|
Słyszałem wiele opowiadań o dzieciach, których matki chciały
pozbawić życia, o dzieciach które niemal cudem przeżyły, stając się dla swych
rodziców, dla swego środowiska, a nawet dla Kościoła i świata jakże cennym
darem. Kimś takim był patron dnia dzisiejszego św. Piotr Damiani.
Żył w odległych czasach, kiedy w Polsce dopiero umacniało się
chrześcijaństwo w czasach Bolesława Chrobrego i św. Wojciecha. Ale tam gdzie się
urodził Piotr Damiani, chrześcijaństwo było już ugruntowane. W Rawennie w
Italii, gdzie przyszedł na świat, przez kilka wieków znajdowała się stolica
Cesarstwa rzymskiego. Powstawały tam dzieła kultury materialnej i duchowej,
pomieszkiwali papież i cesarz. Były to jednak trudne czasy. Kościół ówczesny
potrzebował zwłaszcza odnowy moralnej. To właśnie Piotr Damiani pomógł mu na tę
drogę odnowy wejść.
Piotr urodził się w 1007 r. Jego rodzice, choć wywodzący się ze
szlachty, żyli na skraju ubóstwa. Kolejnego dziecka nie przywitali z radością.
Matka nie chciała go karmić, a nawet pozostawiła gdzieś na zatracenie. Piotr,
uratowany przez służącą, zawdzięczał życie i rozwój swemu rodzeństwu. Jego
siostra Roselinda usiłowała zastąpić mu matkę, a brat Damian adoptował go. Odtąd
Piotr staje się Piotrem Damiana czyli Piotrem Damianim. Rodzeństwo odkrywa u
niego nieprzeciętne zdolności i posyła do szkoły. Piotr uczy się i studiuje.
Stanie się jednym z najwybitniejszych łacinników swoich czasów pisząc prozę i
tworząc poezję, głosząc kazania i pisząc naukowe traktaty. Ponieważ wyrósł z
biedy, nie chciał znów w nią popaść. Przyjmuje święcenia kapłańskie i zostaje
nauczycielem w Rawennie, ale nie na długo. Spotyka dwóch pustelników, z którymi
rozmawia o życiu. Po tej rozmowie wiedział już Piotr Damiani, że życie w
odosobnieniu poświęcone Bogu jest jego powołaniem. Dlatego wstępuje w szeregi
benedyktynów eremitów w opactwie Fonte Avellana u stóp Apeninów. Nie trzeba było
długo czekać. Nowy pustelnik zasłynął z mądrości i pobożności. Spieszono do
niego po cenne rady, garneli się ku niemu uczniowie, a on zakładał nowe
klasztory i reformował regułę. Najbardziej jednak potrzebował Piotra Kościół,
który coraz bardziej uzależniał się od władzy świeckiej i coraz bardziej żył
życiem świeckim.
Czasem może się nam wydawać, że modlitwa w odosobnieniu odrywa od
świata, czyni człowieka obojętnym na problemy bliźnich. Nic bardziej mylnego.
Piotr Damiani włączył się mocno w nurt reformy Kościoła. Czynił to z głębi serca
i w poczuciu głębokiej troski. Dostrzegł jego cenne zalety papież Stefan IX,
który zgodnie z zasadą: „nie jest światło, by pod korcem stało”, powołał Piotra
Damianiego do godności biskupa Ostii i kardynała. Niełatwo było świętemu rozstać
się z pustelnią, ale posłuszny papieżom, podjął się szeregu misji
dyplomatycznych. Jednał z Rzymem biskupów, opatów, cesarzy. Pozostawał w czynnej
służbie przez 10 lat. Potem ubłagał dla siebie powrót do klasztoru. Jednak
papieże powierzali mu wciąż nowe zadania, które wymagały podróżowania. Podczas
jednej z takich podróży zaskoczyła Piotra śmierć w 1072. W 1821 r. papież Leon
XII zatwierdził kult św. Piotra Damiana i ogłosił go doktorem Kościoła. Tytuł
ten przysługuje świętym, którzy odznaczają się szczególną pobożnością i ogromną
wiedzą.
Kościół zawsze znajdował w sobie siłę do przezwyciężania wszelkich
kryzysów, sięgając do źródeł Ewangelii, ale potrzebował wciąż świadków. I zawsze
ich znajdował. Oto czego nas uczy ludzi XXI wieku Piotr Damiani. Uczy świadectwa
wiary, bezkompromisowości wobec grzechu, tego że aby wymagać od innych, najpierw
trzeba wymagać od samego siebie, ale przede wszystkim uczy wierności Kościołowi
i jego widzialnej głowie – papieżowi.
Tekst został wygłoszony w ramach cyklu
felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 21 lutego 2011 r.
|