|
Właściwie na dobre nie skoczył się jeszcze okres żałoby narodowej, a już
musimy jako społeczeństwo wchodzić w jakże odmienny ze swej natury okres wyborów
prezydenckich. Kampania wyborcza powoli się rozkręca, kandydaci i przede
wszystkim ich zwolennicy energicznie zabrali się do zbierania podpisów
wymaganych do formalnego zgłoszenia akcesu wyborczego. Wszystko wskazuje na to,
że w wyborach będzie 5-6 kandydatów (obok kandydatów partii parlamentarnych: PO,
PiS, SLD i PSL, wystartują M. Jurek i zapewne A. Olechowski).
Nasze, jako wyborców, decyzje polityczne stanowią zawsze wypadkową dwóch
elementów: z jednej strony przekonań politycznych, ideowych, osobowości danych
kandydatów, z drugiej kalkulacji związanych z tzw. stratą (zmarnowaniem) głosu,
czyli sytuacji, w której oddajemy głos na kandydata, który nie zdobywa mandatu.
Zapewne każdy z wyborców przypisuje różne akcenty każdemu z tych elementów. W
moim przekonaniu decyzja zawsze powinna opierać się przede wszystkim na
pierwszym, merytorycznym elemencie. Jednak warto zwrócić uwagę, że w wyborach
prezydenckich rola drugiego z powyższych elementów jest znacznie ograniczona.
Dzieje się tak z jednego powodu: aby zostać prezydentem kandydat musi uzyskać
tzw. bezwzględną większość głosów (czyli ponad połowę spośród wszystkich
biorących udział w głosowaniu musi oddać głos na jednego kandydata). W pierwszej
turze tych wyborów wydaje się to bardzo, ale to bardzo mało prawdopodobne (w
całej dotychczasowej historii III RP sytuacja taka wystąpiła tylko raz w
2000 r.; urzędujący ówcześnie prezydent A. Kwaśniewski został już w I turze wybrany
ponownie). Można zakładać więc, że w tegorocznych wyborach będziemy mieli do
czynienia z dwoma turami.
Co to oznacza dla naszych decyzji wyborczych? Otóż taka sytuacja powoduje, że
podczas głosowani w I turze w ogóle nie musimy oglądać się na „stratę głosu”.
Jeśli bowiem badania opinii społecznej okażą się trafne, to w II turze znajdą
się B. Komorowski (PO) oraz J. Kaczyński (PiS) i dopiero wtedy będziemy
dokonywać ostatecznego wyboru. W I turze warto zatem oddać głos na tego z
kandydatów, który najlepiej reprezentuje nasze poglądy, wyraża nasze postawy,
prezentuje model prezydentury najbliższy naszemu sercu i rozumowi. Jeśli
natomiast miałoby dojść do wygranej B. Komorowskiego już w I turze (z jakiś
trudno dziś przewidywalnych powodów), to rozkład głosów miedzy kandydatami
prawicy (J. Kaczyńskim i M. Jurkiem) nie ma żadnego znaczenia (Komorowski
zdobyłby w takiej sytuacji ponad 50% głosów, a to czy J. Kaczyński – odpowiednio
M. Jurek – otrzyma 10%, 20%, czy 30% głosów jest bez znaczenia).
|