|
„Doskonałość jest jak owe miasto Objawienia w Apokalipsie, mające dwanaście
bram wychodzących na wszystkie strony świata, na znak że ludzie wszelkiego
narodu, stanu i wieku wejść przez nie mogą (…) Żaden stan lub wiek nie jest
przeszkodą do życia doskonałego. Bóg bowiem nie ma względu na rzeczy zewnętrzne
(…) ale na duszę (…) a żąda tylko tyle ile dać możemy.” Tymi słowami wyrażał
swoją wiarę w powszechne powołanie do świętości Józef Sebastian
Pelczar. Dziewiętnastego stycznia obchodziliśmy jego liturgiczne
wspomnienie. Tą wiarą żył jako kapłan, biskup, jako uczony profesor. Sam dążył
do świętości i innych do niej prowadził.
Warto wspomnieć, że Józef Sebastian przyszedł na świat w bardzo pobożnej
rodzinie, choć prostej, to wrażliwej na wartości religijne i patriotyczne,
ceniącej wiedzę. Urodził się w małej wiosce koło Krosna – Korczynie 17
stycznia 1842 r. z ojca Wojciecha i matki Marianny, był trzecim z czworga
dzieci. Matka, co było pięknym obyczajem, ofiarowywała każde ze swych dzieci
Matce Bożej Pocieszenia w sanktuarium w Leżajsku. Późniejszy biskup mawiał o
sobie, że jest homo Marianus (człowiekiem maryjnym). To właśnie dom rodzinny
staje się pierwszym uniwersytetem, gdzie zdobywa wiedzę i wzmacnia swego ducha
przyszły święty.
Uczy się najpierw w Korczynie potem w Rzeszowie. Zadziwiające jest to, że
mając osiem – dziewięć lat jest bardzo samodzielny i jak na swój wiek dojrzały.
Sam mieszka na stancji, decyduje o planie dnia, o tym co będzie jadł, jak długo
będzie się uczył i jest najlepszym uczniem w klasie. Zwierza się swojemu
katechecie, że chciałby zostać wielkim człowiekiem. Wkrótce staje w pewien
sposób na rozstaju dróg. Pociąga go nauka historii, ale nie mniej kapłaństwo. W
końcu ideał życia widzi w poświęceniu się, a ideał poświęcenia w kapłaństwie.
Wstępuje do seminarium przemyskiego. W 1864 r. przyjmuje święcenia kapłańskie.
Pracuje jako wikariusz w Samborze, ale wkrótce wyjeżdża do Rzymu i podejmuje
studia na Uniwersytecie Gregoriańskim. W ciągu dwóch i pół roku uzyskuje dwa
doktoraty z teologii i prawa kanonicznego. Po latach napisze: „Codziennie
dziękuję Bogu, że mnie przyprowadził do Rzymu, bo wiele tam skorzystałem dla
umysłu i serca”. Po powrocie do Polski pracuje jako wikariusz w Wojutyczach i
Samborze, a w 1869 r. zostaje profesorem w seminarium przemyskim. W 1876 r.
zostaje powołany na stanowisko profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego. Sam
udoskonalając metody nauczania i innych do tego zachęcając, pozostawia myśli,
które i dziś nie tracą na swej aktualności. „Nie wystarczy dzisiaj dyktować
odwieczne jakieś skrypta – pisze Pelczar – albo recytować płynnie frazesy,
wyjęte żywcem z małego kompendium, lecz postęp umiejętności i dobro młodzieży
wymaga, aby profesorowie jasnym i przetrawionym wykładem utrzymywali ciągłą
uwagę uczniów, wyjaśniali im rzeczy trudniejsze, zapytywali ich często o zdanie
i nie tyle obciążali pamięć mnóstwem cytatów, ile kształcili ich w samodzielnym
myśleniu.” Pełnił na UJ funkcję dziekana Wydziału Teologicznego, który
zreformował, prorektora, a następnie rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Pogłębiał swoje życie wewnętrzne, udzielał wsparcia ubogim i potrzebującym.
Działał w szeregach Towarzystwa Oświaty Ludowej, które zorganizowało ponad 600
czytelni i wypożyczalni książek, przeprowadzał bezpłatnie wykłady, wydawał
książki i broszury. W 1894 r. powołał do życia Zgromadzenie Służebnic
Najświętszego Serca Jezusowego, które do dziś służy Kościołowi w Polsce i na
świecie.
W 1898 r. ks. Pelczar zostaje nominowany na biskupa sufragana przemyskiego, a
w dwa lata później zostaje ordynariuszem diecezji przemyskiej. Chce mieć świętą
diecezję, więc zawierza ją Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Matce Bożej.
Podejmuje liczne wizytacje kanoniczne, ożywia ducha wiary, zwołuje synod
diecezjalny, wzmacnia karność duchowieństwa i podnosi poziom życia religijnego.
Włada diecezją przez 25 lat. Umiera w opinii świętości w marcu 1924 r. Jan Paweł
II ogłosił Józefa Sebastiana błogosławionym w 1991 r., zaś kanonizował go w 2003
r. Na koniec spróbujmy chwilę zastanowić się nad słowami św. Józefa Sebastiana,
które kierował do współczesnych (ale czy tylko?): „Któż nie widzi, że dziś
narody marnieją i wracają do barbarzyństwa, w miarę jak porzucają zasady
chrześcijańskie. Chcemyż tedy, by naród polski przetrwał próby wieku, by nie
wpuścił do swego serca jadu, który by go zatruł, by się nie ugiął przed żadną
przemocą, strzeżmy jego wiary. Z wiarą brońmy obyczaju, świętości domowego
ogniska, zgody społecznej, ziemi ojczystej i języka, bo to wszystko jest siłą
narodu. W tym celu pozbywajmy się wad starych (…), pracujmy sumiennie i po
Bożemu (…), niosąc sobie chętną pomoc i zapierając się miłości własnej (…),
żyjmy skromnie i oszczędnie, by ratować ziemię polską przed obcymi (…), nie
żałujmy trudu i grosza dla dobra powszechnego, mając zawsze za pobudkę chwałę
Bożą i pożytek ojczyzny”. Chce się powiedzieć: nic dodać, nic ująć, bo świętość
pokonuje granice czasu. Dlatego powierzmy naszą Ojczyznę wstawiennictwu świętego
biskupa z Przemyśla, i dla własnego pożytku zważmy na to jak żył i co
głosił.
Tekst został wygłoszony w ramach cyklu
felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 17 stycznia 2010 r.
|