|
W teorii sztuki wojennej występuje termin „rozpoznanie walką”. Są to
działania zaczepne, które mają za celu ujawnić rzeczywiste pozycje przeciwnika,
jego siłę i punkty oporu. Czasami takie rozpoznanie walką doprowadzić może do
opanowania dobrych pozycji wyjściowych do właściwego ataku. Mamy zapewne dziś w
Polsce takie „rozpoznanie walką”, które ma za zadanie przekonać się, czy
zareagujemy na próbę wyrzucenia krzyża i innych symboli i wartości, które są dla
nas drogie i święte z przestrzeni publicznej. Czy zareagujemy, czy pozostaniemy
bierni? To dla przeciwników bardzo ważna informacja, czy jeszcze będą nas
rozdrabniać, czy może już czas posunąć się dalej i wymyślić dla nas jakąś formę
rezerwatu.
Kościół Chrystusowy nigdy nie miał łatwo, a i jego założyciel przepowiadał,
że będą nas nienawidzić i prześladować z Jego powodu. Wczorajsza niedziela była
przecież dniem solidarności z Kościołem Prześladowanym, a prześladowanie
Kościoła nie jest wcale zjawiskiem rzadkim w świecie.
Kościół w osobie patrona dnia dzisiejszego św. Józefa Pignatelli przypomina
czasy prześladowań, które poprzedziły wybuch rewolucji we Francji w XVIII wieku.
Za awangardę Kościoła uchodzili wówczas jezuici, których wpływy nad wyraz
demonizowano. Zakon jezuitów liczył wtedy 24 tys. ojców i braci, posiadał ok.
700 kolegiów szkolnych i prowadził 270 misji. Wyparcie jezuitów, zwłaszcza z
obszaru szkolnictwa stwarzało szansę na jego upaństwowienie i wtłoczenie do
szkół treści antychrześcijańskich. I ten plan był realizowany.
Józef Pignatelli pochodził z arystokratycznej rodziny hiszpańsko-włoskiej.
Porzucił jednak życie w pałacu i wstąpił jako 16-latek do Towarzystwa
Jezusowego. W 1762 r. został wyświęcony na kapłana. Był zawsze pełen miłości
Bożej i pokory, cechowała go bardzo wysoka kultura osobista. Pięć lat pozostawał
Pignatelli w kapłaństwie, gdy spadły na zakon jezuitów represje. Wydalono ich z
Portugalii, jego rodzinnej Hiszpanii i Francji. Siedemdziesięcioletniego
generała jezuitów Lorenzo Ricciego uwięziono w rzymskim Zamku Anioła, gdzie też
wkrótce zmarł. Sytuacja ta doprowadziła do kasaty zakonu jezuitów w 1773 r.
Niektórzy ojcowie powrócili do życia świeckiego, ale przeważająca część
pracowała jako kapłani diecezjalni. Józef Pignatelli nie mógł pogodzić się z tą
jawną niesprawiedliwością i do końca swoich dni postanowił pozostać jezuitą.
Mógł przecież wykorzystać przywilej swojego pochodzenia i pozostać w Hiszpanii,
jednak wybrał życie tułacze wraz ze swymi współbraćmi. Przez Korsykę dotarł do
Włoch. Tu utrzymując ożywioną korespondencję z innymi jezuitami, działał na
rzecz trwania we wspólnocie. Już jako 60-latkowi za zgodą papieża udaje się
odnowić swoje śluby zakonne. W dwa lata później zakłada nowicjat we Włoszech i
zostaje mistrzem nowicjuszy. Wkrótce zakon zostaje reaktywowany w Neapolu, gdzie
zmierzają wszyscy jezuici z zachodniej Europy. Wszystko zdaje się wskazywać na
to, iż działalność zakonu zostanie wznowiona. Dokonał tego papież Pius VII w
1814 r. Niestety Józef Pignatelli zmarł trzy lata wcześniej. Jednak praca, którą
prowadził przez ponad 40 lat wygnania, przyczyniła się do tego, iż zakon został
odnowiony i dalej mógł służyć Kościołowi.
Brak zgody na niesprawiedliwość oraz posłuszeństwo Kościołowi wyznaczały rytm
życia św. Józefa Pignatelli. Ta niezłomna postawa, a zarazem pełna zaangażowania
po stronie dobra jest dla współczesnych katolików warta podkreślenia. „Święci
nie przemijają. Święci żyją świętymi i pragną świętości. Święci wołają o
świętość.” – mówił niegdyś Jan Paweł II. Postawa, jaką prezentował św. Józef
Pignatelli, jest szczególnie ważna w czasach, gdy realizowane jest wobec nas
tzw. „rozpoznanie walką” i gdy usiłuje się religię katolicką usunąć z
przestrzeni publicznej. Trzeba wtedy być niezłomnym, trwać we wspólnocie
Kościoła i pomnażać dobro wokół nas. Tak postępował św. Józef Pignatelli i jego
postawa przyniosła błogosławione owoce.
Tekst został wygłoszony w ramach cyklu
felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 14 listopada 2011 r.
|