Kołakowski czy Krąpiec?
Mawia się, że jedynie filozofowanie jest zajęciem godnym człowieka. Potoczne
doświadczenie przeczy temu twierdzeniu z całą stanowczością. Filozofia jest
postrzegana jako jedna z najtrudniejszych sfer ludzkiego poznania, co sprawia,
że istniało i do dziś istnieje w stosunku do niej wiele uprzedzeń[1].
Słownik frazeologiczny notuje kilka połączeń wyrazowych związanych z
filozofią. Celowe jest odwołanie się właśnie do niego, ponieważ pozwala
uświadomić sobie, jak filozofia funkcjonuje w potocznej świadomości. Stałe
połączenia wyrazowe mogą w oczywisty sposób zilustrować funkcjonowanie i rolę
przypisywaną filozofii w codziennej mowie przez przeciętnego Kowalskiego oraz
pokazują dystans, jaki dzieli tę dyscyplinę naukową od jej uproszczonego,
potocznego rozumienia. Znamienne, że na pierwszym miejscu, a więc zgodnie z
założeniami metodologicznymi autorów słownika, jest to najczęstsze użycie
(opatrzone kwalifikatorem: „pogardliwie”) można przeczytać o „czystej
filozofii”, czyli czymś abstrakcyjnym, oderwanym od konkretnych zagadnień[2]. Obok tego: „nie ma w czymś żadnej
filozofii” lub: „coś nie jest żadną filozofią” – czyli coś jest łatwe do
wykonania w odróżnieniu od dylematów i zawiłości jakie nieuchronnie niesie ze
sobą zajmowanie się tą dziedziną. Z przytoczonych przykładów wyłania się obraz
filozofii jako sfery mętnej, trudnej do rozwikłania i co najważniejsze,
oderwanej od tzw. normalnego życia. Notuje słownik, że ktoś może „mieć swoją
filozofię życiową”, czyli kierować się w życiu jakimś ogólnymi wyznacznikami
postępowania. Zatem ze względu na swój praktyczny wymiar został dowartościowany
jedynie pewien wycinek refleksji filozoficznej – etyka.
Na tym tle jako nie lada problem jawi się kwestia popularyzacji podstaw
filozofii. W jaki sposób dotrzeć do czytelnika prezentującego zarysowany wyżej
typ wiedzy o świecie? – o charakterze potocznym, spontanicznym,
nieuporządkowanym. Jak dotrzeć do szerokiego grona odbiorców niedysponujących
nierzadko nawet elementarnym zasobem pojęć filozoficznych (filozofia od lat nie
jest obowiązkowym przedmiotem nauczania nawet w liceach, które mienią się być
ogólnokształcącymi).
Tego zadania podjęły się m.in. dwie znaczące dla współczesnej myśli
filozoficznej postaci: o. prof. M.A. Krąpiec i prof. L. Kołakowski. Mimo że obaj
uprawiali tę samą dyscyplinę naukową, różniło ich bardzo wiele. Związani byli z
odmiennymi tradycjami refleksji filozoficznej. Pierwsza z wymienionych osób to
systematyk, autor monografii z zakresu m.in. metafizyki i antropologii
filozoficznej; druga – historyk filozofii.
Wśród licznych publikacji ściśle naukowych w ich dorobku znalazły się pozycje
o charakterze popularyzatorskim. M.A. Krąpiec przez lata wygłaszał felietony w
Radiu Maryja, które następnie zostały opublikowane m.in. w zbiorze Spełniać
dobro[3]. L. Kołakowki natomiast nagrał
cykl audycji telewizyjnych, które ukazały się w formie książkowej jako
Mini-wykłady o maxi-sprawach[4]. Łączy
wymienione publikacje jedno – zakładany odbiorca. Teksty te miały charakter
wypowiedzi przygotowanych pierwotnie do wygłoszenia. Powstały na potrzeby mediów
o zasięgu ogólnokrajowym i kierowane były do bardzo szeroko sprofilowanego grona
odbiorców. Nie pojawiały się na antenie w jakimś szczególnym paśmie telewizji
edukacyjnej, ale czasie przeznaczonym dla wszystkich telewidzów czy
słuchaczy.
Odbiorca-laik, jak zauważa A. Starzec, nakłada na autora największe
ograniczenia i stanowi dla niego największe wyzwanie. Popularyzator, mając przed
sobą takie zadanie, najczęściej odchodzi zdecydowanie od tematyki
wąskospecjalistycznej, aby podjąć kwestie ogólne, dające się wykorzystać w
praktyce[5]. W przypadku postawienia sobie za
cel popularyzowania zagadnień filozoficznych rzecz jest skomplikowana
szczególnie, ponieważ po pierwsze, dyscyplina ta jest ze swej natury
teoretyczna. Po drugie, w swej istocie zajmuje się zagadnieniami o największym
stopniu ogólności i jej zadaniem nie jest formułowanie postulatów
praktycznych.
Skonstruowanie przekazu podejmującego tematykę filozoficzną w kontekście
aktualnych wydarzeń (a taki wymóg stawia wzorzec gatunkowy felietonu) i
dopasowanie go do możliwości percepcyjnych odbiorcy-laika – stanowi zadanie nad
wyraz trudne. W jaki sposób podjęli to wyzwanie dwaj niedawno zmarli
filozofowie, którzy wyrośli ze skrajnie odmiennej tradycji filozoficznej, o
odmiennych życiorysach – oto problem, który zostanie zarysowany w niniejszym
szkicu.
***
Nie jest możliwe przeprowadzenie w krótkim opracowaniu szczegółowej analizy
stylistycznej poszczególnych tekstów. Celowym natomiast będzie wskazanie pewnych
cech stylistycznych tych tekstów, które decydują o tym, że charakteryzuje je
przystępność z jednej strony i atrakcyjność z drugiej[6].
Przystępność z natury rzeczy kieruje uwagę na osobę odbiorcy i każe skupić
się na uczynieniu komunikatu maksymalnie zrozumiałym, jasnym i czytelnym, gdyż
są to warunki sukcesu komunikacji popularyzatorskiej. Ważnym elementem
nawiązania kontaktu z odbiorcą jest wstęp, w którym autor w bezpośredni sposób
może wyjaśnić swoje intencje, zasygnalizować tematykę, wskazać na stawiane sobie
cele, w końcu zachęcić do lektury.
Autorzy omawianych opracowań inaczej widzieli rolę wprowadzenia i w odmienny
sposób je potraktowali. O. Krąpiec zatrzymał się na wyjaśnieniu znaczenia
tytułu, ukazaniu jego sensu w perspektywie filozoficznej. Już w pierwszym zdaniu
można przeczytać: „Spełniać dobro – to znaczy realizować człowieczeństwo przez
ludzką osobę” (Krąpiec, s. 5). Następnie filozof wskazał na ostateczny cel
ludzkich działań i potrzebę dobierania właściwych do niego środków. Po tych
uściśleniach kolejny raz wrócił do frazy stanowiącej tytuł książki – do
wyjaśnienia, czym jest spełnianie dobra. Tym razem określił je jako „wolny i
rozumny wybór i samego działania, i środków prowadzących nas do tego celu”
(Krąpiec, s. 5). Uzupełnienie jest jeszcze dalej idące – filozof wskazał na Boga
jako najwyższe dobro. Można powiedzieć, że jest to wypowiedź ad rem,
wprost dotycząca tytułu, ale również ważnego zagadnienia dla życia moralnego
człowieka. Autor, mając świadomość niejasności i wieloznaczności pojęcia dobra w
potocznej świadomości, ukazał je z perspektywy metafizyki.
L. Kołakowski w odmienny sposób potraktował przedmowę. Zgodnie z regułami
retoryki mniej skoncentrował się na temacie, a swoją uwagę skierował w stronę
potencjalnego czytelnika. Założył, że w potocznej świadomości teksty
filozoficzne są postrzegane jako długie i trudne. Aby zachęcić do lektury, autor
własne teksty nazywał „wykładzikami”. Celowo zastosował zdrobnienie, by
zmniejszyć dystans względem odbiorcy i odsunąć ewentualne podejrzenie
czytelnika, że ma do czynienia ze skomplikowanymi tekstami akademickimi,
wymagającymi specjalistycznej wiedzy i szczególnych kompetencji. Kołakowski
obiecuje łatwość odbioru książeczki i jej zwięzłość, która nie pozwoli
czytelnikowi zasnąć w trakcie lektury. Robiąc ukłon w stronę czytelnika, wśród
atutów swoich tekstów wymienił również ich apolityczność. Powyższe zabiegi miały
na celu umożliwienie pozyskania życzliwej uwagi odbiorców. Autor nie
odniósł się do podejmowanej w książce tematyki, wyjaśnił jedynie dobór i
okoliczności powstania poszczególnych tekstów.
Już pobieżna analiza wstępów pozwala stwierdzić, że M.A. Krąpiec i L.
Kołakowski w swoich publikacjach przyjęli odmienne strategie nadawcze. O.
Krąpiec koncentruje się na samej tematyce i wyjaśnieniu celowości nadania
książce takiego właśnie, a nie innego tytułu. Ukazuje głębsze motywacje i
filozoficzne ich uzasadnienie. Nie zwraca się wprost do czytelnika. Jedynym
sygnałem zmniejszania dystansu wobec odbiorcy jest użycie 1 os. lm „my”.
„Adresat wraz z nadawcą stają się równoprawnymi uczestnikami aktu komunikacji i
razem uczestniczą w rozwiązywaniu problemu, śledzeniu toku wykładu i w jego
ocenie”[7]. W tym przypadku jest to jak
najbardziej uprawnione, ponieważ czytelnika łączy z autorem wspólne
człowieczeństwo. Warto nadmienić, że pisanie z pozycji „my” jest
charakterystyczne dla obu autorów. Obaj wykorzystują ten sposób komunikowania
dla uniknięcia paternalistycznego tonu. Kołakowski formułuje końcowe postulaty
swoich felietonów, przyjmując perspektywę wspólnoty poglądów z odbiorcą: „Możemy
zatem – i powinniśmy – organy władzy politycznej podejrzliwie traktować,
sprawdzać jak najwięcej i w razie potrzeby na nie narzekać (a potrzeba jest
prawie zawsze), nie powinniśmy jednak narzekać na samo istnienie, samą obecność
władzy, chyba że wymyślimy inny świat, czego już wielu próbowało, ale nikt z
powodzeniem” (Kołakowski, s. 13). O. Krąpiec stosuje często podobną taktykę:
„Odkrywamy, że właściwie być człowiekiem, to być «ja»...” (Krąpiec, s. 32);
„Roztropność, sprawiedliwość, męstwo i umiarkowanie jawią się jako cnoty
naczelne, kardynalne pomagające działać po ludzku, rozumnie i dobrze, bo przez
dobre działanie stajemy się sami ludźmi dobrymi” (Krąpiec, s. 18), ale częściej
kończy swoje teksty z większą dozą postulatywności i bezosobowości („człowiek
musi”, „nie można zapomnieć”, „trzeba uznać”). „Człowiek musi zrozumieć, że nie
ma ucieczki od przeznaczenia ku wieczności” (Krąpiec, s. 21). „Dziś, gdy szkoły
przechodzą pod władzę samorządowych rodzin, nie można zapomnieć o roli religii i
o kształceniu w tej dziedzinie ze strony naszych polskich placówek oświatowych”
(Krąpiec, s. 24). „Trzeba przecież uznać doniosłość tradycji humanistycznej dla
ludzi, którzy powinni być ludźmi poznającymi i mądrymi (homo sapiens), a nie
tylko homo faber, czyli wytwórcami narzędzi” (Krąpiec, s. 27). „Jest więc
pilna konieczność, by zapewnić obronę ludzkiego życia (...). Władze państwowe
powinny reagować na występcze popisy młodocianych (...). Policja musi się
pokazać na osiedlach (...). musi być wprowadzone przez czynniki państwowe i
kościelne do szkoły wychowanie obywatelskie. (...).Starsi muszą się stawać
przykładem dla młodych...” (Krąpiec, s. 41-42).
Obaj autorzy starają się bazować na wiedzy wspólnej dla nich i odbiorcy:
„Znamy innych, co nieustannie obnoszą się swoją martyrologią i żądają
współczucia...” (Kołakowski, s. 19.) „Wszyscy odczuwamy konieczność realnego i
rzetelnego zajęcia się publicznym wychowaniem i oświatą w naszym kraju”
(Krąpiec, s. 25).
Ważnym sposobem osiągania przystępności tekstu jest unikanie wprowadzania
terminologii naukowej, nazwisk filozofów czy szkół filozoficznych. Strategia ta
jest obecna u obu autorów: „Kiedyś wierzyli myśliciele oświecenia, że ludzie
rodzą się tacy sami, jako nie zapisane tablice” (Kołakowski, s. 22). „Długie
wieki namysłu nad postępowaniem człowieka pozwoliły dostrzec i usystematyzować
różnorodne sposoby spełniania ludzkiego dobra w moralnych czynach” (Krąpiec,
s.16). Terminy, jeśli jest taka konieczność, są w możliwie najprostszy sposób
definiowane lub wprowadzane za pomocą opisu: „W najszerszym znaczeniu «władzą»
nazywamy wszystko co pozwala nam wpływać na otoczenie”. (Kołakowski, s. 7). „Tak
rozległe pojęcie władzy jest dozwolone, stąd też powstały teorie, wedle których
wszystko w ludzkich poczynaniach podporządkowane jest pragnieniu władzy”
(Kołakowski, s. 8). Trudniejsze pojęcia Krąpiec opatruje przykładami. Wyjaśnia,
że działania wegetatywne to – jedzenie, picie; natomiast sensytywno-zmysłowe –
to widzenie, wąchanie, smakowanie, wyobrażanie, zapamiętywanie itd. (Krąpiec, s.
10)
Kołakowski pisze o teoriach czy nurtach, nie posługując się ich nazwami, ale
skrótowo przybliżając to, co głoszą. Podobny zabieg stosuje
Krąpiec: „Współczesne wypaczenia były następstwem genialnych pomyłek
wpływowych filozofów. Pomyłki te dotyczyły przede wszystkim rozmienia człowieka.
Człowiek w świetle tych pomysłów miał być kimś samym z siebie doskonałym o
cechach bosko-anielskich. Człowiek wedle tych błędnych sugestii miał być istotą
nieskrępowanie kreującą prawa, istotą stawiającą przed trybunałem swojego rozumu
przyrodę i nadającą przyrodzie racjonalność” (Krąpiec, s. 143).
Zgodnie z tytułem felietonu Tragiczne następstwa genialnych błędów
filozoficznych filozof omija fachową terminologię na rzecz ogólnego
zasygnalizowania, że współcześnie występujące zjawiska kulturowe mają swoje
podłoże w błędach wyrosłych z różnych koncepcji antropologicznych. Teorie te nie
są nazywane, a jedynie przywoływane poprzez streszczenie kluczowej tezy w nich
zawartej. Odbiorca jest zaznajamiany już z konsekwencjami danej teorii np. dla
życia społecznego bez szczegółowego referowania jej założeń. Tak czyni również
Kołakowski, ukazując następstwa niektórych skrajnie egalitarystycznych
koncepcji. Ujmuje rzecz lapidarnie: „W takiej ideologii nie chodzi wcale o to,
by ludziom lepiej się żyło, ale o to, by nikomu nie żyło się lepiej niż
innemu...” (Kołakowski, s. 25).
Przestrzenią skutecznej popularyzacji jest uczynienie tekstu atrakcyjnym dla
odbiorcy. O ile w kwestii przystępności i komunikatywności znaleźć było można
wiele punktów zbieżnych u obu autorów, to podejście do kwestii atrakcyjności
różni ich zasadniczo.
Teksty Kołakowskiego charakteryzuje większa dbałość o ich atrakcyjność.
Obecne są u niego elementy języka potocznego. („burdele – pisze na przykład –
nazywano «domami tolerancji»” [Kołakowski, s. 37]). Chętniej przywołuje postaci
znane czytelnikowi współczesnemu (A. Warhol, J. Nicholson, E. Thompson,
Antonioni, Wajda). Odbiorca jest zaskakiwany niesztampowymi przykładami.
Ilustracją tezy o różnych rodzajach kłamstwa jest przykład przyrodniczy: „Motyl
mówi do ptaszka: «ależ ja nie jestem motylem tylko zwiędłym liściem». Osa mówi
do pszczoły: «ależ ja nie jestem osą, tylko pszczołą...»” (Kołakowski, s. 28).
Autor dba o przyciąganie i podtrzymywanie uwagi czytelnika, dynamizuje
wypowiedź, ale porusza się w przestrzeni znanej odbiorcy. Punktem wyjścia do
dalszych rozważań czyni nierzadko powszechne mniemanie na temat danego
problemu.
Sposobem przybliżania pewnych tez jest posługiwanie się obrazowym przykładem,
najlepiej zaczerpniętym ze sfery bliskiej odbiorcy. Kołakowski np. dla
zilustrowania różnic w rozumieniu pojęcia tolerancja, posłużył się modelem
rozmowy typowym dla języka potocznego: „Co innego, gdy mówię «głosisz poglądy
okropne, błędne i szkodliwe, ale nie będę ci ucinał głowy i zostawię sprawę Panu
Bogu», a co innego, gdy mówię: «gadaj sobie co chcesz o religii, to nie ma
żadnego znaczenia»”. W innym miejscu, obrazując tezę o braku bezwzględnej
determinacji genetycznej i obszarze wolności w ludzkim postępowaniu, autor
przywołał dla wydobycia kontrastu dwie znaczące dla całego XX-wieku postaci
Hitlera i Matkę Teresę z Kalkuty. „Nikt nie może twierdzić, że w genach Hitlera
była bezbłędnie zapisana cała kariera Hitlera, a znowu w genach matki Teresy –
wszystkie uczynki i myśli matki Teresy, ale wolno przypuszczać, że są pewne
dziedziczne osobliwości, które czynią możliwym – choć nie koniecznym – by ktoś
stał się raczej Hitlerem albo raczej matką Teresą” (Kołakowski, s. 22). Widoczne
jest upodobanie do zaskakiwania nietypowymi zestawieniami (Ksantypa, Theo van
Gogh, Piłat – Kołakowski s.18). Krąpiec stosuje raczej dość oczywiste analogie:
„jak konieczne jest dawanie dziecku pokarmu i ubieranie, by mogło żyć, tak
konieczne jest wychowanie” (Krąpiec, s. 87).
Porównanie tekstów o. Krąpca i Kołakowskiego każe sądzić, że pierwszy z
wymienionych autorów celem prymarnym uczynił cel poznawczy, który ma prowadzić
do realizacji celu formacyjnego. W tym kontekście nie ma miejsca na kokietowanie
czytelnika. Brak jest zasadniczo elementów zaskoczenia czy chęci przyciągnięcia
uwagi odbiorcy jakimiś wyszukanymi figurami czy konceptami. Autor nie kreuje się
na zabawiacza, ale występuje w roli nauczyciela-przewodnika. („Dlaczego się to
stało? Dlaczego nie organizuje się środków zaradczych? Zastanówmy się nad
niektórymi tylko powodami” – Krąpiec, s. 40). Nie występuje również w
felietonach jedynie jako naukowiec-filozof, ale częściej jako mędrzec, któremu
rozumienie świata dane zostało w większym stopniu niż innym z racji wieku,
formacji intelektualnej i duchowej, bo nie zapominajmy, że był o. Krąpiec
dominikanianem. Stąd wyłania się obraz autora tekstów jako erudyty, humanisty,
ale też przewodnika życia duchowego. Rzeczywistość jest zawsze widziana w
szerokim kontekście kulturowym, na tle tradycji myśli ludzkiej, jej błędów,
nawet jeśli tematem felietonu są pewne aktualne wydarzenia w życiu społecznym
(np. reformy: zdrowia, edukacji, emerytalna). Krąpiec ukazuje człowieka w jego
właściwym rozumieniu jako istotę wolną, rozumną, zdolną do miłości i otwartą na
swojego Stwórcę.
W tekstach obecna jest pewnego rodzaju niejednorodność. Jedne z nich
charakteryzuje większa przystępność, inne mają charakter bezosobowo, choć
przejrzyście prowadzonego wykładu[8]. Krąpiec
podejmuje nawet niełatwy temat encykliki Fides et ratio (Prawy rozum –
pomocą w wierze. «Wiara i rozum są jak dwa skrzydła...»); bliższa mu
wtedy jest rola pedagoga niż popularyzatora. Nie ucieka przed tematami ściśle z
zakresu teologii (O kuszeniu przez zło – o sektach, Czynić prawdę w
miłości – o wierze w Chrystusa i miłości bliźniego, Tysiącletni związek
kultury polskiej z chrześcijaństwem, O Bożym Narodzeniu.).
Kołakowski jest popularyzatorem niejako „profesjonalnym”. Odpowiada na
zapotrzebowanie mass mediów i wydawców na taką prezentację filozofii, która
przystawałaby do wzorca kultury popularnej, masowej. Przykraja wybrane
zagadnienia najstarszej dyscypliny naukowej na potrzeby statystycznego widza czy
nabywcy książek szukającego w doznaniach kulturalnych raczej rozrywki niż
kontaktu z klasyczną tradycją. Trudno rozstrzygać, w jakiej mierze o masowym
odbiorze jego publikacji (jak na książki i programy o filozofii) zadecydował
talent pisarski, w jakiej zaś fakt, iż odpowiadał na zapotrzebowanie środowiska
(kojarzonego z „Gazetą Wyborczą”), które począwszy od lat 90. uznało go za
niekwestionowany autorytet.
W przedsięwzięciach popularyzatorskich o. Krąpiec – podobnie jak w pracy
naukowej, a jedynie na innym poziomie trudności – przyjął za cel wspólne ze
słuchaczem (czytelnikiem) rozumne odczytanie rzeczywistości. Popularyzatorstwo
Kołakowskiego, (wbrew tytułowi sugerującemu wykładowy charakter publikacji) to
podzielenie się przemyśleniami filozofa w pewnych tematach niekoniecznie
należących do zakresu zainteresowań filozofii, (podróże, nuda), ale takich,
które mogą zainteresować odbiorcę, bo są nośne w dyskursie społecznym (sława,
tolerancja, luksus, przemoc).
Alina Brzózka Artykuł ukazał się w „Zeszytach Społecznych KIK”
2010.
[1] Zob. Przedmowa P. Jaroszyńskiego do
Wprowadzenia do filozofii, t. 1, Lublin 2000, s. 9.
[2] Wielki słownik frazeologiczny
języka polskiego, red. P. Müldner-Nieckowski, Warszawa 2004. Jak pisze autor
we wstępie, przyjęto odmienną koncepcję w konstruowaniu haseł słownika niż miało
to miejsce np. w Słowniku frazeologicznym języka polskiego, pod redakcją.
S. Skorupki, Warszawa 1967. Decydującym kryterium umieszczenia danego połączenia
wyrazowego w słowniku i pozycji w ramach samego hasła, była jego frekwencja we
współczesnym języku mówionym jak i pisanym.
[3] Lublin 2000. Dalej cytowane w tekście
głównym w nawiasach jako: Krąpiec (wraz ze wskazaniem strony).
[4] Kraków 1997. Dalej cytowane w tekście
głównym w nawiasach jako: Kołakowski (wraz ze wskazaniem strony).
[5] A. Starzec, Współczesna polszczyzna
popularnonaukowa, Opole 1999, s. 32.
[6] Według A. Starzec są to prymarne dla
stylu popularnonaukowego cechy stylistyczne, Zob. tejże, dz.cyt., s. 44.
[7] Tamże, s. 194.
[8] Na przykład teksty pt. Przyrodzony
porządek cnót oraz Nadprzyrodzony porządek cnót stanowią regularny
wykład klasycznej aretologii. W diametralnie odmienny sposób problem cnót
zarysował L. Kołakowski w tekście O cnocie. Porównanie tych dwu ujęć
znakomicie ilustruje różnice w sposobie przekazu obu filozofów. Równie
interesująco przedstawia się porównanie tekstu M.A. Krąpca Czy w życiu chodzi
o osiągnięcie sukcesu? i Kołakowskiego O sławie.
|