Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Jan Paweł II
i o. Krąpiec

Galeria foto
Multimedia
Mirosław Król
Św. Andrzej Bobola
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Św. Andrzej Bobola
Mirosław Król
Ks. Piotr Skarga
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Ks. Piotr Skarga
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realna Polska
Karol Wołek 2011-07-24

Polacy na Wyspach

Blisko 1,5 miliona Polaków mieszka na stałe w Wielkiej Brytanii. Jest to znacząca cząstka narodu. Większość z nich to osoby w wieku produkcyjnym. Wielu wyemigrowało wraz z dziećmi lub zdecydowało się na powiększenie rodziny na emigracji. W odmiennym środowisku ich „polskość” przechodzi próbę.

Istnieją znaczące różnice w polskim i brytyjskim stylu życia. Brytyjczycy są wychowani w liberalnym politycznie systemie – nie mają silnego poczucia przynależności do grupy, są na wskroś laiccy i nie przywiązują w ogóle uwagi do religii, etyki i moralności. Dla wielu Polaków sprawy etyki i moralności są ściśle związane ze stylem życia. Polska emigracja zarobkowa nie tworzy wspólnoty. Sporadycznie tworzą się małe, zorganizowane stowarzyszenia i grupy. Większość jednak zajmuje się swoimi prywatnymi sprawami nie uczestnicząc w ogóle w życiu Polonii i lokalnych środowisk brytyjskich.

Pozycja w brytyjskim społeczeństwie

Zdecydowana większość polskiej emigracji pracuje fizycznie w najprostszych zawodach. Hotele, rzeźnie, rolnictwo, budownictwo oferują prace, do których wykonywania nie potrzeba znać biegle języka angielskiego. Brytyjczycy unikają tych zawodów, tak jak i ciężkiej pracy i w tych dziedzinach emigranci bez doświadczenia i konkretnych zawodów się zazwyczaj odnajdują. Wielu przyjezdnych znajduje pierwszą pracę w tego typu działach gospodarki. Później szukają lepszej, lżejszej i bardziej popłatnej. Ograniczeniem w tych poszukiwaniach jest najczęściej słaba znajomość języka angielskiego.

Pracownicy, którzy posiadają wyuczony zawód typu: hydraulik, elektryk, stolarz, gazownik, ślusarz często zakładają firmy jednoosobowe (samozatrudnienie). Jest duże zapotrzebowanie na tego typu usługi, bo przeciętni Brytyjczycy nie potrafią zrobić najprostszych rzeczy, jak na przykład wymiana spalonej żarówki. Są to dobrze płatne prace, ale jest też duża konkurencja. Tylko nieliczni emigranci znaleźli pracę w innych działach gospodarki i nie pracują jako robotnicy lub na zasadzie samozatrudnienia.

Z moich obserwacji wynika, że Polacy często nie szanują siebie i swojej pracy, gdy są zatrudnieni za granicą. Są w stanie zaniżać wartość swojej pracy, konkurując nawzajem ze sobą o zlecenia. W firmach, w których pracują sami Polacy, jest nie najlepsza atmosfera. Rodacy konkurują ze sobą, zawyżają normy i w efekcie muszą ciężej pracować za mniejsze pieniądze niż Brytyjczycy w innych firmach z tej samej branży. Jest to dość typowe zjawisko. Uważam, że wynika ono z braku kultury pracy, która nie mogła się wykształcić w komunistycznym systemie – pod okupacją sowiecką oraz z doświadczenia biedy, które sprawia, że ludzie czasem decydują się na poświęcanie swej godności, by utrzymać rodzinę. Są to powody niezdrowej rywalizacji między wieloma Polakami na Wyspach oraz nieuczciwości w relacjach międzyludzkich.

Patrząc z pozycji lokalnych władz brytyjskich, często nie ma z kim współpracować ze strony społeczności polskiej. Drobne organizacje polskie nie tworzą federacji i związków. Często są ze sobą skłócone. Ponadto nie są w stanie reprezentować całej emigracji, ponieważ większość emigrantów dba tylko o siebie i swoje rodziny, nie angażując się w ogóle w sprawy lokalnych społeczności.

Polacy są emigracją zarobkową ze wszystkimi tego konsekwencjami. Najczęściej nie czują się u siebie będąc na Wyspach, które wybrali na miejsce pobytu tylko ze względów ekonomicznych. Z drugiej strony, po każdym roku pobytu na obczyźnie czują się w Polsce coraz mniej „u siebie”. Ich związki z ojczyzną rozluźniają się. Wielu odwiedza Polskę ze względu na rodziny pozostawione w kraju, ale jest też trochę takich rodzin, które mają już wszystkich swych członków na Wyspach. W nowym środowisku najczęściej zamykają się w swoich domach i troszczą się głównie o swoje rodziny. Są zainteresowani prawie wyłącznie sprawami bytowymi i dorabianiem się. Nieliczni angażują się w organizacje samopomocowe i polonijne.

Samoorganizacja Polonii

Nie ma ciągłości stowarzyszeń polskich pomiędzy emigracją powojenną a obecną. Przedwojenna emigracja już prawie wymarła, a ich dzieci nie mówią po polsku i rozpłynęły się w społeczeństwie brytyjskim. Nowa emigracja z reguły zakłada swoje własne organizacje samopomocowe, szkoły polskie i stowarzyszenia.

Osoby zaangażowane w działalność społeczną nie są liczne. Większość emigrantów jest bierna, przyjechała za pracą, stabilizacją finansową, szukając spokojnego i bezstresowego życia. Nie są w większości zainteresowani udziałem w tworzeniu społeczności. Dodatkowym czynnikiem wzmagającym bierność jest poczucie przebywania w obcym środowisku i bariera językowa.

Odnoszę wrażenie, że osoby zaangażowane w stowarzyszenia i nowe organizacje polonijne są aktywne społecznie ponieważ podniósł się ich poziom życia. Raczej oczywiste wydaje się, że w przeważającej większości wyjechali, bo w Polsce nie mieli perspektyw lub mieli małe perspektywy na uzyskanie stabilizacji finansowej. Wcześniej z reguły nie angażowali się w prace społeczne, swój czas poświęcając w całości na problemy z zapewnieniem sobie i rodzinie godnego statusu materialnego. Jak już go osiągnęli na Wyspach, to część emigracji zaczęła realizować się w pracy społecznej. Mogli sobie pozwolić na poświęcenie swego czasu wolnego na rozwijanie aktywności w innych, niezarobkowych dziedzinach.

Myślę, że jest to bardzo pozytywne zjawisko. Sądzę, że podobny proces możliwy jest do osiągnięcia także w Polsce, jeśli poziom życia ogółu obywateli podniesie się i większe grupy ludzi uzyskają stabilizację finansową. Wtedy więcej osób, po zaspokojeniu podstawowych potrzeb konsumpcyjnych, mogłoby sobie pozwolić na poświęcenie swojego czasu dla dobra ogółu. Byłoby to korzystne dla społeczeństwa i szczególnie widoczne w takich dziedzinach, jak samorządy, organizacje pozarządowe, kultura, rozrywka i turystyka. Aktywność organizacji polonijnych i chęć świadczenia wolontariatu dla swej społeczności odbieram jako ujawnienie się potencjału drzemiącego w polskim społeczeństwie. Potencjału, który wyzwala się, kiedy tylko rodziny uzyskują stabilizację finansową. Te 1,5 miliona Polaków można traktować jako eksperyment obrazujący, jaką dodatkową energię można wyzwolić z korzyścią dla całego polskiego społeczeństwa, jeśli należycie zadba się o kwestie ekonomiczne. W tym świetle wyraźnie widać, że ład ekonomiczny jest jedną z najważniejszych spraw dla rozwoju kulturowego i cywilizacyjnego wspólnoty narodowej.

Negatywne oddziaływanie „tubylców”

Po kilku latach pobytu na Wyspach nabrałem bardzo krytycznego stosunku do „tubylców” i nie jestem w tym odosobniony wśród polskiej emigracji. Brytyjczycy tworzą społeczeństwo post-cywilizacyjne. Jest mi osobiście trudno mówić o ich kulturze, bo trudno mi ją dostrzec – szczególnie odnosi się to do młodego pokolenia. Nie dostrzegam ciągłości pokoleń. Pokolenie urodzone po wojnie inaczej wygląda i zachowuje się, niż pokolenie w wieku produkcyjnym, a pokolenie wchodzące właśnie w wiek produkcyjny jest całkiem nieprzystosowane do życia w społeczeństwie.

Najstarsze pokolenie tworzą Brytyjczycy, jakich obraz przechowujemy w swoich stereotypach i dowcipach: z rezerwą, starannie ubrani, flegmatyczni, o specyficznym poczuciu humoru. Pokolenie w wieku produkcyjnym nie jest bardzo charakterystyczne, niewiele się różni od tego na Kontynencie. To, co jest w nim specyficzne, to nadużywanie alkoholu i cotygodniowe weekendowe wypady do barów (pubów). Instytucja rodziny jest w rozsypce, a ludzie większość swego czasu wolnego spędzają w barach, pijąc ze znajomymi lub przypadkowymi ludźmi. Swoistą normą w najniższej i najliczniejszej warstwie pracowniczej jest spotykanie się w barach ludzi w ubraniach roboczych, którzy do domu wracają tylko po to, żeby się wyspać. Alkoholizm jest plagą wśród poddanych królowej, do której dochodzi jeszcze jeden z najwyższych poziomów konsumpcji narkotyków na świecie.

Najmłodsze pokolenie jest, moim zdaniem, wyjątkowe. Gazety brytyjskie piszą o nim jako o „pokoleniu bez pracy”, któremu obca jest kultura pracy. Ci ludzie nie są nauczeni sumiennej pracy, nauczyli się korzystać ze świadczeń socjalnych, a jak już znajdą jakąś pracę, to z reguły szybko ją tracą. Jest to pokolenie, które spożywa wielkie ilości alkoholu i używek. Według statystyk ONZ Szkocja jest na pierwszym miejscu pod względem liczby przestępstw na tle narkotykowym w przeliczeniu na liczbę mieszkańców. Takie kraje, jak Meksyk i Kolumbia, są daleko w tyle. Młodzi używają życia i unikają pracy. Nowy konserwatywny rząd stara się to zmienić i już wywołało to agresywne demonstracje młodzieży na ulicach Londynu.

Dominuje rozwiązłość i konsumpcja wśród wchodzących w dorosłe życie. Wielka Brytania jest na I miejscu na świecie w rankingu nieletnich matek. W każdej miejscowości, nawet na wsi, spotyka się dziewczynki w wieku 12 lat z pełnym makijażem i bardzo wyzywająco ubrane. 12-letnia matka nie jest w tym kraju rzadkością. Dziewczynki same się tak nie ubierają – to media lansują odpowiednie wzorce, a brytyjskie matki je wcielają w życie już od pierwszych klas szkoły podstawowej. Sądzę, że po upadku tradycyjnych wartości jedyną filozofią życiową, jaka ma się dobrze, jest czysty, niczym nieskażony hedonizm. Sfera seksualności jest bardzo ważna i dzieci są w nią wprowadzane w szkołach od pierwszych klas.

Takie środowisko oddziałuje na Polaków w Wielkiej Brytanii. Szczególnie łatwo przyswajane są hedonistyczne wzorce i stosowanie używek. Sprzyja temu rozbicie społeczeństwa brytyjskiego na sumę niezależnych jednostek. Nikt się nie interesuje się drugą osobą, jak to jest przyjęte w społecznościach demokratycznych. Na Wyspach niedopuszczalne przez liberalną poprawność polityczną jest jakiekolwiek zwracanie komuś uwagi lub wygłaszanie swej opinii o zachowaniu innych w miejscu publicznym. Taka norma likwiduje kolejny hamulec popędów, jakim jest opinia społeczna. W dodatku wielu Polaków przebywa z dala od swych rodzin, sąsiadów i znajomych, a to powoduje, ze pozwalają sobie na zachowania, jakich unikaliby w miejscu swego stałego pobytu. Dużo lepiej przedstawia się sprawa z rodzinami, które w całości wyjechały. Rodziny są mniej podatne na przyswajanie negatywnych wzorców.

Polskie dzieci w Wielkiej Brytanii

Dzieci są szczególnie wrażliwe na wpływ i sugestie otoczenia. Przebywając na Wyspach upodabniają się dość szybko do swych brytyjskich rówieśników, zarówno wyglądem, jak i zachowaniem i mentalnością.

Małe dzieci, które nie miały możliwości poznania szkoły polskiej, bardzo szybko wchodzą w brytyjskie środowiska rówieśnicze i przyswajają sobie tamte zachowania społeczne. Nie używają w ogóle zwrotów grzecznościowych: „pan”, „pani”, wobec starszych. Zdecydowana większość przyjęła manierę zwracania się per „ty”. Jest to zapożyczenie językowe i kulturowe, ale też naśladownictwo rodziców. Polskie dzieci, które od najmłodszych lat chodzą do szkół brytyjskich, łatwiej wypowiadają się w języku angielskim niż w polskim. Wypowiedzi w języku polskim czasem sprawiają im trudność. Nie znają większości rzadziej używanych słów polskich. Jeśli rodzice nie posyłają swych dzieci do polskich szkół społecznych i nie pracują z dziećmi w domu, to język polski staje się już w drugim pokoleniu językiem drugim. Najmłodsi w zabawach z rówieśnikami, nawet polskimi, używają do wyrażenia emocji angielskich wyrażeń, które są im bliższe, bardziej zrozumiałe i bardziej naturalne niż polskie.

Dużo jest w tym winy rodziców. Polacy generalnie nie szanują swego języka i nie doceniają jego roli w utrzymywaniu polskiej tożsamości w nowym pokoleniu. Szczególnie wśród ludzi z niższym wykształceniem nie docenia się tradycji i kultury polskiej, które są znane bardzo pobieżnie.

Po kilku latach pobytu na Wyspach szanse na powrót do polskiej szkoły znacznie maleją. Poziom brytyjskiej edukacji elementarnej jest zatrważająco niski. Dzieci nie posiadają prawie żadnej wiedzy. Do 16. roku życia, czyli do końca obowiązkowej edukacji, zawsze zdają do kolejnej klasy, niezależnie od tego, czy opanowały jakieś umiejętności, czy nie. Polskie dzieci, które przenoszą się tam z polskich szkół, przez pierwsze lata nic nie muszą robić, by być najlepszymi uczniami. Nawet jeśli w Polsce nimi nie były. Po kilku latach nic nierobienia poziom się zwykle wyrównuje. Z punktu widzenia polskiej edukacji są to stracone lata.

Nowy żargon [slang] polsko-angielski

Wśród emigracji polskiej, która przeważnie słabo zna język angielski, wykształcił się specyficzny żargon [bo nie jest to ani gwara, ani dialekt – red.]. Jest on mieszanką polskiej składni oraz polskich i angielskich słów, odmienianych zgodnie z polskimi regułami odmiany. Brytyjczyk nieznający dobrze języka polskiego ani Polak nieznający dobrze angielskiego nie są w stanie zrozumieć tych ludzi. Prawdą jest, że nie mówią oni dobrze w żadnym języku, nawet w swoim ojczystym.

Zapożyczone angielskie słówka, odmieniane według polskich zasad, tworzą konglomerat zależny od środowiska i charakteru pracy, jaką się wykonuje. Z reguły są to słówka potrzebne do porozumienia się w pracy i najprostsze zwroty z języka angielskiego. Wśród wielu emigrantów panuje swoista moda wciskania jak największej liczby słówek angielskich w wypowiadane zdania. Często z wadliwą wymową angielską, tak że nawet Polak znający język angielski musi wykazać się domyślnością, by to zrozumieć.

Na Wyspach nie ma presji do nauki języka angielskiego wśród dorosłych Polaków, bo jest ich tak dużo, że wszędzie, nawet w małych miejscowościach, słychać język polski na ulicach. W prostej pracy fizycznej wystarczą podstawowe zwroty lub chociaż jedna osoba lepiej znająca język angielski, która wciela się w rolę tłumacza. Polacy bardzo często tworzą na Wyspach zamknięte ze względu na barierę językową środowiska. W nich porozumiewają się tą „nowomową”.

Scenariusze dla polskiej emigracji

Trzeba pamiętać, że jest to emigracja ekonomiczna. Większość z emigrantów podejmuje decyzje w zależności od sytuacji ekonomicznej. Ludzie po czterdziestce już raczej z Wysp Brytyjskich nie wyjadą, chyba że na emeryturę wrócą do Polski. Z rozmów z nimi wynika, że nie mają zamiaru i ochoty stresować się walką o zapewnienie sobie podstawowej egzystencji w Polsce, bo łatwiej jest na emigracji. Na Wyspach życie jest spokojniejsze, ludzie są nauczeni bycia miłymi wobec siebie. Oczywiście nie zawsze dotyczy to środowisk polskich i stosunków Polaków między sobą. Te bywają różne.

Dzieci emigrantów, które spędziły już kilka lat za granicą, raczej w większości nie wrócą do Polski, bo nie dadzą sobie rady z większym stresem, większymi wymaganiami i wyższym poziomem nauczanie w szkołach polskich. Czują się obco w Polsce, a coraz mniej obca jest dla nich Wielka Brytania. Ze względu na różnice w nauczaniu, wielu rodziców chce, żeby ich dzieci skończyły edukację za granicą. Jest to jednak długi czas i to czas formowania się młodego człowieka. Ta młodzież będzie miała olbrzymie kłopoty by odnaleźć się potem w Polsce, jeśli w ogóle będzie chciała opuścić Wyspy Brytyjskie. Sądzę, że większość młodzieży pozostanie już na Wyspach.

Jest też dość spora grupa emigrantów, która – gdyby miała szansę utrzymać swój status materialny na podobnym poziomie po powrocie do kraju – to szybko by powróciła. Wszystko zależy do polskiej ekonomii. Polska może stracić wielu obywateli, a także ich dzieci, które wychowa brytyjska szkoła i rówieśnicy. Emigranci to ludzie młodzi, w wieku produkcyjnym. Ze względu na łatwiejsze życie, małżeństwa mają średnio trójkę dzieci, czyli więcej niż w Polsce. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że polskie społeczeństwo starzeje się w tempie jednym z najszybszych w Europie, to aż tak duży ubytek ludności czynnej zawodowo odciśnie się mocno na wydatkach publicznych i ekonomii kraju już w najbliższym czasie. Chyba że Polsce uda się przyciągnąć swych obywateli z powrotem.

Emigranci, wracając wraz z całymi rodzinami i często także z uzbieranym kapitałem, mogą swoją przedsiębiorczością i aktywnością mocno pobudzić polską gospodarkę z korzyścią dla całego społeczeństwa polskiego. Zamiast określać emigrację jako stratę ekonomiczną i demograficzną, można spróbować wykorzystać ją jako szansę dla Polski. W Polsce nie było dla nich pracy i najbardziej energiczni zdecydowali się na wyjazd za granicę. Jeśli sytuacja na rynku pracy w ojczyźnie się poprawi, to zamiast ściągać imigrantów z innych krajów, należy zachęcać Polaków do powrotów. Wielu polskich emigrantów, powracając wraz z dobytkiem, wpłynie stymulująco na rozwój polskiej gospodarki. W pierwszej kolejności – na rynek nieruchomości.

Artykuł ukazał się drukiem w „Zeszytach Społecznych KIK” 2011.