Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Jan Paweł II
i o. Krąpiec

Galeria foto
Multimedia
Mirosław Król
Ks. Piotr Skarga
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Ks. Piotr Skarga
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realna Polska
prof. Mieczysław Ryba 2010-08-04

Platforma Obywatelska – rok monopolu władzy

Objęcie urzędu prezydenta przez Bronisława Komorowskiego łączy się z realnym już przejęciem pełni władzy w państwie polskim przez Platformę Obywatelską. Monopol to olbrzymi zważywszy na fakt, iż PO ma za sobą również przychylne jej media. Nie chodzi tu tylko o przejmowane właśnie media publiczne, ale również o potężne media prywatne, typu TVN czy „Gazeta Wyborcza”. Wszystko to daje władzę olbrzymią. Koalicjant PSL-owski jest po wyborach prezydenckich mocno osłabiony, niezdolny do bardziej agresywnych ruchów.

Można sobie postawić pytanie, czy groźny jest taki monopol władzy, czy raczej ułatwia zarządzanie państwem. Wydaje się, że dla Platformy problem główny polega na tym, iż partia ta nie miała nigdy ochoty na realne rządzenie krajem. Jest to patia typowo „sondażowa”, która czyniła rozliczne pozorowane ruchy po to, aby zyskać wyborców, nie po to, aby realnie coś zrobić. Jak wszyscy wiedzą państwo pod rządami PO wcale nie jest tanie. Administracja się rozrasta, mnożą się też różnorakie biurokratyczne utrudnienia. Główna zapowiedź programowa liberałów sprzed lat – redukcja podatków, okazała się definitywnie pustym frazesem w świetle dzisiejszej sytuacji, tj. zapowiedzi podniesienia stawki podatku VAT o jeden procent. Finanse państwa są w tak krytycznym stanie, że szuka się dochodów w portfelach zwykłych obywateli, a nie w oszczędnościach administracyjnych. Jest to pierwszy bardzo niepopularny ruch rządu po wygranych przez Komorowskiego wyborach prezydenckich. Takich decyzji będzie musiało padać coraz więcej, co może być trudne do przyjęcia przez wyborców nawet po przepuszczeniu tego wszystkiego przez czyszczący medialny matrix.

Oczywiście można się spodziewać, że pokażą się wewnątrz PO z większą siłą walki frakcyjne. Już w mediach mówi się o nowym triumwiracie (przed laty stary triumwirat stanowił Tusk, Rokita i Gilowska), który mieliby stanowić: premier Tusk, marszałek sejmu Schetyna i prezydent Komorowski. Napięcia między tymi postaciami mogą rosnąć, co już dało się zauważyć w przypadku wyboru nowych członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji czy w kwestii podwyższenia podatków. Wewnętrzne zmagania w PO mogą osłabiać to ugrupowanie, szczególnie dlatego, że nie da się w prosty sposób zrzucić winy za nieudolność rządzenia na prezydenta czy w ogóle na opozycję.

Najbliższy rok zapowiada się zatem jako bardzo gorący w politycznych zmaganiach. Kluczową rolę miało w tej walce odegrać Prawo i Sprawiedliwość, o czym świadczył bardzo dobry wynik wyborczy Jarosława Kaczyńskiego. Strategia wyborcza szła w kierunku przesunięcia PiS-u w kierunku centrum i lewicy, o czym świadczyły PiS-owskie deklaracje dotyczące obozu lewicy (przykład: stosunek do postaci Edwarda Gierka). Jednakże po wyborach strategia zmieniła się radykalnie. Kluzik-Rostkowska, mimo zapowiedzi niektórych, nie uzyskała po udanej kampanii jakiegoś eksponowanego stanowiska w PiS-ie. Pojawiły się też w tej partii bardzo zdecydowane oskarżenia pod adresem PO o zaniedbania w sprawie śledztwa smoleńskiego. Strategia ta umacnia PiS w elektoracie prawicowym, oddala go jednak od centrowego. Wielu komentatorów mówi o wielkim błędzie Jarosława Kaczyńskiego, który może pogrzebać szansę na powrót do władzy po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Nikt jednak nie rozważa, że Kaczyński mógł porzucić plan przejęcia władzy w przyszłym roku. Po pierwsze, taki scenariusz jest bardzo mało prawdopodobny. Trudno liczyć, aby PiS zdobył ponad pięćdziesiąt procent mandatów. Po drugie jedyny możliwy koalicjant – PSL – może być zbyt słaby lub może po prostu nie chcieć wejść w układ z PiS. Zresztą posiadanie minimalnej większości parlamentarnej dawałoby olbrzymie możliwości prezydentowi Komorowskiemu w kwestii wetowania rządowych ustaw. Strategia, którą przyjął PiS może świadczyć o tym, że Jarosław Kaczyński zaplanował długi marsz po władzę – trwający pięć lat. Wtedy (tj. w 2015 roku) będziemy mieli do czynienia z podwójnymi wyborami – parlamentarnymi i prezydenckimi, a więc będzie to sytuacja analogiczna do tej z roku 2005, kiedy to prezydentem został Lech Kaczyński, PiS wygrał wybory parlamentarne i objął w koalicji z LPR i Samoobroną władzę w kraju. Jest to scenariusz dalekosiężny i trudno zawyrokować czy realny. W każdym razie PiS może dążyć do tego, aby w przyszłym roku Platforma była zmuszona do koalicji z SLD. Czteroletnie rządy postkomunistów i PO mogłyby skompromitować oba ugrupowania, co w sposób zasadniczy musiałoby wpłynąć na wyniki wyborów w 2015 roku.

W tej sytuacji jednym z głównych celów politycznych przywódców PO staje się przejęcie elektoratu lewicowego. Taka próba kompletnie nie powiodła się w czasie kampanii prezydenckiej. Poparcie Cimoszewicza dla Komorowskiego, a także wybór Belki na prezesa NBP okazał się wyborczo nieskuteczny. Dobry wynik Napieralskiego daje szansę odrodzenia siły SLD. Niewykluczone, że Platforma zdecyduje się na „wysadzenie” alternatywnej partii lewicowej. Na lidera takiej partii doskonale nadawałby się Janusz Palikot, o czym sam publicznie zakomunikował. Sąd partyjny przełożył datę rozpatrzenia wniosku o wyrzucenie Palikota z PO, co może świadczyć o tym, że Donald Tusk rozważa różne warianty gry o elektorat lewicowy.

Z perspektywy kraju niezwykle niebezpieczne jest przesunięcie sceny politycznej na lewo. Z jednej strony jest to wynik wzrastającej siły SLD i pragnienia innych partii (szczególnie PO) wejścia w elektorat lewicowy. Z drugiej jednak strony przesunięcie na lewo wynika z siły lewicowych mediów w Polsce. Wszystkie wielkie stacje telewizyjne czy radiowe lansują liberalny obraz świata, podobnie rzecz wygląda na poziomie prasy. Kapitał, który stoi za tymi mediami albo jest obcym kapitałem, albo ma korzenie postkomunistyczne. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że świat polityki w sposób zasadniczy jest uzależniony od mediów, gdyż to właśnie media kształtują opinię publiczną. Wielu zwykłych działaczy PO dziwi się, jak to się stało, że ich partia tak bardzo przechyla się w lewą stronę, mimo, iż była czy jest określana mianem konserwatywnej. Opis mechanizmu jest prosty: środowiska TVN czy „Gazety Wyborczej” nie udzielają poparcia za nic.

Od czasu do czasu zdarzają się w społeczeństwie polskim przebudzenia, z jakimi mieliśmy do czynienia po śmierci Jana Pawła II czy po katastrofie smoleńskiej. Jednakże wpływ takich przebudzeń na scenę polityczną jest raczej chwilowy, gdyż media w większości pracują nad manipulacją sceny politycznej. O długotrwałym kształcie sceny politycznej decyduje zaplecze społeczne, siła tego zaplecza – w mniejszym stopniu doraźne wybuchy społeczne.

W najbliższym czasie możemy się zatem spodziewać nie tylko rywalizacji między PiS a PO. Przede wszystkim możemy mieć do czynienia z próbą sił między PO i SLD. Wszystko to może się skończyć wymuszoną koalicją rządową obu tych partii po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Taki stan rzeczy może kosztować kraj bardzo dużo, gdy dojdzie do wprowadzania różnorakich lewackich pomysłów ustawowych (przykład: niedawna nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie).

Oczywiście do tego dodać musimy odejście od procesów dekomunizacyjnych, co będzie szczególnie widoczne przy prezydenturze Bronisława Komorowskiego. Wielu komentatorów prawicowych ocenia, że nowy prezydent ma o wiele dalej idące uzależnienia od nieformalnych układów postkomunistycznych niż inni liderzy PO. Jego sukces wyborczy będzie się z pewnością łączył z obroną interesów tych środowisk.