|
Popławszczyzna mchem porosła. Dziś tylko lipowy szpaler pokazuje w
Bystrzejowicach, gdzie kiedyś był trakt lubelski, a przy nim dwór Popławskich.
Ocalały budynki folwarczne, wprawdzie zostały przebudowane, ale pamiętają tamte
czasy. Kiedy partie powstańcze zaglądały tu w 1863 Jan Ludwik miał 9 lat. Potem
przygotowywany do egzaminów gimnazjalnych przez młodego powstańca styczniowego
Dymowskiego zdał do trzeciej klasy gimnazjum lubelskiego. Dotrwał do szóstej,
skąd za pobicie kolegi, uchodzącego za donosiciela, został relegowany. Takie
były początki drogi politycznej urodzonego w Bystrzejowicach pod Lublinem 17
stycznia 1854 r. Jana Ludwika Popławskiego, zapomnianego twórcy podstaw polityki
polskiej. Dziś polityka ta znajduje się dokładnie tam, gdzie jest pamięć o
Popławskim. I zależność ta nie jest przypadkowa, bowiem Popławski był jednym z
filarów narodowej szkoły polityki.
O przyczynach mizerii politycznego wykształcenia
W styczniu najpierw obchodzona jest rocznica śmierci Romana Dmowskiego, a
potem, to rzadziej, rocznica urodzin Jana Ludwika Popławskiego. Późny Dmowski
jest nieco wstydliwy, popadał ponoć w skrajności, wszędzie wietrzył spiski,
słowem – żył zbyt długo. Popławski zaś zmarł w wieku 54 lat, stanowczo za
wcześnie. Dmowski zauważył jeszcze w 1922 r., iż Popławski jest mniej znany niż
mu się to należy i niż jest to potrzebne do wykształcenia politycznego młodych
pokoleń. Wykształcenia politycznego młodych pokoleń… – czy konie mnie słyszą?!
Konie łby pospuszczać! Jakiż ten Dmowski anachroniczny… Kto by się dziś
kształcił w polityce? Młodzi z wielkich miast są z definicji wykształceni; nie
tylko w polityce, a w polityce zwłaszcza.
„Spójrzmy na siebie – pisał przed stu laty Popławski – jacy my dziś maluczcy,
mizerni – powiedzieliby nasi ojcowie, że nikczemni. Jak jałową jest umysłowość
nasza, jak wątłą twórczość, jak lękliwym uczucie, jak liche zamiary, już nie
według sił, ale niżej sił odmierzone. Nawet drobnych obowiązków dlatego właśnie
spełniać nie umiemy, że nie ożywia nas żadna wielka idea, która by tym ideom
małym nadała ruch i spójnię, która byłaby dla nich magazynem zapasowym siły”.
Powyższa ocena odnosić się może z powodzeniem do uprawianej dziś na świecie i
w Polsce postpolityki, czyli polityki opartej na pijarze, ideowo pustej, za to
atrakcyjnej w narracji. Postpolityka wyrasta z przekonania, że prawdy nie ma,
albo nie da się jej ustalić. Co wówczas staje się celem? Nażreć się! Oto cel.
Najlepiej tanio i dobrze wypić.
Droga polityczna Mocarza z Bystrzejowic
Ale wracam do Popławskiego. Po zdaniu eksternistycznie końcowych egzaminów
gimnazjalnych w Lublinie Jan Ludwik udał się na studia prawnicze do Warszawy.
Tam szybko znalazł się w szeregach konspiracji niepodległościowej. Trzykrotnie
był aresztowany i osadzany w cytadeli warszawskiej, przez cztery lata przebywał
na Syberii na zesłaniu. Po powrocie prowadził ideową batalię w wielu kierunkach,
głównie poprzez publicystykę, która przecież w tamtych czasach była pracą
niepodległościową. Zygmunt Wasilewski oszacował dorobek pisarski Popławskiego na
40 tomów po 300 stron każdy. Jego artykuły trafiały do ziemiaństwa, inteligencji
i chłopów. Dziś wiele tytułów prasowych nawiązuje do tytułów czasopism
redagowanych przez Popławskiego.
Kiedy zagrożona stała się polska własność w Wielkopolsce i na Pomorzu
kierowany przez Popławskiego „Głos” rozpoczął drukowanie nazwisk Polaków, którzy
sprzedawali swe majątki Niemcom, podawał areał sprzedanej ziemi oraz wysokość
uzyskanej sumy. Po kilku miesiącach osłabł proces utraty polskiej własności w
zaborze pruskim. Potem publicysta krytykował obniżenie ideałów obywatelskich
wśród społeczeństwa Królestwa, które w imię ekonomicznego rozwoju porzuciło
hasła narodowej niepodległości.
Przełom w politycznej strategii
To Popławski jako pierwszy zauważył, iż Polska nie może istnieć bez ziem
zaboru pruskiego Śląska, Wielkopolski, Pomorza, że główny nasz wysiłek musi
zostać skierowany nie przeciw Rosji, ale przeciw Niemcom. To Popławski jako
pierwszy wśród polityków zauważył, że najszlachetniejsze pokłady duszy polskiej
są obecne w polskim ludzie, który stanowił wówczas siedemdziesiąt procent ogółu
narodu. W polityce obok dyplomacji liczyła się dla Popławskiego również siła
społeczna, tą siłą mógł być świadomy swych politycznych celów naród. Do narodu
zaś trzeba wprowadzić lud polski, po to aby sprawa polska, która do tej pory
była sprawą kilkuset tysięcy, stała się sprawą kilkunastu milionów Polaków. Jego
dziełem było przede wszystkim wyzwolenie myśli z pojęć dzielnicowych i
wyniesienie jej na poziom myślenia ogólnopolskiego – wszechpolskiego.
Popławski, nie tracąc zainteresowania ziemiami wschodnimi, swą myśl
polityczną rzucił głównie na zachód ku dawnym ziemiom piastowskim. Przywrócenie
Polsce Pomorza, Wielkopolski i Śląska postulował już w 1887 r. Ta myśl przeszła
do praktyki politycznej i znalazła swój wyraz wśród różnych orientacji. Stała
się postulatem nie tylko politycznym, ale przede wszystkim narodowym. „Każdy
naród – zauważa Popławski w jednym ze swych artykułów z 1897 r. – powiększający
swój dorobek duchowy i materialny, świadomy swej jedności i odrębności swych
interesów, dążyć musi do zdobycia niezależności politycznej”. W poglądach
Popławskiego podstawowe znaczenie miał fakt istnienia narodu, który dopiero w
wolnym państwie osiągnąć może pełnię rozwoju. Podstawową dla niego zasadą stało
się: „najpierw być”, tzn. istnieć jako naród i jako państwo
niepodległe.
Realizm polityczny i ruch narodowy
Wspólnie z Romanem Dmowskim i Zygmuntem Balickim przekształcił Popławski w
1893 r. emigracyjną Ligę Polską w Ligę Narodową. Tak zrodził się nowoczesny ruch
narodowy. Liga była organizacją ogólnopolską (trójzaborową) i kierowała
politycznym życiem Polaków przez 20 lat. Były to lata przełomowe i decydujące o
niepodległości.
J. L. Popławski uczył Polaków patrzeć na siebie i w siebie, odróżniać
prawdziwy realizm od schlebiania niskim instynktom. Uczył otwarcia się na
wielkość. Był pierwszym od wielu pokoleń mężem stanu, który umiał tworzyć
program polityki polskiej jako polityki wielkiego narodu, umiał tę politykę
ujmować w związku z wielkimi zagadnieniami polityki światowej. I ta wola
wielkości rozbudziła w Popławskim jego olbrzymią, a zarazem bardzo trzeźwą
wyobraźnię polityczną, pozwalając mu w jasny sposób widzieć zmiany, ku którym
szła Polska. Jan Ludwik Popławski jest przykładem człowieka, który dostrzegł
fakt, iż aby sięgnąć po niepodległość trzeba najpierw zmienić nasze myślenie o
Polsce, wyzwolić je ze zmurszałych form i dziecięcych rojeń. Przemawiając nad
trumną Popławskiego w 1908 r. R. Dmowski zauważył, że to, co najlepsze w
zakresie polskiej myśli politycznej, wyrosło z ziaren przez Popławskiego
zasianych.
Realizm polityczny podobnie jak realizm filozoficzny jest związany z bytem
(rzeczywistością). Tak jak bytu nie da się w pierwotnym doświadczeniu
upojęciowić, po prostu spontanicznie doświadcza się jego istnienia, podobnie
realizm polityczny nie da się zamknąć w sztywnej formule. Jest z zasady
antydoktrynerski. Realistyczna myśl narodowa nie ma doktryny, nie da się
zideologizować, natomiast ma zasady. Politykę wytycza się, analizując konkretną
sytuację, ale polityka ta musi odpowiadać zasadom.
Szkoła polityki polskiej
W Polsce nie może rządzić prawica – zwykł mawiać Józef Piłsudski – tylko
lewica ewentualnie lewica z centrum. Podobnie przed demonami endecji, ostrzegał
Adam Michnik po 1989 r. i dokładał wszelkich starań by ten nurt polityczny
zajmował miejsce zawsze na marginesie życia publicznego. Pomińmy jednak
milczeniem tych, którzy do endecji mają uprzedzenia „rasowe” i poszukajmy winy
wsobnej. Zgoda, że ostatnimi czasy do spuścizny endecji odwoływały się raczej
„grupy rekonstrukcyjne” niż politycy zdolni do przełomu intelektualnego, a ten
leżał przecież u korzeni ruchu narodowego. Ale też endecja w ostatnich
dziesięcioleciach skazana została na niebyt. Dlaczego? Bo żaden inny nurt
polityczny nie dorobił się w Polsce szkoły myślenia o narodzie, dla narodu i w
kategoriach narodu (por. R. Ziemkiewicz, „Myśli nowoczesnego endeka”, „Plus
Minus”, dodatek do „Rzeczpospolitej z dnia 27-28.11.2010). Skoro przewalały się
przez nadwiślański kraj różnorakie zawieruchy, likwidowały najpierw szkoły
samodzielnego myślenia i czyniły to z nadzwyczajną gorliwością.
W efekcie tych działań, jak i wspomnianych wyżej „uprzedzeń rasowych”,
środowisko inteligenckie poczęło odżegnywać się od: endecji, nacjonalizmu,
antysemityzmu, fundamentalizmu katolickiego itepe, itede, etcetera. Przed
endecją ostrzegał red. Michnik, ale on rzucał myśl, a chwytali ją inni. Wkrótce
przed endecją zaczęli ostrzegać poeci, prozaicy, opozycjoniści i autorytety
moralne. „Jest ONR-u spadkobiercą partia” – pisał Miłosz.
Robić politykę czy budować szkoły?
W efekcie czego zbudowaliśmy „demokratyczne państwo prawne urzeczywistniające
zasady sprawiedliwości społecznej”, które nie robi polityki tylko buduje
stadiony, boiska, szkoły. W zamian politykę robi za nas m.in. generał Tatiana
Grigoriewna Krasawica Anodina, która w myśl klasycznych wzorców we wzajemnych
relacjach polsko-rosyjskich politykę robi „waląc nahajem” po łbie. Maurycy
Mochnacki, pisząc o czasach, gdy rządził nami Wielki Książę Konstanty, tak to
ujął: „Los swej ironii względem nas dalej posunąć nie chciał. Może też i nie
śmiał”. Zdziwiłby się pan, Panie Maurycy, bowiem los spersonifikowany w osobie
Krasawicy Anodiny stał się dziś bardziej zuchwały i bezczelny.
Sami jesteśmy sobie winni. Jagnię ze znanej bajki Ignacego Krasickiego pytało
wilki: jakim prawem chcą go pożreć? Ci wysunęli trzy zasadnicze argumenty: 1.
smacznyś 2. słaby 3. i w lesie. „Zjedli niebawem” – konstatuje autor. R. Dmowski
na kartach „Myśli nowoczesnego Polaka” zawarł słynne już dziś sformułowanie: „W
stosunkach między narodami nie ma słuszności i krzywdy, jest tylko siła i
słabość”. Często ów cytat przytaczany jest jako zarzut wobec Dmowskiego, który
rzekomo nie uznawał etyki w polityce. To zdanie jednak nie jest postulatem
moralnym tylko opisem rzeczywistości. Można się z tym nie zgadzać, protestować,
ale zaprzeczyć faktom nie można.
Polityka na bezdrożach
Pokolenie Popławskiego nie miało problemów z określeniem swojej tożsamości,
miało własną oryginalną substancję, nie było owładnięte paraliżującym lękiem,
który nie pozwalał stawiać wielkich celów w polityce. Mało, że to pokolenie
wielkie cele stawiało, ale cele te również realizowało. Czasami szansa pojawia
się raz i na krótko. Trzeba umieć ją wykorzystać. Wyobraźmy sobie Dmowskiego
uczestniczącego w posiedzeniu Rady Dziesięciu podczas Konferencji Paryskiej,
który referuje żywotne polskie postulaty i niczym gajowy tłumaczy, że „woda się
zbiera i płynie do morza” z czego wypływa postulat naszego dostępu do Bałtyku.
Otóż nie! Dmowski na tamtą chwilę przygotowywał się od kiedy zaczął zajmować się
polityką i mógł o tym mówić z tzw. marszu. Kwestia powrotu Polski na Pomorze,
Śląsk i do Wielkopolski była dopracowana już przez Popławskiego. Trzeba ją było
tylko wpisać w kontekst ówczesnej polityki. I z tego zadania Roman Dmowski
wywiązał się znakomicie.
Polska polityka pozbawiona dziś własnej oryginalnej substancji, świeci pustką
programowej propozycji. Polityka jednej partii sprowadza się tylko do reakcji na
to, co podaje konkurencyjna, druga partia. Czy polska prawica bez pomocy
amerykańskich neokonserwatystów jest dziś w stanie określić swą ideową
tożsamość? Czy jest w stanie określić cele polityczne? Dziś mamy poważny problem
z wyróżnieniem na polskiej scenie politycznej tego, co jest prawicą od tego, co
nią nie jest. Dominuje u nas przekonanie, że niemal wszystko jest prawicą, tak
jak za komuny wszystko było lewicą.
Przezwyciężyć wstyd
Obecny w elitach wstyd i lęk przed powrotem endeckiej polityki i endeckiego
myślenia, sprawia że nasza polityka babrze się w emocjach często posuniętych ku
granicom absurdu. Zatraciliśmy poczucie własnej wartości, które jeśli wraca, to
zazwyczaj pełne głupoty i patosu. Celebryci-troglodyci i różne kupy wojewódzkie
decydują co jest trendy, a co obciachem w polityce. Ale polityka nie jest
telenowelą, wymaga namysłu, głębszych analiz. Sprowadzenie jej do pijarowskich
zabiegów na jakiś czas może wystarczy. U wspominanego już Ignacego Krasickiego
nawet małpa była ministrem przez jakiś czas. „Dwór był kontent kontenci poddani
– z początku /Ustała wkrótce radość nie było porządku”.
O potrzebie roztropnej polityki wciąż nam ktoś przypomina. Ostatnio Tatiana
Anodina, która zauważyła, że „Rosja jest wielka, a Polska jest mała”. Skąd
jednak miałaby się wziąć owa roztropna polityka? Ex nihilo nihil fit – z nicości
nic nie powstaje. Skoro „wyrzuciliśmy pamiątki, spalili wspomnienia by wstąpić w
nowy strumień życia” – jak pisał Herbert, pozostało nam tylko gorączkowe
poszukiwanie spoiwa, by sklecić własną ideową tożsamość. Ale spoiwo jest! To
tradycyjna, endecka, polska prawicowość. Tylko czy starczy nam odwagi i chęci by
zerwać mech z popławszczyzny?
|