|
Z równą determinacją, z jaką bronimy krzyża na sali sejmowej, powinniśmy
strzec respektowania ustawowego zapisu o wartościach chrześcijańskich w mediach,
a także upominać się o dostosowanie do nowych realiów technologicznych koncesji
TV Trwam. Czy mające powstać w najbliższych tygodniach ministerstwo cyfryzacji
będzie nowym politycznym instrumentem upartyjnienia nowych
technologii?
Katolicy i nowe technologie
W latach 90. XX wieku stacje radiowe przeniosły się na częstotliwości nowego
pasma, z czym wiązała się masowa wymiana radioodbiorników. Radio Maryja i stacje
diecezjalne doskonale wywiązały się z zadania popularyzacji nowej technologii,
także wśród tych osób, które bez ich zachęty nie sięgnęłyby łatwo po
elektroniczną nowość.
Katolicy długo czekali na powstanie społeczno-religijnego kanału
telewizyjnego. Nic dziwnego, że z czasem oczekiwania społeczne zwróciły się ku
dynamicznie rozwijającemu się ośrodkowi medialno-edukacyjnemu redemptorystów.
Wśród głosów zachęcających do stworzenia telewizji nie zabrakło samego bł. Jana
Pawła II. Kiedy nowy organizm medialny kształtował się w pierwszych latach
trzeciego tysiąclecia, koncesje na naziemne nadawanie były już dawno podzielone.
Znów sięgnięto po nowoczesną technologię: przekaz satelitarny. Po raz kolejny
pojawienie się religijnego przesłania w mediach elektronicznych, tym razem na
wizji, połączone było z zachętą do sięgnięcia po nowoczesne urządzenie –
odbiornik telewizji satelitarnej.
W krótkim czasie okazało się, że TV Trwam została dobrze przyjęta przez
odbiorców i zyskała sobie stałe miejsce w polskiej mediasferze. Następuje rozwój
jej oferty programowej, rośnie także jej rola w debacie publicznej. Poza
zwykłymi licznymi wyzwaniami, z jakimi muszą się borykać media, program
społeczno-religijny ma dodatkowe. Historia telewizji, a telewizji w Polsce w
szczególności, tak się potoczyła, że zastosowanie tego środka komunikacji do
katolickiej ewangelizacji i umacniania cywilizacji chrześcijańsko-klasycznej
jest wciąż pionierskim zadaniem. Nic dziwnego, że formuła przekazu telewizji
katolickiej w Polsce jeszcze długo będzie musiała się doskonalić.
Co najmniej sześć lat temu został sformułowany postulat wykorzystania,
projektowanej wówczas dopiero, cyfryzacji telewizji naziemnej do powszechnego
udostępnienia jedynego społeczno-religijnego programu telewizyjnego. W
zmieniającej się sytuacji na rynku medialnym to oczekiwanie katolickiej opinii
było podnoszone wielokrotnie na tych łamach. Jednocześnie wskazywałem na
negatywne zjawiska, osłabiające pozycję katolickiego przekazu telewizyjnego,
takie jak: powstanie balansującej na granicy synktetyzmu TV Religia
(funkcjonującej w ramach grupy ITI – której czołowym kanałem jest TVN); tajne
umowy wiążące TVP z telewizjami komercyjnymi, osłabiające prawdopodobnie pozycje
pozostałych nadawców propagujących odbiorniki telewizji satelitarnej; osłabianie
przez czynniki rządowe pozycji telewizji publicznej względem komercyjnej
konkurencji; rezygnacja ze stworzenia cyfrowej platformy satelitarnej TVP.
Mimo skoku na media w wykonaniu Platformy i SLD, wróżącego jak najgorzej
realizacji praw katolików w zakresie komunikacji medialnej, naturalnym sposobem
postępowania było zgłoszenie TV Trwam do konkursu na jedyne cztery wolne miejsca
na pierwszym multipleksie cyfrowym, który będzie powszechnie dostępny w Polsce
już w czerwcu przyszłego roku. Niepojęty efekt postępowania konkursowego i
niewytrzymujące krytyki jego tłumaczenia były już w „Naszym Dzienniku”
relacjonowane. Dodam jedynie kilka nowych szczegółów i obraz zmieniającego się
kontekstu całej sprawy.
Cyfrowe wzmocnienie komercji
Cyfryzacja telewizji w Polsce w zasadzie już się dokonała, i to wcale nie w
ostatnich miesiącach. Miliony Polaków stały się bowiem użytkownikami cyfrowych
platform satelitarnych, wprowadzających stopniowo również dystrybucję obrazu
wysokiej rozdzielczości (HD), wielu innych sięga zaś po wysokiej jakości sygnał
dostarczany przez telewizje kablowe. W tej formie korzysta z telewizji już 70
proc. gospodarstw domowych.
Największym beneficjentem satelitarnej cyfryzacji jest Cyfrowy Polsat (ponad
3,4 mln użytkowników), który stał się równorzędnym wobec macierzystej stacji
telewizyjnej biznesem. W ostatnich dniach dochodzi do połączenia w jednym
konglomeracie imperium medialnego Zygmunta Solorza-Żaka z Polkomtelem
(operatorem sieci komórkowej Plus). Siła ekonomiczna i technologiczna tego
nadawcy telewizyjnego niepomiernie wzrośnie, co zamierza on wykorzystać do
rozwoju – na własnych rzecz jasna zasadach – ultraszybkiego mobilnego Internetu.
Nowoczesne media w Polsce (np. usługa „wideo na żądanie”, która może w
przyszłości zastąpić tradycyjną telewizję) będą rozwijać się w dużej mierze pod
kontrolą twórcy Polsatu.
Jednocześnie wkrótce właściciela może zmienić grupa telewizyjna TVN. Może to
spowodować pojawienie się w polskich mediach elektronicznych zagranicznego
kapitału w większym niż dotychczas wymiarze. Może także doprowadzić do
wytworzenia się drugiego konsorcjum telekomunikacyjno-medialnego z udziałem
takiego kapitału. W tym kontekście wymienia się francuskie Vivendi,
Telekomunikację Polską oraz sugeruje się konsolidację cyfrowych platform
satelitarnych Cyfra+ i N.
Oczywiście telewizje komercyjne nie czekają na efekty tych wielkich
transakcji. Stale zabiegają, aby cyfryzacja telewizji naziemnej pozwoliła im na
umocnienie pozycji na rynku. Do niedawna paraliżowały cały proces. Obecnie
zapewniły sobie możliwość naziemnego cyfrowego nadawania nie tylko programów
ogólnych, ale także kanałów tematycznych, które są rosnącym rynkiem reklamowym.
TVN sięgnął również po wpływ na spółkę STAWKA – jednego z czterech nowych
nadawców, któremu KRRiT dała koncesje na cyfrowym multipleksie.
Nie trzeba przypominać, jaką genezę i profil ideowy mają telewizje komercyjne
w Polsce. Wszechstronne wzmocnienie pozycji nadawców komercyjnych, pojawienie
się kapitału zagranicznego, słabsza pozycja telewizji publicznej i jej
zaprzęgnięcie do destrukcji polskiego obyczaju oznacza w praktyce osłabienie
przy pomocy nierynkowych instrumentów pozycji opinii katolickiej i jej TV Trwam.
W tym kontekście niejasne deklaracje członka KRRiT Witolda Grabosia o miejscu na
multipleksie dla TV Trwam za dwa lata nie mogą usypiać naszej czujności. Już 7
listopada 2012 r. wyłączone zostaną pierwsze nadajniki analogowe. Cyfrowy pakiet
z telewizją publiczną i nowymi nadawcami ma być dostępny w czerwcu 2012 r., zaś
pełne wyłączenie dawnego systemu nadawania nastąpi w lipcu 2013 r. Za dwa lata
cyfryzacyjny tort będzie zatem w pełni podzielony.
Prawa katolików
Wbrew liberalnej utopii państwo musi być tarczą narodu chroniącą jego
fundamentalne dobra, a nie tylko stróżem prywatnych interesów. W kontekście
konsolidacji sfery mediów i telekomunikacji może to oznaczać gruntowne
przemyślenie i połączenie zadań regulacyjnych wypełnianych dotychczas przez
KRRiT i UKE, dzielących między siebie nadzór nad treściami i technologiami.
Dodatkowo zapowiadane jest powstanie osobnego ministerstwa zajmującego się
problematyką szeroko pojętej cyfryzacji. Czy nie będzie ono służyło uproszczeniu
politycznego sterowania sferą komunikacji społecznej?
W związku z upartyjnieniem i ideologizacją tych państwowych struktur
konieczne jest głośne upominanie się o fundamentalne prawa katolików. Z równą
determinacją, z jaką bronimy krzyża na sali sejmowej, powinniśmy strzec
respektowania ustawowego zapisu o wartościach chrześcijańskich w mediach, a
także upominać się o dostosowanie do nowych realiów technologicznych koncesji TV
Trwam. W świetle preambuły do ustawy medialnej każde zaprezentowanie przez media
publiczne agresji „palikotyzmu” bez chrześcijańskiego komentarza jest aktem
niepraworządności. Także sprawy miejsca na multipleksie nie należy traktować
jako kwestii partykularnej, ale jako akt sprawiedliwości pierwszorzędnej wagi.
Ostatnie decyzje Krajowej Rady do dawnych niesprawiedliwości – oddania mediów
elektronicznych w ręce wyznawców światopoglądu laickiego – dokładają nową:
cyfrowe wykluczenie katolików.
Uruchomić siłę społeczną
Istotnym kontekstem, w którym przychodzi nam skonstatować fakt wepchnięcia
katolików w sytuację technologicznej alienacji jest niedawna porażka wyborcza
prawicy. Przy obecnym stanie arytmetyki sejmowej trudno spodziewać się prawnego
i decyzyjnego wsparcia medialnych aspiracji katolików przez większość
parlamentarną. Dotyczy to także prezydenckiego ośrodka władzy wykonawczej. Zanim
pojawi się kolejna szansa na zmianę polityczną pocyfryzacyjny kształt ładu
medialnego będzie już ukształtowany i utwierdzony praktyką codziennego
funkcjonowania.
Trudno w takich okolicznościach przyjąć postawę wyczekującą. Niedoskonałości
siły politycznej powinniśmy skompensować demonstracją siły społecznej. Jest ona
niemała, czego dowodzi poparcie dla projektu ustawy w pełni chroniącej życie
ludzkie (600 tys. podpisów zebranych w krótkim czasie) oraz skuteczne protesty w
sprawie zaangażowania Nergala w telewizji publicznej. Siła masowego poruszenia
połączona z mocnymi głosami pasterzy jest nie do przecenienia. Lokalne koalicje
katolików na rzecz respektowania chrześcijańskiego obyczaju w mediach mogą
odwoływać się nie tylko do bliskiej wspólnoty, którą współtworzą słuchacze jako
Rodzina Radia Maryja, ale także do elementarnego poczucia sprawiedliwości. Łączy
ono obecnie wielu ludzi w spontanicznym odruchu sprzeciwu wobec ofensywy
„palikotyzmu”.
Skrócona wersja artykułu ukazała się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 15
listopada 2011.
|