Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Święci w dziejach
Mirosław Król 2010-01-25

Bł. Henryk Suzo

Chciałbym przypomnieć pokrótce postać bł. Henryka Suzo, którego liturgiczne wspomnienie obchodziliśmy 25 stycznia. Tak jak XVI wieczna Hiszpania miała swoich mistyków: Jana od Krzyża czy św. Teresę z Avila, podobnie Niemcy, jeszcze przed wybuchem reformacji, również posiadały swoich mistyków. Byli to Mistrz Eckhard oraz jego uczniowie Jan Tauler i właśnie bł. Henryk Suzo. Chociaż według dzisiejszej terminologii był on raczej Szwajcarem niż Niemcem to jednak zaliczany jest do grona niemieckich mistyków. Urodził się prawdopodobnie w 1295 r. w Konstancji – mieście pięknie położonym nad szmaragdowo-zielonym Jeziorem Bodeńskim. Miał pobożną matkę, która nauczyła go kontemplacji Męki Pańskiej oraz ojca, którego Henryk nazwie później „synem tego świata”. Wspominał po latach, że jako mały chłopiec przyozdabiał majowymi kwiatami figurę Matki Bożej. Będzie potem wielkim czcicielem Matki Bożej Bolesnej.

Chłopiec mając trzynaście lat wstąpił do dominikanów, gdzie odbył studia. Jako osiemnastolatek przyjął śluby wieczyste. W tym czasie też doświadczył mistycznej wizji. W klasztorze św. Mikołaja, na małej wysepce Jeziora Bodeńskiego, kilka metrów od brzegu, ujrzał w widzeniu Przedwieczną Mądrość i zrozumiał, że jest to ta sama Osoba Boża, która stała się człowiekiem, cierpiała za ludzi i została ukrzyżowana. Był to przełomowy moment w życiu Henryka. Zaczął praktykować umartwianie, gdyż był przekonany, że kochać to znaczy cierpieć. Dużo czasu spędzał na modlitwie w swej zakonnej celi. Udał się w końcu na studia do Kolonii, gdzie słuchał nauk Mistrza Eckharta. Nauki te zostały poddane krytyce i dopatrywano się w nich niezgodności z nauczaniem Kościoła. Dziś wprawdzie uważa się, iż pisma łacińskie Eckharta nie zawierają treści przeciwnych ortodoksji, ale budzą wątpliwości spisane przez jego uczniów, a głoszone w języku niemieckim kazania Mistrza Eckharta. Młody dominikanin Henryk Suzo stanął w obronie swego mistrza, co również na jego głowę ściągnęło posądzenia o herezję. Musiał się tłumaczyć przed kapitułą zakonną we Flandrii. Wydarzenia te zamknęły Henrykowi drogę na studia w Paryżu. Powrócił więc do Konstancji i stał się wędrownym kaznodzieją, zajmował się także formacją zakonną w klasztorach żeńskich. Niezwykłe to było życie duchowego syna św. Dominika. Koń był przecież wyrazem bogactwa, dlatego Henryk przemierzał pieszo Szwajcarię, Szwabię, Alzację, Dolinę Renu. Wędrował z drugim bratem, obaj na ogół milczeli, modlili się i usiłowali przeżyć, co nie było wcale łatwe na średniowiecznych traktach, wstępowali do klasztorów, kościołów, gdzie Henryk głosił kazania. Wyróżniał się osobistym życiem wewnętrznym, prowadził je tak dalece surowe, że przypominał ascetów pierwszych wieków chrześcijaństwa. Nosił na piersiach żelazny łańcuch, na plecach zaś krzyż żelazny z kolcami, który ranił jego ciało i ciągle przypominał o Męce Zbawiciela. Choć dla siebie był niezwykle surowy, dla innych spokojny i łagodny. Kiedy głosił kazania nie ciskał gromów, był raczej delikatny i pełen słodyczy. Zawsze zatroskany, by na drogę prawdy i dobra sprowadzić tych, którzy z niej zeszli. Był wrażliwy na piękno przyrody, odnajdywał w niej majestat i piękno Boga. Napisana przez Henryka „Książeczka wiecznej Mądrości” należała do najpoczytniejszych w średniowieczu dzieł.

Znane przysłowie mówi: „Kogo Bóg miłuje tego doświadcza”. Henryk zawsze w pokorze znosił ataki na siebie i posądzenia. A utrapienia, które znosił nie tylko się piętrzyły, ale i nakładały na siebie. Dlatego nigdydy nie był wolny od doczesnych trosk. Kiedyś przywędrował do klasztoru sióstr dominikanek i był wielce zasmucony. Wyraził obawę, że musi stać się coś niedobrego, bo Bóg go chyba opuścił, gdyż wbrew ciągłym, dotychczasowym utrapieniom już od miesiąca nie doznał uszczerbku na zdrowiu i sławie. Chciało by się zapytać: Któż z nas tak interpretuje swoje życiowe cierpienia?

Wśród legend dominikańskich jest i taka, która opowiada o tym jak to bł. Henryk szedł kiedyś wąską ścieżką i zobaczył ubogą kobietę, która szła z naprzeciwka. Kiedy przybliżyli się do siebie Henryk zszedł z suchej ścieżki w błoto by ustąpić kobiecie drogi. Ta zapytał zaciekawiona: „Dlaczegoż to czcigodny panie w swojej pokorze ustępujesz miejsca mnie ubogiej? Przecież jesteś kapłanem. To raczej ja powinnam ci ustąpić drogi.” „Wszystkim kobietom przywykłem zawsze okazywać cześć i szacunek – odpowiedział Henryk – a to ze względu na Najświętszą Matkę Boga, Królową Nieba.” Taki właśnie był ów mistyk znad Jeziora Bodeńskiego, radosny i zawsze pełen miłości, choć przez całe swe życie boleśnie doświadczany. Zmarł w klasztorze w Ulm 25 stycznia 1366 r. Do chwały ołtarzy wyniósł go papież Grzegorz XVI w 1831 r.

Znosząc trudy życia i jego przeciwności warto ofiarować się Przedwiecznej Mądrości za pośrednictwem jej wielkiego piewcy bł. Henryka Suzo.

Tekst został wygłoszony w ramach cyklu felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 25 stycznia 2010 r.