Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Jan Paweł II
i o. Krąpiec

Galeria foto
Multimedia
Mirosław Król
Św. Andrzej Bobola
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Św. Andrzej Bobola
Mirosław Król
Ks. Piotr Skarga
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Ks. Piotr Skarga
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Felieton Króla
Mirosław Król 2011-03-07

Św. Perpetua i Felicyta

Jakże egzotycznie brzmią imiona dwu męczennic, które patronują liturgii w dniu 7 marca: Perpetua i Felicyta. Bo i dla nas Polaków mieszkających w tej części świata wyraz „męczeństwo” brzmi nieco egzotycznie. Kartagina rok 203 – miejsce i rok męczeństwa dwóch młodych kobiet. Chciało by się może zapytać? – Kartagina rok 203?! Gdzie i kiedy to było?!

Kartagina jako potężne miasto znana jest kilkaset lat przed narodzeniem Chrystusa. Potem zdobyli ją Rzymianie i zburzyli. Ale odrodziła się jako rzymska kolonia i stała się jednym z centrów życia chrześcijańskiego w Afryce Północnej. Stała się miastem męczenników. W 203 r. poniosły tu śmierć m.in. młode chrześcijanki Perpetua i Felicyta. Później studiował tu św. Augustyn, ale nie lubił tego miasta poświęconego rzymskiej bogini Wenerze. Pod koniec VII wieku Kartaginę zdobyli Arabowie i to był koniec tego wspaniałego miasta. Niedaleko wyrosła nowa metropolia i stolica Tunezji – Tunis. Jak zapewne pamiętamy to tam, w Tunisie 18 lutego został zamordowany 33 letni salezjanin ks. Marek Rybiński, który z miłości do Boga i ludzi wybrał kapłaństwo i pracę na misjach wśród wyznawców islamu. Kiedy człowiek usłyszy w duszy wołanie męczenników musi zadać sobie pytanie: Ile kosztuje mnie moja miłość do Chrystusa i czy w ogóle mnie kosztuje? I wtedy może wejść na drogę, którą przed nim szli inni po palmę męczeństwa. Ta droga męczenników w wizji św. Perpetuy to drabina prowadząca w górę wśród narzędzi tortur. Ta młoda 22 letnia chrześcijanka i Rzymianka doświadczyła owej wizji w dniach poprzedzających męczeństwo.

Św. Perpetua była Rzymianką ze znacznego rodu, została wydana za mąż i urodziła synka, który w chwili jej śmierci miał zaledwie kilka miesięcy. Felicyta była niewolnicą, która spodziewała się dziecka. Historia wydarzyła się podczas prześladowań chrześcijan za cesarza Septymiusza Sewera na początku trzeciego wieku. Kobiety pojmane wraz z grupą chrześcijan były przetrzymywane w więzieniu. Tam Perpetua pisała swój pamiętnik, który wraz z relacją naocznego świadka, być może znanego teologa Tertuliana, jest pierwszorzędnym źródłem opisującym okoliczności męczeństwa chrześcijan w Kartaginie w 203 r.

Perpetua wyróżniała się spośród grona uwięzionych głęboką wiarą, była mistyczką. Doznawała wizji, które miały budujący wpływ na współwięźniów. Bardzo wzruszające są opisywane przez Perpetuę jej spotkania z ojcem, który usiłował zmusić córkę groźbą i prośbą, aby złożyła ofiarę bogom pogańskim, co byłoby równoznaczne z jej uwolnieniem. Dziewczyna jednak była chrześcijanką i nie chciała być nikim innym. Perpetua, Felicyta i inni uwięzieni chrześcijanie znali już wyrok. Mięli zginąć w walce z dzikimi zwierzętami na arenie cyrkowej. Felicyta wkrótce urodziła w więzieniu córkę. Zapytywana przez strażnika więziennego: „Jak zniesie ból na arenie skoro tak źle znosi bóle porodowe” odpowiedziała: „Teraz ja cierpię to, co cierpię; tam zaś będzie cierpiał Ktoś inny za mnie, ponieważ i ja będę cierpiała za Niego”.

Na arenie czekała na młode kobiety zdziczała, rozwścieczona krowa. Nie było to zwierze którego używano do walk, ale chodziło o to, jak pisze naoczny świadek męczeństwa, by pasowało ono swą płcią do męczonych kobiet. Perpetua znajdowała się w ekstazie, dlatego nie czuła bólu zadawanego przez rozwścieczone zwierze. Obie kobiety dobito mieczem na arenie.

My chrześcijanie XXI wieku daliśmy sobie wmówić, że Bóg nie wymaga od nas aż takiego poświęcenia. Że nasza religia stała się, niewiadomo kiedy, taka grzeczna, rozsądna, polukrowana. Tymczasem te młode kobiety z Kartaginy, mimo że upłynęło od ich śmierci 1800 lat, zdają się zadawać nam pytanie o jakość naszej wiary, to pytanie czasem staje się bolesne i burzy nasz jakże upragniony „święty spokój”. Męczeństwo do dziś najlepiej świadczy o mocy Ewangelii. Ksiądz Marek Rybiński żył autentyczną, realną Ewangelią. Prośmy święte meczennice z Kartaginy o spokój duszy dla niego i o prawdziwą odważną wiarę dla nas.

Tekst został wygłoszony w ramach cyklu felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 7 marca 2011 r.