Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Jan Paweł II
i o. Krąpiec

Galeria foto
Multimedia
Mirosław Król
Ks. Piotr Skarga
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Ks. Piotr Skarga
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realna Polska
prof. Mieczysław Ryba 2010-07-24

Janusz Palikot Partei?

Janusz Palikot jest politykiem-celebrytą, któremu media poświęcają bodaj najwięcej uwagi. Istnieją całe rzesze dziennikarzy, którzy z lubością każdego ranka zaglądają na jego blog, szukając inspiracji do pisania kolejnych kolumn artykułów o niczym. Palikot zaczynał swoją drogę publiczną od – można by rzec – centroprawicy. Znane jest jego sponsorowanie pisma „Ozon”, zaliczanego w poczet periodyków o zabarwieniu prawicowym. Ów ruch zakończył się jednak fiaskiem.

Wydaje się, że była to medialna próba wynikająca nie tyle z poglądów Janusza Palikota, ile po prostu z potrzeby zaistnienia w przestrzeni publicznej. Dla lubelskiego polityka, okazuje się, nie mają większego znaczenia barwy ideologiczne – chodzi o to, aby istnieć w medialnej rzeczywistości. Największe „sukcesy” na tej niwie osiągnął, działając w Platformie Obywatelskiej. W ciągu kilku lat stał się on wzorem celebryty, który wprawdzie niczego w życiu politycznym nie zdziałał, jednakże osiągnął niebywały wprost rozgłos medialny. Znany z kontrowersyjnych wypowiedzi, był wygodnym graczem dla kierownictwa PO, gdyż skupiał na swojej osobie zainteresowanie elektoratu lewicowego. Stąd jego słynne happeningi w stylu „jestem gejem” lub „jestem z SLD”.

Ostatnie wyczyny wzbudziły jednak spore oburzenie pewnej części posłów, również tych z PO, gdyż przekroczony już został dobry smak i dobry obyczaj. Chodzi o niewybredne ataki na zmarłego tragicznie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, oskarżanego przez Palikota o pośrednie spowodowanie katastrofy smoleńskiej. Zważywszy na fakt, że Janusz Palikot ma w partii silnego konkurenta, zmierzającego do usunięcia go z szeregów stronnictwa (chodzi o Grzegorza Schetynę), niektórym się wydawało, że dni lubelskiego skandalisty w PO są policzone. Wszak na początku sierpnia ma się zebrać sąd partyjny, który ma zdecydować o wyrzuceniu lub zawieszeniu Palikota w członkostwie w partii.

Wielu podawało i podaje w wątpliwość możliwość usunięcia lubelskiego posła, zważywszy na jego niewątpliwą przydatność dla wiązania lewicowego elektoratu. Z drugiej jednak strony należy pamiętać, że wybory prezydenckie wykazały bankructwo planu całkowitego przejęcia wyborców lewicy przez Platformę. Mimo poparcia Bronisława Komorowskiego przez Włodzimierza Cimoszewicza, mimo mianowania Marka Belki szefem NBP, mimo wreszcie niezmiennie skandalicznych wypowiedzi Palikota, Grzegorz Napieralski osiągnął prawie czternastoprocentowy wynik wyborczy. Wiele wskazuje na to, że Platforma po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych musi wejść w koalicję z SLD. Doskonale to „zagrożenie” zdiagnozował Palikot, strasząc liderów Platformy, że jeśli go wyrzucą z PO, to on pójdzie w kierunku SLD. Wielu obserwatorów ocenia, iż jest to groźba. Jednakże po głębszym przyjrzeniu się polskiej scenie politycznej dochodzimy do wniosku, że wcale nie musi to tak wyglądać. Oczywiście w rywalizacji z Grzegorzem Schetyną Palikot może stosować tego typu szantaż. Możemy mieć jednak również do czynienia z zupełnie odmiennym scenariuszem: Palikot, rzekomo skłócony z PO, założy własną partię, która lansując medialnie o wiele bardziej radykalne hasła niż SLD, przejmie sporą część SLD-owskiego elektoratu i Donald Tusk zyska spokojnego, związanego ze sobą koalicjanta. Taki ruch może być spokojnie wyreżyserowany przez liderów PO, może też być prywatną inicjatywą Janusza Palikota. O takiej możliwości Palikot poinformował czytelników w niedawnym wywiadzie zamieszczonym na portalu internetowym Onet.pl. Byłaby to niezwykle ofensywna kolejna próba ogrania SLD przez Platformę Obywatelską. Oczywiście próba taka mogłaby się zakończyć fiaskiem, tak jak to było w przypadku kampanii prezydenckiej Bronisława Komorowskiego (przypomnijmy: wynik Napieralskiego zaskoczył wszystkich). W wypadku fiaska Palikot mógłby wrócić na łono PO lub po prostu zapisać się do SLD. Nie jest wszakże wykluczone, że taka próba zostanie podjęta. Wszystko zależy od tego, czy na sierpniowym posiedzeniu sąd koleżeński i zarząd PO wykluczą Palikota z partii, czy znowu tylko pogrożą palcem. Nie ulega wszakże wątpliwości, że Platforma toczy dziś zażarty bój o przejęcie elektoratu lewicowego. PiS zrezygnowało ze spokojnej retoryki charakterystycznej dla kampanii prezydenckiej, co w przekonaniu liderów PO daje Platformie niewątpliwą przewagę w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Kluczowe jest rządzenie samodzielne, bez SLD-owskiego koalicjanta. Nikt bardziej od Janusza Palikota nie nadaje się do akcji przejmowania lewicowych wyborców.

Smutne jest jedynie to, że cały ten ruch, ten intelektualny wysiłek jest robiony na poziomie ściśle wirtualnym, że energia polityków w żaden sposób nie jest spożytkowana w pracy państwowej. Przewaga hazardowej gry nad dobrem daje się zauważyć na każdym kroku.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 24-25 lipca 2010 roku.