Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Jan Paweł II
i o. Krąpiec

Galeria foto
Multimedia
Mirosław Król
Św. Andrzej Bobola
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Św. Andrzej Bobola
Mirosław Król
Ks. Piotr Skarga
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Ks. Piotr Skarga
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realna Polska
Ryszard Borowiec 2010-11-04

Być obecnym i mieć świadomość

Rozmowa z przewodniczącym Rady Powiatu w Świdniku Ryszardem Borowcem

W kompetencji rady jest podejmowanie uchwał w sprawach współpracy ze społecznościami lokalnymi innych państw, w tym ze Wschodem. Nie jest tajemnicą, że to tematyka Panu szczególnie bliska. Czy kontakt są kontynuowane, poszerzane? Jak Pan spostrzega sytuację na Ukrainie i Białorusi, w szczególności Polonusów? Jaką rolę do odegrania ma zaangażowanie polskiego samorządu w te kontakty? Jakie są doświadczenia powiatu świdnickiego w tej materii?

Jest to temat niezwykle istotny. Jesteśmy w konkretnym miejscu, na wschodzie Polski, gdzie zarówno ze względu na położenie geograficzne, jak i osobiste losy wielu mieszkańców nie unikniemy i pewnie nie chcielibyśmy uniknąć kontaktu z naszymi najbliższymi sąsiadami, czyli ze Wschodem. Związki te ujawniają się w różnych sytuacjach i próbujemy kształtować je w sposób świadomy. Mamy taki obowiązek po pierwsze ze względu na to, że w krajach ościennych na wschodzie mieszkają osoby polskiego pochodzenia, które czują się Polakami i chcą kultywować tę tożsamość. Z drugiej strony są również samorządy krajów ościennych, które chcą nawiązywać kontakty, korzystać z naszych wzorów, podpowiedzi dotyczących sposobów działania społecznego. Korzystając w poprzednich latach z wzorców państw zachodnich zaciągnęliśmy zobowiązanie, by podobną przysługę oddać wschodnim sąsiadom.

Odbywa się to w różny sposób, zarówno poprzez umowy o partnerstwie i zapisane w nich pola kooperacji, jak również poprzez dwustronne wyjazdy. Rozwój tego typu współpracy wymaga dłuższego czasu, aby najpierw strony się poznały, później ustaliły swoje możliwości współdziałania, a następnie przeprowadziły konkretne inicjatywy. Mamy również świadomość, że możliwości po drugiej stronie są często ograniczone. Gdy wschodni partnerzy sygnalizują potrzeby, wówczas próbujemy się zmierzyć z problemem i pomóc.

Jak powszechnie wiadomo od lat wspieramy Polaków na Białorusi. Formy pomocy są różne. Gdy dzieci z Radunia przyjeżdżają do Świdnika, mobilizujemy instytucje miejskie i powiatowe, żeby zapewnić wsparcie przedsięwzięciu. Organizowana jest zbiórka darów wysyłanych od lat z okazji świąt Bożego Narodzenia. Również w tę inicjatywę włączają się instytucje powiatowe, a wśród nich szkoły. Te akcje stały się już tradycją. Wystarczy informacja o ich rozpoczęciu, aby z wielu stron pojawiło się współdziałanie.

Jest prawdą, że osobiście jestem zaangażowany w te przedsięwzięcia. Uważam, że na miarę ograniczonych lokalnych możliwości trzeba je wytrwale kontynuować. Być może te skromne przecież działania są jedną z przyczyn, dla których pojedyncze osoby ze Wschodu próbują tu przyjeżdżać, wracać do Polski. Jeśli byłyby takie sytuacje trzeba je przyjąć z radością i traktować jako zachętę do dalszych wysiłków. Nie jest tak z kolei, że wszyscy chcieliby przyjechać czy – w przypadku młodych – uczyć się w Polsce. Natomiast tym, którzy chcieliby to robić powinniśmy sprawnie pomóc. Polakom na Wschodzie nie jest łatwo podjąć decyzję o wyjeździe. Jest to bardzo poważne wyzwanie.

Z Polakami zza wschodniej granicy spotykam się od wielu lat. Przez trzy lata przyjmowałem dzieci stamtąd pochodzące w mojej szkole. Opiekowałem się także trójką Polek, które skończyły w Świdniku liceum i studiują obecnie w Polsce.

Okazją do spotkań są wyjazdy na Wschód. Niezwykle ważne jest to, że nie spotkałem się nigdy z podejściem roszczeniowym; oczekiwaniem, że my coś musimy, powinniśmy. Pierwsza rzecz, która była akcentowana to obecność. Pamiętam, moment, gdy starsza pani w katedrze w Grodnie podeszła do nas i powiedziała: „Przyjeżdżajcie”. Nie oczekiwała żadnej pomocy tylko obecności. Goszcząc wśród Polonusów wielokrotnie spotkaliśmy się z olbrzymią serdecznością związaną z faktem, że chcemy być z nimi wspólnie. Dzięki tym spotkaniom mają okazję podzielić się życiem: czasem swoimi radościami, a czasem smutkami.

Wyjazdy te umożliwiają nam także zwiedzanie miejsc dla nas bardzo istotnych ze względów historycznych. Działy się tam rzeczy znaczące. W określonych miejscach mieszkali historycznie ważni Polacy: pisarze, poeci – Sienkiewicz, Mickiewicz, Orzeszkowa, Rodziewiczówna. Na jakimkolwiek obszarze się tam znajdziemy odkryjemy elementy polskie. Przykładem jest Hruszówka, gdzie – niestety w złym stanie – znajduje się dwór Tadeusza Rejtana z całym otoczeniem. Takich miejsc jest bardzo dużo i wypełnia to przestrzeń geograficzno-historyczną. Ich odwiedzenie daje pełniejsze zrozumienie całości naszego dziedzictwa narodowego. Nie wynika z tego jakiś resentyment, który nakazywałby próbować tam coś gwałtownie zmieniać. Myślę, że być obecnym i mieć świadomość – to są dwie istotne rzeczy. Być obecnym dla tych, którzy chcieliby, żebyśmy zaglądali, a jednocześnie mieć świadomość, że jest wiele ważnych miejsc; nie zapomnieć.

A jaką rolę odgrywa obecnie polskość na Wschodzie dla ludzi tam mieszkających?

Przede wszystkim jest skarbem dla tamtejszych Polaków. Trzeba pamiętać, że ich losy były szczególnie tragiczne. Ktoś kto pojedzie na dawne Kresy pierwszy raz może odnieść mylne wrażenie, że jeśli spotkany tam Polak mówi łamaną polszczyzną to jego związek z kulturą polską jest wątpliwy. Ale gdy zapoznamy się z dramatycznymi doświadczeniami, które musiał przejść ten człowiek i jego rodzina, wówczas dopiero rozumiemy, że ocalenie tych niedoskonałych przejawów polskości jest wielkim sukcesem.

Nasze zainteresowanie Polakami na Wschodzie czasami nie ułatwia współpracy oficjalnej. Na Białorusi mamy taką sytuację, że tamtejsze instytucje chętniej kontaktowałyby się z nami, gdybyśmy odcięli się od tej „polskiej cząstki”, co nie jest zupełnie możliwe. Chociaż z drugiej strony podczas pobytu na Ukrainie w Zdołbunowie gospodarze sami wskazywali nam elementy polskiego dziedzictwa. Przyznaję, że byliśmy zdziwieni, bo jest to Wołyń, czyli miejsce bardzo trudne z racji historycznych. Zaskoczyli nas otwartością w powitaniach, w strojach, w przyznawaniu się do polskiego pochodzenia, w pokazywaniu gdzie były czy są związane z polskością miejsca, w śpiewaniu „Hej sokoły” po polsku i po ukraińsku. Wyglądało na to, że akurat w tamtym miejscu nie ma fobii historycznej, więc nam też było łatwiej.

Nie oznacza to oczywiście, że nie zdarzały się trudne momenty i dramatyczne skojarzenia historyczne. Nie da się unieważnić tragicznych dziejów. Ale obecna współpraca to spotkanie innych ludzi, nowe spotkanie. Nasi wschodni sąsiedzi spoglądają w kierunku Zachodu. Także nasi białoruscy partnerzy czują się związani z kulturą zachodnią mimo, że funkcjonują w określonych realiach geopolitycznych. Oczywiście trzeba podkreślić, że cała ta problematyka jest niezwykle delikatnej natury i tak staramy się do niej podchodzić.

Jaka jest pozycja społeczności lokalnych na Białorusi i Ukrainie?

Nasz samorząd ma nieporównanie większe możliwości decyzyjne. Starosta czy przewodniczący może zaciągać pewne zobowiązania zupełnie samodzielnie, bez konsultacji z władzą centralną. Ich białoruski czy ukraiński odpowiednik często musi dotrzeć prawie na szczyty władzy, aby uzyskać zgodę w jakiejś konkretnej sprawie. Z tego względu partnerstwo jest nieco utrudnione. Sądzę, że mimo różnych barier naszą współpracę możemy rozwijać np. poprzez poszerzanie naszego zaproszenia do Polski skierowanego do młodzieży z partnerskich miast i regionów. Możemy budować przyszłość naszego sąsiedztwa w oparciu o młodych ludzi. Dla nich jednak jest to także problem materialny, nie są w stanie udźwignąć kosztów tego typu wyjazdu. Inaczej niż u nas, finansowanie odbywa się przede wszystkim z kieszeni tych, którzy wyjeżdżają.

Dziękuję za rozmowę.
RB