Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Jan Paweł II
i o. Krąpiec

Galeria foto
Multimedia
Mirosław Król
Ks. Piotr Skarga
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Ks. Piotr Skarga
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Święci w dziejach
Mirosław Król 2010-01-28

Wielki wzrostem, intelektem i duchem – św. Tomasz z Akwinu

Dzień dzisiejszy przybliża nam postać ogromną, zarówno wzrostem, intelektem jak i duchem, postać świętego Tomasza z Akwinu Doktora Kościoła, nazywanego – najbardziej uczonym spośród świętych i najbardziej świętym spośród uczonych. Tomasz przyszedł na świat w epoce średniowiecza, kiedy w Europie wznoszono przepiękne monumentalne katedry. Bywało, że niektóre waliły się w gruzy, zbudowane niezgodnie ze sztuką lub zburzone przez rewolucjonistów i wojny. Św. Tomasz w pewien sposób również wzniósł katedrę. Katedrę myśli filozoficznej i teologicznej, katedrę o mocnych fundamentach, która trwa niewzruszona.

Tomasz przyszedł na świat w 1225 r. w pobliżu Akwinu leżącego w połowie drogi z Rzymu do Neapolu. Jego ojciec Landulf hrabia Akwinu był skoligacony z cesarzami niemieckimi. Kiedy Tomasz miał 5 lat oddano go w charakterze oblata do klasztoru na Monte Cassino. Potem studiował na Uniwersytecie w Neapolu. W tym czasie poznaje dominikanów, nowy zakon żebraczy założony przez św. Dominika Guzmana. Wstępuje w jego szeregi, co jednak nie podoba się rodzicom. Przynależność członka rodziny arystokratycznej do zakonu żebraczego zwanego Domini canes czyli „psy Pańskie” odbierana była jako szczególne dziwactwo. Dlatego Tomasz był dwukrotnie więziony przez bliskich i skłaniany do zmiany zdania, jednak bezskutecznie. Dopiero w 1245 r. rodzice ulegli. Tomasz mógł wyjechać na studia do Paryża. Tam poznał niezwykłego człowieka św. Alberta Wielkiego, także dominikanina. Albert mógł wzorem tamtych czasów urobić swego zdolnego ucznia i podporządkować go swojemu systemowi, ale Albert miał wielki szacunek nie tylko dla prawdy, ale także dla człowieka. To pozwoliło mu nie zmarnować tego wielkiego, a dopiero rodzącego się talentu. Tomasza, przez milczkowaty charakter i wysoki wzrost, koledzy nazywali „milczącym wołem”. Zachwycony jedną z jego prac teologicznych Albert Wielki powiedział „zobaczycie że jego ryki, pewnego dnia, wypełnią świat”. Tomasz pod okiem Alberta studiuje w Kolonii, a potem zostaje profesorem Uniwersytetu Paryskiego. W kilka lat później jest teologiem na dworze papieskim. Akwinata miał ogromny talent do zbierania i porządkowania elementów prawdy rozrzuconych po różnych systemach myślenia, pozostał wierny hasłu: „obowiązkiem intelektu jest wszystko uładzać”. Budowanie systemu nazwanego potem „tomizmem” przebiegało w ogniu polemik i ataków na Tomasza. Dla tego wielkiego filozofa i teologa życie ludzkie rozgrywa się wobec podstawowego faktu jakim jest istnienie rzeczywistości i tę rzeczywistość trzeba rozpoznać. Platon zaczynał swoje filozofowanie od idei, różni filozofowie chrześcijańscy od samego Boga, a Tomasz od rzeczywistości, od tego co jest. To było przyczyną ataków na niego, zarzucano mu, że się oddał w niewolę Arystotelesowi, pogańskiemu uczonemu. Ale to w Starym Testamencie każdy mógł przeczytać to, co jest niejako podstawą myśli Tomaszowej: „Niebiosa głoszą chwałę Boga i tylko nierozumni z dóbr widzialnych nie poznali Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy”. ( por. Mdr 13, 1-9) W jednym ze swoich kazań Tomasz przywołał pogańskiego Arystotelesa, którego zapytano kiedyś: od kogo tak wiele się nauczył: „Od wszystkich rzeczy” – one bowiem nie potrafią kłamać odpowiedział Stragiryta.

Tomasz uchodząc już za wielkiego filozofa i teologa błagał pokornie Boga w swych modlitwach o pokój ciała i ducha. Za Dobrym Łotrem powtarzał „Jezu wspomnij na mnie, gdy wejdziesz do swego Królestwa”. Swoje arcydzieła pisarskie, a jest ich 34 tomy, które przecież do dziś zadziwiają, u schyłku życia nazwał „źdźbłem słomy”.

Trudno przypomniawszy postać św. Tomasza nie spojrzeć na czasy obecne. Co jakiś czas słyszymy o teologach, którzy już z tytułem „wybitnych” porzucają teologię, stan kapłański, a nawet wiarę. Warto w tym kontekście przypomnieć fragment listu św. Franciszka z Asyżu do św. Antoniego Padewskiego: „Rad jestem, że wykładasz braciom świętą teologię, bacz jednak byś przy tym nie utracił ducha”. Doskonale rozumiał ten problem święty dnia dzisiejszego Tomasz z Akwinu zwany „Doktorem Anielskim”. W swojej summie teologicznej napisał: „W kościelnej hierarchii zdarza się niekiedy tak, że ludzie bliżsi Bogu z powodu świętości są na najniższym szczeblu i wcale nie błyszczą wiedzą; niektórzy zaś w jednym wybijają się, a w drugim niedociągają. To jest powód dlaczego wyżsi mogą być nauczani przez niższych”.

W 1263 r. papież Urban IV prosi o stworzenie nabożeństwa liturgicznego dwóch świętych Bonawenturę i Tomasza. Obaj posłuszni przynoszą swoje wersje tego samego dnia. Po wysłuchaniu poematu Tomasza Bonawentura wykrzyknął: Tylko Duch Święty mógł natknąć tak piękny poemat i podarł swoje dzieło. Obaj byli najwybitniejszymi teologami tamtych czasów, a na pewno przerośli swoje czasy. Naszym czasom podpowiadają, że prawdziwy geniusz uczonego teologa żyje tylko w pokorze.

Tekst został wygłoszony w ramach cyklu felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja.