|
|
|
Święci w dziejach |
 |
 |
| |
| Mirosław Król |
2010-02-14 |
14. lutego – Święty Walenty
|
Świat pogrąża się w walentynkowym szale. Sklepy zapełnia się serduszkami, amorkami, różnorakimi ptaszkami i wszelkimi akcesoriami, które będą przypominały nam, że ten dzień to dzień zakochanych. Po mikołajkach przyszedł czas na walentynki jako produkt współczesnego marketingu, wypłukane z głębi, rozpuszczone w wylewnym entuzjazmie, który charakteryzuje dzisiejsze czasy. Tylko co na to Mikołaj i Walenty? Ten pierwszy krasnal w czerwonym kubraku zajeżdża zimową porą saniami zaprzężonymi w renifery, a ten drugi to zapewne bogaty wójek z Ameryki w szerokim cadillacu, z cygarem w zębach, który mówi do zakochanych nastolatek: „masz problem, opowiedz mi o tym”. Co tu jest prawdą a co fikcją... Ponoć znaczna część Anglików wierzy, że Scherlock Holmes to postać historyczna zaś Winston Churchill to wytwór fantazji. Do jakiego stopnia zdurniał ten cały świat?
Jednak ten prawdziwy święty Walenty bardzo potrzebny jest naszym czasom, chociażby z tego tylko powodu, że min. leczył choroby psychiczne. Dlatego trzeba go prosić, aby uleczył dzisiejszą głupotę.
Prawdziwego św. Walentego współcześni specjaliści od marketingu nie sprzedali by ludziom tak łatwo jak tego fikcyjnego. Prawdziwy Walenty to żyjący w trzecim wieku kapłan rzymski, a prawdopodobnie również biskup położonej 100 km od Rzymu Terni, to kapłan – męczennik, oddający życie za wiarę, czyli rzeczywiście patron prawdziwej miłości, ale i cudotwórca, egzorcysta i żołnierz Chrystusa nawracający pogan. Niewiele o nim wiemy, choć kościół pierwszych wieków skrupulatnie dokumentował życie swoich męczenników. Akta męczeństwa nierzadko wydobyte od prześladowców odczytywano wśród zgromadzonych chrześcijan by krzepić się tymi świadectwami. Władze rzymskie szybko odkryły jak niebezpieczna może być taka dokumentacja, dlatego zakazano jej udostępniania, a znalezione w czasie rewizji zapiski świadectw męczeństwa skrupulatnie niszczono. Gdy je po latach odtwarzano wkradało się wiele nieścisłości czy nawet legend. W Martyrologium Rzymskim znajdujemy następującą wzmiankę o św. Walentym: „W Rzymie na via Flaminia narodziny św. Walentego, kapłana i męczennika, który po wielu cudownych uzdrowieniach i dowodach mądrości, kijami był bity i za cesarza Klaudiusza został ścięty”. Chodzi o cesarza Klaudiusza II Gota, który zasłynął prześladowaniami chrześcijan ok 270 r. po narodzeniu Chrystusa, a także tym, iż wydał zakaz zawierania małżeństw, co w jego opinii miało zachęcić młodych Rzymian do służby wojskowej. Tradycja przekazała wiadomości, że Walenty błogosławił potajemnie związki małżeńskie, a także towarzyszył sądzonym i skazanym na śmierć współwyznawcom. W końcu sam został aresztowany i był zmuszany torturami do wyparcia się wiary. Tego jednak nie uczynił. Został ścięty w dniu 14 lutego. Niedługo po egzekucji Walentego pobożna rzymska matrona Sabinilla poprosiła o wydanie jego ciała, które pochowała w swej posiadłości przy Via Flaminia. W 350 r. została w tym miejscu wzniesiona bazylika. Zniszczona w VII wieku za czasów Honoriusza I. Obecnie pozostały jedynie ruiny w pobliżu katakumb. Relikwie Walentego przeniesiono do kościoła św. Praksedesa. Grób Walentego już w IV w. otoczony był szczególnym kultem. Nad grobem męczennika papież Juliusz I wystawił bazylikę ku jego czci. Odnowił ją później papież Teodor I. Bazylika wraz z grobem św. Walentego stała się prawdziwym sanktuarium i jednym z pierwszych miejsc pielgrzymkowych. W ciągu średniowiecza kult świętego objął całą niemal Europę.
Walentego umęczono jak wspomniałem 14 lutego, zaś 15 lutego Rzymianie obchodzili luperkalia czyli festyn ku czci boga płodności Faunusa Lupercusa. W przeddzień obchodów (w dzień męczeństwa św. Walentego) odbywała się miłosna loteria: imiona dziewcząt zapisywano na skrawkach papieru, po czym losowali je chłopcy. W ten sposób dziewczyny stawały się ich partnerkami podczas festynu. Gdy w IV w. chrześcijaństwo stało się religią panującą w cesarstwie rzymskim, pogańskie obchody stopniowo zastępowano przez święta chrześcijańskie. Trudno jednak było wytrzebić owe pogańskie Luperkalia. Zniósł je dopiero w 496 r. papież Gelazy I.
Nie trudno dopatrzeć się, że współczesne walentynki, niewiele mają wspólnego z przypominaniem prawdziwie chrześcijańskiej postawy męczennika św. Walentego, który z narażeniem życia błogosławił małżeństwa, swoją obecnością podtrzymywał na duchu skazanych na śmierć chrześcijan, a wreszcie życie dał, bo nie chciał wyrzec się Chrystusa. Dzisiejsze walentynki bardziej przypominają pogańskie Luperkalia, których do końca nie zdołał wytrzebić papież Gelazy I. Ale jak zauważono na wstępie świat współczesny potrzebuje św. Walentego patrona pięknej, prawdziwej miłości. Potrzebuje go by przywrócić narzeczeństwu prawdziwy jego chrześcijański wymiar, a nie zastępować go dzisiejszym wspólnym zamieszkiwaniem młodych na tzw. próbę. Potrzebujemy Walentego by umocnić rodzinę coraz głębiej pogrążającą się w kryzysie, obiawiającym się chociażby coraz liczniejszymi rozwodami. Tego nie uleczą czerwone serduszka jakimi się obdarowywujemy w dniu św. Walentego. To może sprawić prawdziwa miłość i zaufanie, której na codzień trzeba się uczyć, zwłaszcza od świętych.
|
|
|