|
|
|
Felieton Króla |
 |
 |
| |
| Mirosław Król |
2010-02-22 |
Św. Małgorzata z Kortony
|
Wielki post wzywa
nas do pokuty. My zaś na to wezwanie staramy się odpowiedzieć. Wzorów
dostarczają nam wielcy pokutnicy, których Kościół stawia nam jako przykład.
Dzień 22 lutego przynosi wspomnienie św. Małgorzaty z Kortony – stygmatyczki,
tercjarki franciszkańskiej, rekluzy, pokutnicy, opiekunki chorych i
potrzebujących pomocy.
Przyszła na świat w Laviano w pobliżu Chiusi w
Toskanii w 1247 r. Rodzice żyli z pracy na roli. Matka – kobieta głębokiej wiary
i modlitwy – zmarła, gdy dziewczynka miała siedem lat. Jej miejsce zajęła
macocha, która nie zaakceptowała Małgorzaty, a nawet biła ją i poniżała.
Dziewczyna tęskniła za ciepłem i miłością, a że była niezwykłej urody nie
brakowało wokół niej zalotników i to nie byle jakich. Był wśród kawalerów młody
szlachcic z zamku Montepulciano o imieniu Arseniusz. Ten obiecywał
siedemnastoletniej dziewczynie ożenek i namawiał do ucieczki z domu. Ponieważ
atmosfera domowa nie zachęcała do pozostania Małgorzata uciekła z Arseniuszem.
Żyli w konkubinacie dziewięć lat. Urodził im się syn. Do małżeństwa jednak nie
doszło. Dziewczyna wiedziała, że swoim postępowaniem sieje zgorszenie w okolicy,
sumienie nie dawało jej spokoju i szukała pociechy w modlitwie. Któregoś dnia
Arseniusz nie wrócił z polowania. Został skrytobójczo zamordowany. Z pomocą psa
myśliwskiego Małgorzata odnalazła jego ciało. To był dla niej wielki wstrząs,
ale i życiowa tragedia. Została bowiem wygnana przez krewnych Arseniusza, a jako
konkubina nie posiadała żadnych praw spadkowych. Wraz z synkiem postanowiła
wrócić do rodzinnego domu. Niestety macocha zamknęła przed nią drzwi. Świat się
zawalił przed Małgorzatą. Ale nie załamała się. Udaje się do Kortony, gdzie
znajduje pomoc u dwóch szlachcianek wzruszonych losem matki i dziecka. Młoda
kobieta nie chce tylko pomocy, chce zmienić swoje życie, chce pokutować przez
pomoc okazywaną potrzebującym. Duchowe wsparcie uzyskuje od franciszkanów z
pobliskiego klasztoru. Aby zarobić na życie dla siebie i dla syna podejmuje
różne prace zarobkowe. W swoim rodzinnym Laviano publicznie wyznała grzechy,
prosząc o przebaczenie ludzi, których skrzywdziła. Poszła także do
Montepulciano, gdzie żyła przez dziewięć lat z Arseniuszem, poszła boso, z
ogoloną głową, żebrząc o chleb u ludzi, którzy kiedyś jej usługiwali.
W
Kortonie założyła szpital. Poświęciła się na rzecz chorych i ubogich, bo tak
odczytywała swoją pokutę, tej pracy oddała się całkowicie, posługując w szpitalu
wiele godzin dziennie. Posługa na rzecz ubogich zbliżyła ją do duchowości
franciszkańskiej. Chciała wstąpić do trzeciego zakonu świętego Franciszka.
Jednak ze względu na niepospolitą urodę Małgorzaty zachowywano się wobec niej
nieufnie, zastanawiając się, czy wytrwa w swoim pokutniczym postanowieniu.
Wytrwała, dlatego po kilkuletnim okresie próby została tercjarką. Jej syn także
wstąpił do franciszkanów i przyjął święcenia kapłańskie. Małgorzata stała się w
tamtym czasie obok św. Franciszka i św. Klary trzecią świetlaną pochodnią Zakonu
Serafickiego. Praktykowała całkowite ubóstwo, nosiła włosiennicę i pas pokutny,
oddawała się surowym postom. Potrafiła łączyć życie czynne z głębokim życiem
modlitwy. Małgorzata wiele się modli: za Kościół, kapłanów, za grzeszników, za
dusze czyśćcowe, o pokój dla Kortony. Przyczynia się m.in. do pojednania dwóch
zwaśnionych rodów Gwelfów i Gibelinów. Posiadała szczególne nabożeństwo do
Jezusa Eucharystycznego, do Męki Pańskiej oraz do Matki Bożej. Począwszy od 1288
r. miała pozwolenie na codzienną komunię św., co w tamtych czasach było wielkim
przywilejem i należało do rzadkości. Dostąpiła wielu widzeń mistycznych, została
także obdarzona stygmatami. Jej sława ściągała do Kortony wielu ludzi. Przybył
tam m.in. wielki poeta włoski i tercjarz Dante Alighieri, aby porozmawiać z
mistyczką.
22 lutego 1297 r. w wieku 50 lat i 23 lata od swego nawrócenia
Małgorzata odeszła do wieczności. Jej ostatnie słowa brzmiały: „Zbawić jest się
łatwo, wystarczy kochać”. Ciało Małgorzaty nietknięte rozkładem można oglądać do
dziś w sanktuarium w Kortonie. Została beatyfikowana przez papieża Leona X w XVI
wieku, a kanonizowana w XVIII wieku przez Benedykta XIII.
Czasem gotowi
jesteśmy przekreślić człowieka, bo dowiedzieliśmy się o nim czegoś wstydliwego.
Przypomnijmy sobie wtedy św. Małgorzatę z Kortony, którą wielu pogardzało, a
która dostąpiła nawrócenia i wzniosła się na szczyty kontemplacji. „Wystarczy
kochać” - mówi św. Małgorzata nam, marnym pokutnikom XXI
wieku.
Tekst został wygłoszony w ramach cyklu felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 22.02.2010
|
|
|