|
Pisząc o cywilizacyjnym kontekście działań i myśli Romana Dmowskiego
powinniśmy się odnieść nade wszystko do podstaw teorii Feliksa Konecznego,
najgłośniejszego polskiego twórcy teorii cywilizacji w dwudziestym wieku.
Koneczny sam pisywał na łamach prasy narodowej („Myśl Narodowa”), chociażby więc
z tego powodu musiał być znany większości polityków narodowo-demokratycznych.
Dla Dmowskiego kluczowym pojęciem w opisie życia społecznego i politycznego był
naród. To w tej perspektywie patrzył twórca ruchu narodowego na państwo i
politykę.
Dmowski wobec cywilizacji łacińskiej
Omawiając różne typy cywilizacji Feliks Koneczny zaliczył Polskę do kręgu
cywilizacji łacińskiej. Łaciński model, zdaniem Konecznego, jako jedyny spełnia
wymogi zasad personalistycznych, nadaje państwu wymiar obywatelski. Współczesny
historyk, Ryszard Polak, pisze: „Państwo w cywilizacji łacińskiej jest państwem
obywatelskim, w którym inicjatywa twórcza należy do społeczności go tworzącej.
To ona jest siłą napędową rozwoju państwa i podmiotem politycznym w państwie.
Między władzą państwową zaś a społeczeństwem istnieje w cywilizacji łacińskiej
naturalna, organiczna współpraca i współdziałanie. Na tym właśnie polega
personalizm katolicki, będący podstawą relacji państwo – jednostka w cywilizacji
łacińskiej”[1].
Pytanie, które się jawi jako istotne w kontekście myśli Dmowskiego dotyczy
jego wizji życia narodu. Wobec totalizujących tendencji zewnętrznych (Włochy,
Niemcy) mogły pojawić się bardzo silne wpływy zmierzające w kierunku
absolutyzacji narodu, oparte na redukcji życia obywatelskiego. Pojawiło się to w
kontekście kreowania na gruncie europejskim tzw. zasady egoizmu narodowego, czy
wręcz nienawiści do innych nacji. Wszystko to było połączone z odrzuceniem etyki
chrześcijańskiej (przykł. hitlerowskie Niemcy), nadającej do tej pory ściśle
uniwersalistyczny wymiar europejskim ruchom narodowym. Koneczny jednoznacznie
odrzucał tego typu tendencje. Czytamy: „Błędnym jest hasło egoizmu narodowego.
Nader łatwo przemienić je w zasadę, że dla pewnego narodu dobrem jest wszystko,
co szkodliwe dla drugiego, a nawet dla wielu innych narodów. Na tle patriotyzmu
obmyślać, co by wyrządzić złego innym narodom? Gdyby we wszystkich narodach
zakwitła ta specjalność, musiałoby się to skończyć zniszczeniem powszechnym,
ruiną naszej cywilizacji łacińskiej, a zatem także zanikiem poczucia narodowego.
Jeżeli narody będą wzajemnie czyhać na swe istnienie, muszą w końcu przestać
istnieć”[2]. Tak Dmowski, jak i niektórzy
współcześni badacze (Arnold Toynbee, Mieczysław Albert Krąpiec) wywodzą ideę
narodowego egoizmu z nurtów protestanckich. Szczególnie zamorscy koloniści
protestanccy, odnawiając ideę „narodu wybranego”, tępili tubylcze ludy
indiańskie[3]. Podobną wizję nacjonalizmu
protestanckiego przedstawił bliski współpracownik Dmowskiego, Zygmunt
Wasilewski, który na łamach „Myśli Narodowej” w 1927 r. (roku wydania
sztandarowego działa Dmowskiego „Kościół, naród i państwo”) pisał: „Nacjonalizm
cywilizacji łacińskiej różni się radykalnie w charakterze swoim od zaborczych,
imperialistycznych poglądów cywilizacji germańsko-protestanckich. Bo tutaj
natura ludzka w obronie machiny cywilizacyjnej całą wagę przesunęła z jednostki
uduchowionej na czynnik fizyczny państwa. To przesunięcie świadomości twórczej z
podmiotu cywilizacji, jakim jest duch twórczy narodu, na stronę przedmiotową
siły wykonawczej, przesunięcia kierowane nacjonalistycznym kombinowaniem
skuteczności, musiało upośledzić motywy moralne działania i wytworzyć
kierownicze zasady: siła ponad prawem, cel uświęca środki”[4].
Klasyk polskiej etyki tomistycznej, ojciec Jacek Woroniecki, również pisał o
tzw. nacjonalizmie liberalnym (egoistycznym), który uznał z gruntu za
niemoralny. Natomiast tzw. nacjonalizm chrześcijański mieścił się, w ujęciu
myślicieli chrześcijańskich, zdecydowanie w kręgu tradycji łacińskiej[5]. Co więcej, idąc tropem św. Tomasza z
Akwinu, Woroniecki zdecydowanie poparł ideę państwa narodowego, tak mocno
promowaną przez polski obóz narodowo-demokratyczny. „Doświadczenie pokazuje –
czytamy – że państwa narodowe dzięki wewnętrznej jednorodności cieszą się
większą zgodą oraz jednością i radzą sobie lepiej zarówno w sprawach
zewnętrznych, jak i wewnętrznych. Stąd też św. Tomasz (…) poucza: «Państwo
powinno raczej składać się z jednego narodu, ponieważ jeden naród posiada jeden
obyczaj i jedną moralność, które z racji swego podobieństwa wzbudzają wśród
obywateli przyjaźń. Stąd też państwa, które składają się z różnych narodów, z
powodu nieporozumień dotyczących różnicy obyczajów, uległy zniszczeniu, ponieważ
jakaś część [takiej społeczności] przez nienawiść żywioną ze strony innej części
przyłączała się do wrogów»”[6].
Należy nadmienić, że ruch narodowy w Polsce nie od początku miał ściśle
chrześcijański charakter. W dziewiętnastym wieku duży wpływ na jego kształt
miała ideologia pozytywistyczna, co przełożyło się na kreowanie pewnej wizji
umiarkowanego egoizmu narodowego. Osobną broszurę na ten temat wydał jeden z
twórców obozu narodowego, Zygmunt Balicki („Egoizm narodowy wobec etyki”)[7]. Prawdziwym finałem ewolucyjnej
chrystianizacji polskiej myśli narodowej była broszura Dmowskiego „Kościół,
naród i państwo”, wydana po zamachu majowym w 1927 roku[8]. Roman Dmowski pisał: „Katolicyzm nie jest dodatkiem do
polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej
mierze stanowi jej istotę. Usiłowanie oddzielenia u nas katolicyzmu od
polskości, oderwania narodu od religii i od Kościoła, jest niszczeniem samej
istoty narodu”[9]. Biorąc powyższe tezy pod
uwagę, dla narodowców olbrzymim problemem były wszystkie zagrożenia uderzające w
ową „istotę polskości”, tak w sensie cywilizacyjnym, jak i ideologicznym.
Zygmunt Wasilewski przestrzegał przed tym, by „rozkład moralny i umysłowy” nie
spowodował spustoszenia w „strukturze społeczeństwa”. „Jeden doktor filozofii
zdziczały – pisał – więcej szkody przynosi niż zaniedbany prostak w polu.
Bo tamten ma swój świat umysłowy utrwalony tradycjami, przeciw któremu nie
wykracza, dopóki go rozkład z góry nie dosięgnie”. Narodowcy wyrażali troskę,
aby obcy żywioł nie wkradł się do „centrów mózgowych polskiej cywilizacji”. „Bo
w ostateczności można jeszcze żyć z drewnianą nogą czy ręką”. Gdy zaatakowane
zostaną centra mózgowe „naród staje się sam dla siebie koniem trojańskim, z
którego w chwili sposobnej mogą wyjść wrogowie jego niepodległości i do spółki z
wrogiem wewnętrznym nad ciałem narodu się znęcać”[10].
Z powyższymi założeniami wynikała konkretna koncepcja narodu lansowana przez
Dmowskiego oraz etyka, na bazie której zbudowane miało być życie społeczne.
Pamiętajmy, że w alternatywnej koncepcji nacjonalizmu niemieckiego naród był
redukowany w sposób postpozytywistyczny do wymiaru rasowego, a etyka miała być
oparta o nietzscheańską koncepcję nadczłowieka[11]. Tymczasem Dmowski lansował zdecydowanie koncepcję
narodu rozumianego jako wspólnotę kulturową, zbudowaną na bazie chrześcijaństwa
(katolicyzmu).
Zupełnie podobnie tę kwestię ujmował Feliks Koneczny. Znawca myśli
koneczniańskiej Paweł Skrzydlewski tak opisuje poglądy polskiego twórcy teorii
cywilizacji: „Naród nie jest zrzeszeniem, którego podstawę stanowią jedynie
wspólne więzy krwi, pochodzenie od wspólnych przodków, lecz przede wszystkim
istnieje on dzięki własnej, rodzimej, przeżywanej przez niego kulturze.
Kulturowy fundament narodu sprawia, że każdy naród formuje się sam, zawsze
dobrowolnie, nigdy pod wpływem gwałtu i przymusu”[12]. I w innym miejscu: „Zdaniem Konecznego, powstanie
państwa w cywilizacji łacińskiej należy wiązać z działalnością misyjną Kościoła
katolickiego. Państwo zaistniało za sprawą wychowania ludów przez Kościół, który
oprócz dożywotniej monogamii, zniesienia niewolnictwa, niezawisłości Kościoła od
władzy świeckiej, postulował zniesienie msty rodowej na rzecz sprawiedliwości
wymierzanej przez władzę publiczną”[13].
Wydaje się, że kwestią dyskusyjną w kwestii łacińskości polskiej myśli
narodowej mogłaby być sprawa istnienia tzw. etyki narodowej i kwestii relacji
państwa do Kościoła. Otóż mylnymi są stwierdzenia, jakoby narodowcy postulowali
upaństwowienie Kościoła. Stanisław Grabski, jeden z liderów ruchu narodowego,
pisał: „Nie ma nic szkodliwszego od upaństwowienia Kościoła. Państwo działa za
pomocą prawnego, w pewnych momentach nawet fizycznego przymusu, a Kościół
Chrystusowy z istoty swojej jest władzą tylko moralną i odwoływać się może
skutecznie jedynie do nakazów sumień ludzkich”[14]. Narodowcy postulowali więc nade wszystko współpracę
Kościoła i państwa (szczególnie w okresie międzywojennym), respektując ich
autonomię[15], co było zgodne z tradycją
łacińską[16].
Kolejnym tematem dyskusyjnym w kwestii „łacińskości” ruchu narodowego i
poglądów Romana Dmowskiego jest tzw. etyka narodowa, propagowana jeszcze przez
Dmowskiego w „Myślach nowoczesnego Polaka” (teza: „Jestem Polakiem, więc mam
obowiązki polskie”). Oczywiście sprzeczność z etyką katolicką jest tutaj tylko
pozorna, warunkowana ewentualnością tzw. postpozytywistycznego darwinizmu
społecznego (egoizmu narodowego). W rozumieniu chrześcijańskim pojęcie etyki
narodowej może być w zgodzie z zasadami katolickimi. Feliks Koneczny pisał:
„Istnieć musi etyka narodowa. Przeczący temu popełniają pewne przeoczenie: etyka
ta wcale nie musi być czymś sprzecznym z katolicyzmem, lub niepotrzebnym wobec
niego. Jak to? Więc w katolicyzmie wszystko ma być etyczne, oprócz narodu?
Właśnie w imię katolicyzmu musimy zmierzać do wytworzenia etyki narodowej, jako
nowego działu etyki katolickiej”[17].
Metody działania politycznego
Oprócz kwestii typowo teoretycznych, dotyczących myśli politycznej Romana
Dmowskiego i obozu narodowego, zachodzi pytanie o praktykę działania. Istnieje
wszak dość powszechne wśród historyków przekonanie o dążeniach wodzowskich
Dmowskiego. Przywołuje się tutaj Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego jako
dwie postacie, będące zwolennikami systemu autorytarnego w Polsce. Tymczasem
kiedy przyjrzymy się działaniom Dmowskiego trudno jest udowodnić owo dążenie do
wodzostwa, które w wymiarze cywilizacyjnym byłoby wzorowaniem się na cywilizacji
turańskiej (Rosja), bądź bizantyńskiej (Niemcy). Rzeczywiście obóz
piłsudczykowski był ukształtowany jako wodzowski. Szczególnie tuż przed Wielką
Wojną i w trakcie jej trwania Piłsudski wykazywał ściśle militarystyczne
tendencje w polityce. Odsunął w dużej mierze starych współpracowników
politycznych, opierając się na młodzieży[18]. Owa młodzież legionowa odegrała olbrzymią rolę w czasie
poczynań wojennych Piłsudskiego, a także, już jako generacja ludzi w pełni
dorosłych, w Polsce niepodległej (przykład: zamach majowy). Tymczasem Dmowski
nigdy nie stworzył organizacji politycznej widzianej jako zmilitaryzowana siła.
Wręcz przeciwnie, obóz narodowy był bardzo szerokich ruchem, w którym przede
wszystkim wielką rolę odegrała myśl polityczna. Dmowski bardzo krytycznie
ustosunkowany do polityki insurekcyjnej miał wielki dystans do udziału młodzieży
w życiu politycznym, jako warstwy w sposób najbardziej oczywisty uległej
demagogii (wysoka emocjonalność charakterystyczna dla młodego wieku)[19]. Szczególnie miał na myśli młodzież
zaangażowaną w ruchu socjalistycznym, która w czasie rewolucji 1905 r. chwyciła
za broń. Dmowski pisał: „Przynajmniej połowa przewrotności, znamionującej
socjalistów w dyskusji, jest nieumyślną i pochodzi z przedwczesnej
partyjności”[20]. Przykładał twórca ruchu
narodowego olbrzymią wagę do twórczości politycznej, twierdząc, że przedwczesna
partyjność ogranicza rozwój młodzieży. Zatem Dmowskiemu chodziło przede
wszystkich o wychowanie młodego pokolenia, a nie o zaprzęgnięcie ich w rydwan
militarystycznych działań powstańczych. W innym miejscu jego pism czytamy: „Czy
nie wpływałoby to korzystnie na cały rozwój myśli demokratyczno-narodowej, gdyby
wśród młodzieży podlegały dyskusji rozmaite poglądy, które zbyt prędko pozyskują
znaczenie urzędowej opinii stronnictwa (…). Ci, co po nas przyjdą do steru ruchu
demokratyczno-narodowego, muszą zmienić niejedno z tego, co myśmy zrobili
lub za zasadę przyjęli, bo to, co dobre dziś, jutro może być nieodpowiednie, a
zresztą musi być w naszym kierunku i błędów nieco do naprawienia, bo któż na tym
świecie jest wolny od błędów! (…) Trzeba znaleźć drogę, której by nie
towarzyszyło ani pretensjonalne lekceważenie zdania starszych, ani uznanie ich
za bezwzględny autorytet: przyjacielska, oparta na wzajemnym szacunku dyskusja
zawsze jest możliwa między ludźmi cywilizowanymi, zwłaszcza, gdy ich łączą węzły
wspólnej wiary w głównych sprawach”[21].
Zatem takie stawianie sprawy przez Dmowskiego absolutnie wykluczało ideę
wodzostwa oraz ślepe naśladownictwo zastanych wzorów przez młode pokolenie. Obóz
narodowy w przekonaniu Dmowskiego to wielki ruch, o bogatej myśli politycznej, a
nie zdyscyplinowana struktura partyjna.
W podobny sposób na młodzieżową politykę patrzył jeszcze przed I wojną
światową Feliks Koneczny. Krytykował on tzw. pajdokrację, charakterystyczną dla
dziewiętnastowiecznego ruchu insurekcyjnego. Słowa Konecznego, przeciwnika
wodzowskiej polityki brzmiały jeszcze ostrzej niż poglądy Dmowskiego. Koneczny
pisał: „Jeżeli wróg wewnętrzny pragnie, żeby dane społeczeństwo popełniło krok
fałszywy i dla siebie zgubny, postara się o najmitę, który za odpowiednim żołdem
najmie się za prowokatora. Gdzież najłatwiej mu działać, jak nie wśród
młodzieży? W interesie tamtej strony będzie, żeby ta młodzież miała jak
najwięcej wpływu, a nawet posiadała władzę nad społeczeństwem. Nie bez wielkiej
racji psychologicznej szpiegostwo i prowokatorstwo zatrudnianym bywa najbardziej
wśród młodych, zapalnych głów”. I w innym miejscu: „Miałem dużo sposobności
przysłuchać się, jak się kaptuje młodzież. Siwowłosy orator zapewnia np., że nie
ma nic zgubniejszego, jak rozsądek, że daną kwestię trzeba rozwiązać «porywem
serca». Młodzież zachwycona, uniesiona, i nikt ze słuchaczów nie spostrzeże, że
zachodzi tu coś nienaturalnego, że człowiek starszy, odzywający się w ten
sposób, musi być albo wariatem, albo oszustem”[22].
Widzimy zatem olbrzymią zbieżność w widzeniu tych spraw między Konecznym a
Dmowskim. Jak już wspomniałem, łączyło się to ściśle z niechęcią do
militaryzacji polityki. Naturalnie podejście takie przeniosło się na grunt II
Rzeczpospolitej. Szczególnie po zamachu majowym starły się nie tylko dwie
ideologiczne koncepcje Polski, ale i, można by powiedzieć, dwa modele
cywilizacyjne zorganizowania życia politycznego. Obóz piłsudczykowski,
zorganizowany na sposób jednoznacznie wodzowski, nie znalazł pełnego
naśladownictwa w kręgach narodowych. Oczywiście pojawiały się silne wodzowskie
tendencje w obozie narodowo-radykalnym, tj. w grupie zbliżonej do Bolesława
Piaseckiego, ale w głównym nurcie, któremu realnie przewodził Dmowski,
dominujące były inne inspiracje. Jak pisze Krzysztof Kawalec, mylnym jest
twierdzenie jakoby Dmowski pchał młodzież ku faszyzmowi, mimo to, że dla wielu
wzorzec włoski był bardzo atrakcyjny[23].
Wręcz przeciwnie – Dmowski starał się hamować młodzież przed takimi tendencjami.
Tadeusz Bielecki, jeden z najzdolniejszych uczniów Dmowskiego, późniejszy
przywódca Stronnictwa Narodowego pisał: „Prezes był przeciwnikiem militaryzacji
polityki, gromił nas, ilekroć przez pęd do naśladownictwa nazywaliśmy go wodzem
(…). Wyrósł w innej epoce i wiedział, że militaryzacja polityki zabija twórczość
polityczną. Toteż nieraz powtarzał: wolę być zwykłym członkiem wielkiego
ruchu niż wodzem na kupie śmieci”[24].
Feliks Koneczny za krytykę obozu sanacyjnego (za turańskie, jego zdaniem,
metody rządzenia) został przeniesiony na emeryturę i stracił posadę
uniwersytecką. Wydaje się, że sprzeciw Dmowskiego wobec militaryzacji polityki
wewnątrz swojego obozu, jak i w kwestii działań wobec konkurencji politycznej,
dowodzi, że posługiwał się on metodą łacińską w zarządzaniu ruchem narodowym.
Można to było również zauważyć w jego poglądach na relację narodu i państwa.
Głoszony przez piłsudczyków prymat państwa nad narodem (uosobieniem tego państwa
miała być osoba Józefa Piłsudskiego – patrz: konstytucja kwietniowa) znalazł
odpowiedź w propagowaniu przez Dmowskiego i obóz narodowy zdecydowanego prymatu
narodu nad państwem[25]. Tu również poglądy
narodowców zbiegały się z tezami głoszonymi przez Konecznego. „Jest tedy państwo
o wiele starsze od narodu – pisał Koneczny – i nie z narodu ono powstaje,
nawet nie ze społeczeństwa – lecz z tego nie wynika, by z państwa miało
rodzić się społeczeństwo, a cóż dopiero naród. To nie wytwory państwowe, a że
naród może istnieć bez państwa, dowiedliśmy (niestety) sami dziejami
porozbiorowymi”[26]. Dla Konecznego państwo
narodowe, w którym instytucja państwowa odgrywa tylko rolę narzędzia, jest
naturalnym sposobem zorganizowania życia społecznego w cywilizacji łacińskiej.
Naród jako wspólnota etyczna jest żywym organizmem, państwo użytecznym
mechanizmem. Zmechanizowanie oddolnego życia wspólnoty (np. poprzez nierozumne
prawodawstwo czy biurokrację) jest po prostu zabójcze dla modelu łacińskiego.
Jak wykazaliśmy wcześniej, podobnie te sprawy postrzegał Roman Dmowski.
Artykuł ukaże się drukiem w „Zeszytach Społecznych KIK” 2010.
[1] R. Polak, Cywilizacje a moralność
w myśli Feliksa Konecznego, Lublin 2001, s. 191.
[2] F. Koneczny, Państwo i prawo w
cywilizacji łacińskiej, Komorów 1997, s. 139.
[3] M.A. Krąpiec, Rozważania o
narodzie, Lublin 1998, s. 19; R. Dmowski, Kościół, naród i
państwo, Krzeszowice 2002, s. 21-22.
[4] Z. Wasilewski, O nacjonalistycznym
poglądzie na życie, „Myśl Narodowa” 1927, nr 5, s. 63.
[5] Historia katolicyzmu społecznego w
Polsce 1832-1939, red. Cz. Skrzeszewski i in., Warszawa 1981, s. 294.
[6] J. Woroniecki, O narodzie i
państwie, Lublin 2004, s. 52.
[7] Z. Balicki, Egoizm narodowy wobec
etyki, w: B. Grott, Zygmunt Balicki ideolog Narodowej Demokracji,
Kraków 1995, s. 114-143.
[8] Por. M. Ryba, Religia i etyka
społeczna w myśli narodowej, „Zeszyty Społeczne KIK” 1997, s. 38 – 39.
[9] R. Dmowski, Kościół, naród …,
s. 21.
[10] Cyt. za: M. Ryba, Naród a
polityka. Myśl społeczno-polityczna twórców ruchu narodowego w okresie
międzywojennym, Lublin 1999, s. 46.
[11] Por. A. Zwoliński, Cywilizacja
zła. Faszyzm i komunizm jako idee satanistyczne, „Cywilizacja” 2006, nr 16,
s. 68-77.
[12] P. Skrzydlewski, Polityka w
cywilizacji łacińskiej, Lublin 2002, s. 72-73.
[13] Tamże, s. 52.
[14] S. Grabski, Pamiętniki, t.
2, Warszawa 1989, s. 236. Podobnie rzecz ujmował inny lider obozu
narodowego, Roman Rybarski: „Ochrona praw Kościoła rzymskokatolickiego nie
oznacza wznowienia walk religijnych. (…) Kościół rzymskokatolicki nie apeluje do
siły fizycznej, by wzmocnić swoje wpływy. Innym wyznaniom chrześcijańskim nic w
Polsce nie zagraża, żyliśmy z nimi od wieków w zgodzie i nadal żyć pragniemy” R.
Rybarski, Cele i zadania, Warszawa 1928, s. 13, por. R. Dmowski,
Pisma, t. 9, Częstochowa 1939, s. 113.
[15] Dmowski pisał: „W zakresie obrony
podstaw życia religijnego, jedne rzeczy może i musi robić państwo; te zaś,
których państwo robić nie może i w których ingerencja państwa jest niepożądana,
musi robić społeczeństwo. Tym zaś większy obowiązek ciąży na społeczeństwie, im
państwo w danym zakresie gorzej spełnia swe zadania”. R. Dmowski, Kościół,
naród …, s. 34.
[16] Ryszard Polak pisze o zasadach
cywilizacji łacińskiej: „Uznawanie pierwszeństwa czynnika duchowego nad
materialnym; wiara w Boga jako uzasadnienie uniwersalnej moralności; prawo,
które jest regulatorem stosunków międzyludzkich; rozdział Kościoła od państwa;
pluralizm polityczny. Cywilizacja łacińska jest personalistyczna, ponieważ
uznaje godność osoby ludzkiej i wynikające z tego jej prawa i obowiązki”. R.
Polak, Cywilizacje a moralność …, s. 245.
[17] F. Koneczny, Obronić
cywilizację łacińską, Lublin 2002, s. 61.
[18] Zob. M. Ryba, Środowiska i
ugrupowania polityczna na Lubelszczyźnie 1914-1918, Lublin 2007, s.
27-28.
[19] Dmowskiemu chodziło nie o jakąś
konkretną granicę wieku, lecz o dojrzałość człowieka parającego się polityką.
Por. K. Broński (R. Dmowski), Młodzież w ruchu demokratyczno-narodowym,
„Przegląd Wszechpolski” 1903, nr 1, s. 32.
[20] Tamże, s. 34.
[21] Tamże, s. 37.
[22] F. Koneczny, O
pajdokracji, Warszawa 1912, s. 17-19. W podobnym duchu pisał ks. Kazimierz
Lutosławski, jeden z czynnych działaczy ruchu narodowego. Czytamy: „Polityka
czynna należy do najtrudniejszych zadań dojrzałych ludzi. Prowadzenie jej
skuteczne i z pożytkiem sprawy publicznej wymaga takich cech umysłu i
charakteru, które są zgoła niedostępne dla młodego wieku. Wymaga przede
wszystkim roztropności, to jest cnoty, o której już Arystoteles orzekł, że nie
może być udziałem młodych, bo opiera się na doświadczeniu i na opanowaniu afektu
w sądzie; roztropność polega na wybraniu spomiędzy wszelkich możliwych środków
tych, które najskuteczniej prowadzą do celu, przypuszcza też zdolność
rozróżniania, co jest ustępstwem w środkach tylko, a co odstępstwem od celu. (…)
Wreszcie polityka wymaga tak rozległej wiedzy historycznej, ekonomicznej i
społecznej, tyle nauk wchodzi w zakres umiejętności politycznych, że zważywszy
to wszystko, uznać trzeba napraszanie się młodzieży niedorosłej do udziału
w polityce czynnej za szkodliwe dzieciństwo. K. Lutosławski, Młodzież a
polityka, Warszawa 1915, s. 5-6.
[23] K. Kawalec, Narodowa Demokracja
wobec faszyzmu, Warszawa 1989, s. 308.
[24] T. Bielecki, W szkole
Dmowskiego, Londyn 1968, s. 264.
[25] M. Ryba, Naród a polityka,
s. 49-50.
[26] F. Koneczny, Rozwój
moralności, Lublin 1938, s. 205.
|