|
Chciałbym przypomnieć pokrótce postać bł. Henryka Suzo, którego liturgiczne
wspomnienie obchodziliśmy 25 stycznia. Tak jak XVI wieczna Hiszpania miała
swoich mistyków: Jana od Krzyża czy św. Teresę z Avila, podobnie Niemcy, jeszcze
przed wybuchem reformacji, również posiadały swoich mistyków. Byli to Mistrz
Eckhard oraz jego uczniowie Jan Tauler i właśnie bł. Henryk Suzo. Chociaż według
dzisiejszej terminologii był on raczej Szwajcarem niż Niemcem to jednak
zaliczany jest do grona niemieckich mistyków. Urodził się prawdopodobnie w 1295
r. w Konstancji – mieście pięknie położonym nad szmaragdowo-zielonym
Jeziorem Bodeńskim. Miał pobożną matkę, która nauczyła go kontemplacji Męki
Pańskiej oraz ojca, którego Henryk nazwie później „synem tego świata”. Wspominał
po latach, że jako mały chłopiec przyozdabiał majowymi kwiatami figurę Matki
Bożej. Będzie potem wielkim czcicielem Matki Bożej Bolesnej.
Chłopiec mając trzynaście lat wstąpił do dominikanów, gdzie odbył studia.
Jako osiemnastolatek przyjął śluby wieczyste. W tym czasie też doświadczył
mistycznej wizji. W klasztorze św. Mikołaja, na małej wysepce Jeziora
Bodeńskiego, kilka metrów od brzegu, ujrzał w widzeniu Przedwieczną Mądrość i
zrozumiał, że jest to ta sama Osoba Boża, która stała się człowiekiem, cierpiała
za ludzi i została ukrzyżowana. Był to przełomowy moment w życiu Henryka. Zaczął
praktykować umartwianie, gdyż był przekonany, że kochać to znaczy cierpieć. Dużo
czasu spędzał na modlitwie w swej zakonnej celi. Udał się w końcu na studia do
Kolonii, gdzie słuchał nauk Mistrza Eckharta. Nauki te zostały poddane krytyce i
dopatrywano się w nich niezgodności z nauczaniem Kościoła. Dziś wprawdzie uważa
się, iż pisma łacińskie Eckharta nie zawierają treści przeciwnych ortodoksji,
ale budzą wątpliwości spisane przez jego uczniów, a głoszone w języku niemieckim
kazania Mistrza Eckharta. Młody dominikanin Henryk Suzo stanął w obronie swego
mistrza, co również na jego głowę ściągnęło posądzenia o herezję. Musiał się
tłumaczyć przed kapitułą zakonną we Flandrii. Wydarzenia te zamknęły Henrykowi
drogę na studia w Paryżu. Powrócił więc do Konstancji i stał się wędrownym
kaznodzieją, zajmował się także formacją zakonną w klasztorach żeńskich.
Niezwykłe to było życie duchowego syna św. Dominika. Koń był przecież wyrazem
bogactwa, dlatego Henryk przemierzał pieszo Szwajcarię, Szwabię, Alzację, Dolinę
Renu. Wędrował z drugim bratem, obaj na ogół milczeli, modlili się i usiłowali
przeżyć, co nie było wcale łatwe na średniowiecznych traktach, wstępowali do
klasztorów, kościołów, gdzie Henryk głosił kazania. Wyróżniał się osobistym
życiem wewnętrznym, prowadził je tak dalece surowe, że przypominał ascetów
pierwszych wieków chrześcijaństwa. Nosił na piersiach żelazny łańcuch, na
plecach zaś krzyż żelazny z kolcami, który ranił jego ciało i ciągle przypominał
o Męce Zbawiciela. Choć dla siebie był niezwykle surowy, dla innych spokojny i
łagodny. Kiedy głosił kazania nie ciskał gromów, był raczej delikatny i pełen
słodyczy. Zawsze zatroskany, by na drogę prawdy i dobra sprowadzić tych, którzy
z niej zeszli. Był wrażliwy na piękno przyrody, odnajdywał w niej majestat i
piękno Boga. Napisana przez Henryka „Książeczka wiecznej Mądrości” należała do
najpoczytniejszych w średniowieczu dzieł.
Znane przysłowie mówi: „Kogo Bóg miłuje tego doświadcza”. Henryk zawsze w
pokorze znosił ataki na siebie i posądzenia. A utrapienia, które znosił nie
tylko się piętrzyły, ale i nakładały na siebie. Dlatego nigdydy nie był wolny od
doczesnych trosk. Kiedyś przywędrował do klasztoru sióstr dominikanek i był
wielce zasmucony. Wyraził obawę, że musi stać się coś niedobrego, bo Bóg go
chyba opuścił, gdyż wbrew ciągłym, dotychczasowym utrapieniom już od miesiąca
nie doznał uszczerbku na zdrowiu i sławie. Chciało by się zapytać: Któż z nas
tak interpretuje swoje życiowe cierpienia?
Wśród legend dominikańskich jest i taka, która opowiada o tym jak to bł.
Henryk szedł kiedyś wąską ścieżką i zobaczył ubogą kobietę, która szła z
naprzeciwka. Kiedy przybliżyli się do siebie Henryk zszedł z suchej ścieżki w
błoto by ustąpić kobiecie drogi. Ta zapytał zaciekawiona: „Dlaczegoż to
czcigodny panie w swojej pokorze ustępujesz miejsca mnie ubogiej? Przecież
jesteś kapłanem. To raczej ja powinnam ci ustąpić drogi.” „Wszystkim kobietom
przywykłem zawsze okazywać cześć i szacunek – odpowiedział Henryk – a
to ze względu na Najświętszą Matkę Boga, Królową Nieba.” Taki właśnie był ów
mistyk znad Jeziora Bodeńskiego, radosny i zawsze pełen miłości, choć przez całe
swe życie boleśnie doświadczany. Zmarł w klasztorze w Ulm 25 stycznia 1366 r. Do
chwały ołtarzy wyniósł go papież Grzegorz XVI w 1831 r.
Znosząc trudy życia i jego przeciwności warto ofiarować się Przedwiecznej
Mądrości za pośrednictwem jej wielkiego piewcy bł. Henryka Suzo.
Tekst został wygłoszony w
ramach cyklu felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 25 stycznia 2010
r.
|