|
„Niekiedy tak bardzo pragniemy stać się aniołami, że całkiem zapominamy o
tym, by stać się dobrymi ludźmi”. Te słowa kieruje do nas patron liturgiczny
dnia 24 stycznia – św. Franciszek Salezy – doktor Kościoła, również patron
dziennikarzy; twórca salezjańskiej duchowości; wielki święty Kościoła
powszechnego.
Franciszek mógł oczywiście pójść inną drogą niż droga świętości. Żył na
przełomie XVI i XVII wieku. Pochodził z rodziny arystokratycznej de Boisy. Nic
nie stało na przeszkodzie, aby został wielkim i bogatym urzędnikiem, senatorem
Sabaudzkim, jak chciał jego ojciec. Wykształcił go gruntownie w Paryżu i w
Padwie. I kiedy godności i bogactwo znalazły się w zasięgu ręki Franciszka ten
postanowił zostać kapłanem w bardzo trudnym dla Kościoła czasie reformacji.
Wielu wówczas porzucało katolicyzm, a Franciszek chciał go umacniać. W 1593 r.
Salezy otrzymał święcenia kapłańskie i został proboszczem kościoła katedralnego
w Genewie w Szwajcarii. Wkrótce został biskupem pomocniczym diecezji, a
następnie biskupem Genewy.
Franciszek nie był odizolowanym od świata arystokratą. Wspinał się wysoko w
góry, by dotrzeć do mieszkających tam wiernych i głosić im Ewangelię. Posiadał
łatwość nawiązywania kontaktów, zjednywania ludzi. Taki sam pozostał jako
biskup, niestrudzenie wizytujący swoją diecezję. Powierzano mu również misje
dyplomatyczne, jak choćby na dwór króla Francji Henryka IV. Ze wszystkich
powierzonych mu obowiązków wywiązywał się znakomicie. Na wszystkich starał się
patrzeć z miłością, choć dla siebie i dla innych był człowiekiem surowym.
„Gdybyście wyłupili mi oko – mówił do swoich prześladowców – nie przestał bym
tym drugim patrzeć na was z miłością”. Franciszek Salezy był znakomitym
kaznodzieją, wracał w sposobie mówienia do ewangelicznej prostoty, a zarazem
głębi.
Św. Franciszek to przede wszystkim wielki przewodnik duchowy. Autor takich
dzieł z zakresu duchowości jak: „Filotea” czy „Traktat o miłości Bożej”.
„Filotea” jest książką bardziej znaną, należy do klasyki katolickiej duchowości.
Posiadamy jej doskonały przekład z języka francuskiego, którego dokonał ks.
Aleksander Jełowiecki. Papież Pius IX w encyklice „Rerum omnium perturbationem”
– poświęconej św. Franciszkowi Salezemu – pisze o „Filotei”: „Gdyby ta książka
była dziś nieustannie czytana przez wszystkich (…) odżyłaby wówczas wszędzie
chrześcijańska pobożność narodów, a Kościół Boży mógłby się radować powszechną
świętością swoich dzieci”. Cóż takiego jest w tej książeczce wspaniałego? Otóż
Franciszek Salezy prowadzi czytelnika prostą drogą do prawdziwej pobożności. A
cóż to jest prawdziwa pobożność? Franciszek wyjaśnia: „Pobożność istotna i żywa
płynie z miłości Bożej, a nawet nie jest w gruncie niczym innym, tylko prawdziwą
miłością Boga”. Ale inaczej mają się ćwiczyć w pobożności: szlachcic,
rzemieślnik i sługa. Inaczej książę, wdowa, panna lub mężatka. „Potrzeba
jeszcze, aby każda jednostka dostosowała sposób praktykowania pobożności do
swych sił, zajęć i obowiązków”. Tak więc dzieło Franciszka jest wzniosłe,
głębokie ale i dobrze osadzone w realiach życia. Stąd płynie jego popularność i
wielki pożytek dla czytelnika.
Z dzieł Salezego płynie również chrześcijański optymizm, tak ważny w czasach,
gdy to co dobre i pobożne zdaje się być przytłoczone przez to, co złe i
bezbożne. Dlatego warto sięgnąć po „Filoteę” i inne dzieła Salezego, by wzmocnić
nimi naszego ducha.
Tekst został wygłoszony w ramach cyklu
felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 24 stycznia 2011 r.
|