Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Jan Paweł II
i o. Krąpiec

Galeria foto
Multimedia
Mirosław Król
Św. Andrzej Bobola
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Św. Andrzej Bobola
Mirosław Król
Ks. Piotr Skarga
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Ks. Piotr Skarga
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realna Polska
prof. Mieczysław Ryba 2011-02-18

Donald Tusk w opałach

W większości mediów pojawiają się ostatnio informacje o kryzysie, jaki przeżywa Platforma Obywatelska, a zarazem o kłopotach, które dotknęły premiera Donalda Tuska. Przyczyny spadku popularności są dość oczywiste: chaos na kolei, kryzys finansów państwa, skandale wokół raportu MAK. Pozostaje wszakże pytanie, dlaczego właśnie teraz Platforma nie potrafi sobie z tą sytuacją poradzić?

PO przeżyła przecież niemal bez szwanku różnorakie afery i wpadki, światowy kryzys finansowy, a dziś – mimo totalnej dominacji w mediach – nie jest w stanie prosto sprzedać społeczeństwu, że wszystkiemu jest winna opozycja. Tymczasem mało kto diagnozuje, że pierwotne przyczyny dzisiejszego kryzysu Platformy tkwią również – o paradoksie! – w jej sukcesie w wyborach prezydenckich. Otóż elekcja Bronisława Komorowskiego kompletnie obnażyła fałsz twierdzenia, że PO chce coś zrobić, tylko prezydent wszystko blokuje. Prezydent jest z Platformy, a jak widzimy, w kraju zamiast zmian na lepsze mamy coraz więcej kłopotów. Ponadto na sytuację, w jakiej znalazł się Donald Tusk, wpłynęły jego decyzje podjęte tuż po aferze hazardowej. Pozbawienie stanowisk Mirosława Drzewieckiego i Zbigniewa Chlebowskiego oraz przesunięcie Grzegorza Schetyny z funkcji wicepremiera na marszałka Sejmu spowodowały głęboki podział w PO. Tusk nie był wówczas w stanie zepchnąć w niebyt Schetyny, polityka, który przez całe lata pracował na gwiazdę Tuska. Lider dolnośląskiej Platformy poczuł się bardzo dotknięty posunięciami premiera.

„Premier Schetyna” brzmi... prawdopodobnie

Uderzenie w ludzi Schetyny było bardzo mocne, zatem okopał się on na pozycji marszałka Sejmu, budując z wolna swoją potęgę, która dziś mocno doskwiera Tuskowi. Marszałek Sejmu w Polsce ma dość wygodną z punktu widzenia PR-u pozycję, gdyż nie pojawia się w sytuacjach konfliktowych, które ze względu na kryzys finansowy coraz częściej zdarzają się ministrom i samemu premierowi. Zatem im więcej problemów ma rząd, tym bardziej słabnie pozycja Tuska, a wzrastają akcje Schetyny. Ostateczna konfrontacja obu liderów PO nastąpi podczas jesiennych wyborów parlamentarnych. Mamy już do czynienia z ostrą walką o kolejność na poselskich listach. Sytuacja wewnętrznego konfliktu mocno osłabia Platformę, dlatego Tusk chce mieć listy domknięte już na wiosnę, by osłabić wewnętrzne spory. Jednak nie ulega wątpliwości, że jeśli wynik PO w jesiennych wyborach będzie względnie niski, Schetyna może pokusić się o próbę zmiany na fotelu lidera partii. Już dziś powszechnie się mówi, że premierem przyszłego rządu mógłby zostać właśnie Grzegorz Schetyna.

Naciski doradców z UW

Donald Tusk musi odczuwać lęk jeszcze z jednego powodu. Nie ma on już tak silnego wsparcia wśród reżyserów polskiej sceny politycznej, szczególnie tych związanych z „Gazetą Wyborczą” i TVN. Bardzo ostre ataki Leszka Balcerowicza oraz Aleksandra Smolara na rząd jasno sugerują, że w dawnym środowisku Unii Wolności planowane są ruchy w kierunku przetasowania sceny politycznej. Mogą tu wchodzić w grę również dawne urazy związane z konfliktami wewnętrznymi w Unii Wolności, z której Tusk wyszedł. Wydaje się, że dla „Gazety Wyborczej” i TVN polska polityka powinna jeszcze bardziej, niż to miało miejsce do tej pory, skręcić w lewo. Dlatego bardzo mocno eksponuje się Grzegorza Napieralskiego i SLD, twierdząc, że postkomuniści osiągają szczytowe poparcie w sondażach. Marek Balicki oświadczył, iż koalicja SLD z PO będzie możliwa, ale Sojusz zażąda realnych zmian w prawodawstwie w kwestiach ściśle etycznych, jak np. dostęp do aborcji.

Niebezpieczny skręt w lewo

„Gazeta Wyborcza” 14 lutego (walentynki) ogłosiła żądanie przymusowej edukacji seksualnej polskich dzieci. Czytamy: „Edukacja seksualna powinna być obowiązkowa. Może opóźnić inicjację, może zapobiec zagrożeniom: ciążom, chorobom, przemocy. Uczymy dzieci, jak przechodzić przez ulicę, żeby nie wpaść pod samochód. Tak samo powinniśmy je uczyć, jak sobie radzić z seksem” (Aleksandra Pezda „Lekcje seksu obowiązkowe”, „Gazeta Wyborcza”, 14 lutego 2011). Zaraz za tym idą żądania różnych lewaków dotyczące ustawy o in vitro, małżeństwach homoseksualnych itp. Rząd Tuska, bardzo uległy ostatnio w stosunku do żądań tego rodzaju środowisk (antyrodzinna ustawa o przeciwdziałaniu przemocy, parytety na listach wyborczych, brak jasnej definicji małżeństwa w nowo tworzonym ustawodawstwie), nie jest w przekonaniu lewicy liberalnej dość szybki w realizacji kolejnych pomysłów unijnych inżynierów społecznych. Koalicja PO – SLD zapewniałaby w tym względzie przyspieszone działania. Oczywiście przy narastającym niezadowoleniu społecznym można by nawet się spodziewać, że SLD osiągnąłby na jesieni większy wynik niż PO i miałby swojego premiera. Nie jest też dla nikogo tajemnicą, że o wiele lepszy kontakt z działaczami SLD ma Schetyna niż Tusk. Polska scena polityczna jest zatem po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych projektowana o wiele bardziej na lewo niż było to do tej pory. Musimy pamiętać, że swoją rolę do odegrania w tej układance może też mieć prezydent Bronisław Komorowski. Do tej pory wydawało się, że wspiera on premiera, ale nie jest wykluczone, iż w momencie krytycznym może on zagrać w inny sposób, bardziej odpowiadający jego zespołowi doradców z UW.

Który scenariusz się ziści?

Oczywiście w układance tej tworzony jest również wariant rezerwowy. Joanna Kluzik-Rostkowska zakomunikowała oto, że PJN jest gotowa wejść w koalicję rządową z PO pod warunkiem bardziej liberalnego programu w przestrzeni gospodarczej.

Należy oczywiście brać pod uwagę, że scenariusze szykowane przez lewicę liberalną się nie ziszczą. Szczególnie niebezpieczny jest konflikt wewnętrzny w PO. Należy pamiętać, że przed laty analogiczny konflikt wśród działaczy SLD doprowadził do ujawnienia różnorakich afer i do upadku obozu postkomunistycznego. Tu swoją szansę upatruje Prawo i Sprawiedliwość. Jednakże z uwagi na fakt, że nie ma na razie na scenie partnera koalicyjnego dla PiS, jego powrót do pełni władzy byłby możliwy, gdyby w Polsce ziścił się scenariusz węgierski. Pamiętajmy jednak, że scenariusz ten zrealizował się w Budapeszcie w sytuacji totalnej zapaści gospodarczej i politycznej w kraju.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 18 lutego 2011 roku.