Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Święci w dziejach
Mirosław Król 2012-02-20

13. lutego – Bł. Jordan z Saksonii

W czasach przełomowych dla Kościoła, w czasach trudnych i tragicznych, zjawiają się ludzie, którzy gotowi są dźwigać nadludzkie niemal ciężary. To znak Opatrzności i nadziei, że człowiek nie jest pozostawiony sam sobie dźwigając bagaż problemów.

Liturgiczne wspomnienie bł. Jordana z Saksonii każe nam sięgnąć w odległe wieki XII i XIII. Europa zagrożona naporem muzułmanów: Arabów, a potem Turków przeżywała również ogromne trudności wewnętrzne. Ci, którzy uczestniczyli w wyprawach krzyżowych do Ziemi Świętej i na wschód zetknęli się z gnozą, która była tworzywem wielu herezji. Gnoza to wiedza, która miała przynieść zbawienie, która zrywała z dotychczasowym porządkiem, która często gardziła światem materialnym, ciałem ludzkim. Stała się podstawą dwóch wielkich wyznań heretyckich, które zrodziły się na południu Europy, głównie we Francji i we Włoszech: waldensów i albigensów. Występowali oni przeciwko organizacji kościelnej, przeciw biskupom i kapłanom, potępiali małżeństwo, odmawiali służby wojskowej, głodzili się, rozpalili w Europie rewolucję, która groziła wywróceniem całego porządku religijnego, społecznego i politycznego.

Najskuteczniejszą bronią w walce z tymi ruchami okazały się zakony żebracze, a zwłaszcza dominikanie. Działający wśród katarów św. Dominik Guzman używał jako jeden z pierwszych w Kościele różańca i propagował go wśród wiernych. Dominik, sam będąc człowiekiem wykształconym, dostrzegał potrzebę przyciągnięcia na służbę Kościołowi wykształconej młodzieży. Działał szczególnie mocno w ośrodkach akademickich – w Paryżu i w Bolonii. Tam garnęli się ku niemu młodzi nowicjusze. Głosząc kazania w Paryżu natknął się Dominik na Niemca Jordana z Saksonii, człowieka już wówczas gruntownie wykształconego. Jordan tak wzruszył się i przejął zasłyszanym słowem Bożym, że wyspowiadał się z całego życia i poprosił o habit dominikański. Dominik był już wówczas człowiekiem zmęczonym i schorowanym, a młody zakon trzeba było umocnić. Przygotowywany na przywódcę zakonu Reginald z Orleanu zmarł zaraz po Dominiku. Wówczas to wzrok braci padł na Jordana z Saksonii, który był w zakonie dopiero od dwóch lat. Opatrzność zesłała dominikanom przełożonego dokładnie takiego, jakiego potrzebowali. Był niestrudzonym wizytatorem domów i placówek zakonnych, podróżował po Europie i Bliskim Wschodzie. Wielu młodym nowicjuszom sam przywdziewał habit. Pomnożył liczbę konwentów z 30 do 300, a liczbę zakonników z 300 do 4 tysięcy. Troszczył się o wykształcenie zakonników. Pragnął, aby każdy konwent posiadał własną szkołę teologiczną. Był przełożonym zakonu przez 15 lat. Zginął tragicznie. Podczas wizytacji placówek w Ziemi Świętej jego okręt rozbił się i zatonął u wybrzeży Syrii. Był znakomitym kaznodzieją, wielu nawrócił, licznych sprowadził do zakonu, wśród nich jednego z najwybitniejszych uczonych tamtych czasów św. Alberta Wielkiego.

Kiedyś mówił kazanie o tych, którzy długo trwają w grzechu. „Jeżeli ktoś przyjdzie dziś do klasztoru i zobaczy u drzwi studenta, i tak samo jutro i pojutrze, czyż nie pomyśli sobie, że ten student chce wstąpić do klasztoru? Tak samo można sądzić, że jeżeli kto długo wysiaduje u bram piekła, kiedyś w końcu do niego wejdzie.”

Można by powiedzieć, że dominikanie mieli szczęście do swych przełożonych: św. Dominik, bł. Jordan i ich bezpośredni następcy: św. Rajmund z Penyafort czy bł. Jan z Vercelli. To z tego zakonu pochodzą wybitni uczeni i świeci: Albert Wielki i Tomasz z Akwinu. Ale wiemy, że to nie tyle uśmiech losu, co zrządzenie Opatrzności. To Bóg czuwa nad swym dziełem.

Dziś nie brak ruchów religijnych i politycznych inspirowanych gnozą, takich współczesnych albigensów czy waldensów, którzy sprzedając ludziom ideologię obiecują im złudne szczęście. Dlatego potrzeba i współczesnych Dominików i Jordanów. Bo to, co należało do tożsamości dominikańskiej – czyli: duch modlitwy, pragnienie zbawienia dusz, umiłowanie Pisma św. oraz waga jaką przywiązywano do studium i nauki – wciąż pozostaje skuteczną bronią w zmaganiach o królestwo Boże.

Tekst został wygłoszony w ramach cyklu felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 13 lutego 2012 r.