Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Jan Paweł II
i o. Krąpiec

Galeria foto
Multimedia
Mirosław Król
Ks. Piotr Skarga
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Ks. Piotr Skarga
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realna Polska
dr Marek Dobrowolski 2010-04-28

Czy bać się straty głosu?

Właściwie na dobre nie skoczył się jeszcze okres żałoby narodowej, a już musimy jako społeczeństwo wchodzić w jakże odmienny ze swej natury okres wyborów prezydenckich. Kampania wyborcza powoli się rozkręca, kandydaci i przede wszystkim ich zwolennicy energicznie zabrali się do zbierania podpisów wymaganych do formalnego zgłoszenia akcesu wyborczego. Wszystko wskazuje na to, że w wyborach będzie 5-6 kandydatów (obok kandydatów partii parlamentarnych: PO, PiS, SLD i PSL, wystartują M. Jurek i zapewne A. Olechowski).

Nasze, jako wyborców, decyzje polityczne stanowią zawsze wypadkową dwóch elementów: z jednej strony przekonań politycznych, ideowych, osobowości danych kandydatów, z drugiej kalkulacji związanych z tzw. stratą (zmarnowaniem) głosu, czyli sytuacji, w której oddajemy głos na kandydata, który nie zdobywa mandatu. Zapewne każdy z wyborców przypisuje różne akcenty każdemu z tych elementów. W moim przekonaniu decyzja zawsze powinna opierać się przede wszystkim na pierwszym, merytorycznym elemencie. Jednak warto zwrócić uwagę, że w wyborach prezydenckich rola drugiego z powyższych elementów jest znacznie ograniczona. Dzieje się tak z jednego powodu: aby zostać prezydentem kandydat musi uzyskać tzw. bezwzględną większość głosów (czyli ponad połowę spośród wszystkich biorących udział w głosowaniu musi oddać głos na jednego kandydata). W pierwszej turze tych wyborów wydaje się to bardzo, ale to bardzo mało prawdopodobne (w całej dotychczasowej historii III RP sytuacja taka wystąpiła tylko raz w 2000 r.; urzędujący ówcześnie prezydent A. Kwaśniewski został już w I turze wybrany ponownie). Można zakładać więc, że w tegorocznych wyborach będziemy mieli do czynienia z dwoma turami.

Co to oznacza dla naszych decyzji wyborczych? Otóż taka sytuacja powoduje, że podczas głosowani w I turze w ogóle nie musimy oglądać się na „stratę głosu”. Jeśli bowiem badania opinii społecznej okażą się trafne, to w II turze znajdą się B. Komorowski (PO) oraz J. Kaczyński (PiS) i dopiero wtedy będziemy dokonywać ostatecznego wyboru. W I turze warto zatem oddać głos na tego z kandydatów, który najlepiej reprezentuje nasze poglądy, wyraża nasze postawy, prezentuje model prezydentury najbliższy naszemu sercu i rozumowi. Jeśli natomiast miałoby dojść do wygranej B. Komorowskiego już w I turze (z jakiś trudno dziś przewidywalnych powodów), to rozkład głosów miedzy kandydatami prawicy (J. Kaczyńskim i M. Jurkiem) nie ma żadnego znaczenia (Komorowski zdobyłby w takiej sytuacji ponad 50% głosów, a to czy J. Kaczyński – odpowiednio M. Jurek – otrzyma 10%, 20%, czy 30% głosów jest bez znaczenia).