Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Jan Paweł II
i o. Krąpiec

Galeria foto
Multimedia
Mirosław Król
Ks. Piotr Skarga
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Ks. Piotr Skarga
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Felieton Króla
Mirosław Król 2010-06-03

Ksiądz Jerzy – męczennik za prawdę Ewangelii i autentyczną wolność

Doczekaliśmy się długo wyczekiwanej beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki. Fenomen jego życia i męczeństwa wciąż pozostaje dla nas Polaków głośnym wezwaniem do przezwyciężania zła nie złem czy nienawiścią, ale dobrem – jak za św. Pawłem przypominał ks. Jerzy w swym nauczaniu.

Suchowola na Podlasiu to miejsce, jak twierdzą niektórzy, stanowiące środek Europy. Tutaj niedaleko we wsi Okopy 14 września 1947 r. przyszedł na świat ks. Jerzy Popiełuszko. Urodził się jako trzeci z pięciorga rodzeństwa. Tej jesieni u państwa Marianny i Władysława Popiełuszków, po raz drugi tego roku, zakwitła jabłoń. Ponoć to zjawisko powtórzyło się po 37 latach we wrześniu 1984 r., gdy Jerzy po raz ostatni zawitał w domu i powiedział do ojca: „Jakbym zginął to nie płaczcie po mnie”. Tu w pobliżu Suchowoli wzrastał do męczeństwa. Od dzieciństwa był ministrantem. W szkole uchodził za zdolnego i ambitnego ucznia. Jednak kiedyś nauczycielka wezwała matkę i zagroziła, że syn może mieć obniżony stopień ze sprawowania, ponieważ często przesiaduje w kościele na różańcu. W 1965 r. wstąpił do seminarium duchownego w Warszawie. Po roku został wcielony do wojska, do specjalnej jednostki w Bartoszycach, w której wyselekcjonowana kadra oficerów miała wybić z głowy klerykom myśli o kapłaństwie. Jerzy Popiełuszko doświadczył tam wielu cierpień ze względu na swoją postawę. Nie chciał zdjąć medalika ani różańca, modlił się na klęczkach. Przeżył więc w Bartoszycach wstęp do męczeństwa, ale i umocnił się duchowo. Na przepustkach uczył się ze skryptów ukrytych u znajomych lub na plebanii. Wolne chwile spędzał w kościele na modlitwie i przystępując do sakramentów. Wytrzymał te dwa lata służby, ale wrócił z poważnie nadwyrężonym zdrowiem. 28 maja 1972 r. został wyświęcony przez ks. kard. S. Wyszyńskiego na kapłana. Pełnił posługę w Ząbkach, Aninie i Warszawie. Ze względu na stan zdrowia nie mógł wypełniać obowiązków wikariusza, dlatego został rezydentem w parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Tu poświęcił się pracy duszpasterskiej wśród personelu medycznego i w Duszpasterstwie Ludzi Pracy. Odprawiał Mszę św. strajkującym hutnikom Huty Warszawa. System komunistycznego zniewolenia chwiał się w swych podstawach, ale wielu halabardników wierzyło, że można go jeszcze uratować. Trzeba tylko przetrącić wichrzycielom kręgosłup. W 1981 r. wprowadzono stan wojenny. Ks. Jerzy organizuje liczne działania charytatywne, wspomaga prześladowanych i krzywdzonych przez reżym komunistyczny. Począwszy od 28 lutego 1982 r. celebruje Msze św. w intencji Ojczyzny i wygłasza słynne kazania, w których przez światło Ewangelii i nauki Kościoła stara się interpretować bolesną polską rzeczywistość. Ze względu na te wszystkie działania staje się celem ataków władz. Ktoś włamuje się do jego mieszkania, ktoś niszczy mu samochód, to znów ktoś wrzuca mu do mieszkania ładunek wybuchowy. Dochodzi do dziwnych kolizji drogowych z jego udziałem. Wszystko to, by zastraszyć kapłana, wokół którego gromadzą się ludzie pracy. Prokuratura wszczyna śledztwo w sprawie nadużywania przez ks. Popiełuszkę wolności sumienia i wyznania na szkodę PRL. Często jest przesłuchiwany, a nawet aresztowany. W niewybrednych atakach celuje rzecznik rządu Jerzy Urban. Pętla wokół ks. Jerzego zaciska się coraz ciaśniej. Zaplanowany przez oprawców z SB zamach na dzień 13 października 1984 r. nie powiódł się. Kolejny zaplanowano 19 października, tym razem skutecznie. Zmasakrowane ciało ks. Jerzego wrzucono do Wisły w okolicach Włocławka. Jego pogrzeb 3 listopada 1984 r. stał się wielką manifestacją religijno-patriotyczną. Wtedy na murach pojawiły się transparenty: „Ks. Jerzy świętym Jerzym naszych czasów”. Proces zabójców kapłana stał się farsą i był w rzeczywistości sądem nad ofiarą.

Wiele by jeszcze można mówić, odkrywać coraz to nowe fakty. Ważne jednak, aby nie uronić istoty tego kapłańskiego życia zakończonego męczeńską śmiercią. Ks. Jerzy zginął nie tylko za solidarną Polskę, ale przede wszystkim za prawdę Ewangelii, która prowadzi nie do pozornej, ale autentycznej wolności. „Odważne świadczenie prawdy jest drogą prowadzącą bezpośrednio do wolności” – mówił ks. Jerzy w jednym z kazań. „Człowiek, który daje świadectwo prawdzie, jest człowiekiem wolnym nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia, nawet w obozie czy w więzieniu. Gdyby większość Polaków w obecnej sytuacji wkroczyła na drogę prawdy, gdyby ta większość nie zapominała, co było dla niej prawdą (…) stalibyśmy się narodem wolnym duchowo już teraz. A wolność zewnętrzna czy polityczna musiałaby przyjść prędzej czy później jako konsekwencja tej wolności ducha i wierności prawdzie”.

Posługa ks. Jerzego wciąż trwa. Przede wszystkim w porządku nadprzyrodzonym. Do dziś pomaga on wielu Polakom inspirując do szlachetnej aktywności, wzmacniając nadzieję na wieczne szczęście w Chrystusie. Ale jednocześnie pozostaje trwałym symbolem naszej chrześcijańskiej kultury, która nosi w sobie bolesny oścień cierpienia. W te polskie ociekające krwią dzieje wpisuje się życie i męczeństwo kapłana z Podlasia, który urodził się w pobliżu Suchowoli, gdzie jest ponoć środek Europy. I on, ks. Jerzy męczennik, tę Europę w pewien sposób łączy. Tak jak łączy ją św. Justyn męczennik, św. Wojciech, czy św. Bruno. Łączy ją wiernością Ewangelii aż do ofiary z życia. „Bo złych inaczej pokonać nie można” – pisał Słowacki – „Tylko w śmierci godzinie miłością anioła”.

Tekst został wygłoszony w ramach cyklu felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 7 czerwca 2010 r.