Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Jan Paweł II
i o. Krąpiec

Galeria foto
Multimedia
Mirosław Król
Ks. Piotr Skarga
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Ks. Piotr Skarga
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Felieton Króla
Mirosław Król 2010-03-22

Św. Mikołaj z Flue

Pewnie trudno byłoby nam wyobrazić sobie męża i ojca dziesięciorga dzieci, mężczyznę w kwiecie wieku, który zostawia swą rodzinę żeby prowadzić życie pustelnicze. Nie obyłoby się bez narzekań: jak to się ojciec wygłupił, ileż to wstydu narobił rodzinie, jak teraz spojrzeć ludziom w oczy? Kiedy dowiemy się jeszcze, że człowiek ten dostąpił chwały ołtarzy, to słowo „przesada” ciśnie nam się na usta.

Mikołaj z Flue, znany także jako Brat Klaus, urodził się w 1417 r. w Szwajcarii. (Jego liturgiczne wspomnienie przypada 21 marca). Rodzice Mikołaja byli prostymi góralami. Jednak ojciec Henryk znany był w okolicy ze swej roztropności, dlatego pełnił różnorakie funkcje w samorządzie i sądownictwie. Te cechy odziedziczył także Mikołaj. Ziomkowie wybrali go więc radcą i kantonalnym sędzią oraz deputowanym do federacji kantonów szwajcarskich. Potrafił jednak zrezygnować z tych urzędów, kiedy w jednej ze spraw przegłosowano go, bo górę wzięła korupcja, a nie prawda. W latach 1433-1460 pełnił służbę wojskową jako oficer. Ale był inny niż ówcześni żołnierze: wyróżniał się łagodnością w traktowaniu jeńców, opieką nad kościołami i nad ubogimi. Mikołaj był otoczony powszechnym szacunkiem. Ale czegoś mu jeszcze brakowało, coś czego nie mógł zrozumieć podążało za nim krok w krok. Zdecydował się wstąpić do benedyktynów, ale nie zagrzał tam miejsca. Wrócił do domu i za radą rodziców ożenił się mając 30 lat. Z małżeństwa Mikołaja z Dorotą Wyss urodziło się pięć córek i pięciu synów. Mimo udanego życia rodzinnego Mikołaj z Flue często chodził przygnębiony, niezadowolony z siebie i ze swego życia, nie potrafił znieść uciążliwości o charakterze duchowym. Zaczął więc przekonywać żonę, aby zgodziła się na jego wstąpienie do klasztoru. Nie była to łatwa decyzja ani dla Mikołaja, ani dla jego żony Doroty. W końcu jednak pięćdziesięcioletni mężczyzna, za przyzwoleniem żony i zabezpieczywszy byt rodzinie, powtórnie wstępuje, tym razem do zreformowanych benedyktynów zwanych „Przyjaciółmi Boga”. W uszytym przez żonę habicie, z podróżnym kosturem i różańcem w ręku podąża do Alzacji, gdzie benedyktyni mają swój klasztor. Jednak we śnie otrzymuje napomnienie, aby wracał w rodzinne strony i tam budował pobożnością swoich współziomków, pędząc żywot pustelniczy. Mikołaj osiadł więc w dolinie Ranftobel, zaledwie 15 minut drogi od swego rodzinnego domu. Tam poświęcił się modlitwie i pokucie. Myliłby się jednak ten, kto przypuszczałby, że Mikołaj znalazł w dolinie upragniony spokój. Do pustelni bowiem garnęło się coraz więcej ludzi. Szukali rady, prosili o modlitwę albo chcieli pobyć w atmosferze tworzonej przez czcigodnego pustelnika. Brat Klaus mówił mało, często milczał, rad udzielał w krótkich zdaniach. Nie dawali mu spokoju teologowie, którzy przybywali, aby zbadać pustelnika czy nie głosi czegoś nieprawomyślnego. Okoliczna ludność wybudowała Mikołajowi skromną chatę, później zaś kaplicę z dobudowaną celą. Pustelnik żywił się suszonymi owocami, warzywami, ziołami i korzonkami. Potem jego post przybrał najradykalniejszą formę: przez 19 lat Brat Klaus nie jadł nic, tylko przyjmował Komunię świętą. Ta sensacyjna sprawa była badana wielokrotnie przez współczesnych, do tego stopnia, że postawiono przy Mikołaju straż, która miała za zadanie sprawdzić czy pustelnik nie oszukuje. Wkrótce sława Brata Klausa rozprzestrzeniła się po całej Szwajcarii i poza jej granicami. Już za życia uznano go za świętego, a do jego maleńkiej pustelni zaczęły ściągać jeszcze większe tłumy.

Co ciekawe św. Mikołaj z Flue pozostaje również wzorem patriotyzmu i roztropności w służbie Ojczyzny. Był wszak żołnierzem i oficerem, zaangażowanym sędzią, radcą i deputowanym. Ale kiedy osiadł w pustelni nie przestał być potrzebny swojej Ojczyźnie. Uznawany jest za duchowego ojca Szwajcarii, konstytucji, która obowiązywała do końca XVIII wieku oraz budowniczego podwalin szwajcarskiej neutralności. W 1473 r. omal nie doszło do wojny szwajcarsko-austriackiej. Mediacji podjął się Brat Klaus. Pokój został uratowany. W osiem lat później doszło do niesnasek pomiędzy samymi Szwajcarami. Po wygranej wojnie z Burgundią zgromadzeni w Stans przedstawiciele kantonów poróżnili się ze sobą. Państwu groziła wojna domowa i rozpad. Udano się więc po pomoc do doliny Ranftobel, do czcigodnego pustelnika. Ten poradził rodakom, aby przedstawiciele miast i kantonów zrzekli się swych specjalnych przywilejów i praw. Posłuchano Klausa, zawarto kompromis, powołano do życia Związek Szwajcarski, który uratował jedność kraju. „Czym dusza dla ciała tym Bóg dla państwa” – mawiał Mikołaj – „Gdy Bóg opuszcza ciało wtedy ciało ginie. Gdy przepędza się Boga z państwa wtedy państwo skazane jest na zagładę”. Piękna rada świętego człowieka, niestety zapomniana przez współczesnych Europejczyków.

Mylili się członkowie rodziny Brata Klausa, ich ojciec się nie wygłupił. Trudne bywają do zrozumienia ścieżki Bożej Opatrzności. Kiedy Dorota żegnała na progu domu swego męża, trzymała na ręku ich kilkumiesięcznego synka. Chłopiec nie odwrócił się od Boga. Został doktorem teologii. Spośród potomków św. Mikołaja z Flue ponad 30 zostało kapłanami, a jego wnuk Konrad Scheuber został jak dziadek pustelnikiem. W 1669 r. papież Klemens IX zezwolił na kult Brata Klausa, a Pius XII tuż po II wojnie światowej dokonał jego uroczystej kanonizacji.

Co współczesnemu człowiekowi chce przekazać Brat Klaus? Uczy o nieprzemijającej wartości modlitwy, kontemplacji, dystansu wobec spraw ziemskich, czego wyrazem jest pustelnia, ale i ukochania człowieka i ziemskiej Ojczyzny.

Tekst został wygłoszony w ramach cyklu felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 22.03.2010