|
Chciałbym przypomnieć postać patrona dnia 13 lutego bł. Jordana z Saksonii,
dominikanina, przełożonego zakonu kaznodziejskiego i wielkiego krzewiciela
pobożności dominikańskiej.
Na przykładzie żywotów świętych dostrzec możemy, jak niezwykłe są drogi
Opatrzności. Pod wpływem kazań świętego Dominika Guzmana wstąpił do jego zakonu
Jordan z Saksonii, a pod wpływem kazań bł. Jordana wstąpił do dominikanów św.
Albert Wielki.
Nie znamy dokładnej daty urodzin Jordana. Przyszedł na świat w Burgberg w
pobliżu Paderborn w Westfalii ok 1190 r. stamtąd przybył do Paryża, by na
słynnym uniwersytecie oddawać się studiom. W Paryżu zetknął się ze św.
Dominikiem i był tak wzruszony jego kazaniem, że przystąpił do spowiedzi z
całego życia, a następnie przyjął z rąk bł. Reginalda habit dominikański. Zakon
był jeszcze w stadium organizacji i to dopiero działalność bł. Jordana
spowodowała jego dynamiczny rozwój. Jordan już w rok po wstąpieniu do
zgromadzenia został wybrany prowincjałem w Lombardii. Już sam ten fakt świadczy
o tym, iż musiała to być osobowość niepospolita, obdarzona licznymi
charyzmatami. Mając 30 lat i zaledwie dwuletnią formację zakonną, zostaje w 1221
r., czyli tuż po śmierci św. Dominika, wybrany przez kapitułę generalną zakonu
kaznodziejskiego przełożonym generalnym wszystkich dominikanów. Trudno wyobrazić
sobie lepszy wybór. Jordan rzucił się w wir pracy: wizytował liczne klasztory,
pisał listy pasterskie do zakonu, poszczególnych klasztorów, a także
indywidualne do braci i sióstr. Przede wszystkim zakładał nowe domy zakonne i
przyjmował licznych nowicjuszy, w samym tylko Paryżu Jordan nałożył habity 70
braciom. W ciągu 15 lat swoich rządów Jordan pomnożył dziesięciokrotnie liczbę
domów zakonnych. Zaś liczba zakonników wzrosła z 300 do 4 tys. W zachowanych
opowieściach i legendach dominikańskich jawi się bł. Jordan jako człowiek
pobożny, wrażliwy na biedę, pokorny, mądry, ale i dowcipny. Ten łowca dusz miał
kiedyś przyciągnąć do zakonu młodzieńca, syna pewnego szlachcica wywodzącego się
z rodzinnych stron bł. Jordana. Zwrócono się do Jordana w imieniu owego
szlachcica z żalami, że odebrał ojcu syna. Jordan przypomniał sobie, że
wspomniany szlachcic kiedyś zagarnął krowę należącą do jego matki. Żeby
udobruchać żalących się, miał ich tak oto pocieszyć: „Wiecie, że według
zwyczajów germańskich syn powinien pomścić krzywdę matki i nikt w Niemczech nie
ma mu tego za złe. Wasz pan skrzywdził moją matkę bo zabrał jej krowę. Dlaczego
więc macie mi za złe, że ja jemu zabrałem byczka?”
Czas kierowania zakonem kaznodziejskim przez bł. Jordana to okres napływu w
szeregi dominikańskie ludzi wykształconych na uniwersytetach w Paryżu, Bolonii,
Oxfordzie i Kolonii. Wkrótce zakon zasilili przyszli doktorzy Kościoła św.
Albert Wielki i św. Tomasz z Akwinu. Zakon stał się wielką podporą papiestwa,
dbając szczególnie o czystość wiary, organizując przy każdym klasztorze szkołę
teologiczną. Dominikanie krzewili również pobożność maryjną, propagowali
modlitwę różańcową.
13 lutego 1237 r. bł. Jordan powracał z Ziemi Świętej, gdzie wizytował
dominikańskie klasztory. U wybrzeży Azji Mniejszej w Zatoce Pamfilii rozpętała
się burza, która zatopiła okręt, na którym znajdował się bł. Jordan. Następnego
dnia morze wyrzuciło na brzeg ciało zakonnika. Zostało ono pochowane w jednym z
kościołów Acri. Jego kult trwający od dawna w zakonie dominikańskim zatwierdził
papież Leon XII w 1826 r.
Zarówno dbałość o czystość wiary, jak i wielka pobożność i oddanie w pracy na
rzecz Kościoła są tym, co z życia bł. Jordana możemy
naśladować.
Tekst został wygłoszony w ramach cyklu
felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 14 lutego 2011 r.
|