|
15 marca 1660 r., czyli dokładnie przed 350 laty, zmarła św. Ludwika de
Merillac. Kim była św. Ludwika? Można powiedzieć, spoglądając na jej trudne
życie: dziecko z nieprawego łoża, żona doświadczona cierpieniem, zamartwiająca
się matka i spokojna babcia, pogrążona w kontemplacji i składająca śluby
wdowieństwa, nauczycielka i opiekunka ubogich, oddana pracy społecznej,
organizatorka dzieł miłosierdzia, współzałożycielka Zgromadzenia Sióstr
Miłosierdzia.
Nazwisko „de Merillac” znaczyło we Francji tyle co w Rzeczpospolitej Potocki
lub Lubomirski, ale Ludwice, choć dziedziczyła nazwisko arystokratyczne, nie
przynależały prawa z niego wynikające. Urodzona w 1591 r. była dzieckiem z
nieprawego łoża. Nigdy nie poznała swojej matki. Istnieją również pewne
wątpliwości co do tego czy jej ojciec Ludwik rzeczywiście był dla niej
biologicznym ojcem. Te wątpliwości muszą dziś wydawać się drobnymi niuansami,
ale w procesie kanonizacyjnym Kościół musiał skrupulatnie rozstrzygnąć te
kwestie. Nie było wówczas jasnym, czy osoba pochodząca z nieprawego związku może
być ogłoszona świętą. Kościół rozstrzygnął jednak, że może.
Ludwika zdobywała wiedzę u dominikanek w klasztorze królewskim św. Ludwika,
gdzie uczyła się pisać, czytać, malować, zdobywała formacje humanistyczną,
poznawała duchowość Katarzyny Sieneńskiej i myślała o życiu zakonnym. Potem na
pensji w Paryżu uczyła się prowadzenia domu. Zetknęła się z karmelitankami, w
tym czasie złożyła także ślub służenia Bogu i bliźnim. Być może wątłe zdrowie
Ludwiki stało się powodem, iż odradzano czy wręcz odmawiano jej wstąpienia do
zakonu. W 1613 r. za namową rodziny poślubiła Antoniego Le Gras. Z tego związku
narodził się syn Michał Antoni. Kobieta odczuwała liczne niepokoje. Przeczuwała,
że droga którą podąża nie jest jej drogą. W 1619 r. spotyka św. Franciszka
Salezego, od którego otrzymuje duchowe wsparcie. Jednak w 1622 r. mąż Ludwiki
ciężko zachorował. Małżonka odbiera chorobę męża jako karę za sprzeniewierzenie
się swemu powołaniu zakonnemu. Pogrąża się w długiej depresji, myśli o życiu w
samotności. Jednak w dzień Zesłania Ducha św. 1623 r. w kościele św. Mikołaja
otrzymuje coś co nazwie „Światłem Pięćdziesiątnicy”. Od tego czasu wątpliwości
Ludwiki zniknęły. Tamto wydarzenie opisała na pergaminie, który nosiła zawsze
przy sobie. Zrozumiała, że jej rolą jest trwać przy mężu, opiekować się nim,
przygotować go na śmierć. Czekała również na nowego przewodnika duchowego i na
życie we wspólnocie. Tyle wiedziała, nie znała ni czasu kiedy to nastąpi, ni
szczegółów. Wkrótce na drodze Ludwiki staje niejaki Wincenty a Paulo. Odtąd
drogi tych dwojga świętych splotą się aż do śmierci.
W 1625 r. umiera na gruźlicę mąż Ludwiki Antoni Le Gras. Umiera przygotowany
na śmierć, pojednany z Bogiem, świadom swego współuczestnictwa w cierpieniach
Chrystusa. Co robi Ludwika? Przede wszystkim jest ponad miarę zatroskana o swego
syna, który nieco opóźniony w rozwoju jest wielką troską swojej matki. Pobożność
Ludwiki jest niejako zamknięta w obrębie najbliższej rodziny. Ale to się
zmienia. Kiedy w 1617 r. Wincenty założył Bractwo Miłosierdzia, należały do
niego kobiety wywodzące się z arystokracji. Spontanicznie podjęły one dzieło
niesienia pomocy najuboższym. Jednak z czasem ks. Wincenty postanowił
zaangażować w działalność charytatywną posiadające więcej umiejętności
praktycznych wiejskie dziewczęta. One zostały pierwszymi siostrami miłosierdzia.
Wyjątkowo ważne wsparcie w zorganizowaniu nowego zgromadzenia św. Wincenty
otrzymał od św. Ludwiki de Marillac. Jej właśnie powierzył bezpośrednią opiekę
nad dziewczętami. W 1633 r. razem powołali do życia wspólnotę, jakiej nie było
dotąd w Kościele. Pierwsze ustalenia nowej reguły zakonnej niosły rewolucyjne
wręcz zmiany, odmieniły status kobiety konsekrowanej w Kościele. Do tej pory
zakonnice żyły za klauzurą. Od tej pory domy chorych stały się ich klasztorem,
wynajęte pokoiki – celą zakonną, kościoły parafialne – kaplicą, ulice miast i
szpitalne sale – dziedzińcem klasztornym, klauzurą ich będzie posłuszeństwo,
zapłatą święta bojaźń Boża, a welonem pobożna skromność.
Ludwika de Merillac wiodła życie wypełnione intensywną pracą i modlitwą.
Zajmowała się także pracą organizacyjną i administracyjną w zgromadzeniu.
Udzielała wielu praktycznych wskazówek siostrom. W 1647 r. św. Wincenty tak
powiedział o siostrze Ludwice: „Pannę Le Gras – według naturalnego porządku
rzeczy – uważam za martwą już od 10 lat. Na jej widok można by powiedzieć, że
wygląda jakby podniosła się z trumny, tak kruche wydaje się jej ciało i taka
bladość okrywa jej oblicze. Ale Bóg wie jaką siłę ducha ma ona w sobie”.
Ludwika zmarła w 1660 roku, a została kanonizowana w 1934. Cztery lata
przed jej śmiercią znany angielski filozof Thomas Hobbes opublikował swe dzieło
Lewiatan, w którym dowodził że człowiek człowiekowi jest wilkiem.
Znalazło się wielu naśladowców Hobbesa, którzy chcieli wypraktykować jego
teorię. Ale, niejako obok, żyli i wciąż żyją ci, którzy w człowieku widzą nie
wilka, ale cierpiącego Chrystusa. Prawda ta odżywa również w życiu św. Ludwiki
de Merillac wdowy Le Gras, która stała się natchnieniem dla wielu kobiet, które
poświęciły się pracy na rzecz potrzebujących. Wiele z nich pracę z chorymi
przypłaciło życiem, zaraziwszy się nieuleczalną chorobą. Mimo to od czterech
wieków niosą pomoc, przypominając nam wszystkim, słowa Chrystusa: „Cokolwiek
uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście
uczynili”.
Tekst został wygłoszony w ramach cyklu
felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 15.03.2010
|