Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Jan Paweł II
i o. Krąpiec

Galeria foto
Multimedia
Mirosław Król
Św. Andrzej Bobola
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Św. Andrzej Bobola
Mirosław Król
Ks. Piotr Skarga
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Ks. Piotr Skarga
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realna Polska
prof. Mieczysław Ryba 2011-01-12

Tusk – Komorowski: Pierwsze przejawy konfliktu

Przed wyborami prezydenckimi, w czasie wyborczej kampanii pozwoliłem sobie na spekulacje, że Donaldowi Tuskowi wcale nie musi zależeć na zwycięstwie Bronisława Komorowskiego. Wielu twierdziło, że moje dywagacje nie są prawdziwe, gdyż Platforma jest jednością i obawa przed rządami PiS przeważa nad wszystkim. Tymczasem monopol władzy, jaki osiągnęła Platforma, już jej się odbija czkawką. Mimo przychylnych sobie mediów politycy tej partii nie potrafią już uzasadnić wszystkich swoich niepowodzeń „przeszkadzaniem” w wykonaniu Jarosława Kaczyńskiego. Nawet kluczowy autorytet „Gazety Wyborczej” Leszek Balcerowicz totalnie skrytykował projekty reformy emerytalnej rządu, polegające na przejęciu pełnej kontroli nad składkami emerytalnymi Polaków. Balcerowicz krzyczał: „Nie można Polaków traktować jak stada baranów. (…) Ta ustawa nie może przejść. No pasaran!” (M. Bojanowski, Nie ruszać OFE? No pasaran!”, „Gazeta Wyborcza” 7 stycznia 2011, s. 1). Manipulacje księgowe, mające rzekomo obniżyć deficyt polskich finansów publicznych są kuriozalne, a na łamach wpływowych pism ekonomicznych typu „Financial Times” pomysły te poddano totalnej krytyce. Monopol władzy, z jakim mamy do czynienia wbrew pozorom nie musi prowadzić do wzmocnienia jedności obozu władzy. Widać to bardzo wyraźnie na pogarszających się relacjach między obozem prezydenckim a obozem rządowym. Krytyka zamieszczona na łamach „Gazety Wyborczej” musi być również z trwogą odebrana w obozie Donalda Tuska.

Najbardziej spektakularna różnica zdań między prezydentem i premierem dotyczyła oceny raportu MAK w sprawie katastrofy smoleńskiej, jaka wystąpiła między prezydentem Komorowskim i premierem Tuskiem. Tusk miał stwierdzić, że ustalenia rosyjskie co do katastrofy są nie do przyjęcia dla Polski, prezydent publicznie przekonywał, że główna wina leży po stronie Polaków. Nie ulega wątpliwości, że Komorowski od początku swojej prezydentury starał się być bliżej obozu lewicy, który umownie nazwałbym „obozem „Gazety Wyborczej”. Generał Jaruzelski na salonach prezydenckich, Adam Michnik jako kawaler Orderu Orła Białego – to symboliczne wyrazy tej tendencji. Ewentualne samodzielne ruchy Tuska mogą być zatem przez środowisko Adama Michnika skutecznie torpedowane za pomocą prezydenta Komorowskiego. Nie ulega wątpliwości, że takim policzkiem dla rządu było skierowanie przez prezydenta do Trybunału Konstytucyjnego ustawy o redukcjach etatów w administracji państwowej. Oczywiście formalnym powodem jest stwierdzenie, że mamy tu do czynienia z bublem prawnym. Jednakże Bronisław Komorowski nie miał żadnych skrupułów, by przed kilkoma miesiącami podpisać totalnie wadliwą ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej, dodajmy, ustawę ze względów formalnych później wielokrotnie nowelizowaną przez obecny parlament. Skierowanie ustawy o redukcjach w administracji może być uważane jako przejaw roztropności prezydenta zatroskanego o ład prawny w Rzeczpospolitej, dodajmy – prezydenta który nie chce mocnym wetem uderzyć w rząd Platformy Obywatelskiej. Z drugiej jednak strony skierowanie ustawy do Trybunału wiąże ręce rządowi, wszak rozstrzygnięcia nie można się spodziewać bardzo szybko, a budżet na ten rok trzeba zrealizować. Gdyby prezydent ustawę zawetował, rząd szybko mógłby napisać nową, poprawioną ustawę i przez to osiągnąć zaplanowane oszczędności na 2011 rok. Po drugie, Bronisław Komorowski zdaje sobie sprawę, że społeczeństwo raczej przychylnie patrzy na redukcje w biurokracji, dlatego skierowanie ustawy do Trybunału chroni go przed krytyką, że głowa państwa blokuje debiurokratyzację Polski. Niektórzy politycy, w tym z otoczenia rządu, mówią o samodzielności głowy państwa, o braku konfliktu na linii premier – prezydent, inni twierdzą, że jest to pozorny konflikt wyreżyserowany na potrzeby mediów. Ale czy tak jest na pewno?

Nie ulega wątpliwości, że Donald Tusk boleśnie odczuł decyzję prezydenta. Wszak nazwanie ustawy rządowej mianem „bubla prawnego” musi boleć. Można się zatem nawet spodziewać w najbliższym czasie zaostrzenia konfliktu wewnątrz PO. Być może coraz głośniejsza dyskusja i różne rewelacje dotyczące rosyjskich błędów w śledztwie smoleńskim są pokłosiem narastającego konfliktu. Jeśli stan napięcia by się nasilił, moglibyśmy doczekać analogicznej sytuacji jak za czasów rządów Leszka Millera. Monopol władzy SLD nie uchronił tego obozu (a wręcz przeciwnie) od totalnej wojny domowej na lewej flance sceny politycznej (afera Rywina i pochodne), co doprowadziło lewicę i zaplecze „Gazety Wyborczej” do klęski politycznej. Oczywiście do takiego skonfliktowania w obozie Platformy jeszcze daleko, ale premier Tusk dostał jasny sygnał, że jeśli nie będzie pokorny, w każdej chwili może zostać skarcony.

Można sobie postawić pytanie, po której stronie jest więcej atutów w ewentualnej przyszłej rozgrywce: po stronie prezydenta czy premiera? Władzę ma większą premier Tusk, jednakże od strony wizerunkowej (a o to w PO toczy się najważniejszy bój od wielu lat) prezydent Komorowski z natury będzie wypadał lepiej. Funkcja głowy państwa polega nade wszystko na działaniach reprezentacyjnych, zatem Komorowskiemu bardzo trudno będzie zredukować poparcie społeczne. Tusk odpowiada za stan gospodarki, co przy kryzysie finansowym będzie tworzyć coraz głębsze rysy na wizerunku premiera. Groźba wycofania poparcia Platformy dla Komorowskiego w następnych wyborach prezydenckich jest mało poważna, wszak prezydent może z bliskich sobie polityków PO stworzyć alternatywną partię z poparciem „Gazety Wyborczej”, partię, która przełamie monopol Platformy w liberalnej części sceny politycznej.

Oczywiście można wysnuć jeszcze inny wniosek. Reżyserzy polityki polskiej (których Stanisław Michalkiewicz nazywa mianem „starszych i mądrzejszych”) przygotowują się na wariant upadku Platformy Obywatelskiej związanego ze zbliżającymi się trudnościami gospodarczymi kraju. Szykowanie alternatywy politycznej może być związane z osobą Bronisława Komorowskiego, który, powtórzmy to raz jeszcze, z racji urzędu może budować łagodny wizerunek, stosując wyszukaną krytykę poczynań rządu. Oczywiście taki scenariusz musi się nie podobać Donaldowi Tuskowi, pytanie tylko, czy znajdzie on sposób na to, aby mu przeciwdziałać. Tak czy inaczej możemy się spodziewać przynajmniej przejściowego wzrostu napięcia na linii Tusk – Komorowski, co może nie za dobrze wróżyć PO na tegoroczne wybory parlamentarne.