencji do choroby duchowej społeczeństw. Por. tenże, dz.
cyt., s. 99.
[33] Wielomski, Filozofia polityczna
Erica Voegelina, s. 146.
[34] Tamże, s. 149.
[35] Por. Mądel, dz. cyt., s.
246. O odrzuceniu autonomicznego sensu dziejów u Voegelina por. także: M.
Zimniak-Hałajko, J. Hałajko, Przygody gnozy według Erika Voegelina,
„Przegląd Filozoficzny” 2003 nr 2, s. 94; Skarzyński, dz. cyt., s.
89-90.
[36] Mądel, dz. cyt., s. 246.
[37] H. Kiereś, Humanistyka, w:
Powszechna Encyklopedia Filozofii, t. 4, Lublin 2003.
[38] M.A. Krąpiec, Metafizyka,
Lublin 2000; tenże, Ja-człowiek, Lublin 1999.
[39] Por. Mądel, dz. cyt., s.
249.
[40] Por. Wielomski, Filozofia
polityczna Erica Voegelina, s. 141.
[41] Voegelin, Koniec
totalitaryzmów, „Przegląd Polityczny” 2002 nr 55, s. 140.
[42] Por. Mądel, dz. cyt.,
s. 248.
[43] Por. tamże, s. 247-248.
[44] F. Koneczny, O wielkości
cywilizacyj, Kraków 1935.
[45] Legutko, dz. cyt., s. 127.
[46] Tamże, s. 135.
[47] Por. tamże, s. 136.
[48] J. Bartyzel, Eryka Voegelina
nowa nauka polityki, „Pro fide, rege et lege” 1996 nr 2, s. 43. Por.
Legutko, dz. cyt., s. 130; Skarzyński, dz. cyt., s. 69.
[49] Por. J. Bartyzel, dz. cyt., s.
43.
[50] H. Kiereś, dz. cyt.
[51] Por. Śpiewak, dz. cyt., s. 10.
[52] Legutko, dz. cyt., s. 146.
[53] Por. tamże, s. 135.
[54] Voegelin, Koniec
totalitaryzmów, s. 140.
[55] Krytykę taką formułują: M.
Zimniak-Hałajko i J. Hałajko w wyżej cytowanym dziele. Idąc tropem Voegelina,
odnajdują wizję trzeciej epoki w twórczości Z. Baumana i A. Tofflera.
Przekonanie o braku zagrożeń, których źródłem mogłyby stać się intelektualne
spekulacje tych autorów, ma dowodzić wadliwość ocen Voegelina, dotyczących
immanentystycznych i panteistycznych nurtów społeczno-ideowych (s. 97). Autorzy
wyrażają przekonanie, że wartościowanie zależy od kontekstu (s. 98). Na tej
podstawie wskazują, iż myśl samego Voegelina ma charakter „gnostycki”. Jest ona
świadectwem jego własnych obaw, stających się powodem krytyki ulepszania świata,
pragnienia uczynienia życia lepszym. Tymczasem w ich ocenie „gnoza” stała się
współcześnie przyjazna i pożyteczna, a „utopia” twórcza (s. 99).
Także Skarzyński uznaje twórczość Voegelina za dzieło ideologiczne, wysuwając
jako zarzut formułowanie ocen badanych zjawisk kulturowych uwzględniających ich
dobry lub zły moralnie wydźwięk. „Skrajne stanowisko” filozofa, zdaniem
Skarzyńskiego, nie bierze pod uwagę obecnego kształtu życia społecznego,
spostrzega je jednostronnie krytycznie, dając w zamian „utopię konserwatywną”.
Por. tenże, dz. cyt., s. 100 i 102.
|