Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Jan Paweł II
i o. Krąpiec

Galeria foto
Multimedia
Mirosław Król
Ks. Piotr Skarga
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Ks. Piotr Skarga
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realna Polska
Radosław Brzózka 2010-05-13

Pawka Morozow w erze Internetu

Ustawa o penalizacji klapsa została uchwalona. Wpisuje się ona w program budowy nowego społeczeństwa, który nie jest jednolity i różnie bywa nazywany: społeczeństwem wielokulturowym, otwartym, zmodernizowanym, postmodernistycznym, czasem także informacyjnym. To ostatnie określenie najczęściej traktujemy jako ideowo neutralne, odnoszące się do zmian technologicznych, z których wszyscy korzystamy.

Projekt społeczeństwa informacyjnego, zwanego także cywilizacją wiedzy i informacji lub cywilizacją trzeciej fali, ma swoich proroków. Jednym z nich jest amerykański futurolog Alvin Toffler cieszący się niezwykłą popularnością nie tylko wśród zwykłych czytelników swoich publikacji, ale także wśród elit politycznych krajów z różnych kręgów kulturowych. W jednej z głośnych swoich książek napisanej czterdzieści lat temu, w podrozdziale zatytułowanym „Rodzice – pod sąd”, przytoczył on z nieskrywaną satysfakcją następujący fakt z życia ówczesnych Stanów Zjednoczonych. W miejscowości Boulder w stanie Kolorado dwudziestolatek Tom Hansen wniósł sprawę sądową przeciwko swoim rodzicom. Jego adwokat stwierdził, że rodzice mają prawo do błędów, ale za skutki tych błędów muszą ponieść odpowiedzialność w formie kary pieniężnej w wysokości 350 tys. dolarów. Tytułem tej płatności miało być nadużywanie władzy rodzicielskiej (historię tę w wersji sowieckiej kojarzymy z nazwiskiem Pawki Morozowa).

W swojej teorii cywilizacji Toffler dowodzi, że społeczeństwo informacyjne to nowa lepsza epoka, która nastanie, jeśli ludzie zrozumieją, że rozwój Internetu i telewizji cyfrowej, satelitów i inżynierii genetycznej musi łączyć się także ze zmianami w życiu społecznym: w polityce, ekonomii, moralności i religii.

Amerykański futurolog wykazuje anachroniczność zarówno dotychczasowej formy państwa, jak i więzi narodowej. Chcąc znaleźć nowe oparcie dla społeczeństwa przyszłości, bada wnikliwie instytucję rodziny. Jej tradycyjną formę wiąże z odchodzącym właśnie do przeszłości społeczeństwem przemysłowym. W cywilizacji wiedzy i informacji rodzinę trzeba przedefiniować. Rozpad tradycyjnych małżeństw, malejąca ilość dzieci, homoseksualizm, konkubinaty i „wolne” związki nie są przejawami kryzysu, który trzeba pokonać, lecz wzorcem, do którego trzeba przystosować społeczeństwa i ich instytucje. Tylko wtedy, zdaniem Tofflera, skorzystamy w pełni z szans, jakie niesie ze sobą era komputerowa.

Punktem docelowym zmian może być „rodzina poszerzona ery elektronicznej”, która, ujmując rzecz w największym skrócie, ma być komuną hipisowską skrzyżowaną z telepracą. To ona połączy wszystkie wygody, jakie przynosi informatyzacja i automatyzacja, przemysł chemiczny, genetyczny i kosmiczny. To w niej przyjemna praca w domu przy laptopie będzie mogła dowolnie przeplatać się z permisywnym seksem, bez sztywnych godzin pracy, bez szefa nad głową, ze zminimalizowanymi uciążliwościami macierzyństwa i ojcostwa. Trudności, jakie niesie usunięcie normalnej rodziny, ma rozwiązać przystosowanie moralności, prawa i instytucji do nowych form post-rodzinnych. „W sferze wartości powinniśmy się pozbyć nieuzasadnionego poczucia winy, jakie pojawia się, kiedy następuje rozpad rodziny lub zmienia się jej charakter. Zamiast tę winę rozjątrzać i pogłębiać, prasa i telewizja, Kościół, sądownictwo i system polityczny powinny raczej starać się ją zmniejszać i łagodzić.” - poucza nas Toffler („Trzecia fala”, Poznań 2006, s. 259).

Możliwość „wyboru wśród różnych typów rodzin” mają otworzyć zmiany ustaw, przepisów podatkowych, zasad opieki społecznej, reguł obowiązujących w szkolnictwie, norm budowlanych i mieszkaniowych, a nawet form architektonicznych. Na razie „ślepo i bezwzględnie” (jak się wyraża autor „Trzeciej fali”) faworyzują one rodzinę tradycyjną, co jest uwsteczniającym życie społeczne anachronizmem. Jest także źródłem dyskryminacji, ubolewa futurolog, dlatego wraz z przemianami instytucjonalnymi musi się toczyć wielka, powszechna lekcja tolerancji dla innych niż „nuklearny” (tradycyjny, rodzinny) stylów życia.

Oczywiście koryfeusz społeczeństwa informacyjnego nie kieruje się chęcią destrukcji, ale prymatem absolutnej wolności i kreacji. Tak pojęte szczęście człowieka każe mu afirmować rolę permisywnych mniejszości, domagać się prawnego usankcjonowania demontażu rodziny, głosić niemożliwość odwrotu od eksperymentów na ludzkim genomie, wyczekiwać całkowitego zaniku narodu i państwa.

Za sprawą głosowania w Sejmie przyjmującego ustawę o wyższości państwa nad tradycyjną rodziną robimy wielki krok w kierunku takiego społeczeństwa przyszłości. Patologiczne (w oczach krytyków tradycyjnego modelu rodziny) 80 proc. naszego narodu, przyzwalające na stosowanie klapsa i kontrolujące wychodzenie nastolatek na dyskoteki, zostało wreszcie dotkliwie napiętnowane. Teraz przed rządzącymi trudniejsza część zadania, do którego tak dziarsko się zabrali: doprowadzić światłowód z szybkim Internetem do domów tych Polaków i rozpocząć ich e-resocjalizację. Z tym będzie trudniej i spodziewam się, że obecna władza długo jeszcze będzie się ociągać z zaprowadzeniem cywilizacji wiedzy i informacji w naszym kraju. Nie jest ona znowu aż tak radykalna.

Rzecz ujmując już bez ironii, stwierdzić trzeba, że wszystkich „obrońców” dzieci i misjonarzy społeczeństwa informacyjnego zobowiązani jesteśmy wnikliwie odpytywać: dokąd chcecie nas zaprowadzić? I nie wolno nam łatwo dawać im wiary, gdy – tak jak Alvin Toffler – odpowiedzą nam, że do pierwszej w historii prawdziwie humanitarnej cywilizacji.

Artykuł ukazał się w „Naszym Dzienniku” 13 maja 2010 roku.