|
W nowej nagonce na ojca Tadeusza Rydzyka w pewnym sensie nie znajdujemy wiele
nowego. Już od dawna w liberalnym świecie wiadomo, że na dyrektora Radia Maryja
można rzucać wszelkie kalumnie i to całkowicie bezkarnie. Można też stosować
szykany prawne, można odbierać raz już przyznane dotacje. Kiedy kapłan próbuje
się bronić, kiedy otwartym głosem krytykuje władze za dyskryminację, rozpoczyna
się nowa nagonka, że szkodzi dobremu obrazowi Polski. Jakby nie rozróżniano
kwestii krytyki władz od interesu państwa polskiego. Najbardziej jednak
szokująca jest skala działań. W kwestii tej wypowiada się sam premier państwa, a
minister spraw zagranicznych wysyła notę do Watykanu. Co do metod nic nowego od
czasów ataków na prymasa Wyszyńskiego również nie wymyślono. Przypomnimy –
prymasa, po liście do biskupów niemieckich, atakowano za prowadzenie „szkodliwej
polityki zagranicznej”, starano się niejednokrotnie zdyskredytować go w oczach
Watykanu. Przerażające przy tym jest, jak niebezpiecznie współczesna władza
zbliża się w swych metodach do metod z czasów komunistycznych. Jeśli na dwa
zdania krytyki odpowiada się tak skomasowaną nagonką, świadczy to właśnie o
władzy, a nie o tym, który odważnie krytykuje rząd. Jeśli oskarża się kapłana,
że ten szkodzi dobremu imieniu Polski, to czym jest pisanie skarg na własnych
obywateli przez ministerstwo spraw zagranicznych? Czy to nie szkodzi dobremu
imieniu ojczyzny? Czy rządzący nie potwierdzają w ten sposób tezy o powrocie do
praktyk totalitarnych rodem z PRL-u?
Wydaje się, że władze na przykładzie ojca Tadeusza ćwiczą kilka wariantów
swojej politycznej strategii. Słowa premiera, że PO nie będzie klękać przed
księżmi mogą być zapowiedzią z jednej strony skandalicznych rozwiązań prawnych
(ustawa o związkach partnerskich), z drugiej strony – skumulowanego ataku na
duchowieństwo. Radio Maryja, najsilniejszy katolicki ośrodek medialny, jest
tutaj problemem, gdyż może ogniskować katolicką opinię publiczną do samoobrony.
Aby skutecznie prowadzić wojnę z Kościołem, należy spacyfikować jego siłę
medialną. Zasada „dziel i rządź” obowiązuje do dziś, dlatego w planowanej wojnie
z Kościołem rządzący chcą nade wszystko dokonać w nim wewnętrznego podziału (!).
Stąd pokazywanie palcem wroga, stąd noty i nagonki.
Musimy przy tym wszystkim pamiętać, że od czasu przejęcia przez koalicję
rządzącą publicznego radia i telewizji, Radio Maryja jest bodaj najsilniejszym
ośrodkiem medialnym, gdzie jeszcze na sposób wolny można krytykować rząd.
Tymczasem rząd, wykazujący potworną nieudolność w wielu podjętych projektach
(niewybudowane drogi, spartaczone stadiony, potężny dług finansów publicznych) –
ten rząd stosuje neogierkowską propagandę sukcesu. Na takiej propagandzie chce
wygrać jesienne wybory. Każdy, kto podważa tę propagandę jest publicznym
wrogiem. Stwierdzenie, że krytykowanie rządu w parlamencie europejskim jest
działaniem antypaństwowym może zostać łatwo przerzucone na czas zbliżającej się
polskiej prezydencji w Unii. Już ktoś zapowiedział, że protesty społeczne w
czasie prezydencji będą szkodzić dobremu wizerunkowi państwa i że należy ich
zaprzestać. W czasie prezydencji każda krytyka rządu może więc zostać uznana za
działanie antypaństwowe. Przypomnijmy, że współczesna władza już pokazuje, iż
„nie pozwoli z siebie kpić”. Zamykano stadiony za antyrządowe banery sporządzone
przez kibiców, służby wpadały do młodego internauty za antyprezydencką stronę
internetową. Przypomnijmy wcześniejsze, poważniejsze akcje – ustawowe uderzenie
w IPN za niepoprawną książkę o Lechu Wałęsie, próba odebrania Uniwersytetowi
Jagiellońskiemu dotacji za magisterium Zyzaka. Zatem odebrane dotacje unijne na
WSKSiM to tylko preludium tego, co posypało się całym strumieniem działań
represyjnych w kraju. I niech ktoś udowodni, że nie przypomina to praktyk
totalitarnych z poprzedniej epoki?
W tej całej czekającej Polskę i Kościół polski konfrontacji jest bardzo
ważne, aby większość katolików zrozumiała, o co toczy się gra. Gra nie toczy się
tylko o wyeliminowanie Radia Maryja z Polskiej przestrzeni publicznej. Chodzi o
coś więcej. Chodzi o rewolucję kulturalną porównywalną do tej, która dokonała
się już dawno w zachodniej Europie. Odpowiedzią na krytykę wyrażoną przez ojca
Rydzyka było oskarżenie katolickiego kapłana o antysemityzm i homofobię.
Ciekawe: ten, kto krytykuje rząd Tuska jest antysemitą i homofobem. Zatem o
nadchodzącej wojnie kulturowej świadczy jawnie deklarowana palikotyzacja obozu
władzy. Owa kulturowa rewolucja ma podłoże socjalistyczne, dlatego metody
terroru, których doświadczamy są jakby wpisane w utopię, która jest wprowadzana.
Przegrana w tej kulturowej wojnie skutkować będzie tym, że dwóch mężczyzn
żyjących pod jednym dachem będzie się nazywać małżeństwem, a uśmiercenie chorego
staruszka nazwą aktem najwyższego miłosierdzia.
Zatem na przeszkodzie dokonania w Polsce rewolucji kulturowej stoi po prostu
Kościół, w tym najsilniejszy katolicki ośrodek medialny – Radio Maryja. Obrona
zatem Radia jest koniecznym warunkiem tego, aby tej kulturowej wojny nie
przegrać. Dzisiejszy atak na ojca Tadeusza Rydzyka i Radio jest tylko pierwszym
etapem ataku na cały Kościół, gdyż ten głosi wizję człowieka całkowicie
sprzeczną z utopijną wizją lansowaną przez rewolucjonistów XXI wieku.
Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z
27 czerwca 2011 roku.
|