Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Jan Paweł II
i o. Krąpiec

Galeria foto
Multimedia
Mirosław Król
Ks. Piotr Skarga
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Ks. Piotr Skarga
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Felieton Króla
Mirosław Król 2010-02-22

Św. Małgorzata z Kortony

Wielki post wzywa nas do pokuty. My zaś na to wezwanie staramy się odpowiedzieć. Wzorów dostarczają nam wielcy pokutnicy, których Kościół stawia nam jako przykład. Dzień 22 lutego przynosi wspomnienie św. Małgorzaty z Kortony – stygmatyczki, tercjarki franciszkańskiej, rekluzy, pokutnicy, opiekunki chorych i potrzebujących pomocy.

Przyszła na świat w Laviano w pobliżu Chiusi w Toskanii w 1247 r. Rodzice żyli z pracy na roli. Matka – kobieta głębokiej wiary i modlitwy – zmarła, gdy dziewczynka miała siedem lat. Jej miejsce zajęła macocha, która nie zaakceptowała Małgorzaty, a nawet biła ją i poniżała. Dziewczyna tęskniła za ciepłem i miłością, a że była niezwykłej urody nie brakowało wokół niej zalotników i to nie byle jakich. Był wśród kawalerów młody szlachcic z zamku Montepulciano o imieniu Arseniusz. Ten obiecywał siedemnastoletniej dziewczynie ożenek i namawiał do ucieczki z domu. Ponieważ atmosfera domowa nie zachęcała do pozostania Małgorzata uciekła z Arseniuszem. Żyli w konkubinacie dziewięć lat. Urodził im się syn. Do małżeństwa jednak nie doszło. Dziewczyna wiedziała, że swoim postępowaniem sieje zgorszenie w okolicy, sumienie nie dawało jej spokoju i szukała pociechy w modlitwie. Któregoś dnia Arseniusz nie wrócił z polowania. Został skrytobójczo zamordowany. Z pomocą psa myśliwskiego Małgorzata odnalazła jego ciało. To był dla niej wielki wstrząs, ale i życiowa tragedia. Została bowiem wygnana przez krewnych Arseniusza, a jako konkubina nie posiadała żadnych praw spadkowych. Wraz z synkiem postanowiła wrócić do rodzinnego domu. Niestety macocha zamknęła przed nią drzwi. Świat się zawalił przed Małgorzatą. Ale nie załamała się. Udaje się do Kortony, gdzie znajduje pomoc u dwóch szlachcianek wzruszonych losem matki i dziecka. Młoda kobieta nie chce tylko pomocy, chce zmienić swoje życie, chce pokutować przez pomoc okazywaną potrzebującym. Duchowe wsparcie uzyskuje od franciszkanów z pobliskiego klasztoru. Aby zarobić na życie dla siebie i dla syna podejmuje różne prace zarobkowe. W swoim rodzinnym Laviano publicznie wyznała grzechy, prosząc o przebaczenie ludzi, których skrzywdziła. Poszła także do Montepulciano, gdzie żyła przez dziewięć lat z Arseniuszem, poszła boso, z ogoloną głową, żebrząc o chleb u ludzi, którzy kiedyś jej usługiwali.

W Kortonie założyła szpital. Poświęciła się na rzecz chorych i ubogich, bo tak odczytywała swoją pokutę, tej pracy oddała się całkowicie, posługując w szpitalu wiele godzin dziennie. Posługa na rzecz ubogich zbliżyła ją do duchowości franciszkańskiej. Chciała wstąpić do trzeciego zakonu świętego Franciszka. Jednak ze względu na niepospolitą urodę Małgorzaty zachowywano się wobec niej nieufnie, zastanawiając się, czy wytrwa w swoim pokutniczym postanowieniu. Wytrwała, dlatego po kilkuletnim okresie próby została tercjarką. Jej syn także wstąpił do franciszkanów i przyjął święcenia kapłańskie. Małgorzata stała się w tamtym czasie obok św. Franciszka i św. Klary trzecią świetlaną pochodnią Zakonu Serafickiego. Praktykowała całkowite ubóstwo, nosiła włosiennicę i pas pokutny, oddawała się surowym postom. Potrafiła łączyć życie czynne z głębokim życiem modlitwy. Małgorzata wiele się modli: za Kościół, kapłanów, za grzeszników, za dusze czyśćcowe, o pokój dla Kortony. Przyczynia się m.in. do pojednania dwóch zwaśnionych rodów Gwelfów i Gibelinów. Posiadała szczególne nabożeństwo do Jezusa Eucharystycznego, do Męki Pańskiej oraz do Matki Bożej. Począwszy od 1288 r. miała pozwolenie na codzienną komunię św., co w tamtych czasach było wielkim przywilejem i należało do rzadkości. Dostąpiła wielu widzeń mistycznych, została także obdarzona stygmatami. Jej sława ściągała do Kortony wielu ludzi. Przybył tam m.in. wielki poeta włoski i tercjarz Dante Alighieri, aby porozmawiać z mistyczką.

22 lutego 1297 r. w wieku 50 lat i 23 lata od swego nawrócenia Małgorzata odeszła do wieczności. Jej ostatnie słowa brzmiały: „Zbawić jest się łatwo, wystarczy kochać”. Ciało Małgorzaty nietknięte rozkładem można oglądać do dziś w sanktuarium w Kortonie. Została beatyfikowana przez papieża Leona X w XVI wieku, a kanonizowana w XVIII wieku przez Benedykta XIII.

Czasem gotowi jesteśmy przekreślić człowieka, bo dowiedzieliśmy się o nim czegoś wstydliwego. Przypomnijmy sobie wtedy św. Małgorzatę z Kortony, którą wielu pogardzało, a która dostąpiła nawrócenia i wzniosła się na szczyty kontemplacji. „Wystarczy kochać” - mówi św. Małgorzata nam, marnym pokutnikom XXI wieku.

Tekst został wygłoszony w ramach cyklu felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 22.02.2010