Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Jan Paweł II
i o. Krąpiec

Galeria foto
Multimedia
Mirosław Król
Ks. Piotr Skarga
Spróbuj pomyśleć (Radio Maryja)
Ks. Piotr Skarga
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Święci w dziejach
Mirosław Król 2010-04-23

23. kwietnia – Święty Wojciech

„Oto jestem znowu sprzedawany, a ty śpisz” – to słowa, które miał usłyszeć św. Wojciech z ust Chrystusa Pana. Niepokój, jaki słowa te zasiały w jego sercu, przywiódł go po palmę męczeństwa z czeskiej Pragi w pruską puszczę aż pod Elbląg. Nie zyskawszy uznania u swoich, którym stawiał wielkie wymagania moralne, tułał się po Europie, aż znalazł się w piastowskim Gnieźnie. Tu na dworze Bolesława Chrobrego zrodziła się myśl poniesienia Ewangelii pomiędzy pogańskich Prusów. Wojciech nie chciał nadawać swojej misji charakteru zbrojnej wyprawy, dlatego oddalił drużynę ofiarowaną mu przez Bolesława, mówiąc, iż albo pozyska w Prusach zwolenników albo zginie. Poszedł tylko z krzyżem i grupką najbliższych współpracowników. Upokorzony przez pogan po kilku dniach wracał ku granicy, kiedy został zaatakowany przez uzbrojony tłum. Związanego misjonarza zawleczono na pobliski pagórek, gdzie pogański kapłan pierwszy zadał śmiertelny cios.

W 200 lat po tym wydarzeniu ziemię pruską podbili, mordując miejscową ludność, Krzyżacy. Jakże tragiczne były skutki odrzucenia misji Wojciechowej przez Prusów. Ich lud wkrótce przestał istnieć. Z czasem na tych ziemiach powstało niemieckie państwo pruskie, które walnie przyczyniło się do zdławienia Polski w XVIII wieku. Jakże dalekie konsekwencje jednego ludzkiego istnienia.

Po ludzku patrząc można było wyprawę Wojciecha do Prus przygotować lepiej, otoczyć ją wojskiem. Na pewno przyniosłaby sukces. Mógłby zresztą Chrystus na wybrzeżu obronić Wojciecha. Mówił do apostołów w Getsemani: „Czyż myślicie, że gdybym zechciał, Ojciec Niebieski nie przysłałby mi ku obronie hufców anielskich?” Ani w Getsemani, ani na Pomorzu w r. 997 nie było cudownej interwencji Boskiej. Nie o to przecież chodziło. Misja Wojciecha wyprzedziła epokę, odrzuciła miecz, który wyciągnęli Wojciechowi oprawcy. Od tego miecza zresztą zginęli w kilkaset lat później, co zapowiadała Ewangelia święta, w którą Prusowie nie uwierzyli: „Kto mieczem wojuje od miecza ginie”.

Były także inne konsekwencje śmierci męczennika. W trzy lata po zabójstwie Wojciecha pielgrzymkę do jego grobu odbył cesarz niemiecki Otton III. Proklamowano wówczas uroczyście utworzenie metropolii w Gnieźnie, co znacząco umacniało niezależność Kościoła polskiego i wzmacniało młode państwo piastowskie. Książe polski i cesarz niemiecki rozmawiali wówczas jak równy z równym o przyszłości chrześcijańskiej Europy.

Skutki misji św. Wojciecha dały znać o sobie także w czasach dzisiejszych. Kiedy w 1000 lat po Synodzie Gnieźnieńskim w dawnej stolicy Polski zgromadzili się przywódcy państw europejskich by podobnie jak Otton z Bolesławem deliberować o przyszłości Europy z ust prezydenta Niemiec Johanesa Rau padły znamienne słowa. Mówił on, iż w dzisiejszej Europie chrześcijaństwo nie odgrywa już takiej roli jak dawniej. Dziś nie potrzeba już Europie kościelnego parasola ochronnego. Ponoć gdy św. Wojciech nauczał z łodzi pogańskich Prusów jeden z nich uderzył wiosłem misjonarza w plecy, a jego brewiarz wpadł do wody. Myślę, iż wypowiedź niemieckiego prezydenta miała podobne symboliczne znaczenie. Pozostaje tylko mieć nadzieję, iż odrzucenie krzyża przez dzisiejszą Europę nie pociągnie za sobą nieszczęść, jakie spadły na ziemie Prusów po odrzuceniu Ewangelii przyniesionej im przez Wojciecha.

Minęło ponad tysiąc lat od śmierci jednego z głównych patronów Polski. Patrzymy w przyszłość, chcielibyśmy Polskę oglądać inną tzn. silną i bogatą, błogosławioną, pełną pokoju i sprawiedliwości. Każdy mądry naród pochyla się ze czcią nad swoją przeszłością, bez niej nie sposób patrzeć w przyszłość. W naszej odległej przeszłości spotykamy św. Wojciecha biskupa, który z czeskiej Pragi przywędrował nad Bałtyk, bo usłyszał słowa Chrystusa: „Oto jestem znowu sprzedawany, a ty śpisz.”