|
|
|
Felieton Króla |
 |
 |
| |
| Mirosław Król |
2010-03-01 |
Św. Róża z Viterbo
|
Lacium to stara włoska kraina ze stolicą w Rzymie,
kolebka rzymskiego imperium porośnięta winnicami i oliwnymi gajami, pełna
zabytków. Jednym z głównych miast Lacium jest położone 80 kilometrów na północ
od Rzymu Viterbo. Usytuowany jest tutaj pałac papieski, tu pięciokrotnie
odbywało się konklawe, jedno z nich było najdłuższe w dziejach Kościoła, bo
trwało prawie trzy lata od 1268 do 1271 i zakończyło się wyborem papieża
Grzegorza X. Viterbo było miejscem, w którym papieże mieszkali przez cały
wiek XIII, tutaj też czasem chronili się przed prześladowcami, których na
przestrzeni wieków nie brakowało. W 1267 r. papież Klemens IV kanonizował w
Viterbo św. Jadwigę Śląską. Miasto znane jest do dziś ze źródeł termalnych,
których walory dostrzegali już starożytni. Ale obok gorących źródeł nie
brakowało tu także gorących serc. Z tych okolic pochodził św. Bonawentura,
generał franciszkański, kardynał, filozof scholastyk, doktor Kościoła. Tu
urodził się św. Kryspin z Viterbo, kapucyn, patron szewców, żyjący na przełomie
XVII i XVIII wieku. Z tych okolic pochodził apostoł Anglii pasjonista św.
Dominik Barberi. Tu wreszcie przyszła na świat św. Róża z Viterbo wspominana w
liturgii Kościoła pod datą 6 marca. Jej właśnie chcę poświęcić kilka
zdań.
Św. Róża przyszła na świat ok. 1230 r. kilka lat po śmierci św.
Franciszka, kiedy to duch franciszkański natchnął wielu ludzi, by naśladowali
życie „Biedaczyny z Asyżu”. Jej rodzice byli rolnikami, potrafili jednak
zaszczepić swej córce miłość do modlitwy. Legenda mówi, że dziewczę było tak
piękne, że nazwano je po prostu „różą”. Rodzinny dom Róży z Viterbo jest
pielęgnowany i konserwowany do dziś. Jest typowy dla ubogich rodzin
zamieszkujących Lacium.
Trudno dziś oddzielić, co w życiu Róży było
rzeczywistością, a co tylko legendą dodaną przez późniejsze czasy. Ponoć już od
najmłodszych lat przejawiała skłonności do głębokiej modlitwy. Jedna z legend
mówi o tym, że będąc kilkuletnim dzieckiem wymodliła wskrzeszenie swojej ciotki.
Jako ośmioletnia dziewczynka modliła się w ekstazie. Mając lat 12 wstąpiła do
III zakonu św. Franciszka. Około roku 1250, miała wtedy może 17 lat, Róża
poważnie zachorowała. Swoje cierpienia ofiarowuje w intencji potrzeb Kościoła.
Trwa właśnie wyprawa krzyżowa w obronie Ziemi Świętej, którą prowadzi król
francuski, a późniejszy święty Ludwik IX. Róża oddaje Bogu swe cierpienia w
intencji powodzenia tego przedsięwzięcia. Prawdopodobnie wtedy, gdy medycy
orzekli, że choroba dziewczyny jest śmiertelna, chora wstała, ubrała habit
zakonny i udała się na ulice Viterbo, by - jak to sama stwierdziła - „bronić
Kościoła”, bo takie otrzymała polecenie w czasie wizji w chorobie. Viterbo
częściowo zamieszkiwali wówczas katarowie, zwolennicy herezji manichejskiej
głoszący min. pogląd, iż świat został stworzony nie przez Boga, ale przez
Szatana. Miasto także zostało zajęte przez cesarza niemieckiego Fryderyka II,
który prowadził wojnę z papieżem. W tym czasie na ulicach Viterbo pojawia się
młoda dziewczyna, która atakuje zarówno heretyków, jak również samego cesarza i
przepowiada mu wczesną śmierć. Trudno odmówić Róży odwagi. Ale czy mieszkańcy
Viterbo rozumieli sens przesłania młodej dziewczyny? To raczej wątpliwe.
Późniejsze wypadki mogą przemawiać za tym, że raczej traktowano ją jako osobę
mało zrównoważoną. Jednak musiała „zaleźć za skórę” swym przeciwnikom, skoro ci
wypędzili ją z miasta prawdopodobnie z całą rodziną. Ale wygnanie nie trwało
zbyt długo. Fryderyk II zmarł przedwcześnie. Wojska cesarskie zostały
przepędzone z Viterbo, do którego znowu mogła powrócić św. Róża. Postanowiła ona
wstąpić do znanego do dziś w mieście klasztoru klarysek, ale nie została
przyjęta. Stało się tak być może z powodu mizernego stanu zdrowia. Róża nigdy
przecież się nie oszczędzała w pokucie czy poście. Niewykluczone, że powodem
odmowy była opinia o niej jako niezrównoważonej wizjonerce. Święta miała wówczas
odpowiedzieć klaryskom: „Teraz mnie nie chcecie, przyjmiecie mnie po śmierci”.
Róża jako franciszkańska tercjarka prowadziła dalej życie pełne modlitwy,
pokuty, posługi biednym. Zmarła mając niespełna 20 lat 6 marca 1253 r. I oto po
jej śmierci zaczynają dziać się cuda, a jej grób szybko staje się miejscem
licznych pielgrzymek. Już w cztery lata po zgonie Róży, w obecności papieża
Aleksandra IV, przeniesiono uroczyście jej relikwie do kościoła klarysek, gdzie
kiedyś bezskutecznie usiłowała się dostać. Ciało Róży nie zostało dotknięte
rozkładem. W połowie XV wieku papież Kalikst III, po cudownym uzdrowieniu
jednego z kardynałów, przysłał na grób świętej złotą różę. Jednoczenie powołał
komisję do zbadania jej życia i cudów. Ten sam papież wpisał Różę do katalogu
świętych w 1458 r. Św. Róża na obrazach i rzeźbie przedstawiana jest z krzyżem w
ręku. Artyści nawiązują w ten sposób do ewangelizacji na ulicach Viterbo, kiedy
św. Róża występowała przeciw katarom i zwolennikom Fryderyka II. Wrześniowe
procesje w Viterbo ku czci św. Róży przybierały bardzo uroczysty charakter.
Relikwie świętej niesiono nawet na 30 metrowych wieżach, które do dziś można
podziwiać w jej rodzinnym mieście.
Strach pomyśleć jaką reakcję dziś na
ulicach europejskich miast mogłaby wywołać młoda dziewczyna z krzyżem w ręku
wzywająca do nawrócenia. Pewnie też, jak św. Różę, okrzyknięto by ją szaloną.
Tak więc chyba niewiele się zmieniło, pod tym względem, od XIII wieku. Dlatego
wciąż możemy modlić się do Boga za wstawiennictwem św. Róży z Viterbo o odwagę,
o miłość do krzyża i do Kościoła.
Tekst został wygłoszony w ramach cyklu felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 01.03.2010
|
|
|