Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Jan Paweł II
i o. Krąpiec

Galeria foto
Multimedia
Mirosław Król
Św. Andrzej Bobola
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Św. Andrzej Bobola
Mirosław Król
Ks. Piotr Skarga
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Ks. Piotr Skarga
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realna Polska
prof. Jan Wawrzyńczyk 2011-02-19

Jak by tu przegrać kolejne wybory?

Właśnie w PiS ruszyły pełną parą prace nad tym zadaniem

Nie chciałbym, żeby w najbliższych wyborach parlamentarnych zwyciężyła ponownie Platforma Obywatelska. Wolałbym, aby wygrało Prawo i Sprawiedliwość, ale przewiduję, że tak się nie stanie − partia, na którą głosuję od lat, będzie znowu druga. Żadnej z istniejących w Polsce partii nie akceptuję w stu procentach. Te, których program odpowiada mi najbardziej, nie mają szans tak dużych jak PO, PiS i SLD, dlatego przy urnie wyborczej podejmuję decyzje zgodnie z teorią „zmarnowanego głosu” i „mniejszego zła”: z trojga złego lepszy już PiS niż PO czy SLD.

Wymienione partie łączy to, co dla mnie najboleśniejsze − ich stosunek do Unii Europejskiej. Zmierzały one i zmierzają do tego samego makrocelu: likwidacji Państwa Polskiego. Różnica jest jedna, taka że PO i SLD forsują szybką ścieżkę, a PiS drogę dłuższą, mniej raniącą elektorat patriotyczny, usypiającą jego czujność. Tym samym PO, PiS i SLD trudzą się wytrwale na rzecz Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego (przepraszam, Rosji), gdyż ci gracze wolą mieć do czynienia w Europie z jednym państwem, właśnie Unią Europejską, a nie z pstrokatą sumą podmiotów politycznych, bardziej (por. Niemcy) lub mniej (por. Polska) poważnych.

PiS nie zapobiega federalizacji Europy, nie podnosi tego problemu w swoim programie i w praktyce bieżących działań politycznych. Federalizacja dokonuje się po cichu, krok po kroku, zakończy się pomyślnie dla planistów może nie za 10 lat, ale za 25 już na pewno; pokolenie dzisiejszych roczniaków będzie pierwszym pokoleniem obywateli Imperium Europa ze stolicą w Brukseli albo Bratysławie. Unia Europejska to szalony (by nie rzec: szatański) projekt. Od lat upowszechniam − całkowicie bezskutecznie − pogląd, że państwom i narodom Europy wystarczyłaby silna organizacja współpracy gospodarczej, współpracy wzajemnie korzystnej. UE nie powinna w żaden sposób ingerować w systemy wartości poszczególnych krajów członkowskich; jak widzimy w praktyce, narzuca ona antywartości, wręcz terroryzując nimi społeczeństwa.

To właśnie w tej federalizacyjnej perspektywie wszystkie działania PiS stają się zrozumiałe. PiS mógł obalić „Lizbonę”. To mógł zrobić mocny prezydent. Nie zrobił. Już pierwsze nominacje 2005 roku na ważne stanowiska wokółprezydenckie i rządowe nie były przypadkowe, nie były pomyłkami (jak się to zdawało części zszokowanych nimi sympatyków PiS-u). Szybko przyszła klęska w 2007 r., klęska nieunikniona, bo ktoś (kto?) wymyślił, żeby puścić na wizję ryczącą posłankę Sawicką. Oglądała to cała Polska, wystarczyło. Owego wieczoru wystraszyli się PiS-u nawet jego najwierniejsi zwolennicy i ze strachu oraz niesmaku zagłosowali na Platformę.

Opracowałem listę-minimum 10 kardynalnych zaniechań (nie: zaniedbań) PiS-u, w wyniku których ta partia przegrywa od 2007 r. wszystkie wybory. Celowo nie wymienię wszystkich dziesięciu, wskażę tylko pierwsze: niesporządzenie przez nowy rząd bilansu otwarcia, szczegółowego opisu stanu gospodarki, kultury oraz nauki kraju w momencie przejmowania władzy w 2005 r., i ostatnie, brak reakcji na prześladowania pracowników „Biedronki”, będących członkami związków zawodowych czy brak protestu przeciwko rurze blokującej porty w Szczecinie i Świnoujściu.

Inne wyliczenie: 1. niewykorzystana szansa na zmianę konstytucji, utrata okazji do zapisania w niej ochrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci (nie było woli czy tylko nie starczyło odwagi? obecne wyjaśnienia reprezentantów PiS-u, które można usłyszeć od czasu do czasu na falach Radia Maryja, są niewiarygodne); 2. pomoc w wyeliminowaniu z życia publicznego, „ukamienowaniu” abpa Wielgusa, pomoc bardzo skuteczna; 3. konsekwentny brak zainteresowania zdarzającymi się okazjami do zbudowania własnej sieci mediów (to prawda, że media publiczne w Polsce zostały zawłaszczone przez ugrupowania antypatriotyczne lub w najlepszym razie apatriotyczne, zwłaszcza lewicowe, kosmopolityczne, niemniej nie jest prawdą, że są niezbędne jakieś ogromne pieniądze, by uruchomić własną gazetę i „kolorowy” tygodnik; jak trwoga, to do Radia Maryja, do „Naszego Dziennika”, ale czy to jest eleganckie zachowanie?); 4. na czele struktur regionalnych PiS-u, powiatowych czy gminnych (przecież nie ma gminy w Polsce, w której by podczas wyborów nie oddano choćby paru głosów na kandydatów Prawa i Sprawiedliwości) na ogół nie stoją ludzie piekielnie inteligentni, dynamiczni, twardzi, mówiący mocnym (także dosłownie) głosem, ludzie odważni; 5. uderza faktyczna niechęć PiS-u do innych, „pokrewnych” partii prawicowych, brak zainteresowania jakąkolwiek współpracą, o propozycji koalicji już nie mówiąc (mówić tu można, ale o obojętności PiS-u).

PiS nie potrafi czy nie chce walczyć ze swoim głównym politycznym adwersarzem? Jedyna produkcja „towarowa”, „gospodarcza” Platformy to nieprawdy − nieprawdy nie tylko na temat PiS-u − permanentnie wymyślane i rozpropagowywane przez tę partię i przyjazne im media. PO ogłupia i otumania społeczeństwo, ale PiS niestety niewiele robi, niemal nic nie robi, by społeczeństwo przed tymi toksycznymi, zabójczymi działaniami Platformy chronić, immunizować. Przeciwnik zwykle narzuca sposoby i styl walki, ale tylko słabszym; przypadek Dawida jest pouczający: warto nie pozwolić sobie narzucić ani sposobów, ani stylu, należy mieć własne sposoby i własny styl.

Choroba każdej większej partii, takiej, która dostała się do Sejmu i/lub Senatu jest jedna, wspólna − utrzymać stan posiadania. Bycie partią parlamentarną, także partią opozycyjną, daje konkretne zyski, także finansowe, umożliwia utrzymywanie struktur organizacyjnych w Warszawie i w terenie. Zachowanie stanu posiadania, miejsc w parlamencie zapewnia stały czy względnie stały, względnie wierny elektorat. Partie najsilniejsze, PO, PiS i SLD, nie muszą specjalnie zabiegać o nowy elektorat, zasadniczo wystarcza im to, co mają. Do dziś PiS przyciąga uwagę wielu mądrych, zainteresowanych sprawami życia społecznego i politycznego, pragnących dobra i pomyślności „tego kraju”, także ludzi prostych, nieuczonych. Są wśród nich także uczeni, pracownicy szkół wyższych, umysły światłe, rozpoznające rzeczywistość bez końskich, tj. partyjnych, klapek na oczach, osoby, których wypowiedzi publikowane z reguły w gazetach i czasopismach nie należących do tzw. głównego nurtu, znakomicie ułatwiają rozumienie tej rzeczywistości. Wielu z nich, widząc obojętność, brak szerszego, szczerego otwarcia struktur PiS, przesiąkniętych myśleniem partyjnym, na nowych ludzi, trafia do partii pozaparlamentarnych.

Brak wielkiej księgi szkód, jakie już spowodowały i nadal powodują rządy PO, rejestru dokumentującego najdrobniejsze szczegóły. Sporządzenia go nie należy zostawiać przyszłym historykom, on jest potrzebny już teraz. Trzeba dokładnie społeczeństwu pokazywać wszystkie skutki rządzenia Platformy, trzeba o nich głośno mówić, wytrwale powtarzać, krzyczeć nawet. Jest się czym niepokoić. Ogłoszone kilka dni temu najnowsze propozycje PiS-u w sferze gospodarczej są mało radykalne, nie porywają, daleko im do węgierskich zmian. PiS nie obudzi w Polakach ambicji, nie ma po temu odpowiednich kadr, nie szuka nowych, nie kształci nowych (nie ma „kuźni kadr”, nie ma zapowiedzianej kiedyś uczelni).

Ale czy Polakom chce się jeszcze walczyć o Polskę, o państwo polskie i polskość? Polityczny sukces Platformy Obywatelskiej w kraju i za granicą zdaje się wskazywać, że już nie. Może to już koniec, wszystko już przegrane, nowy historyczny rozdział − przyspieszonej, ostatecznej likwidacji Polski i polskości − otwarty. Każdy (prawie każdy) chce żyć, zarabiać na życie. Zarabiać można na nie będąc lub nie będąc członkiem partii parlamentarnej, także opozycyjnej. Tymczasem można też jeszcze zarabiać, pisząc książki i artykuły czy felietony adresowane do mających jeszcze złudzenia: patriotów, prawicowców, katolików...

Autor jest emerytowanym profesorem Uniwersytetu Warszawskiego.