|
Imię Antoniego kojarzy nam się niemal zawsze z osobą św. Antoniego z Padwy,
którego papież Leon XIII nazwał „świętym całego świata”. I rzeczywiście, trudno
sobie wyobrazić takie miejsce na ziemi, gdzie nie byłoby poświęconych mu
kościołów, kaplic, ołtarzy czy wizerunków. Dziś jednak kościół wspomina św.
Antoniego Pustelnika, zwanego też Wielkim. Mimo iż pozostaje on niejako w cieniu
swego średniowiecznego imiennika, to jego wpływ na dzieje Kościoła jest ogromny.
I chyba mu dobrze tam, gdzie jest. Antoni Pustelnik nigdy nie chciał znajdować
się na eksponowanym miejscu, całe życie szukał odosobnienia. Ćwiczył się w
ascezie, modlitwie, pokorze. Im bardziej szukał samotności, tym bardziej lgnęli
do niego ludzie, naśladując jego sposób życia lub szukając u niego duchowego
wsparcia. „Jesteś największym mnichem całego wschodu” – ktoś kiedyś miał
powiedzieć Antoniemu. Ten zaś odparł: „Tak, wiem, już mi to powiedział
szatan”.
Antoni Pustelnik urodził się ok. roku 251 w środkowym Egipcie. Wychowany w
rodzinie chrześcijańskiej, nie posiadał jednak wykształcenia świeckiego. Kiedy
miał 20 lat zmarli jego rodzice, Antoni zaś opiekował się młodszą siostrą.
Pewnego dnia usłyszał w kościele słowa z Ewangelii św. Mateusza: „Jeżeli chcesz
być doskonały, idź sprzedaj co posiadasz i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb
w niebie. Potem przyjdź i pójdź za mną”. Słowa te odczytał Antoni dosłownie i
odniósł je wprost do siebie. Sprzedał więc majątek rodziców, zabezpieczył byt
siostrze, a pozostałą część rozdał ubogim i począł wieść żywot anachorety. Z
jęz. greckiego anachoreo znaczy: oddalam się, odchodzę. W odosobnieniu
oddawał się Antoni pracy fizycznej, modlitwie i pokucie. Im stawał się bardziej
znany, tym próbował głębiej zaszyć się na pustyni. Początkowo stronił od ludzi,
ale z czasem uznał, że jego obowiązkiem jest udzielanie im zbawiennych rad.
Życie samotnego ascety zawsze jest bardzo trudne, wymagające, ciężkie. Mnich
podlega różnorakim pokusom. Takie też było życie Antoniego. Nieustannie był
atakowany przez szatana, który nawiedzał go w różnych postaciach. Pokusy
pokonywał modlitwą i ascezą. Wedle tradycji uzdrawiał też ludzi i uwalniał z
opętania. Stopniowo wokół Antoniego zaczęli gromadzić się naśladowcy, co
spowodowało powstanie eremów, pierwowzorów klasztorów. Pustelnik odznaczał się
wielką mądrością, a że nie był wykształcony, nazywano go „nauczonym przez Boga”.
Prowadził przez jakiś czas korespondencję z cesarzem Konstantynem Wielkim i jego
synami.
Mimo iż żył w odosobnieniu żywo interesował się sprawami Kościoła, a w
chwilach trudnych opuszczał swoją pustelnię, by wesprzeć Kościół radą i pomocą.
Można powiedzieć, że na pustynię zabrał ze sobą problemy ludzi i Kościoła. Tak
było podczas prześladowań za cesarza Dioklecjana w 311 r., kiedy Antoni przybył
do Aleksandrii i spotkał się z biskupem św. Aleksandrem. Tak było też w
dwadzieścia lat później, kiedy znów przybył do Aleksandrii podczas szerzącej się
herezji arianizmu, by wspierać prawowierny Kościół. Wówczas spotkał się Antoni
ze św. Atanazym, późniejszym swoim biografem.
Antoni poświęcił wszystko, aby nic mu nie przeszkadzało w poszukiwaniu Boga.
Stał się natchnieniem nie tylko dla swoich czasów. Pod wpływem Antoniego św.
Augustyn zaczął wieść życie eremity. Wskazaniami Pustelnika inspirowały się
również zakony żebracze.
Spoglądamy dziś na tego niezwykłego eremitę z perspektywy naszego zabiegania.
„Czas to pieniądz” – mówimy. „Oszczędzajmy cenny czas!”. I jakoś tak, im
bardziej go oszczędzamy, tym bardziej nam go brakuje. Im bardziej łapiemy tzw.
chwile, tym szybciej ucieka nam wieczność. Przywołując postać Antoniego, uczymy
się od niego tego, co jest naprawdę ważne, a co możemy sobie darować. Antoni
uczy nas opanowania siebie, swoich namiętności, tego jak wypełniać się Bogiem.
„Czuwajcie i módlcie się!” – te słowa św. Antoni ciągle powtarzał. Kieruje je
również do nas.
Tekst został wygłoszony w ramach cyklu
felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 17 stycznia 2011 r.
|