|
Przed wyborami prezydenckimi, w czasie wyborczej kampanii pozwoliłem sobie na
spekulacje, że Donaldowi Tuskowi wcale nie musi zależeć na zwycięstwie
Bronisława Komorowskiego. Wielu twierdziło, że moje dywagacje nie są prawdziwe,
gdyż Platforma jest jednością i obawa przed rządami PiS przeważa nad wszystkim.
Tymczasem monopol władzy, jaki osiągnęła Platforma, już jej się odbija czkawką.
Mimo przychylnych sobie mediów politycy tej partii nie potrafią już uzasadnić
wszystkich swoich niepowodzeń „przeszkadzaniem” w wykonaniu Jarosława
Kaczyńskiego. Nawet kluczowy autorytet „Gazety Wyborczej” Leszek Balcerowicz
totalnie skrytykował projekty reformy emerytalnej rządu, polegające na przejęciu
pełnej kontroli nad składkami emerytalnymi Polaków. Balcerowicz krzyczał: „Nie
można Polaków traktować jak stada baranów. (…) Ta ustawa nie może przejść. No
pasaran!” (M. Bojanowski, Nie ruszać OFE? No pasaran!”, „Gazeta Wyborcza”
7 stycznia 2011, s. 1). Manipulacje księgowe, mające rzekomo obniżyć deficyt
polskich finansów publicznych są kuriozalne, a na łamach wpływowych pism
ekonomicznych typu „Financial Times” pomysły te poddano totalnej krytyce.
Monopol władzy, z jakim mamy do czynienia wbrew pozorom nie musi prowadzić do
wzmocnienia jedności obozu władzy. Widać to bardzo wyraźnie na pogarszających
się relacjach między obozem prezydenckim a obozem rządowym. Krytyka zamieszczona
na łamach „Gazety Wyborczej” musi być również z trwogą odebrana w obozie Donalda
Tuska.
Najbardziej spektakularna różnica zdań między prezydentem i premierem
dotyczyła oceny raportu MAK w sprawie katastrofy smoleńskiej, jaka wystąpiła
między prezydentem Komorowskim i premierem Tuskiem. Tusk miał stwierdzić, że
ustalenia rosyjskie co do katastrofy są nie do przyjęcia dla Polski, prezydent
publicznie przekonywał, że główna wina leży po stronie Polaków. Nie ulega
wątpliwości, że Komorowski od początku swojej prezydentury starał się być bliżej
obozu lewicy, który umownie nazwałbym „obozem „Gazety Wyborczej”. Generał
Jaruzelski na salonach prezydenckich, Adam Michnik jako kawaler Orderu Orła
Białego – to symboliczne wyrazy tej tendencji. Ewentualne samodzielne ruchy
Tuska mogą być zatem przez środowisko Adama Michnika skutecznie torpedowane za
pomocą prezydenta Komorowskiego. Nie ulega wątpliwości, że takim policzkiem dla
rządu było skierowanie przez prezydenta do Trybunału Konstytucyjnego ustawy o
redukcjach etatów w administracji państwowej. Oczywiście formalnym powodem jest
stwierdzenie, że mamy tu do czynienia z bublem prawnym. Jednakże Bronisław
Komorowski nie miał żadnych skrupułów, by przed kilkoma miesiącami podpisać
totalnie wadliwą ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej, dodajmy, ustawę ze
względów formalnych później wielokrotnie nowelizowaną przez obecny parlament.
Skierowanie ustawy o redukcjach w administracji może być uważane jako przejaw
roztropności prezydenta zatroskanego o ład prawny w Rzeczpospolitej, dodajmy –
prezydenta który nie chce mocnym wetem uderzyć w rząd Platformy Obywatelskiej. Z
drugiej jednak strony skierowanie ustawy do Trybunału wiąże ręce rządowi, wszak
rozstrzygnięcia nie można się spodziewać bardzo szybko, a budżet na ten rok
trzeba zrealizować. Gdyby prezydent ustawę zawetował, rząd szybko mógłby napisać
nową, poprawioną ustawę i przez to osiągnąć zaplanowane oszczędności na 2011
rok. Po drugie, Bronisław Komorowski zdaje sobie sprawę, że społeczeństwo raczej
przychylnie patrzy na redukcje w biurokracji, dlatego skierowanie ustawy do
Trybunału chroni go przed krytyką, że głowa państwa blokuje debiurokratyzację
Polski. Niektórzy politycy, w tym z otoczenia rządu, mówią o samodzielności
głowy państwa, o braku konfliktu na linii premier – prezydent, inni twierdzą, że
jest to pozorny konflikt wyreżyserowany na potrzeby mediów. Ale czy tak jest na
pewno?
Nie ulega wątpliwości, że Donald Tusk boleśnie odczuł decyzję prezydenta.
Wszak nazwanie ustawy rządowej mianem „bubla prawnego” musi boleć. Można się
zatem nawet spodziewać w najbliższym czasie zaostrzenia konfliktu wewnątrz PO.
Być może coraz głośniejsza dyskusja i różne rewelacje dotyczące rosyjskich
błędów w śledztwie smoleńskim są pokłosiem narastającego konfliktu. Jeśli stan
napięcia by się nasilił, moglibyśmy doczekać analogicznej sytuacji jak za czasów
rządów Leszka Millera. Monopol władzy SLD nie uchronił tego obozu (a wręcz
przeciwnie) od totalnej wojny domowej na lewej flance sceny politycznej (afera
Rywina i pochodne), co doprowadziło lewicę i zaplecze „Gazety Wyborczej” do
klęski politycznej. Oczywiście do takiego skonfliktowania w obozie Platformy
jeszcze daleko, ale premier Tusk dostał jasny sygnał, że jeśli nie będzie
pokorny, w każdej chwili może zostać skarcony.
Można sobie postawić pytanie, po której stronie jest więcej atutów w
ewentualnej przyszłej rozgrywce: po stronie prezydenta czy premiera? Władzę ma
większą premier Tusk, jednakże od strony wizerunkowej (a o to w PO toczy się
najważniejszy bój od wielu lat) prezydent Komorowski z natury będzie wypadał
lepiej. Funkcja głowy państwa polega nade wszystko na działaniach
reprezentacyjnych, zatem Komorowskiemu bardzo trudno będzie zredukować poparcie
społeczne. Tusk odpowiada za stan gospodarki, co przy kryzysie finansowym będzie
tworzyć coraz głębsze rysy na wizerunku premiera. Groźba wycofania poparcia
Platformy dla Komorowskiego w następnych wyborach prezydenckich jest mało
poważna, wszak prezydent może z bliskich sobie polityków PO stworzyć
alternatywną partię z poparciem „Gazety Wyborczej”, partię, która przełamie
monopol Platformy w liberalnej części sceny politycznej.
Oczywiście można wysnuć jeszcze inny wniosek. Reżyserzy polityki polskiej
(których Stanisław Michalkiewicz nazywa mianem „starszych i mądrzejszych”)
przygotowują się na wariant upadku Platformy Obywatelskiej związanego ze
zbliżającymi się trudnościami gospodarczymi kraju. Szykowanie alternatywy
politycznej może być związane z osobą Bronisława Komorowskiego, który, powtórzmy
to raz jeszcze, z racji urzędu może budować łagodny wizerunek, stosując
wyszukaną krytykę poczynań rządu. Oczywiście taki scenariusz musi się nie
podobać Donaldowi Tuskowi, pytanie tylko, czy znajdzie on sposób na to, aby mu
przeciwdziałać. Tak czy inaczej możemy się spodziewać przynajmniej przejściowego
wzrostu napięcia na linii Tusk – Komorowski, co może nie za dobrze wróżyć PO na
tegoroczne wybory parlamentarne.
|