Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Jan Paweł II
i o. Krąpiec

Galeria foto
Multimedia
Mirosław Król
Św. Andrzej Bobola
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Św. Andrzej Bobola
Mirosław Król
Ks. Piotr Skarga
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Ks. Piotr Skarga
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Dorzeczna mowa
Alina Brzózka 2011-05-09

Dyslektyk niezdiagnozowany

Kolejna wpadka, tym razem ortograficzna, prezydenta Komorowskiego, który w księdze kondolencyjnej ambasady Japonii napisał: „Jednoczymy się w imieniu całej Polski z narodem Japoni w bulu i w nadzieji na pokonanie skutków katastrofy”, była słusznie wykpiona zarówno w mediach, jak i przez użytkowników internetu. Wstyd i tyle. Nie ma nad czym się rozwodzić. Prezydent przeprosił, choć uczynił to w stylu, jaki prezentuje nierzadko mój kilkuletni syn, kiedy go strofuję za złe zachowanie: „a Kacper też był niegrzeczny...” Zyskał przydomek Bul-Komorowski.

Dużo bardziej interesującą kwestią jest argumentacyjny fikołek, jaki trzeba wykonać, żeby prezydenta bronić. Jedni, widząc, na jak straconej są pozycji w tej sprawie, wzywali do pokornego uznania, że wszyscy jesteśmy grzesznikami językowymi. Ofensywę przeprowadził Jacek Żakowski. W ramach solidarności z prezydentem wyznał, że sam jest dyslektykiem, zatem błędy robi (w domyśle: i proszę do czego doszedłem), a następnie zaatakował: „A ja uważam, że w tej całej półinteligenckiej pysze, która zakłada, że znajomość ortografii jest ważniejsza niż inne przymioty umysłu, jest coś bardzo nieładnego”. I tak oto wszyscy, którym na sercu leży dbałość o piękno polszczyzny zostali... zadufanymi w sobie półinteligentami. Mistrzowskie zastosowanie retorycznego chwytu retorsio argumenti. Gratulacje. Publicysta idzie dalej. Stawia tezę, że prezydent też jest dyslektykiem, tyle że niezdiagnozowanym. Gdyby został zdiagnozowany, mógłby przecież dostać stosowne zaświadczenie, a z nim pewne przywileje... Mógłby się np. dłużej zastanawiać, zanim coś powie.

Sprawa dysleksji niezdiagnozowanej w sposób naturalny każe spojrzeć na sytuację w szkole. Może stanowić przestrogę dla wielu rodziców, którzy kierując się źle pojętą troską o całkowicie zdrowego, a jedynie leniwego ucznia, „załatwiają” mu opinię o dysleksji z poradni psychologiczno-pedagogicznej. Jeszcze inni chcą w ten sposób „ułatwić” dziecku uzyskanie lepszych wyników w nauce i ostatecznie zwiększyć szanse dostania się do tzw. dobrej szkoły. Życie może te plany w dość okrutny sposób zweryfikować. O skali nieuczciwie uzyskiwanych zaświadczeń świadczy fakt, że kilka lat temu w Sopocie 48 proc. uczniów szkół podstawowych i 41 proc. w gimnazjach miało zaświadczenie o dysleksji. Ocenia się, że faktycznie dzieci z dysleksją jest w populacji od kilku do najwyżej kilkunastu procent.

Zaświadczenie daje uczniowi je posiadającemu szereg uprawnień. Nauczyciel jest obowiązany dostosować wymagania edukacyjne do indywidualnych potrzeb ucznia, u którego stwierdzono trudności w uczeniu się, w tym specyficzne trudności, uniemożliwiające sprostanie standardowym wymaganiom. Uczniowie (słuchacze) z dysfunkcjami mają prawo przystąpić do sprawdzianu lub egzaminu gimnazjalnego w warunkach i formie dostosowanych do ich dysfunkcji. Ostatecznie oznacza to mniejsze wymagania, dłuższy czas na wykonanie zadań na egzaminie i większą liczbę punktów.

Warto byłoby te przywileje zrównoważyć jakimiś obowiązkami. Mam na to autorski pomysł. Dysleksja dotyczy osób o normalnym poziomie inteligencji. Nie będzie dla nich zatem problemem nauczenie się (może być na pamięć i odtwórczo) zasad pisowni języka polskiego, wraz z wkuciem na pamięć wyjątków i zdanie dodatkowego egzaminu ze znajomości tychże zasad, np.w gimnazjm i przed maturą – dla utrwalenia. Taki egzamin byłby obligatoryjny i jak sądzę wykluczyłby wszystkich podrabianych dysortografików. Żadne „dys-” nie zwalnia z teoretycznego i pamięciowego choćby opanowania jakiegoś fragmentu wiedzy.

Po wprowadzeniu takich reguł zaistnieje pewna szansa, że licealista, sięgając po związany z „Rzeczpospolitą” magazyn „Uważam Rze” – będzie wiedział, dlaczego jest on „Inaczej pisany”.