Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Jan Paweł II
i o. Krąpiec

Galeria foto
Multimedia
Mirosław Król
Św. Andrzej Bobola
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Św. Andrzej Bobola
Mirosław Król
Ks. Piotr Skarga
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Ks. Piotr Skarga
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realna Polska
Radosław Brzózka 2011-03-22

Panteon medialny czy narodowy?

Manipulacje wokół funkcjonowania mediów mają wpłynąć na wynik zbliżających się wyborów parlamentarnych. Służą jednak także osłabianiu wymowy narodowych symboli oraz kreowaniu innych „autorytetów” i całych pozornych „panteonów” dla poszczególnych dziedzin kultury.

„Wajcha” – potoczne określenie dźwigni lub korby, którego użył premier Tusk w kontekście środków społecznego przekazu, spopularyzowało się bardzo w języku debaty publicznej. Nic dziwnego. W ostatnim czasie przy medialnych „wajchach” rzeczywiście sporo się działo. Najpierw, w wyniku patu między SLD i PO w KRRiT, mniejsza „wajcha” regulująca polityczny profil telewizji publicznej została przesunięta na pozycję „lewica”. Następnie dużą „wajchą” – ustawiającą szeroko rozumiany główny nurt mediów – szarpnięto w taki sposób, aby otworzyć możliwość krytyki Platformy, a zwłaszcza samego premiera. Rządząca partia zdecydowała się więc wreszcie na dostrojenie „wajchy” od mediów publicznych w sposób najczęściej występujący w historii III RP – biorąc TVP do spółki z PSL i SLD. W ostatnich zaś dniach pojawiają się widoki na odwojowanie przez Donalda Tuska „głównego nurtu” mediów (przywrócenie dużej „wajchy” na pozycję, na której rdzewieje od czterech lat). Premier napisał artykuł dla „Gazety Wyborczej”, a komentator dziennika powrócił do pochwalnego tonu. Jak widać, medialne „wajchy” mają bardzo wąską skalę możliwych pozycji. Wszelkie ich przesunięcie poza zakres lewicowo-liberalny uważane jest za awarię, za „upolitycznienie”.

Bajkę o „odpolitycznieniu mediów publicznych” mamy już jednak z głowy. Piękna księżniczka o tym imieniu, do której wdzięczyli się politycy, okazała się fatamorganą, która rozwiała się wraz z przejęciem KRRiT oraz Rady Nadzorczej TVP przez nową-starą koalicję medialną. „Odpolityczniające” ambicje mieli autorzy tzw. projektu twórców ustawy medialnej. Jednak główny promotor tego przedsięwzięcia Jacek Żakowski, jak się wyraził, „odpuścił sobie na razie”. Prezes Krajowej Rady Jan Dworak przyznał się przed sejmową komisją, że „się nie udało”. Zrobił to w samą porę, bo niedługo później okazało się, że gremia kierownicze TVP stały się scenerią nowej wersji „Kariery Nikodema Dyzmy”. Dwudziestopięciolatek załatwił tam sobie posadę w telewizji publicznej, podszywając się pod Kancelarię Prezydenta. Kilka dni wcześniej minister Tomasz Arabski dał popis „odpolitycznienia”, dzwoniąc do PAP z instrukcją, o co ma nie pytać premiera dziennikarz Agencji podczas wizyty zagranicznej.

Kiedy na naszych oczach dokonuje się przełożenie medialnej „wajchy”, skłonni jesteśmy interpretować to w krótkofalowej perspektywie zbliżających się wyborów parlamentarnych. Takie zapewne są często motywacje politycznych aktorów oglądanych przez nas w codziennych relacjach prasowych. Wydaje się jednak, że nad zasadniczym tonem mediów w Polsce czuwają inne osoby mające ambicje i narzędzia pełnienia roli reżyserów.

Często zwracamy uwagę na fakt, że przekazy medialne skupiają się na kreowaniu emocji celem sterowania biegiem bieżącej polityki. Luźno związane z poważnymi problemami politycznymi PR-owskie „narracje”, pobudzające społeczne emocje, zapełniają przekaz mediów „głównego nurtu”. To jednak nie cała prawda o sferze medialnej w Polsce. Mamy także do czynienia z ośrodkiem, który w komunikacji społecznej stawia sobie znaczniejsze, długofalowe cele. Mam na myśli konsekwentny wysiłek – uwidaczniający się najbardziej na łamach „Gazety Wyborczej” – w kierunku kreowania autorytetów, symbolicznych postaci i całych „panteonów narodowych” dla poszczególnych dziedzin kultury. By nie opisywać całości tych działań, wystarczy przypomnieć symboliczne spory: o krakowską Skałkę dla Miłosza, o Wawel (w którym nie powinien spocząć L. Kaczyński, skoro nie leżą tam B. Geremek i J. Kuroń), a także wysiłek włożony w wyeksponowanie filozoficznych dokonań L. Kołakowskiego. Od dwudziestu lat konsekwentnie realizowana jest strategia „podstawiania” ważnych dla tego skrajnego środowiska postaci za narodowe autorytety w dziedzinie sztuki, polityki i nauki. Ta metoda postępowania nie sprawdziła się jak dotąd w stosunku do jednej, ostatniej dziedziny kultury polskiej: religii. Potwierdzeniem tej tezy były ostatnio groteskowe wysiłki tworzenia szumu medialnego i poruszenia społecznego, zakłócające godny pochówek zaprzyjaźnionego z tym środowiskiem hierarchy.

Odporność na „podstawienie” postaci-symboli w dziedzinie religii jest w dużej mierze zasługą jednego człowieka i jego gigantycznego osobistego autorytetu: sługi Bożego Jana Pawła II. Mimo jawnej sprzeczności między ewangelizacyjnym przesłaniem Papieża-Polaka a liberalną linią salonu i jego „Gazety” (co miało swoją szczególną manifestację podczas pielgrzymki w 1991 roku) redakcja „Wyborczej” i inne media „głównego nurtu” musiały poprzestać na próbach unieszkodliwienia autorytetu Ojca Świętego. Od lat nie kwestionuje się znaczenia jego niezwykłej osoby, lecz wyinterpretowuje ją w sposób możliwy do przyjęcia przez środowiska laickie. Warto o tym przypomnieć w przededniu beatyfikacji.

Jan Paweł II nie tylko sam pozostawał autorytetem, ale zabiegał o wyeksponowanie w polskim dziedzictwie prawdziwie symbolicznych postaci-wzorców, choćby przez liczne beatyfikacje i kanonizacje. Ciekawą ilustracją omawianego sporu o wzorce osobowe jest kwestia pamięci o kardynale Stefanie Wyszyńskim. Przy okazji toczącej się obecnie dyskusji nad PRL-owską historią „Tygodnika Powszechnego” jedna z publicystek przypomniała, iż to eksponowane obecnie przez media „głównego nurtu” środowisko z niechęcią odnosiło się do Prymasa Tysiąclecia. Ten powracający w kręgach inteligenckich dystans do prawdziwie opatrznościowego Męża Stanu i Księcia Kościoła był przełamywany właśnie poprzez świadectwo i namysł Jana Pawła II nad postacią i dziedzictwem kard. Wyszyńskiego. Osobisty autorytet Papieża-Polaka także w tej kwestii przezwyciężył zakusy manipulacji pamięcią religijno-historyczną narodu.

W kontekście sporu o symbole mamy naprawdę drastyczne przekładanie „wajchy” medialnej. Szokująca zmiana tonu prasy, radia i telewizji w związku ze śmiercią Jana Pawła II czy tragedią smoleńską i równie gwałtowny powrót do laickiego i kosmopolitycznego przesłania po tych wydarzeniach ujawniają siłę, ale i słabość czwartej władzy. Siła przejawia się nie tylko w ciągłym podbijaniu chwilowych masowych emocji na potrzeby sterowania społecznego, ale także w codziennym utwierdzaniu sztucznie skonstruowanych panteonów. Przez takie działanie mediów zmuszeni jesteśmy nieustannie przebywać w „zanieczyszczonym środowisku” kulturowym, żyć w traumie „katastrofy ekologicznej” narodu. Słabość medialnego walca ujawnia się jednak w ostatecznej nieskuteczności tych zabiegów. Wielcy i mali święci, a nade wszystko sam Zbawiciel (choćby poprzez książkę „Jezus z Nazaretu” Benedykta XVI), ciągle odnajduje drogę do tak wielu osób i staje się punktem odniesienia w życiu indywidualnym i społecznym.

Mobilizacja społeczna na rzecz reagowania na ideologiczny przechył mediów, zwłaszcza publicznych (por. B. Babula, „Czyja jest TVP”, „Nasz Dziennik” z 7.03.2011), powinno dotyczyć w szczególności sporu o postaci-symbole. Jego przestrzenią jest także Internet. Silne komercyjne instytucje w nim funkcjonujące są dostrojone odpowiednią „wajchą” w równej mierze co media tradycyjne. Najnowszy przykład stanowi spór z portalem YouTube (własność amerykańskiej korporacji Google) o filmy znieważające Jana Pawła II. Monity w tej sprawie nie przyniosły efektu. Internauci związani z serwisem Wykop.pl zapowiedzieli więc złożenie doniesienia do prokuratury.

W najbliższym czasie, zwłaszcza w związku z beatyfikacją Jana Pawła II, operatorzy medialnych „wajch” będą znów podejmować decyzje: na ile pozwolić na ekspresję w środkach przekazu kultu Polaków względem nowego Błogosławionego? Jak strywializować temat, zwłaszcza osłabić społeczno-moralne skutki przywoływania osoby Papieża-Polaka? Jaki nowy antykościelny przekaz nagłośnić po tym wydarzeniu? Tej operacji nie wolno nam będzie pozostawić bez odpowiedzi.

Społeczne zaangażowanie i głośne protesty mogą być skuteczne także w odniesieniu do pamięci narodowej. Dowodzi tego przełamanie oporów i ustanowienie Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych oraz towarzyszące mu inicjatywy medialne. Równie ważne zmaganie dotyczy sporu o wzorce dla życia społecznego i jego elity na czas pokoju, w życiu cywilnym. Także z tej perspektywy postaci Jana Pawła II i kard. Stefana Wyszyńskiego (którego 30. rocznicę śmierci będziemy wkrótce obchodzić) są tak ważne. To oni byli przywódcami zniewolonego przez komunizm narodu. Ich przykład oraz wzory przywódców politycznych, które możemy odnaleźć w dziedzictwie II RP oraz tradycjach przedrozobiorowych, mają szansę stać się punktem zwrotnym w procesie oczyszczania „ekosystemu narodowego”. Bieg dziejów Polski to przecież nie tylko zwykłe następstwo pokoleń, ale także żywa relacja pomiędzy współczesnymi Polakami i ich najwybitniejszymi poprzednikami. Jej pielęgnowaniu służy narodowy panteon.

Autor w latach 2004-2008 był członkiem Rady Programowej TVP Lublin i Rady Programowej Radia Lublin; jest teologiem i filozofem, redaktorem naczelnym lubelskich „Zeszytów Społecznych KIK” oraz wortalu Realitas.pl.
Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 22 marca 2011 roku.