|
Czasownik odmienia się przez osoby – wiedzą o tym nawet ci młodsi uczniowie
szkoły podstawowej. Wykonawcą jakiejś czynności mogę być ja, możesz być ty,
czasami my itd. W życiu codziennym rodzice, zwracając się do dzieci, chętnie
używają ze zrozumiałych względów trybu rozkazującego: „Umyj ręce po przyjściu z
podwórka”, „siadaj już do stołu”, „zacznij odrabiać lekcje”.
Są oczywiste stwierdzenia w trybie oznajmującym: „ja czytam”, „ty idziesz”,
„oni jadą”. Wiadomo dokładnie, kto jest wykonawcą danej czynności. Występuje
jednak w języku możliwość ukrycia osoby-wykonawcy danej czynności, tak aby całą
uwagę skierować na samą czynność. Stosujemy wtedy chętnie stronę bierną: Jeśli
piszącemu nie zależy np. na podkreśleniu autorstwa tekstu, zamiast: „tekst
napisałem”, stwierdzi: „tekst został napisany” w takich a takich
okolicznościach. W naturalny sposób przestrzenią występowania tego typu
sformułowań są prace naukowe, których podstawowym zadaniem jest odnosić się
ad rem. Jako zwyczajni użytkownicy języka mamy do dyspozycji całkiem
szeroki zestaw możliwości eksponowania tych treści, na których nam zależy. Żona
zwraca się do męża, ale nie chce wprost zgłosić potrzeby zrobienia przez niego
określonej rzeczy. Wtedy w sukurs przychodzą takie formy jak: należałoby, warto
by, trzeba by... Zamiast: „wynieś śmieci”, może on usłyszeć: „trzeba by wynieść
śmieci...”; zamiast: „kupmy nowe meble”, „należałoby przemyśleć zmiany w naszym domu...”.
Oczywiście słuchacz powinien się domyślić, o co jego drugiej połowie chodzi.
Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy tego rodzaju komunikat ma
charakter pozornie stwierdzający pewne fakty: „podniszczone są te nasze krzesła
w kuchni...”, „widziałam ładny dywan w sklepie”, aż po sakramentalne: „nie mam
co na siebie włożyć...” Wiadomo, że celem nadawcy jest wywołanie pożądanej
reakcji u odbiorcy. Słuchający jest zobowiązany do domyślenia się, jaka intencja
stoi za takim komunikatem, i podjęcia konkretnych działań, najlepiej z
entuzjazmem.
Jak wyrażamy swój stan w pochmurny dzień przed wypiciem pierwszej kawy?: „Nie
chce mi się”. Nie mówimy: „nie chcę”, ale „nie chce mi się”. Rozróżniamy w ten
sposób to, co jest związane z naszym rozumnym aktem decyzyjnym od chwilowego
stanu emocji, okoliczności czy złego samopoczucia. Uciekamy przed
wyeksponowaniem „ja” będącego podmiotem sprawczym. O niezależnych od naszej woli
procesach, choćby dotyczyły naszego ciała, powiemy np: „burczy mi w brzuchu”,
„jest mi niedobrze” – i będzie to znaczyło coś zupełnie innego niż to, że
„burczę na domowników” albo „jestem niedobry”.
Na zakończenie morał: Językowe ukrycie wykonawcy działania nic nie zmienia w
kwestii odpowiedzialności za czyn. Za wypowiadane słowa
również.
|